Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

„I mamy w naszych głowach myśli. Myśli, które rodzą się w mózgu – materialnym organie, ale nie muszą być całkowicie poddane materii i mogą tylko z niej pochodzić. Przecież nasze ludzkie myślenie próbuje na wszystkie sposoby się wyswobodzić. Porusza się wstecz, kiedy wspominamy. I próbuje wybiegać do przodu, kiedy myślimy o tym, co będzie. Nieustannie zmusza nas do stawiania oporu. Często marzymy o rzeczach, które są niemożliwe z punktu widzenia praw fizyki. I wymyśliliśmy sobie Boga, który im nie podlega: jest poza czasem i przestrzenią”. (s. 204)

***

Główny bohater fascynującej powieści Martina Vopenki „Piaty wymiar”, mimo że w izolacji, nieomalże zamknięciu i separacji od innych, nie ustaje w poszukiwaniu siebie. Może właśnie dzięki osamotnieniu to mu się udaje. Bycie skazanym na „eksperyment” rocznego przebywania z samym sobą, wcale nie musi być uwieńczone odnalezieniem siebie i nie jest tożsame z doświadczeniem piątego wymiaru. Jakubowi to się udaje, w dużej mierze dzięki wykształceniu, jakie posiada, a jest fizykiem, oraz dzięki książce, jednej jedynej, jaką pozwolono mu wziąć na czas trwania eksperymentu. Nie jest to jakiś fikcyjny tytuł, ale rzeczywiście istniejący tekst zatytułowany „Czarne dziury i krzywizny czasu” Kipa Stephena Thorne’a. Książka została zresztą wydana też po polsku.

Co ciekawe, nie mamy najmniejszego pojęcia, na czym ma polegać i czemu służyć ów „eksperyment”, za który Jakub ma dostać dwieście tysięcy dolarów, co jest sumą wystarczającą, by wydobyć się z zapaści bankructwa i motywującą, by zgodzić się na roczne przebywanie w bunkrze, gdzieś w górach Argentyny. O doświadczeniu wiemy jedynie tyle, że Jakub musi poddawać się regularnym testom lekarskim, które wykonuje sam w owym bunkrze, idealnie przystosowanym do życia w nim przez rok (ogrzewanie, zapasy żywności, chłodzenie, wentylacja, bieżąca woda, prysznic, etc.)

***

Nie bez powodu główny bohater nosi imię głęboko usymbolicznione. Wędrówka aniołów po drabinie jakubowej w górę i w dół jest przecież jednym z najczęstszych motywów powracających w sztukach przedstawiających. Od zawsze też jest przedmiotem nieskończonej ilości interpretacyjnych konceptów, które próbują odnaleźć sens tego biblijnego snu:

„Kiedy Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdy słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: «Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję». A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: «Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem». I zdjęty trwogą rzekł: «O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama nieba!» Wstawszy więc rano, wziął ów kamień, który podłożył sobie pod głowę, postawił go jako stelę i rozlał na jego wierzchu oliwę. I dał temu miejscu nazwę Betel. – Natomiast pierwotna nazwa tego miejsca była Luz. – Po czym złożył taki ślub: «Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem. Ten zaś kamień, który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga. Z wszystkiego, co mi dasz, będę Ci składał w ofierze dziesięcinę» (Rdz 28, 10-22)

Pomijając starotestamentowe handlowanie z Bogiem: - „Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem” - bo jeśli nie będzie dla mnie łaskawy, to nic z tego! Trudno zaprzeczyć, że idea drabiny jakubowej jest głęboko zakorzenionym w chrześcijańskim imaginarium obrazem nieustannego przemieszczania się myśli ludzkiej ku temu, co w górze i do tego, co na dole. Ten proces wiecznego ruchu w okrywaniu sensu owej wędrówki do góry i ku dołowi jest wielorako interpretowany przez myślicieli żydowskich i chrześcijańskich:

/Motyw drabiny do nieba był często używany przez Ojców Kościoła: W II w n.e. Święty Ireneusz opisał Kościół powszechny, jako drabinę wzniesienia się do Boga.

W III w n.e. Orygenes wyjaśnił, iż w życiu chrześcijanina są dwie drabiny: drabina ascetyczna, po której dusza wspina się, umacniając swoją cnotę i drabina pojmowana, jako podróż, którą po śmierci pokonuje dusza, wspinając się w stronę niebios tak wysoko, aż ujrzy światło Boga.

W IV w n.e. święty Grzegorz z Nazjanzu mówił o wspinaniu się na drabinę Jakuba za pomocą następujących po sobie kroków w kierunku doskonałości, interpretując drabinę jako ascetyczną ścieżkę. Inny święty, Grzegorz z Nyssy, opowiadał o tym, że Mojżesz wchodził po drabinie Jakuba po to, aby dosięgnąć niebios. Tam udało mu się wejść do tabernakulum, którego nie wykonały ludzkie ręce, tym samym dając drabinie mistyczne znaczenie. Ascetyczne interpretacje można również znaleźć w słowach świętego Jana Chryzostoma, który pisze:

„Wspinając się po szczeblach drabiny, pozwól nam Panie, abyśmy po szczeblach drabiny Jakuba mogli dostać się do Nieba. W wizji stopniowego wstępowania poprzez prawość, sama drabina wydaje się oznaczać coś zagadkowego. Za jej pomocą możliwe jest wstąpienie do nieba, nie używając fizycznych stopni, lecz poprawę i prawość zachowania”. (za: wikipedia)

Można by sparafrazować ostatni cytat z Jana Chryzostoma i powiedzieć, że sens istnienia człowieka mieści się gdzieś pomiędzy niebem, a ziemią i odkryć go możemy jedynie nieustannie wędrując pomiędzy tymi dwoma wymiarami w nieskończonej podróży od znanego do nieznanego i odwrotnie.

Jak mówi Jakub w „Piątym wymiarze” martina Vopenki:

„Jednak stamtąd, skąd przyszliśmy, wnieśliśmy do naszego materialnego świata piąty wymiar. To poprzez nas jest częścią tego świata i gdyby nie my, wszechświat byłby jedynie martwą, kosmiczną machiną pozbawioną ducha. Bez nas, bez ludzi, którzy obserwują świat i o nim rozmyślają, którzy w nim żyją, wszechświat byłby naprawdę jedyni czterowymiarowy. (s. 207)

***

Nie ma życia bez ducha. Niesiemy w sobie jego pieczęć, mimo że jesteśmy materialni i czasowo ograniczeni. Nasza ludzka cywilizacja jest jego niedoskonałym, ponieważ materialnym, unaocznieniem. Nie ma życia bez materii i bez przebywania w czasie. A jednak w myślach, na przekór prawom fizyki, przemierzamy cały wszechświat. (s. 275)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location