----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Przyjaciele dla Włodka

Blisko sześć tysięcy dolarów udało się zebrać podczas wieczoru „Koncert przyjaciół dla Włodka Wandera”, który 20 lipca odbył się w polonijnym klubie „Michella Terrace”. Znakomity saksofonista, kompozytor i aranżer, który w 19 kwietnia celebrował osiemdziesiątą rocznicę urodzin, od kilku lat zmaga się z chorobą Alzheimera. Przebywa w domu dla przewlekle chorych, gdzie wymaga całodobowej opieki.

Z inicjatywy grupy przyjaciół i znajomych w klubie Andrzeja Kiercula zorganizowany został wieczór muzyczny, który przejdzie do historii jako jedna z najliczniejszych imprez charytatywnych tego typu. Takiego oblężenia klubu przy zbiegu ulic Laramie i Irving Park starzy bywalcy już dawno nie widzieli. Obydwie sale były wypełnione sympatykami Włodka Wandera, znakomitego saksofonisty, jednego z najpopularniejszych polskich prekursorów rock and rolla, promotora całej plejady muzyków z Polski, którzy przed laty występowali w klubie Cardinal. W ciągu kilkugodzinnego koncertu przez scenę przewinęła się liczna grupa muzyków i wokalistów, którzy z bohaterem wieczoru wspólnie kiedyś grali i występowali.

Na scenie pojawiły się w bardziej oryginalnym lub zmienionym składzie znane przed laty i występujące w Cardinalu grupy muzyczne „Dixie Kings”, „Wanderband”, „Julia i My” „Nite Beat”, „Odnowa” oraz kilku solistów. Publiczność miała okazję słuchać i oklaskiwać: Julię Pogorzelską, Bożenę Hutnicką, Elżbietę Jadczak, Marię Krupińską, Jacka Adamskiego, Włodka Zuterka, Marka Kulisiewicza, Henryka Zygmunta, Tomka Ciastko, Andrzeja Dylewskiego, Wojciecha Kozłowskiego, Jacka Wątróbkę, Andrzeja Grzelaka, Krzysztofa Królaka, Michała Kieńko, Jarosława Łukomskiego, Andrzeja Krupińskiego, Jacka Muradiana, Toma Logana, Jarosława Spychalskiego, Jacka Rokitę, Daniela Podolaka i Holly McGuire.

„Jest nas tutaj dużo, wielu dawno się nie widziało. To dobra okazja, żeby wspólnie pomuzykować, pośpiewać i wspomnieć nie tak odległe w sumie dzieje, kiedy występowaliśmy w Cardinalu. Nie ma wśród nas Włodka Wandera, ale ta pamięć o nim jest. To jest taki żywy nasz przekaz dla niego, przesłanie i energetyczne wsparcie duchowe. Niezależnie od tego jest to też forma materialnego wsparcia, bo dzięki Andrzejowi Kierculowi zarówno wejściówki jak i donacje składane przez gości do specjalnej puszki zostaną przekazane Dominice, córce Włodka, która sprawuje nad nim formalną opiekę, i z której inicjatywy ten wieczór został zorganizowany” – powiedziała Julia Pogorzelska, która z Andrzejem Dylewskim i Bogdanem Łańko czuwała nad jego przygotowaniem, organizacją i przebiegiem.

„Dla mnie klub Cardinal był taką artystyczną kołyską. Można powiedzieć, że po przylocie z Polski właśnie tam niejako od nowa się artystycznie narodziłem. Tam spędziliśmy sporo czasu grając w zespole „Dixie Kings”. Dzięki współpracy z Włodkiem ten zespół egzystował przez prawie dwadzieścia lat. Dzisiaj zagraliśmy kilka naszych utworów, którymi zazwyczaj zaczynaliśmy nasze koncerty” – powiedział znakomity trębacz Włodek Zuterek, nazywany również polonijnym Louisem Armstrongiem.

Bożena Hutnicka, solistka grupy „Wanderband” w klubie Cardinal występowała od 1990 do 1996 roku. „Występowałam jeszcze z Januszem Piątkowskim, Ryszardem Sygitowiczem i Andrzejem Dylewskim, którego wszyscy mogą dzisiaj zobaczyć i posłuchać. Mam z tego okresu wspaniałe wspomnienia, bo było to moje drugie miejsce, w którym zaczęłam pracę. Włodek był znakomitym kolegą, ojcem niemalże, a przede wszystkim znakomitym muzykiem. Miałam to szczęście pracować we wspaniałej grupie ze znakomitymi muzykami. Wiele się wtedy nauczyłam” – wspominała wokalistka, która przez wiele lat występowała również w „Starej Warszawie”.

Sobotni koncert rozpoczął wokalista zespołu Wawele Marek Kulisiewicz, którego muzyczne drogi splotły się z drogami Włodka Wandera jeszcze w Polsce, w rodzinnej Łodzi. „Moja znajomość z Włodkiem Wanderem datuje się od momentu, kiedy obydwaj zaczęliśmy grać, a gramy na rozmaitych estradach bardzo długo. Poznaliśmy się jeszcze w Łodzi, gdy grał w zespole dixilandowym „Tiger Rag”. Później występował w łódzkiej formacji „Modern Jazz Swing”. Następnie byli „Niebiesko-Czarni” i „Polanie”. W 1969 roku wraz z wokalistką Daną Lerska założyli grupę „Wanderpol”. W 1977 roku Włodek wyjechał z Polski. Ja trochę później. Już po przybyciu do Chicago w 1981 roku zespół „Wanderpol” wziął udział w koncercie charytatywnym w klubie Milford przy skrzyżowaniu Milwaukee i Pulaski. Wtedy na estradzie wystąpili również Krzysztof Klenczon i Krzysztof Krawczyk. W 1984 Włodek został właścicielem własnego klubu Cardinal, który istniał do 2003 roku. U Włodka występowała czołówka polskiej estrady: Karin Stanek, Krystyna Prońko, Czesław Niemen, Bogusław Mec, Stan Borys, Piotr Fronczewski, Waldemar Kocoń, grupy „No To Co”. „Skaldowie” oraz liczne grono muzyków amerykańskich i polonijnych.

Byłem częstym gościem w „Cardinalu”, gdy tak jak dzisiaj odbywały się koncerty charytatywne dla innych. Czasami Włodek organizował takie imprezy, gdy ktoś potrzebował pomocy, albo zmarł i rodzina chciała go pożegnać lub sprowadzić do Polski. Tych imprez było bardzo dużo. Włodek zawsze otwierał klub i mówił: Daję klub i aparaturę, tylko żebyście zagrali. I tak się działo. Dzisiaj graliśmy dla Włodka i muszę przyznać, że byłem bardzo wzruszony, gdy występując jako jeden z pierwszych zobaczyłem tak liczną widownię. Nie można było się przebić do sceny.

Po mnie zagrał Dixie Kings. To fajny zespół, przy narodzinach którego miałem przyjemność być. Powstał z pomysłu Włodka Wandera. Pamiętam w Cardinalu chłopcy grali jazz tradycyjny, takie standardy. Ci których widzieliśmy dzisiaj. W pewnym momencie ktoś powiedział, a my nie mamy nazwy. Ja mówię: Panowie gracie muzykę dixilandową, to zróbcie sobie nazwę Dixie Kings. I tak zostało. Jestem chrzestnym ojcem tego zespołu, z czego bardzo się cieszę(…).

Często występowaliśmy razem podczas koncertów w czasie rejsów organizowanych przez firmy dla swoich pracowników po rzece Chicago. Graliśmy tam do tańca płynąc rzeką wzdłuż wybrzeża pod mostami. Pamiętam takie zabawne zdarzenie, gdy ja śpiewałem, a grał wtedy Włodek Wander, Włodek Zuterek, Michał Kieńko i Zbyszek Bernolak. Stojąc tyłem do mostu śpiewałem piosenkę, ludzie tańczyli na pokładzie. Nagle Wander krzyczy Marek głowa, ledwo zdążyłem się schylić. Wspólne występy bardzo mile wspominam i bardzo się cieszę, że dzisiaj chłopcy tutaj byli. Bez Włodka, ale wspaniale zagrali dla niego. Kto nie był niech żałuje”.

Jednym z kilkuset uczestników wieczoru był popularny aktor, animator polonijnej kultury i dziennikarz radiowy Krzysztof Arsenowicz, który tak wspominał końcowe lata minionego wieku w klubie Włodka Wandera. „Po prostu łza mi się kręci w oku. Jak zagrał Włodek Zuterek, to przypomniały mi się dobre czasy cudownej zabawy. Przede wszystkim wspaniali muzycy i atmosfera, jaka wtedy panowała w Cardinalu. Brakuje tutaj Włodka Wandera, ale myślę, że oni tym swoim graniem dixilandowym przypomnieli jego postać. Pokazali kawał fajnego, dobrego szacunku muzycznego dla Włodka. Jeżeli mogę coś dopowiedzieć, to to, że strasznie żal mi tego klubu. Tam była jedna cudowna barmanka, która robiła najlepsze drinki na świecie. Rzeczywiście było tam coś magicznego. Ciągle były dyskusje i rozmowy. A to o Niemenie, a to o Krawczyku i innych występujących artystach. Było wiele anegdot ze świata artystycznego, wspaniałe wspomnienia w niepowtarzalnym klimacie. Wtedy Wander był takim muzycznym bajkopisarzem, takim naszym profesorem”.

Sobotni koncert zakończył wspólny występ artystów, którzy wytrwali do godziny drugiej nad ranem. Publiczność polonijna udowodniła, że pamięta i docenia muzyczne osiągnięcia bohatera wieczoru. Za udział i zaangażowanie w imprezie dla swojego ojca dziękowała córka Dominika Wikrent. Córka artysty nie kryła zaskoczenia licznym udziałem w koncercie polonijnej publiczności. Powiedziała, że bardzo się z tego cieszy, że jej ojciec ma tylu przyjaciół, którzy o nim pamiętają. Ja też się cieszę, że mogłem tam być, bo dziewięć lat temu miałem przyjemności gościć muzyka na rodzinnej imprezie.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (1)

This comment was minimized by the moderator on the site

Jacek Pecherski
2:46 AM (19 hours ago)
to me

Kto to pisal (czy mówił)? Chodzi mi o część od słów "po mnie grał Dixie Kings". Troche to nie tak było, Wander parę razy był w Cafe Lura, kiedy my (The Polish Stompers) graliśmy i stwierdził, że tez...

Jacek Pecherski
2:46 AM (19 hours ago)
to me

Kto to pisal (czy mówił)? Chodzi mi o część od słów "po mnie grał Dixie Kings". Troche to nie tak było, Wander parę razy był w Cafe Lura, kiedy my (The Polish Stompers) graliśmy i stwierdził, że tez bedzie grał taką muzykę. Po czym zabrał nam Andrzeja Gozdka. Nie mam o to pretensji, bo tak to bywa w muzycznej branży, ale fakt jest faktem, że to The Polish Stompers grali polonijny dixieland przed Dixie Kings. I tyle.

Czytaj więcej
Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location