Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Mówi się - nie wiem dokładnie kto tak mówi - że Thanksgiving to męskie święto, a kobiety mają po prostu przy nim dużo roboty. Moje wpisy z lat poprzednich udowadniają, iż do pewnego stopnia podzielam drugą część powtarzanej wszędzie opinii, bo wielokrotnie ubolewałem nad ciężkim losem pań w tym dniu.

Głównie za sprawą niedostępności innych, poza futbolowymi, kanałów telewizyjnych, a także koniecznością przebywania w innym pomieszczeniu niż telewizor. Nie to, że zaraz jakiś zakaz, tylko niepotrzebne rozmowy nie na temat rujnują wrażenia z meczu... Nie przesadzam, w przeprowadzonym kilka lat temu sondażu zapytano mieszkańców tego kraju, jaki element święta Dziękczynienia jest dla nich najważniejszy. Spotkanie z rodziną, posiłek, wolne z pracy stanowiły pierwszą trójkę. Na czwartym miejscu pojawił się telewizor.

Ale przecież nie w każdym domu mamy miłośnika futbolu, czasami trafiają się uczyni, odpowiedzialni, pomagający w obowiązkach panowie. No nie to, że od razu jak ogląda mecze to nie dba o nic innego, zdarza się czasem, że dba. Na dziecko krzyknie, psa wypuści za dom, albo odwrotnie...

Niezależnie, w jakim domu ma miejsce akcja pod nazwą „święto Dziękczynienia” jedno jest wspólne. Kobiety przygotowują dom, dzieci, zwierzęta, większość potraw. Mężczyźni czasem kupią indyka lub jego odpowiednik – nie wszędzie jada się ptaki, nie wszędzie jada się mięso – czasami go przygotują i włożą do piekarnika lub usmażą w hektolitrach oleju. Czasami. Zawsze jednak mężczyzna dzieli ten kawał pieczeni na mniejsze kawałki. Jeśli w waszym domu jest inaczej, to wyłamujecie się z tradycji.

Osobiście nie jestem zwolenikiem wszystkich tradycji. Czasami nie mają one sensu. Dlaczego akurat mężczyzna ma pokroić pieczeń lepiej? Bo jest silniejszy? Nie. Technika jest ważniejsza. Lepiej operuje nożem? Nie. W życiu nie obsługiwał go tyle razy, co współmałżonka. Chyba że jest producentem noży, ostrzy je zawodowo, zawodowo kroi cebulę lub przycina róże. Lepiej zna budowę tuszy indyka? Może, choć wątpię... Zróbmy w tym roku test, poprośmy krojącego o podudzie, ciekawe czy bedzie wiedział, gdzie jest.

Wykorzystanie tradycji, by zmuszać mężczyznę do dodatkowej pracy w Thanksgiving, czyli dzielenia pieczonego ptaka, jest trochę tak, jak z nauką abecadła.

Dlaczego, pytam poważnie, dlaczego musimy znać literki w określonej kolejności? Bo grecki alfabet został stworzony w taki poukładany sposób i wszyscy musimy teraz się temu podporzadkować? No niby tak, ale ponarzekać trochę mogę, nie?

Jeśli Hania potrafi wyrecytować abecadło jak pani od polskiego nakazała, czyli ABCDEFGH...itd.  to oczywiście znaczy, że potrafi przeczytać „bach”, albo „dach”. Na przykład.

Ale jeśli Jasio zna wszystkie litery, ale w innej kolejności, na przykład DEFAHBGC...itp. to znaczy, że nie przeczyta „dach”, ani „bach”? Przeczyta! Jeszcze dołoży „fach” i „gach”. Może nawet „heca” i „gad”. A jak!

Pomyślałem właśnie, że dopiero w tym momencie wiele osób zdało sobie sprawę, iż dziwny tytuł nad tekstem nie jest błędem klawiatury, czy drukarni, tylko zamierzonym działaniem. No cóż, przepraszam. Następnym razem nie trzeba będzie czytać tekstu, by zrozumieć tytuł. Jak w wiadomościach: Nieznany mężczyzna wszedł do banku XYZ przy skrzyżowaniu A oraz D i zrabował 2 tysiące. Po przeczytaniu takiego tytułu nie ma sensu czytać dalej. Nie dowiemy się kim jest, bo nieznany. Wiemy co i ile zabrał. Wiemy jaki bank. Nic dziwnego, że krótkie teksty w modzie...

Powinienem wrócic do Thanksgiving, ale wracam do abecadła, czy też alfabetu. Trudna z nim sprawa czasami. Niektórzy policjanci po zatrzymaniu kierowcy podejrzanego o „nierówną” jazdę wymagają zdania tzw. polowego testu. Jeśli nie ma wokół pól, nazywany jest on testem terenowym. Odgórnie zatwierdzone i uznane za właściwe są: próba utrzymania się w pionie, przejście kilku metrów w linii prostej, utrzymanie ciężaru całego ciała na jednej nodze, tudzież próby wydłubania sobie oka palcem wskazującym. Czasami policjant wymaga, byśmy powtórzyli alfabet.

Proszą, by przy tym nie śpiewać.

Kilka lat temu pewnie by mi się to udało. Nie wiem, nie miałem możliwości przetestowania swych umiejętności w ten sposób, ale podejrzewam, iż jakoś ten alfabet bym im powtórzył. Jednak od kiedy zostałem ojcem i milion razy przysłuchiwałem się piosenkom edukacyjnym, bez śpiewania nie da rady. Nie i koniec. 

Ponieważ jak coś nie jest zabronione, to może być wykorzystane. W związku z tym niektórzy policjanci domagają się powtórzenia alfabetu od końca. By to było jasne, nie jest to oficjalny i zatwierdzony sposób kontroli trzeźwości, ale wśród policji też złośliwe osobniki się trafiają. Kiedyś zrobiliśmy sobie ze znajomymi taki terenowy test. Dla zabawy. Bez powodu. Był to dzień po Thanksgivig, wszyscy mieli wolne, niektórzy musieli później wracać samochodem. Było coś do jedzenia, były różne napoje. Było późno. Wiekszość z nas jakoś dała radę liniom prostym, wkładaniu palca do nosa i oka, skakaniu na jednej nodze, nawet pamiętała większość liter. Ale wyłącznie od początku. Od końca nie udało się nikomu. Alfabetów w kilku językach próbowano. Nic z tego.

Następnego dnia zaobserwować można było ożywioną wymianę smsów. Wszyscy, co do jednego, próbowali raz jeszcze, w nieco innych warunkach, powtórzyć zadanie. Bez grilla i mrożonej herbaty. Udało się to nielicznym, bardziej skupionym, z lepszą pamięcią i stalowymi nerwami. Reszta? Reszta wolała sobie odświeżyć wiedzę z zakresu mechaniki i optyki kwantowej lub oddać się zakupom w czarny piątek.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location