----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wątpliwości zostały rozwiane – ujawnione rok temu materiały z teczki TW „Bolka” okazały się być skreślone ręką Lecha Wałęsy. Potwierdza to współpracę późniejszego przywódcy „Solidarności” z SB. W dyskusji tej nie chodzi jednak o prawdę.

Przypomnijmy – rok temu do prezesa Instytutu Pamięci Narodowej zgłosiła się wdowa po gen. Czesławie Kiszczaku, proponując mu sprzedaż materiałów z archiwum męża, w tym teczki TW „Bolka”. Kobieta jednak przeliczyła się, gdyż na mocy prawa dokumenty te muszą znaleźć się w archiwum państwowym, w związku z czym dokonano ich rekwizycji w obecności policji. Materiały szybko udostępniono... i rozpętała się burza.

Co najmniej od 1992 roku i tzw. „nocy teczek” jawna stała się pogłoska o tym, że Lech Wałęsa miał być tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Bolek”. Powstanie IPN i szerokie udostępnienie materiałów aparatu bezpieczeństwa pomogło ustalić nowe fakty – Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w książce „SB a Lech Wałęsa” przedstawili wyniki swoich badań na ten temat, z których wynikało, że Wałęsa był „Bolkiem” w latach 70., a jako prezydent brał udział w zacieraniu śladów po tym fakcie. Brakowało jednak teczki pracy agenta, która byłaby ostatecznym dowodem na współpracę byłego przywódcy „Solidarności” i prezydenta. Sądzono, że została ona zniszczona, jednak odkrycie „szafy Kiszczaka” pokazało, że istnieje. Historycy, zarówno popierający jak i krytykujący ustalenia Cenckiewicza i Gontarczyka (to ostatnie zresztą nie za fakty, a za daleko idące interpretacje), byli zgodni co do tego, że materiały są wiarygodne i potwierdzają, że Wałęsa to „Bolek”. Analiza grafologiczna była kropką nad „i”.

Tak jak pisałem na łamach „Monitora”, fakt współpracy Wałęsy z SB nie przekreśla jego zasług opozycyjnych. Ważne jest tu tłumaczenie w kontekście – gdański elektryk zobowiązał się do współpracy z bezpieką po rozstrzelaniu strajku stoczniowców w Grudniu 1970 roku, jak widać z akt próbował też prowadzić z funkcjonariuszami własną grę. Ostatecznie jednak dał się wplątać w kontakty z SB, szkodząc wielu kolegom i uczestnikom strajków. Z czasem wygaszał relacje z bezpieką, aktywną współpracę zakończył w 1973 roku, wyrejestrowany jako tajny współpracownik został w 1976 roku, gdy zaangażował się w kontestowanie systemu. W drugiej połowie lat 70. był aktywnym uczestnikiem Wolnych Związków Zawodowych, a w Sierpniu 1980 roku stanął na czele strajków, a potem całej „Solidarności”, pokazując niezłomną postawę przez całą dekadę lat 80. i ciesząc się autentycznym autorytetem.

Nawet w polskim prawie o kombatantach, regulującym także współczesny status opozycjonistów z PRL, znajduje się założenie, że osoba, która najpierw współpracowała z SB, a potem działała w opozycji, może być uznana za „czystą”. Historycy na pewno będą się kłócić o Wałęsę, jednak sądzę, że w końcu utrwali się o nim pogląd mówiący, że był bohaterem, chociaż ze skazami. Niestety, sam Lech Wałęsa bardzo przeszkadza w rozsądnym wytłumaczeniu tego problemu. Chociaż w PRL sam przyznawał się do tego, że miały kontakty z SB, od lat 90. zaprzecza im bądź pokazuje siebie jako wielkiego gracza, który wykiwał komunizm i „tymi ręcami” obalił go. Trochę z powodu własnego charakteru, trochę z podszeptów bliskich mu idzie w zaparte, nie chcąc uczciwie wyspowiadać się z tego, co zrobił. Z punktu widzenia psychologii można to zrozumieć (taka spowiedź może być uznana za przekreślenie swoich niewątpliwych zasług), jednak wciąż największym wrogiem Lecha Wałęsy okazuje się... sam Lech Wałęsa.

Z drugiej strony, nie należy uznawać, że w tym wszystkich chodzi przede wszystkim o prawdę. Ta służy tylko polityce. Nie jest tajemnicą, że od 1992 roku Lech Wałęsa jest w ostrym konflikcie z braćmi Kaczyńskimi, którzy wcześniej byli jego bliskimi współpracownikami. W 1990 roku, gdy trwała „wojna na górze” Wałęsy z Mazowieckim i Michnikiem, Kaczyńscy stojący przy Wałęsie nie zwracali uwagi na zarzuty o agenturalność. Dzisiaj rządząca Polską prawica, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, realizuje wyrażany przez tego polityka wielokrotnie program „wymiany elit” i związaną z tym próbę przeformułowania najnowszej historii. Wałęsa, jako wróg, musi zostać z niej wygumkowany bądź sprowadzony tylko do roli agenta.

Jednocześnie wszystko rozbija się o stary spór o Okrągły Stół. Prawicowemu nagłaśnianiu sprawy TW „Bolka” towarzyszy specyficzne mrugnięcie oka – w 1989 roku w Magdalence nie rozmawiała władza i opozycja, ale Służba Bezpieczeństwa i jej dawni agenci. Transformacja ustrojowa miałaby więc być spiskiem, a wszystkie związane z nią problemy efektem ukrytego „postkomunizmu”, który dzisiaj, 28 lat po tych wydarzeniach należy zwalczać. Nie ma żadnych dowodów na to, by Wałęsa był sterowany przez SB w latach 80. (widać to w stanie wojennym, gdy nie zgadza się na reaktywację „odnowionej” Solidarności lojalnej ekipie Jaruzelskiego). A za to, jaka była transformacja, w małym stopniu odpowiadają służby specjalne i „agenci” – raczej ogólna słabość całej elity politycznej, charakter głównych aktorów, naiwna wiara w liberalizm gospodarczy połączona z ignorowaniem społeczeństwa, słabość tworzonych instytucji... Można wymieniać długo.

Spór o „Bolka” jest sporem ważnym dla historyków, lecz politycznie zupełnie zastępczym. Niestety, obydwu stronom jest on na rękę, więc z przyjemnością okopały się na pozycjach „Wałęsa zdrajca” lub „Wałęsa bohater”.

Tomasz Leszkowicz

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (1)

This comment was minimized by the moderator on the site

jakie watpliwosci zostaly rozwiazane?.pod ekspertyza podpisalo sie dwoch chemikow z instytutu, ktory jest bezposrednio podlegly i finansowany przez ministra ziobro.kpina ale ciemny lud to kupi.

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location