----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Z Andrzejem Kulką w świat: AUSTRALIA 2019, cz. 4

Środa, 30 stycznia 2019

O ósmej rano opuściliśmy hotel w Sydney, aby już z bagażami przejechać na lotnisko do odprawy na stanowiskach linii lotniczej Virgin Australia, rejs VA1627 do Ayers Rock. 

Wylatujemy z Sydney o 9:50 pokonując w trzy godziny dystans 1,354 mil do małego lotniska Yulara, położonego w pobliżu najsłynniejszej z australijskich skał. Już podczas lotu mogliśmy zaobserwować z okien, jak drastycznie zmienił się krajobraz pod nami: od porośniętych eukaliptusami wzgórz i trawiastych stepów po złowrogą pustynię nagich skał o czerwonawych barwach spowodowanych wietrzeniem związków żelaza. Yulara położona jest na pustynnej równinie, na wysokości około 500 metrów nad poziomem morza. Nasz uroczy hotel Desert Garden usytuowano wygodnie na terenie kompleksu noclegowo-restauracyjno-sklepowego, co w założeniu posiada znikomy wpływ na środowisko naturalne pobliskiego Parku Narodowego.

Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby dostać pokoje, więc "jedziemy z marszu" do Centrum Kultury Aborygenów, gdzie w ciszy i spokoju, dogłębnie zapoznajemy się z fascynującą kulturą, sztuką, historią i mitologią jednego z najstarszych i najbardziej prymitywnych ludów na Ziemi. Dokonujemy zakupów pamiątek, map, widokówek, a ponieważ czeka nas mozolny spacer obok potężnej skały, fundujemy sobie jeszcze kawę oraz pyszną rybę z frytkami. 

Uluru, święta skała australijskich Aborygenów jawi się tuż przed nami sprawiając niesamowite wrażenie - zwłaszcza, że z wykształcenia jestem geologiem od dawna marzącym, aby kiedyś ujrzeć ten cud natury na własne oczy! I oto spełnia się życzenie, patrzę na wyrastający z ziemi kolosalny, drugi największy w świecie monolit (większy jest tylko Mount Augustus w Zachodniej Australii), zbudowany z twardej, prastarej skały zwanej arkozą. Ten czerwono-różowy głaz mierzy 3,600 m długości, 2,400 m szerokości i wznosi się w niebo na wysokość blisko 350 metrów. Na pierwszy rzut oka zdaje się, że ten blok "wyrasta" z głębi ziemi, ale - wnioskując z pionowego uwarstwienia - wiemy, że tak naprawdę on leży "na boku", gdyż dawno, dawno temu odpadł z wysokiej, nieistniejącej już od milionów lat, zerodowanej skarpy...

Mówią wieki! Niewyobrażalnie dawno temu, co najmniej 2.4 miliarda lat wstecz, prawie cała obecna Australia była już kontynentem, w odróżnieniu od ogromnych połaci Europy, Azji czy Ameryk, nigdy potem nie była pokryta oceanami, a co za tym idzie, kilometrowej miąższości morskimi sedymentami. Skały, które teraz widzimy nie zostały przykryte i zmiażdżone milionami ton późniejszych osadów, oglądamy je praktycznie takimi, jakie były w czasach powstania! 

Około 650 milionów lat temu naciski kier tektonicznych od południa i północy wypiętrzyły w środku "australijskiego lądu" równoleżnikowy łańcuch górski wyższy niż obecne Himalaje! Mijały setki milionów lat, dźwignięte góry ulegały wodnej i wietrznej erozji. Z potężnych gór pozostały li tylko skalne fragmenty transportowane wodą i siłą ciężkości w sąsiednie obniżenia. Z takich właśnie okruchów - tzw. arkozy - o ziarnach wielkości pośredniej między zlepieńcem a piaskowcem, powstała 500 milionów lat temu skała Uluru.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Australii w lutym 2020. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location