----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wieloletnia kampania polegająca na stałym obniżaniu budżetu IRS sprawiła, że potężna niegdyś agencja ma dziś wielkie braki kadrowe, sparaliżowana jest nadmiarem obowiązków i pracuje na przestarzałym sprzęcie. Efekt? Coraz większa liczba osób wykorzystujących niedoskonałości systemu i związane z tym straty w wysokości setek miliardów dolarów.

Latem 2008 r. jeden z pracowników amerykańskiego Urzędu Skarbowego odkrył, że setki zagranicznych firm operujących na terenie USA nie płacą należnych podatków. Okazało się, że jego pracodawca, czyli IRS, nic na ten temat nie wie.

Na przykład, według obowiązującego prawa, wszystkie firmy działające w basenie Zatoki Meksykańskiej winne są amerykańskiemu rządowi część pieniędzy zarabianych na wydobyciu ropy naftowej lub współpracy z tymi, którzy się tym zajmują. Jednak większość z nich nie płaciła nic, a rodzime korporacje narzekały, iż dzięki temu nieuczciwi rywale zagraniczni przejmują lukratywne kontrakty.

Wspomniany agent rozpoczął serię dochodzeń i w krótkim czasie, bo w okresie zaledwie 5 lat, zaowocowały one ponad $50 mln. zwrotem niezapłaconych podatków. Był to doskonały przykład tego, jak ściągająca należności podatkowe organizacja powinna działać.

Jednak w tym samym czasie Kongres rozpoczął systematyczne redukowanie budżetu IRS. Z braku środków program obejmujący ściąganie należności od zagranicznych firm został wkrótce zlikwidowany.

Chwiejące się IRS

Gdyby wszystkie dotychczasowe redukcje budżetowe wprowadzono w jednym czasie, agencja prawdopodobnie przestałaby funkcjonować. Gdyby jednego dnia budynek opuściły tysiące audytorów, analityków, agentów czy osób obsługujących linie telefoniczne, być może problem zostałby zauważony. Jednak odbyło się to etapami, na przestrzeni ośmiu lat. Co roku odchodzili na emeryturę kolejni pracownicy, nowi nie pojawiali się w ich miejsce. Z braku pieniędzy i ludzi likwidowano kolejne programy. W rezultacie mamy potężną maszynę biurokratyczną sztucznie podtrzymywaną przy życiu i setki miliardów dolarów strat dla budżetu państwa.

Ograniczenie finansowania agencji sprawia, że brakuje ludzi pilnujących, by każdy zapłacił to, co powinien. W ubiegłym roku Internal Revenue Service zatrudniał 9,510 audytorów. To wysoka liczba, jednak niższa o 1/3 od stanu z 2010 r. Ostatni raz IRS zatrudniał poniżej 10 tysięcy osób odpowiedzialnych za ściąganie podatków w 1953 r. Jednak wówczas gospodarka amerykańska stanowiła tylko 1/7 dzisiejszej.

IRS wciąż się zmniejsza. Niemal 30 proc. obecnych pracowników uzyska prawa emerytalne w przyszłym roku i wraz ze spadającym morale prawdopodobnie wielu z nich skorzysta z okazji i przejdzie w stan spoczynku.

Coraz mniej kontroli

W 2017 r. urząd skarbowy przeprowadził o 675 tysięcy mniej audytów niż siedem lat wcześniej, co oznacza spadek aż o 42 proc. Ale same liczby nie kreślą pełnego obrazu – mówią pracownicy. Agenci mają mnóstwo pracy i często wymaga się od nich, by jak najszybciej kończyli jeden projekt i rozpoczynali następny.

Brak kadr sprawia, że IRS ogranicza najbardziej podstawowe funkcje. Choćby wyszukiwania ludzi, którzy w ogóle nie wypełniają zeznań podatkowych. Liczba otwieranych dochodzeń dotyczących tzw. nonfilers, czyli osób, które nie zaprzątają sobie głowy podatkami, spadła z 2.4 mln. w 2011 r. do zaledwie 362 tysięcy w roku ubiegłym. Nie, nie zmniejszyła się liczba osób unikających płacenia, podejrzewa się wręcz, że jest ich coraz więcej. Według Inspektora Generalnego w Internal Revenue Service redukcja ta przynosi straty dla budżetu przekraczające 3 miliardy dolarów rocznie.

Jednocześnie spada ściągalność należności od tych, którzy wprawdzie zeznania podatkowe wypełniają, ale później nie wysyłają pieniędzy. Zobowiązania podatkowe wygasają ustawowo po 10 latach, jeśli IRS się nami w tym czasie nie zainteresuje. Zanim rozpoczęły się cięcia budżetowe, przypadków wygaśnięcia u kogoś takich zobowiązań nie było zbyt wiele. W 2010 r. opiewały one w sumie na ok. $482 mln. Siedem lat później, w 2017 r. wynosiły już $8.3 mld. czyli 17 razy więcej. Obniża się też możliwość ścigania przestępców podatkowych.

Bogaci mają najlepiej

Na upadku IRS najbardziej korzystają najbogatsi i wielkie korporacje. Dla większości Amerykanów kontakt z urzędem skarbowym odbywa się automatycznie. Jednak by skontrolować finanse dużego biznesu lub miliardera i wykryć oszustwa i przekręty potrzeba specjalistycznej, dobrze wyszkolonej grupy ludzi zajmujących się na co dzień takimi sprawami. Tacy ludzie odchodzą z IRS masowo, zabierając zdobytą wiedzę i doświadczenie. Dla największych korporacji w kraju niebezpieczeństwo kontroli podatkowej i nałożenia wysokiej kary finansowej jest dziś znacznie mniejsze. Najbogatsi, którzy jak pokazują kolejne badania, najczęściej unikają płacenia należnych podatków, w ostatnich latach przestali bać się niemrawego urzędu skarbowego.

Dla ubogich podatników sytuacja wygląda inaczej. IRS nadzoruje jeden z największych rządowych programów pomocowych, EITC (earned income-tax credit), w ramach którego najuboższe rodziny z dziećmi otrzymują dodatkowe środki w ramach kredytu podatkowego. Pod naporem republikańskich polityków IRS od wielu lat sumiennie prowadzi audyt osób otrzymujących tę pomoc starając się wykryć przypadki nadużyć. Wraz z ograniczeniami kadrowymi coraz większy odsetek agentów zajmuje się właśnie takimi przypadkami. W ubiegłym roku stanowiły one aż 36 proc. wszystkich kontroli podatkowych. Oczywiście odbywa się to kosztem innych programów, choćby kontrolujących podatki dużych firm i najbogatszych obywateli. W rezultacie otrzymujący pomoc finansową, a są to zwykle rodziny o dochodzie poniżej $20 tys. rocznie, są równie często kontrolowani jak ci, którzy wykazują dochód od 500 tys. do miliona rocznie. Tylko osoby o dochodzie przekraczającym milion dolarów są wciąż sprawdzani przez IRS częściej.

Oczywiście władze Internal Revenue Service utrzymują, iż agencja działa sprawnie i gotowa jest przeciwdziałać wszelkim próbom zatajenia dochodów i unikania płacenia podatków. Nie mają wyjścia, gdyż przyznanie się do spadku funkcji operacyjnych natychmiast przyniosłoby jeszcze większe straty, gdy zachęceni nieporadnością urzędu obywatele masowo zaczęliby unikać płacenia wymaganych prawem należności. Co innego mówią pytani o to pracownicy i urzędnicy. Według nich to kwestia czasu, gdy ludzie zauważą jak mało wydajną i nieskuteczną organizacją stał się IRS.

Ale kto lubi IRS?

Urzędu Podatkowego nikt nie lubi. Jednak każdy powinien zdawać sobie sprawę, jak ważną dla funkcjonowania kraju pełni funkcję. Osłabienie systemu ściągania podatków może wywołać masowe unikanie ich płacenia. Niebezpiecznie wysoki deficyt budżetowy kraju podwyższyłby się o kolejne miliardy. To oznaczałoby poważne kłopoty dla rządu, a w dalszej kolejności dla podatników. Już za czasów George W. Busha, ówczesny komisarz IRS, Douglas Shulman, ostrzegał Kongres przed nadciągającymi kłopotami w związku z ograniczeniami finansowania podległej mu agencji. Mimo to, w okresie kolejnych lat republikańskich rządów pieniędzy na funkcjonowanie agencji było coraz mniej.

“Widzisz te wszystkie przestępstwa i przekręty i nie możesz wyciągnąć ręki, by coś z tym zrobić” – mówi jeden ze sfrustrowanych pracowników IRS.

Jego zdanie podziela wiele osób, również wśród polityków. Od lat republikanie i demokraci zgadzają się, że podstawowe funkcje urzędu, od którego zależy przecież funkcjonowanie kraju, powinny być chronione. Jednak na głos jedni nie mogą się do tego przyznać, gdyż od lat głoszą konieczność ograniczania podatków, drudzy boją się publicznie wesprzeć ten urząd.

W latach 90. doszło do serii przesłuchań w Kongresie, gdzie ukryci za zasłonami i mówiący przez zniekształcające mikrofony głos świadkowie zeznawali, iż IRS dopuszcza się najazdów na biznesy w stylu mafijnym. Była mowa o broni palnej celowanej w nastolatków, niezgodnych z prawem przeszukaniach, etc. Ktoś porównał akcje urzędu do działalności Gestapo. W efekcie wprowadzono szereg praw ograniczających władzę agencji i pozbawiono ją wielu funkcji dochodzeniowych. Chodziło o ochronę obywateli Kilka lat później okazało się, że historie te były zmyślone i chodziło wyłącznie o osłabienie IRS. Było już jednak za późno. IRS otrzymywał znacznie mniej pieniędzy na działalność, nie był w stanie w pełni wykonywać powierzonych mu zadań. Odbudowa systemu zajęła lata, gdy znów po zmianie sil w Kongresie, konserwatywni politycy zaczęli ograniczać budżet agencji. Zwłaszcza po przyjęciu przez demokratów Affordable Care Act, zwany Obamacare. jednym z jego założeń było opodatkowanie najbogatszych na rzecz programu. Przeciwni ustawie politycy GOP postanowili unieszkodliwić ACE dobierając się do IRS. Każdego roku jego budżet zmniejszano o kolejne setki milionów dolarów.

Żadnych przyjaciół

„To samotna agencja, która nie ma żadnych przyjaciół” – mówi James Dyer, republikanin, który przez lata pracował w komitecie Izby Reprezentantów zajmującym się rozdzielaniem rządowych funduszy – „Nikt za nimi się nie wstawi, o wszystko muszą walczyć sami.”

Dyer nawiązuje do faktu, że żadna partia polityczna nie wspiera IRS, gdyż jedna wyznaje politykę antypodatkową, a druga nie chce być posądzona o konszachty z poborcą. Choć obydwie przecież na co dzień korzystają z pieniędzy ściąganych przez tę agencję i wydają na różne, bliskie sobie cele.

Kilka lat temu wybuchła afera, w której wysocy urzędnicy IRS za pieniądze podatników finansowali sobie ekskluzywne wyjazdy na konferencje i szkolenia. Nie były to pieniądze wielkie, ale chodziło przecież o agencje nadzorującą pieniądze podatników. Za karę, a właściwie wykorzystując ten fakt, jeszcze bardziej ograniczono budżet IRS. Tuż przed świętami w 2014 r. dokonano tego ponownie, w związku z czym agencja po raz pierwszy w historii nie była w stanie zatrudnić sezonowych pracowników do obsługi linii telefonicznych przed zbliżającym się okresem podatkowych rozliczeń. Tego roku setki tysięcy dzwoniących nie było w stanie zasięgać informacji, poradzić się, zgłosić problemów. Zamiast wspomóc finansowo, politycy postanowili ponownie ukarać agencję. Uznano, że to nie brak funduszy, ale złe zarządzanie doprowadziło do kryzysu. Posypały się kary, czyli kolejne ograniczenia w finansowaniu.

Ówczesny szef IRS podobnie jak jego poprzednicy ostrzegł, że podległa mu agencja ma kłopoty. A to doprowadzić może do wzrostu liczby oszustw podatkowych, a tym samym spadku dochodów budżetowych. Ostrzegł, że USA mogą zamienić się w Grecję lub Włochy. „Nie chcę, by ktoś później zarzucił mi, że nie ostrzegałem – mówił podczas przesłuchania w Kongresie – „Więc ostrzegam.”

Złote czasy dla oszustów

Tak przynajmniej uważają prawnicy i doradcy specjalizujący się w podatkach. Jeden z nich, były agent IRS, mówi że ma w tym momencie 11 klientów, którzy w sumie winni są ponad milion dolarów. Większości z nich za chwilę minie 10 lat i należności pójdą w zapomnienie. Prawdopodobieństwo, że IRS rozpocznie audyt przed upływem tego czasu jest znikome.

W tym roku agencja otrzymała kilkaset milionów ekstra. Zaznaczono jednak, że pieniądze te mają być wykorzystane wyłącznie na wprowadzenie nowych rozporządzeń, czyli ubiegłorocznej reformy podatkowej. Oznacza to, że w najbliższym czasie niewiele się zmieni.

Na podst. theatlantic.com, propublica.org, treasury.gov,
Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location

----- Reklama -----

Ważne i ciekawe tematy

----- Reklama -----