----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wtorek, 7 listopada

Góry Atlasu

Dzisiaj mamy do pokonania ponad czterysta kilometrów z Fezu do piaszczystych wydm Ergu Chebbi na Saharze, co w warunkach marokańskich oznacza praktycznie cały dzień jazdy. Na szczęście - jazdy obfitującej w różnorodne widoki. Droga wiedzie przez góry Atlasu Średniego, następnie przełęczami Atlasu Wysokiego do doliny rzeki Ziz i dalej na południe, coraz niżej na krawędź największej pustyni świata. Wiemy, że na całej długości trasy jest dobrej jakości asfalt, ale nikt z nas by się nie spodziewał, że cokolwiek może nam przeszkodzić w dotarciu do celu, a zwłaszcza... śnieg. Tak się właśnie stało rok temu, gdy 1 marca 2016 jechaliśmy według tego samego planu z poprzednią grupą. Od spotkanych w naszym hotelu turystów z Pensylwanii dowiedzieliśmy się o poranku naszego ówczesnego wyjazdu, że to właśnie gołoledź i śnieżne zaspy zatrzymały ich na kilka dodatkowych nocy w Fezie, uniemożliwiając obejrzenie Sahary. My mieliśmy szczęście, gdyż właśnie przyszło ocieplenie, biały puch się stopił i droga jest otwarta (co się porobiło na tym świecie, w Afryce czekali na OCIEPLENIE!).

W naszym hotelu Barcelo Fes spożywamy jak zawsze pyszne śniadanko i ruszamy w trasę punktualnie o godzinie 8 rano. Droga staje się kręta, wjeżdżamy pomiędzy coraz to wyższe pagóry, po obu stronach pojawiają się jałowcowe lasy. Na wysokości 1663 m n.p.m. rozbudował się "górski" resort Ifrane, gdzie fezańskie elity unikają skwaru lata, a w zimie usiłują jeździć na nartach. To tutaj właśnie rok temu ślizgaliśmy się dla zabawy na lodzie, gdy w hotelu Chamonix urządziliśmy pierwszą przerwę na kawę i rozprostowanie kości. Przywitało nas wtedy rześkie, prawie zakopiańskie powietrze.

Teraz jest jesiennie, liście na drzewach w Ifrane brązowieją, dojrzewają kasztany! Po półgodzinnej przerwie w tak nieoczekiwanej przez nikogo scenerii kontynuujemy jazdę, aby po chwili wjechać w gęsty, cedrowy las, gdzie pośród pięknych drzew ujrzeliśmy stadko małp. Rodzina przydrożnych makaków zbliża się do nas licząc na poczęstunek ze strony swoich dalekich kuzynów, a otrzymawszy banany, wdzięcznie pozuje do zdjęć. Widać przyzwyczaiły się do przejezdnych i - pomimo pewnej nieufności - nie czują zbytniego lęku przed nieznajomymi.

Jedziemy wyżej, krajobraz wokół staje się coraz bardziej pustynny ze stadami kóz skubiących resztki trawy. Przekraczamy przełęcze powyżej 2000 m n.p.m., kiedy wysiadamy na zrobienie zdjęć, czujemy rześki chłód. Nieoczekiwanie, pośród szarej, skalnej pustyni, jak zjawa ukazuje się stylizowana budowla przypominająca tutejsze średniowieczne fortece. To jest hotel Taddart, gdzie zatrzymujemy się na lunch. Większość z nas zamawia marokańskie danie "narodowe" tadżin, czyli gulasz z jagnięciny lub wołowiny z warzywami, wszystko duszone na wolnym ogniu w glinianym garnku o charakterystycznym, stożkowym krztałcie. Ładnie zdobione glazurą garnce kupiliśmy nawiasem mówiąc jako stosowną i praktyczną pamiątkę z wyjazdu. Tadżin nie jest mi obce już od lat, dlatego dokładnie sprawdzałem jadłospis i...  kątem oka wypatrzyłem pstrąga! Jako miłośnik wędkarstwa, a zarazem smakosz ryb, nie mogłem się powstrzymać przed zamówieniem tęczaka z rusztu. Przyznam, że wraz z zestawem warzyw był wyśmienity.

Ruszamy dalej przez pustynne płaskowyże po raz kolejny przekraczając 2000 metrów wysokości nad poziomem morza, tym razem już na przełęczy pięknie ozdobionej tysiącletnimi jałowcami. Jesteśmy nareszcie w górach Atlasu Wysokiego! Przy drodze widzimy lokalnych wieśniaków sprzedających... jabłka, co jest dla nas kolejnym zaskoczeniem. Większą niespodziankę przyniósł nam jednak widok jakże swojskich bocianich gniazd, licznych na kominach domów i na wyniosłych minaretach. W tej chwili ptaków jeszcze nie widać, ale przypominam sobie, jak rok temu oglądaliśmy setki boćków, które przez Marokańczyków uważane są za ICH (!) narodowe ptaki, będąc otaczane troskliwą opieką. Okazuje się, że jeszcze w czasach średniowiecznych budowali oni (uwaga) najprawdziwsze lecznice dla chorych i rannych bocianów! Osobiście widziałem jedną z nich w Marrakeszu.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location