----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W miniony weekend 72 osoby postrzelono z broni palnej na ulicach Chicago, z tego 12 ze skutkiem śmiertelnym. Do tej pory w związku z tymi incydentami nie aresztowano ani jednej osoby. W latach 2016 – 2017 w wyniku 6,400 potwierdzonych przypadków użycia broni palnej na ulicach miasta zginęło od kul 1,400 osób. Do dziś policji udało się znaleźć nielicznych sprawców. W 2013 r. wykrywalność morderstw w Chicago wyniosła 46 procent. 3 lata później już tylko 26 procent. W ubiegłym roku zaledwie 17 procent. Jak będzie w tym roku?

W kwietniu br. 23-letni Romell Young wdał się w bójkę z innym mężczyzną w pobliżu swego domu w zachodniej części miasta. Powodu kłótni nawet nie pamięta. Po zdarzeniu pozostała mu jednak na pamiątkę blizna na udzie, którą pozostawiła kula wystrzelona z pistoletu mężczyzny, gdy ten już uzbrojony powrócił na miejsce zdarzenia kilkanaście minut później.

Gdy został przywieziony do szpitala i na okoliczność zdarzenia przesłuchany przez policję, odmówił zidentyfikowania sprawcy, choć doskonale wiedział, kim on jest. Miesiąc później sam został zatrzymany za inne wykroczenie i oskarżony o posiadanie nielegalnej broni palnej.

Nikt nic nie wie

Przypadek 23-latka doskonale ilustruje panującą w niektórych dzielnicach miasta atmosferę. Większość napastników i posiadaczy nielegalnej broni jest znana mieszkańcom okolicy, lecz tylko nieliczni decydują się na wskazanie ich prowadzącym dochodzenie policjantom.

Z różnych powodów – ze strachu, z niechęci do służb mundurowych, ze względu na rodzinne i przyjacielskie powiązania. Lista jest długa.

Podczas zorganizowanej po krwawym weekendzie konferencji prasowej burmistrz Rahm Emanuel oraz szef policji Eddie Johnson apelowali do mieszkańców o pomoc w identyfikacji sprawców:

„Znacie tych ludzi, przychodzą do waszych domów każdego dnia, śpią z wami każdej nocy” – mówił Johnson – „Dziadkowie, rodzice, rodzeństwo, bliscy – wiecie kim są.”

Przestępcy na wolności

Z roku na rok wykrywalność morderstw w Chicago jest coraz niższa, choć nigdy nie należała do wysokich w porównaniu z innymi miastami w kraju. Jak dotąd w Chicago odnotowano w tym roku co najmniej 325 zabójstw z użyciem broni palnej, czyli o 20 proc. mniej niż w podobnym okresie ubiegłego roku. To wciąż dużo, co oznacza, iż bieżący rok może ponownie zamknąć się rekordową liczbą, a Chicago znów stać się stolicą morderstw w USA.

W tym samym czasie, w trzecim co do wielkości mieście w kraju, policjantom udało się rozwikłać znacznie mniej morderstw niż departamentom w innych dużych metropoliach Stanów Zjednoczonych.

Wykrywalność zabójstw, czyli stosunek wszystkich zbrodni do zakończonych ujęciem sprawcy, spadła w 2016 r. do zaledwie 26 proc. Jeszcze w 2013 r. wynosiła 46 proc. Jak na razie nic nie wskazuje, by tegoroczne wyniki były lepsze. Dane te publikuje Laboratorium Kryminalne przy University of Chicago.

Większość zabójstw z użyciem broni palnej jest wynikiem porachunków między gangami i walki o strefy wpływów. Dochodzi do nich w najuboższych dzielnicach na południu i zachodzie miasta, zamieszkałych przede wszystkim przez Afro-Amerykanów i Latynosów.

Ubiegły rok zamknął się nieprawdopodobną liczbą 650 morderstw, a w tym samym czasie wykrywalność sprawców spadła do poziomu 17.5 proc. – wynika z analizy Chicago Sun-Times. W porównaniu z resztą kraju wypadamy bardzo źle. FBI ocenia, iż średnia dla reszty kraju wyniosła w tym samym czasie ok. 59 procent.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku postrzeleń, których ofiary przeżyły. Tu nasz lokalny departament nie ma nic do powiedzenia, gdyż wykrywalność takich zdarzeń utrzymuje się na poziomie poniżej 5 proc. – donoszą badacze z University of Chicago.

Brak zaufania

Wielu specjalistów zastanawia się, dlaczego w ostatnich latach tak gwałtownie spadła wykrywalność przestępstw w Chicago. Wspólnie dochodzą do wniosku, iż winne jest temu postrzeganie policji w niektórych środowiskach.

Zauważalny spadek odnotowano tuż po upublicznieniu nagrania z policyjnych kamer z 2014 r., przedstawiającego śmierć 17-letniego Laquana McDonalda. W trzymającego w dłoni niewielki nóż czarnego nastolatka policjant oddał 16 strzałów, nawet gdy chłopak już leżał na ziemi. Wspomniany oficer CPD, Jason Van Dyke, w przyszłym miesiącu stanie przed sądem. Odpowiadać będzie za morderstwo pierwszego stopnia. Na razie jego obrońcy wciąż domagają się przesunięcia daty i przeniesienia procesu w inne miejsce przekonując, że w powiecie Cook nie będą w stanie zebrać obiektywnej ławy przysięgłych.

Nawet przed opublikowaniem filmu i oskarżeniem Van Dyke`a stosunki policji z czarnymi mieszkańcami Chicago nie należały do najlepszych. Lata udowodnionych przypadków brutalności policji wobec tej mniejszości, potwierdzone przypadki tortur i wymuszania zeznań – to główne powody. Mieszkańcy ubogich dzielnic od dawna nie wierzą, że prawo stoi po ich stronie. Nie ufają stróżom prawa, na których w przeszłości wielokrotnie się zawiedli.

Warto przypomnieć, iż władze Chicago do tej pory pożyczyły już około 709 milionów dolarów na pokrycie kosztów procesów sądowych i odszkodowań za policyjne nadużycia sięgające 2010 r. Takie przynajmniej liczby przestawia organizacja Action Center on Race & the Economy.

Dochodzenie Departamentu Sprawiedliwości przeprowadzone w chicagowskiej policji w ubiegłym roku wykazało ponadto, iż policjanci 10-krotnie częściej stosowali przemoc wobec podejrzanych Afro-Amerykanów, niż wobec białych oskarżanych o podobne przestępstwa.

Od stycznia 2011 r. do kwietnia 2016 r. aż 80 proc. przypadków użycia broni przez policję odnosiło się do czarnych osób, podobnie było z użyciem paralizatorów – 81 proc. To również wyniki dochodzenia Departamentu Sprawiedliwości.

Strach

“Widzę to nie tylko jako superintendent policji chicagowskiej, ale jako czarny mężczyzna dorastający na ulicach Chicago i służący w policji od 30 lat. Widzę potrzebę naprawy wzajemnych stosunków i odbudowę zaufania w wielu dzielnicach” – apelował Eddie Johnson – „Policja nie jest w stanie sama tego zrobić.”

Jego apel oraz odezwy innych przedstawicieli miasta na razie nie odnoszą skutku. Powód jest prosty: ludzie boją się zemsty gangów.

Pastor oraz aktywista Ira Acree z zachodniej strony Chicago przypomina o powiedzeniu krążącym w mieście: snitches get stitches (kapusie kiepsko kończą). Według niego zwykły, ludzki strach stoi na przeszkodzie polepszenia współpracy z policją.

„Ludzie nie mówią o tym ze strachu” – mówi Acree – „Co się stanie, gdy odezwiesz się na ten temat, a potem musisz zapłacić za to życiem? Byłoby dobrze, gdyby znalazły się fundusze na ochronę świadków, ale wiemy przecież, że to niemożliwe.”

Co robią władze miasta?

Burmistrz Emanuel, który starać się będzie o reelekcję w lutym przyszłego roku, wielokrotnie odpierał zarzuty o bezczynność w obliczu fali przestępstw. Przeciwnicy polityczni wytykają mu, iż nie robi wystarczająco dużo na rzecz obniżenia liczby morderstw oraz nie stara się odzyskać zaufania czarnej społeczności. W ostatnich tygodniach odbyło się kilka protestów przeciw przestępczości w Chicago, podczas których winę zrzucano na obecne władze.

Emanuel broni się wskazując, iż w przypadku śmierci McDonalda wideo przedstawiające morderstwo zostało na żądanie władz upublicznione przed upływem 60 dni od zdarzenia. Chwilę później policjanci wyposażeni zostali w kamery przypinane do mundurów, zaostrzono również obowiązujące w departamencie normy i przepisy.

Burmistrz przypomina też o 55 milionach dolarów, jakie jego administracja przekazała na rzecz aktywowania małych biznesów w najbardziej zaniedbanych dzielnicach, co pomogło w zmniejszeniu bezrobocia w najbardziej niebezpiecznych rejonach Chicago.

Zwrócił też uwagę na poprawę jakości nauczania w szkołach miejskich, w których około 86 proc. uczniów stanowią Afro-Amerykanie i Latynosi. Dzięki wysiłkom obecnej administracji udało się stworzyć 30 tysięcy miejsc dla młodych stażystów – dodaje Emanuel.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej burmistrz i szef policji zapowiedzieli też przeniesienie co najmniej 600 policjantów do pięciu dzielnic najbardziej dotkniętych weekendową falą przemocy. Eddie Johnson zapewnia, iż oficerowie pozostaną w nich tak długo, aż sytuacja w tych rejonach nie poprawi się, a miasto nie odzyska nad nimi kontroli.

“Będziemy razem współpracować, będziemy wobec siebie szczerzy, będziemy wspólnie poszukiwać rozwiązań i każdy może odegrać rolę w naprawie sytuacji” – zapowiedział Rahm Emanuel.

Wciąż za mało

Jednak przeciwnicy burmistrza uważają, że to nie wystarczy. Garry McCarthy, były szef policji chicagowskiej zwolniony przez Emanuela w 2015 r. po wybuchu afery związanej ze śmiercią McDonalda, zamierza sam ubiegać się o stanowisko burmistrza Chicago. Wielokrotnie zarzucał swemu byłemu przełożonemu obniżenie morale wśród szeregowych policjantów, a jako przyczynę utraty zaufania wobec policji wskazywał politykę urzędu miejskiego.

„Polityczne manipulacje w departamencie policji i polityczny klimat stworzony w mieście przez Emanuela podsycają to wszystko” – uważa McCarthy.

Innym kandydatem na najwyższy urząd w mieście jest Paul Vallas, były superintendent w Departamencie Szkół Publicznych Chicago. W czasie swej kadencji odnosił szereg sukcesów, co po zakończeniu kariery w Chicago pozwoliło mu na objęcie wysokich funkcji w szkolnych departamentach innych miast. Od lat stara się zaistnieć na scenie politycznej. Najpierw jako demokrata nieznacznie przegrał walkę o stanowisko gubernatora z Rodem Blagojevichem. Następnie jako republikanin ubiegał się o pozycję prezydenta powiatu Cook. Kilka lat później, ponownie jako demokrata, wystartował u boku starającego się o reelekcję Pata Quinna, jako kandydat na wicegubernatora. Jednak ten start również zakończył się porażką przy zwycięstwie republikańskiej ekipy Bruce`a Raunera.

Vallas krytykuje Emanuela z różnych powodów, wśród nich czyni go odpowiedzialnym za niską wykrywalność przestępstw w Chicago. Uważa, że obecny burmistrz zbyt wolno znajduje następców dla odchodzących na emeryturę detektywów. Obiecuje, że w razie wygranej o 400 osób zwiększy ekipę śledczą, której stan osobowy na dziś wynosi 700, mimo że przewidywanych jest tam 1,200 etatów.

“Ludzie strzelają, strzelają i strzelają” – mówi Vallas – “To odbija się negatywnie na poszczególnych dzielnicach. Przez ostatnie siedem lat, a może i dłużej, obserwujemy pozbawianie policji kluczowych sił, niezbędnych do walki z tym problemem.”

Jednak ludzie działający w tych dzielnicach, aktywiści, pastorzy, biznesmeni, nie są przekonani co do skuteczności przedstawianych planów zwiększenia sił policyjnych. Wspomniany wcześniej Ira Acree wskazuje na zależność pomiędzy poziomem ubóstwa i przestępczością. Tak długo, jak ludzie w tych dzielnicach należeć będą do grupy obywateli drugiej kategorii, żadna siła policyjna niczego nie zmieni – mówi pastor z zachodniej części miasta. To nie przypadek, że najuboższe rejony charakteryzują się najwyższym wskaźnikiem morderstw. Nic się nie zmieni bez politycznej i finansowej inwestycji w te rejony – dodaje.

Na podstawie USA Today, Wikipedia
opr. Rafał Jurak

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location