----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zaczęło się od niewielkiego wpisu na Twitterze kilka tygodni temu. Dziś do zlikwidowania U.S. Immigration and Customs Enforcement nawołują już miliony osób, w tym wielu kandydujących i urzędujących polityków demokratycznych. Jednak sam cel akcji do końca jasny nie jest, bo mało kto jest w stanie nakreślić alternatywę dla tej agencji.

Dla wielu ICE, czyli U.S. Immigration and Customs Enforcement, reprezentuje wszystko, co złe w polityce imigracyjnej obecnej administracji. Jednocześnie te same osoby inaczej pojmują popierane hasło, dla jednych to całkowita likwidacja agencji, dla innych jej restrukturyzacja. Część domaga się całkowitego wstrzymania deportacji, inni chcą je ograniczyć, jeszcze inni lepiej kontrolować. Nie dziwi więc, że Donald Trump i wielu polityków konserwatywnych wykorzystuje ten ruch do własnych celów, jako dowód słabości demokratów w sprawach ochrony granic.

„Likwidacja ICE nagle stała się punktem odniesienia w naszej polityce i wśród samych polityków” – mówi Muzaffar Chishti, dyrektor Migration Policy Institute przy NYU School of Law “Pod nieobecność jakichkolwiek przemyślanych i sensowych rozwiązań prawnych dotyczących polityki imigracyjnej, ludzie skupili swą złość na ICE, tak jakby starcie tej agencji z powierzchni Ziemi zlikwidowało wszelkie nasze problemy”.

Nawoływania do tego pojawiły się wraz z ujawnieniem konsekwencji wprowadzenia polityki „zero tolerancji” na granicach i przymusowym, siłowym rozdzielaniem rodzin. Ruch powiększył się nabrał głosu po zwycięstwie 28-letniej Alexandry Ocasio-Cortez w prawyborach demokratycznych w Nowym Jorku. „Nadszedł czas na likwidację ICE, ułatwienia w otrzymaniu obywatelstwa i ochronę prawa rodziny do pozostania razem” – nawoływała ona podczas swej kampanii.

Widząc popularność tych haseł, kilku już urzędujących i wpływowych polityków demokratycznych postanowiło je wykorzystać. Wśród nich senator Kirsten Gillibrand z NY, potencjalna kandydatka na urząd prezydenta w 2020 r. W wywiadzie udzielonym CNN stwierdziła, iż „ICE stał się siłą deportacyjną i dlatego powinniśmy się jej pozbyć, zacząć od początku i zbudować coś, co będzie działać”.

Demokratyczni legislatorzy nie mogą się więc zdecydować, czy zlikwidować tę agencję, czy też ją zrestrukturyzować, jednak dla aktywistów ważne jest, że w ogóle się na ten temat mówi.

U.S. Immigration and Customs Enforcement powstało w 2003 r. w odpowiedzi na ataki terrorystyczne z 11 września i jest największą agencją dochodzeniową departamentu Homeland Security. Jeden z najważniejszych oddziałów ICE nosi nazwę Homeland Security Investigations i przeciwdziała nielegalnemu przemieszczaniu się ludzi i towarów wewnątrz kraju, zajmując się również cyberbezpieczeństwem i zwalczając handel żywym towarem. Jest on jednak mało znany, na pewno nie tak rozpoznawalny jak Enforcement and Removal Operations, oddział powołany do wyszukiwania i deportowania nieudokumentowanych imigrantów. W okresie pierwszej kadencji Baracka Obamy oddział ten wydalił z kraju rekordową liczbę osób, w okresie drugiej kadencji nie była ona już tak wysoka i zdecydowana większość zatrzymywanych miała na swym koncie poważne przestępstwa. Zmieniło się to ponownie w lutym ubiegłego roku, gdy prezydent Trump podpisał rozporządzenie rozszerzające działalność tego oddziału na wszystkie nieudokumentowane osoby mieszkające w USA, niezależnie od ich kryminalnej przeszłości. W ubiegłym roku fiskalnym agencja dokonała kilkudziesięciu tysięcy zatrzymań, z czego 37,734 osoby - dwa razy więcej niż rok wcześniej - nie miały na swym koncie żadnych wykroczeń wobec prawa. W okresie od października do marca ICE aresztowało ok. 80 tysięcy osób, z czego 33 proc. nie miało historii kryminalnej. Rok wcześniej było to odpowiednio: 63 tysiące i 21 procent.

Choć ruch społeczny o nazwie „Abolish ICE” (Zlikwidować ICE) powstał pod wpływem obrazów dzieci przetrzymywanych w ośrodkach detencyjnych, wyjaśnić należy, że za rozdzielanie rodzin odpowiedzialna jest inna agencja.

Realizacją polityki „zero tolerancji” zajmuje się bowiem Customs and Border Protection, powołane do ochrony granic. Zadaniem ICE jest jednak przetrzymywanie osób dorosłych, zatrzymanych podczas próby nielegalnego wkroczenia na terytorium USA, w okresie poprzedzającym proces deportacyjny i po jego zakończeniu. W związku z tym to ICE odpowiedzialny jest za znalezienie rodziców odseparowanych od swych dzieci, co na razie sprawia tej agencji sporo problemów.

Aktywiści i politycy nawołujący do likwidacji U.S. Immigration and Customs Enforcement przedstawiaja to jako kwestię moralną. Według nich sposób, w jaki wykonuje powierzone jej zadania, zwłaszcza w odniesieniu do osób bez historii kryminalnej, jest nieludzki i pomniejsza inną, ważną funkcję agencji, jaką jest walka z przemytem narkotyków i handlem ludźmi.

„Nie robią tego, co do nich należy” – uważa Randy Bryce, kandydat z ramienia partii demokratycznej, ubiegający się w Wisconsin o miejsce zwalniane przez Paula Ryana w Izbie Reprezentantów – „W tej chwili to bardziej prywatna służba deportacyjna Donalda Trumpa”.

Niedaleko, bo w Michigan, jeden z liczących się kandydatów na urząd gubernatora w tym stanie, dał do zrozumienia, iż wspiera pomysł zlikwidowania ICE, a w razie wygranej nie pozwoli, by stanowe pieniądze przeznaczane były na federalne programy deportacyjne.

Sam pomysł, by zlikwidować U.S. Immigration and Customs Enforcement nie jest wcale nowy. Od kilku lat istnieje strona o nazwie abolishice.org prowadzona przez Seana McElwee, współtwórcę organizacji Data for Progress. Przyznaje on, iż nawoływanie do zniesienia tej agencji równe jest wstrzymaniu deportacji i upewnieniu się, że podobna komórka nie pojawi się w innym departamencie rządu federalnego. Tu zaczynają się kontrowersje, gdyż dla polityków demokratycznych wcale nie jest to takie proste. Większość nie chce całkowitego wstrzymania deportacji, skłania się ku restrukturyzacji, ewentualnie głębokim reformom w łonie agencji. Dla niektórych ważne jest utrzymanie dotychczasowych funkcji ICE, ale bez zbędnego okrucieństwa wobec zatrzymywanych. Wkrótce pod obrady Kongresu wpłynąć ma kilka propozycji w tej sprawie, jednak nikt nie spodziewa się, by doszło choćby do głosowania nad zawartymi w nich rozwiązaniami. Może powstanie komisja, której celem będzie reforma systemu imigracyjnego, ale jej prace potrwają wiele miesięcy, może ponad rok, a i tak nie ma żadnej pewności, że wniesie ona coś nowego. Ponieważ demokraci nie mówią jednym głosem i nie są właściwie pewni, jaką strategię obrać, na sprawie zaczynają korzystać republikanie.

Ostatnie badania Gallupa pokazują, iż większość dorosłych Amerykanów przeciwna jest masowym deportacjom osób, które nie posiadają dokumentów pobytowych, ale mieszkających już od jakiegoś czasu w kraju.

Jednak w sprawie likwidacji ICE zdania są bardziej podzielone.

Sondaż przeprowadzony wspólnie przez HuffPost oraz YouGov wskazuje, iż tylko 21 proc. respondentów popiera takie rozwiązanie, czyli całkowitą likwidację agencji, 44 proc. jest temu przeciwnych, natomiast 35 proc. stanowią niezdecydowani.

W obliczu takich danych sondażowych i ogólnego niezdecydowania wśród demokratów, do kontrataku przechodzi partia GOP i przynajmniej na razie odnosi z tego korzyść. Wytykają swym przeciwnikom politycznym brak pomysłu na ochronę granic, sugerują, iż likwidacja ICE przyczyni się do wzrostu przestępczości w kraju, straszą gangiem MS-13. Oczywiście sporo w tym przesady, populizmu i gry o głosy. Jednak wielu potencjalnych wyborców słyszy tę opinię i zaczyna się zastanawiać. Trzeba przyznać, że choć demokraci dalecy są od otwarcia granic, co mylnie sugerują ich przeciwnicy, to własnego pomysłu na rozwiązanie problemu na razie nie mają. Nie potrafią również skutecznie obronić się przed zmasowaną krytyką republikanów.

„Wydawało się, że demokraci nie mogą się już bardziej przesunąć na lewo. Jednak liderzy tej partii, w tym kandydaci i urzędujący politycy, otwarcie nawołują do likwidacji ICE, agencji każdego dnia chroniącej Amerykanów” – powiedział w ubiegłym tygodniu wiceprezydent Mike Pence, w czasie przemówienia wygłoszonego podczas wizyty w głównej siedzibie U.S. Immigration and Customs Enforcement w Waszyngtonie.

Biały Dom otwarcie uważa, że jakiekolwiek ataki na ICE i stosowane przez tę agencję metody, są równe z zaproszeniem do USA gangów i przestępców. Niedawno na oficjalnym profilu Białego Domu na Twitterze można było przeczytać komentarz do wypowiedzi senator Kamali Harris z Kalifornii, która zaproponowała restrukturyzację ICE. Fragment wpisu brzmiał następująco: „Harris wspiera zwierzęta z MS-13”. Ani nie było to dyplomatyczne, ani prawdziwe. Jednak w świat, a przede wszystkim do wyborców republikańskich, idzie informacja o potencjalnym niebezpieczeństwie grożącym ze strony demokratów. Podczas niedawnej wizyty w Montanie i wygłoszonego tam przemówienia Donald Trump powiedział:

„Głos oddany na demokratów w listopadowych wyborach, to głos za oddaniem kraju w ręce gangu MS – 13 (...). Nie pozwolimy plugawym demokratom na oczernianie naszych służb porządkowych”.

Choć demokraci i aktywiści gorąco zapewniają, że nie taki jest ich cel, nazywają tego typu retorykę kłamstwami i przypominają, iż to nie ICE przecież kontroluje granice, w związku z czym wspominanie najazdu gangsterów z MS-13 nie ma w tym przypadku większego sensu, to wśród wielu osób zasiane przez konserwatywnych polityków ziarno zaczyna kiełkować. Zwolennicy ograniczenia roli ICE lub zmiany jej struktur zwracają uwagę, iż hasła głoszone przez prezydenta na ich temat mają na celu wyłącznie pozyskanie zgody i funduszy na budowę muru na południowej granicy.

Wielu polityków lewej strony przeciwnych jest angażowaniu się ich partii w dyskusje na temat ICE uznając, iż nie jest to priorytet i jedynie odwraca uwagę od problemu na granicy. Anonimowo większość uznaje ruch na rzecz likwidacji ICE za marnowanie czasu i zdaje sobie sprawę, iż nigdy agencja ta nie zostanie zamknięta.

Sondaże Pew Research wskazują, że rosnąca liczba Amerykanów coraz lepiej ocenia pomysły demokratów w sprawach imigracyjnych, choć mało kto jest w stanie wymienić konkretne propozycje. Już prawie 2/3 badanych wyraża opinię, iż to demokraci lepiej przygotowani są do rozwiązania tego narastającego problemu. Czy to dobra strategia? Na pewno ryzykowna, zwłaszcza przed zbliżającymi się wyborami. Mimo wszystko temat ten na razie dominuje, wręcz staje się nieodłącznym elementem prowadzenia kampanii przez demokratów. A fakt, że w najmniejszym stopniu dyskusja ta nie pomaga rozdzielonym od rodziców dzieciom czy zażegnaniu kryzysu na granicy, wydaje się przez większość zaangażowanych w spór pomijany.

Na podst.: theatlantic, cbp.gov, nytimes,
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location