----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

***

„Zysk jest tym dla inwestorów, czym heroina dla narkomanów – inwestorzy kochają zyski” (s.50) W jaki sposób?

***

„Kiedyś było się tym, co miało się na sobie, dzisiaj niektórzy wierzą, że jest się tym, co się je, ale tak naprawdę staliśmy się tym, czego używamy do pisania esemesów”. (s. 113) Dlaczego?

***

„GAFA nie jako niezręczność towarzyska, tylko kartel cyberkorpów: Google, Amazon, Facebook i Apple” - czym jest i jak działa?

***

Jakim sposobem cztery firmy zgromadziły tak wielką władzę i tak gigantyczne pieniądze?

***

To elementarne pytania, które stawia Scott Galloway w kapitalnej książce „Wielka czwórka, FOUR. Ukryte DNA: Amazon, Apple, Facebook i Google”. Tych pytań jest zresztą znacznie więcej. Przyprawiają nas one o stupor poznawczy, bo z jednej strony mamy wrażenie, a nawet głębokie przeświadczenie, że bez GAFA nie da się żyć, z drugiej jednakowoż przeczuwamy, że coś tu nie jest tak, jak powinno być. Galloway utwierdza na w tym przeczuciu, które powoli, dzięki znakomitej argumentacji, z domniemania staje się pewnością. Nie tylko jakieś nieokreślone, korporacyjne „coś” jest nie w porządku, ale cały system oparty na koncepcie korporacyjnego zysku jest diabelski. Gdzie tego diabła szukać? Oczywiście w szczegółach. A tych nam autor nie szczędzi, odkrywając przed nami ciemna stronę GAFY:

- czy korporacje płacą podatki, a jeśli tak, to ile?

- jaka jest ich struktura prawna?

- jak kształtują się relacje GAFY ze światem polityki?

- czy i jak działają lobbyści korporacyjni?

- jak hiper bogate korporacje wpływają na układy prawne i społeczne?

- czy system liberalnej demokracji radzi sobie z potęgą GAFY?

- co sprzedają korporacje i dlaczego to kupujemy?

- jak świat korporacji ma się do stałego procesu unicestwiania klasy średniej? 

- czy inwestują część zysków w działania charytatywne i sponsorskie?

- jak traktują pracowników, czy dbają o ich dobro?

- co produkują i gdzie?

- czy współpracują ze sobą czy też szaleńczo konkurują?

- czy ich działania i są zgodne z prawem?

- czy dbają o środowisko?

- co jest ich zasadniczym celem?

To tylko niektóre z listy pytań, które Scott Galloway analizuje, a robi to nie tylko błyskotliwie, ale też bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Ogólny koncept książki opiera się na starym jak świat pomyśle zestawiania przeciwstawnych danych, jednym słowem na znanej wszystkim z dzieciństwa zabawie w plusy i minusy. Po jednej stronie mamy aspekt anielski (plusy-to co dobre), po przeciwnej diabelski (minusy-to co złe). Czego jest więcej? Plusów czy minusów? To zależy od konkretnej korporacji, ale ogólny obraz jest daleki od tego, który starają się nam pokazywać media i politycy, oraz same korporacje w wszechogarniającym przekazie, który same generują, a który streszcza się w jednym zdaniu: bez nas nie można żyć! (a jeśli nawet tak się zdarzy, że komuś uda się żyć bez nas, to co to za życie?).

Scott Galloway nie pozostawia nam żadnych złudzeń – korporacje są wszędzie i są wszystkim. Decydują o nas i rządzą nami, manipulują naszymi pragnieniami i pożądaniami, modyfikują nasze postrzeganie rzeczywistości, mówią nam, co dobre, a co złe, wskazują, jak postępować i jak się zachowywać, modelują nasze zwyczaje i wybory – przejęły rolę religii i boga. Co najdziwniejsze i najstraszniejsze w tym wszystkim – dzieje się to za nasza zgodą i z naszym pełnym przyzwoleniem.

Fakt ten stanowi istotny punkt w konstrukcji książki. Autor tak ustawia plusy i minusy określające GAFĘ, iż musimy wykazać zaangażowanie w tekst, który czytamy. Musimy zająć jakieś stanowisko. Za którąś ze stron się opowiedzieć i albo jej bronić, albo ją potępić.

***

„W ciągu ostatnich czterech lat (od 1 kwietnia 2013 do 1 kwietnia 2017) wartość wielkiej czwórki wzrosła o około 1.3 biliona (PKB Rosji) […]. Dzięki mieszance niskokosztowej produkcji i prestiżowych cen Apple wylądowało na stercie pieniędzy większej od PKB Danii, od rosyjskiej giełdy i od kapitalizacji giełdowej Boeinga, Airbusa i Nike razem wziętych”. (s. 119) Fakt ten implikuje cały ciąg konsekwencji, które są szczegółowo omawiane w książce:

- niewyobrażalne bogactwo FOUR skupia się w rękach bardzo wąskiej grupy ludzi;

- utrzymanie tegoż bogactwa kreuje morderczą walkę konkurencyjną;

- gigantyczne pieniądze paru osób pozwalają na realizację pomysłów niedostępnych nawet dla wielu krajów, przy czym owe pomysły z rzadka służą dobru innych. Mają jedynie zwiększyć zyski;

- ogromne zyski GAFY zmieniają kształt liberalnej demokracji i przekształcają ją w model średniowiecznego układu społecznego;

- tragiczna dystrybucja bogactwa GAFY i bezwzględna eksploatacja biednych krajów powoduje pogłębianie się i tak już ogromnych różnic między kontynentami, poszczególnymi krajami, a nawet warstwami społecznymi w obrębie tak bogatego kraju, jak USA, nie mówiąc już o innych społeczeństwach.

„Oczywiste jest, że potrzebujemy liderów biznesu, którzy tworzyliby – i wcielali w życie – wizję przyszłości uwzględniającą zwiększenie liczby miejsc pracy, a nie miliarderów oczekujących od rządu, że będzie opłacał z podatków, których oni unikają, programy pomocowe, żeby ludzie całymi dniami przesiadywali na tapczanach, oglądając Netflixa. Jeff, może byś tak zaprezentował jakąś rzeczywiście zajebistą wizję?” (s.84)

To się jednak (raczej) nie wydarzy, bo zarówno Jeff Bezos, twórca Amazonu, czy Steve Job z Apple – są poza tego typu myśleniem.

„Apple ma gotówkę, markę, umiejętności i lukę na rynku, żeby naprawdę dokonać wyłomu we wszechświecie. Ale może równie dobrze opracować… lepszy wyświetlacz do swojego kolejnego telefonu”. (s.123)

Można się obawiać, że tak właśnie się stanie. Myślenie charakterystyczne dla super bogatych ludzi poprzedniej epoki, takich jak Andrew Cornegie czy Henry Frick, którzy przekazali ogromna część swego bogactwa na wielkie projekty społeczne (Cornegie Hall, biblioteki, Frick Colletion, etc.) trzeba złożyć na cmentarzysku zapomnianych idei.

„Ludowa mądrość każe wierzyć, że Steve Jobs dokonał wyłomu we wszechświecie. Ale nie – nie dokonał. Steve Job moim zdaniem napluł na wszechświat. Ludzie, którzy wstają rano, pomagają dzieciom się ubrać, wyprawiają je do szkoły i kierują się irracjonalną pasją działania dla ich dobra – tacy ludzie naginają wszechświat. Nasz świat potrzebuje jak najwięcej domów, w których będą mieszkali naprawdę zaangażowani rodzice, a nie coraz bardziej zajebistych telefonów.” (s.102)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location