----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Z Andrzejem Kulką w świat: AUSTRALIA 2019, cz. 5

Aborygeni znali i czcili ten monolit (nazywając go Uluru) od pradawnych czasów, natomiast pierwszym Europejczykiem, który w 1872 roku dostrzegł z daleka słynną skałę, był Ernest Giles, lecz dopiero rok później dotarł tutaj badacz William Gosse i nazwał skałę Ayers Rock ku czci sir Henry Ayers, premiera Australii w latach 1863-1873. Skała Uluru stawała się coraz bardziej sławna z racji swojej niebywałej atrakcyjności. Pojawili się pierwsi turyści, a w 1958 utworzono Park Narodowy Ayers Rock-Mount Olga, który w 1993 roku przemianowano na Uluru-Kata Tjuta National Park, oddając należytą cześć autochtonicznym plemionom i ichniejszej nomenklaturze. Zresztą słusznie, bo cóż w końcu ma wspólnego chociażby najładniejsza rosyjska księżniczka Olga i pan premier z tym cudownym, czerwonym sercem kontynentu? Wspaniały park narodowy o powierzchni 1326 km kwadratowych przekazano w 1985 roku na własność Aborygenom z zastrzeżeniem, że na całe następne 99 lat, ten park będzie wynajęty władzom Australii. To można zrozumieć, gdyż 400-500 tysięcy turystów rocznie generuje około 400 milionów dolarów USA dla krajowego budżetu. UNESCO zasłużenie uznało ten Park za Dziedzictwo Przyrodnicze świata w roku 1987, a w 1994 potwierdziło jego trwałe i ważne dziedzictwo kulturowe!

Dobrze utrzymaną ścieżką idziemy u podnóża skały w dającym się we znaki upale 41.6 stopni Celsjusza, w cieniu. A cienia oczywiście nie ma! Uluru z bliska wygląda równie magicznie jak z daleka. Podziwiamy skalne nisze będące miejscami schronienia dla prehistorycznych ludów, oglądamy prastare malunki na ścianach, malutkie oazy w miejscach wycieku wody i rozmaite, fantazyjne formacje. Pomimo surowego, pustynnego klimatu o ekstremalnych różnicach temperatur pomiędzy nocą a dniem, lokalna przyroda jest zadziwiająco bogata! Spotyka się tutaj 175 gatunków ptaków i aż 400 gatunków roślin, w tym odmiany akacji, eukaliptusów, dębów i topoli, liczne ssaki, zwłaszcza kangury i wiele gatunków płazów oraz gadów. Te ostatnie nieco mnie niepokoją, gdyż uwielbiam spacerować nocną porą z aparatem po krzakach w nieznanym terenie, a pogoda po zmierzchu zapowiada się po prostu wspaniale! Sprawdzam techniczne możliwości tutejszych węży, znajdując z radością informację, że zęby tych najbardziej jadowitych są tak krótkie, że nie są w stanie przebić nawet dżinsów. A więc w nocy pójdę robić zdjęcia, chociaż w tym upale noszę tylko klapki i szorty! Gdzie tu rozsądek?

Po spacerze czeka nas objazd wokół skały i zakwaterowanie połączone z krótkim wypoczynkiem w hotelu. O szóstej wieczorem wyjeżdżamy ponownie pod Świętą Skałę, żeby uczestniczyć w niepowtarzalnym zachodzie słońca nad Uluru. Monolit na naszych oczach wielokrotnie zmienia barwy, by w końcu otulić się nocą czarną jak smoła. Korzystam z okazji, że jest nów Księżyca i zasiadam z aparatem fotograficznym w najprawdziwszym australijskim Outbacku. Nie pamiętając już o opowieściach o najjadowitszych wężach świata, patrzę na cudownie rozświetloną Drogę Mleczną, legendarną konstelację Krzyża Południa i galaktyki Obłoków Magellana. Niewiele pozostało na Ziemi miejsc z tak wspaniałą widocznością gwiazd. Aparat solidnie posadowiony na statywie bezszelestnie utrwala zdjęcia obłędnie bogatego nieba Południowej Półkuli naszego globu.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Australii w lutym 2020. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

 

 

 

 

 

 

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location