----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W kwietniu minęły kolejne rocznice początku oraz końca wojny secesyjnej – największego konfliktu wewnętrznego, który wstrząsnął Stanami Zjednoczonymi. Po ponad 150 latach spór Północ-Południe jest wciąż obecny w amerykańskim życiu społecznym.

USA po odzyskaniu niepodległości pod koniec XVII wieku rozwijały się po cichu, ale intensywnie. Wielkie konflikty zbrojne (pomijając wojnę z Wielką Brytanią w 1812 roku, w czasie której spalono Waszyngton) nie dotykały ich, mniejsze wojny i wojenki – z Indianami czy Meksykiem – toczyły się na pograniczach wciąż rozwijającego się państwa.

Wielka historia – wojny napoleońskie, rewolucje, tworzenie się imperiów – była domeną Europy. To jednak za Oceanem wykuwała się nowa potęga gospodarcza. Rewolucja przemysłowa, która rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii, dotarła wreszcie do Stanów. Sprzyjało jej niemalże wszystko – bogactwa naturalne, ogromne przestrzenie, chłonny rynek, duże miasta oraz dostęp do pracowników wywodzących się spośród imigrantów, którzy przybywali na zachodnią półkulę w poszukiwaniu lepszego losu. Przemianom gospodarczym towarzyszyły wielkie inwestycje infrastrukturalne, w tym przede wszystkim budowa kolei. Gdzieś w tym tworzyło się amerykańskie „nowe społeczeństwo”, na którego polityczną specyfikę zwracał uwagę jeden z najwybitniejszych obserwatorów polityki pierwszej połowy XIX wieku, Alexis de Tocqueville.

Rozwój gospodarczy dał impuls amerykańskiej gospodarce, ale jednocześnie utrwalał jej zróżnicowanie, mające swój wymiar geograficzny. Północ, z Nowym Yorkiem, Bostonem i Filadelfią oraz zapleczem górniczym w Appalachach szybko rozkwitała przemysłowo, zaludniała się i bogaciła na nowoczesnej produkcji. Zmieniały się tam też stosunki społeczne, gdyż w przemysłowych miastach mniej trwałe były bariery klasowe, większe było znaczenie imigrantów, gospodarka była zaś ogólnie intensywna. Zupełnie inaczej było na Południu, w obydwu Karolinach, Georgii, Alabamie czy Luizjanie. Tam podstawą gospodarki była uprawa roślin produkcyjnych – tytoniu, cukru czy przede wszystkimi bawełny – na wielkich plantacjach. Eksport bawełny, kluczowego surowca w rozwijającym się (również w Europie) przemyśle tekstylnym zapewniał jej producentom stały zysk i jednocześnie wzmacniał dawne struktury klasowe – to na południu zachowały się tradycje „amerykańskiej szlachty”, czyli posiadaczy ziemskich, o ugruntowanej pozycji, wiodących życie gospodarza oraz ewentualnie żołnierza. Podstawową siłą roboczą tak prowadzonej ekstensywnej gospodarki, niewymagającej dużych kwalifikacji, było niewolnictwo, oparte na ludności pochodzenia afrykańskiego. Polityka celna (chronienie amerykańskiego przemysłu od produkcji europejskiej) uderzała w południowców, dla których dotkliwy stawał się odwet Europy ograniczającej zakup bawełny.

Na napięcia społeczno-gospodarcze nakładały się dwie wizje ustrojowo-polityczne. Podstawowe pytanie, które stawiali sobie amerykańscy Ojcowie Założyciele w momencie narodzin Stanów Zjednoczonych, brzmiało: jak silny powinien być rząd centralny (federalny), na ile zaś większość decyzji politycznych powinno zapadać na szczeblu poszczególnych stanów. Warto zresztą dodać, że tradycyjnie już spór toczył się o samo rozumienie pojęcia „stan” – w końcu angielskie „state” oznacza również nie mniej nie więcej jak „państwo”. Czy pierwsze kolonie, takie jak Massachusetts, Pensylwania, Karolina Południowa czy Wirginia, były może samodzielnymi państwami, które tylko zjednoczyły się we wspólnej Unii (a wcześniej Konfederacji!) po to, by prowadzić wspólną politykę zagraniczną i wojskową? Interpretacja ta miała (i wciąż ma) swoich zwolenników, a spór między federalistami a antyfederalistami trwa od początku XIX wieku aż do czasów współczesnych (choć partie zmieniają się stronami).

W powszechnym mniemaniu wojna secesyjna wybuchła z powodu sporu o niewolnictwo – „złe” Południe, opierające się na pracy robotników przymusowych na plantacjach, miało być przeciwnikiem tego rozwiązania, zaś „dobra” Północ miała bezinteresownie chcieć uwolnić zniewoloną ludność czarnoskórą. Oczywiście, dziesiątki lat przed wybuchem konfliktu spór między zwolennikami niewolnictwa a jego przeciwnikami (abolicjonistami) był bardzo w Stanach Zjednoczonych silny, a szczególnie rozpalał się przy okazji buntów niewolników (takich jak tzw. powstanie Nata Turnera w 1831 roku). Abraham Lincoln, republikański kandydat na prezydenta w 1860 roku i zwycięzca elekcji, był przeciwnikiem niewolnictwa, chociaż wiadomo też, że był gotów ratować jedność państwa nawet kosztem poprawy losów ludności czarnoskórej. Jedyną zmianą prawną w okresie przed wybuchem wojny był zakaz ustanawiania niewolnictwa na tzw. „terytoriach”, a więc obszarach na pograniczu, które nie były jeszcze formalnie stanami. Zastrzeżono jednak, że każdy z dotychczasowych stanów ma prawo zachować swoje zasady w tej materii.

Południe, coraz silniej separatystyczne, zniechęcone do federalizmu i Lincolna oraz chcące rządzić się samodzielnie, poczuło się jednak zagrożone interwencją z zewnątrz w swój ustrój. 20 grudnia 1860 roku Karolina Południowa wystąpiła z Unii, a w kolejnych tygodniach dołączyły do niej Missisipi, Floryda, Alabama, Georgia, Luizjana i Teksas. Powstały Skonfederowane Stany Ameryki na czele z prezydentem Jeffersonem Daviesem, a 12 kwietnia 1861 roku, wraz z ostrzałem Fortu Sumter zajętego przez wojska federalne, zaczęła się wojna secesyjna. USA zostało przełamane na pół...

Tomasz Leszkowicz

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location