----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Panuje przekonanie, że zęby najlepiej i najtaniej wyleczymy za granicą. Od lat kwitnie w Europie i Ameryce tzw. "turystyka dentystyczna" jako część "turystyki medycznej". Okazuje się, że popularny proceder nie zawsze jest opłacalny i bezpieczny.

Turystyka dentystyczna to część szerszego zagadnienia turystyki medycznej - terminu używanego, głównie w mediach, opisującego proceder podróży do innego kraju w celu leczenia. Sama koncepcja turystyki medycznej nie jest nowa, jako pierwsi ten proceder stosowali starożytni Grecy, którzy przed tysiącami lat podróżowali wzdłuż wybrzeży morza Śródziemnego w poszukiwaniu tańszych medyków i metod uzdrawiania.

W niemieckiej telewizji kilka lat temu wyemitowano serię entuzjastycznych reportaży o klinikach w Szczecinie, odwiedzanych przez zadowolonych i szczęśliwych pacjentów niemieckich, którzy wyleczyli w Polsce zęby za mniejsze pieniądze. Mieszkańcy Wysp Brytyjskich latają tanimi liniami lotniczymi do dentysty do Rzeszowa. Do Polski w ramach turystyki dentystycznej przyciąga pacjentów przede wszystkim cena. Ceny w Warszawie są relatywnie wysokie, najtaniej jest na Podlasiu. Plombę można wstawić już za 200 zł, a ceny implantów kształtują się pomiędzy 2000 - 5000 zł. Obcokrajowcy leczą w Polsce zęby hurtowo - przyjeżdżają na tydzień i codziennie spędzają kilka godzin w gabinecie dentystycznym. W Polsce zęby leczą Kanadyjczycy, Brytyjczycy, Niemcy, mieszkańcy Izraela i Amerykanie. Polonia amerykańska ze względu na wysokie koszty podróży poddaje się w Polsce tzw. "remontom generalnym" - wstawia protezy, implanty, koronki. Austriacy leczą zęby na Węgrzech, a Polacy w Czechach i na Słowacji, bo tam jest jeszcze trochę taniej. 

W Stanach Zjednoczonych, gdzie panują bardzo wysokie standardy medyczne, wykonywanie zabiegów poza granicami kraju uznawane jest za ryzykowne. Mimo to działają firmy specjalizujące się w tzw. "turystyce medycznej". W zeszłym roku na terenie USA działało 75 biur podróży specjalizujących się w turystyce medycznej. Ich usługi koncentrują się na znalezieniu pacjentom amerykańskim tańszych usług medycznych i szpitalnych za granicą, w Singapurze, Tajlandii, Meksyku, Panamie, Turcji, na Kostaryce, etc.

Atutem na rzecz "turystyki dentystycznej" wymienianym przez osoby, które z usług za granicą korzystały, jest przede wszystkim konkurencyjność cenowa. Za implanty w USA można zapłacić do 5 tysięcy dolarów, w Meksyku jest o połowę taniej: koronki w USA kosztują około 750 dolarów, w Meksyku 500 dolarów. 

Wedle różnych statystyk rocznie kilkaset tysięcy Amerykanów wybiera się na “dentystyczne wakacje”. Nieformalne miano stolicy “turystyki dentystycznej” nosi meksykańskie, przygraniczne miasteczko Los Algodones.

W tym roku strona internetowa “dental departures.com” ogłosiła, że najpopularniejsze kraje, w których Amerykanie leczą zęby to: Meksyk, Kostaryka, Tajlandia, Turcja, Czechy, Polska, Filipiny i Węgry. 

Czy usługi dentystyczne pod względem jakości w Europie Wschodniej, Ameryce Południowej czy Azji mogą konkurować z usługami dentystycznymi w USA? Czy faktycznie za niższą cenę za granicą dostajemy dokładnie to samo, co w Ameryce? Co w przypadku przewlekłego leczenia, czy błędów medycznych? To pytania, które rodzą wątpliwości co do tego, czy popularna "turystyka dentystyczna" jest faktycznie opłacalna.

W Ameryce w dziedzinie usług dentystycznych panuje wolny rynek. Pacjent decyduje o wyborze gabinetu, w którym będzie się leczył. Następuje to za sprawą polecenia przez znajomych, przyjaciół, lub innego lekarza. Cennik usług w gabinecie jest jawny i pacjenci podejmujący proste lub skomplikowane leczenie konsultują z lekarzem lub personelem gabinetu koszt zabiegu lub zabiegów oraz formę i termin płatności. Koszty zabiegów mogą różnić się w zależności od kwalifikacji lekarza, używanego sprzętu medycznego, złożoności zabiegu a nawet lokalizacji gabinetu. 

Wielu Polaków, którzy w czasie wakacji skorzystali z usług w Polsce, powraca do dentysty w Chicago. Okazuje się, że rewelacyjnie tanie plomby nie są wcale najlepszej jakości, często są źle dobrane do wypełnienia zęba, albo źle wygładzone co powoduje nieprzyjemne uczucie w ustach i krwawienie. Koronki i mostki montowane w pośpiechu, bo "samolot czeka" po powrocie do domu powodują krwawienia, nieznośny zapach z ust, stany bakteryjne. Wielu pacjentów musi powtórzyć leczenie po powrocie do Stanów Zjednoczonych. Wtedy może ono okazać się kosztowniejsze, niż gdyby było zrobione w USA od początku. New York Times i lokalna gazeta z San Francisco opisywały przypadek kobiety, która po wstawieniu kilku koronek za granicą, została odwieziona z poważną infekcją na pogotowie. Zabieg dentystyczny trzeba było natychmiast poprawić, a właściwie wykonać ponownie. Bolesnym dla pacjentki okazał się nie sam fakt zabiegu, ale konieczność uregulowania kosztów po raz drugi. W przypadku błędów medycznych, możliwość odwołania się pacjentów leczonych za granicą jest ograniczona albo żadna. 

American Dental Association choć oficjalnie nie ostrzega przed podróżami w celu leczenia, to przekonuje, że "dentyści za granicą nie przestrzegają tych samych standardów leczenia co dentyści w Ameryce, a zdrowie jamy ustnej ma wpływ na zdrowie całego organizmu". 

Neil Patel, założyciel Health Care Turism International mówi, że wśród Amerykanów są dwie grupy turystów dentystycznych - emigranci poszukujący tańszych usług medycznych w kraju swojego pochodzenia i całe rodziny pragnące podczas tygodniowych wakacji wyleczyć zęby, wypocząć, a przy okazji zaoszczędzić pieniądze. Turystyka dentystyczna jest popularna od lat wśród Amerykanów, którzy nie posiadają ubezpieczeń zdrowotnych i dentystycznych. Organizacja National Coalition on Health Care obliczyła, że co roku średnio pół miliona mieszkańców USA poszukiwało pomocy medycznej za granicą, z czego 40% korzystało z usług dentysty. Najpopularniejszą usługą dentystyczną wykonywaną poza granicami Stanów Zjednoczonych były mostki. 

Częstym powodem "turystyki dentystycznej" są implanty. Od lat bezpodstawnie pokutuje przekonanie, że implanty w USA są drogie. Implanty są na całe życie, a inwestycja w nie zwraca się następnego dnia, kiedy z promiennym uśmiechem stoimy przed lustrem. Ceny implantów są różne i zależą od gabinetu, doświadczenia i praktyki lekarza, techniki wstawienia implantu. W USA wstawianie implantów planuje się komputerowo. Pacjenci powracający z Europy często mają implanty niewłaściwie umiejscowione, zdarza się że niewłaściwie wstawiony implant jest niestabilny. W Europie używa się innych technik dentystycznych dotyczących implantów, cześć z nich nie jest stosowana w Stanach Zjednoczonych. 

Innymi poważnymi przeciwskazaniami są infekcje. Z pozoru niewinne, niestety często bardzo groźne infekcje mogą być wpisane w ryzyko turystyki dentystycznej. Powszechnie wiadomo, że w innych krajach przestrzegane są inne warunki sanitarne, różne też są źródła chorób i infekcji, na które system odpornościowy mieszkańców USA może być nieprzygotowany. Sama podróż pacjenta po zabiegu w wielu wypadkach nie jest wskazana. Lekarze za granicą nie znają historii medycznej pacjenta, a pacjenci bardzo często nie znają języka obcego i trudno im się porozumieć z personelem medycznym na miejscu.

Koszty zabiegów za granicą mogą wydawać się atrakcyjne. Nie zawsze jednak wiemy, co one znaczą, czy dotyczą samego zabiegu, czy obejmują również pobyt w klinice czy szpitalu. Często koszty podróży i pobytu zagranicą przewyższają wydatki medyczne. Cześć biur podróży oferujących turystykę dentystyczną nie specjalizuje się w tej branży, a nawet do końca nie ma pojęcia gdzie wysyła pacjentów. 

Stomatolodzy amerykańscy po latach studiów i praktyk są bardzo dobrze przygotowani do pełnienia swojego zawodu. Muszą przejść szereg egzaminów zanim otrzymają licencję na prowadzenie praktyki. Dodatkowo muszą podporządkować się panującym w danym stanie standardom medycznym. 

Żaden dentysta nie poleci wykonania poważnych procedur dentystycznych takich jak implanty, korony, mostki, przeszczepy kości czy usuwanie zębów mądrości, za granicą. Nie chodzi tu tylko o kwalifikacje, czy kompetencje lekarzy za granicą, ale o to, że aby zabieg zakończył się pełnym sukcesem i zadowoleniem pacjenta, w przypadku poważniejszych zabiegów wymagane są dodatkowe wcześniejsze wizyty w celu dokładnego zbadania i zdiagnozowania. Idealnie byłoby też, aby pacjent po zabiegu dochodził do siebie pod okiem lekarza, a nie np. w samolocie.

Jeżeli zabieg podczas wakacyjnych wojaży się nie powiedzie, a po powrocie do kraju dojdzie do infekcji albo innych powikłań, to wizyta w USA może kosztować jeszcze drożej, gdyż trudniej jest poprawić coś niż zrobić od początku dobrze, szczególnie gdy brakuje dokumentacji medycznej, albo jej w ogóle nie ma.

Koszty zabiegów za granicą są tańsze, gdyż tańsze są koszty pracy, dentyści używają tańszego sprzętu medycznego, ponoszą tańsze koszty utrzymania gabinetu oraz nie posiadają wymaganego w USA ubezpieczenia praktyki na wypadek błędów medycznych.

Zanim podejmiemy wyzwanie spędzenia wakacji w fotelu dentystycznym, rozważmy wszystkie za i przeciw. Pamiętajmy, że na całym świecie, gdzie w grę wchodzą usługi i płatności, otrzymuję się to, za co się płaci, a cena często oznacza jakość. Przecena, zniżka, promocja powinna dotyczyć mebli, samochodów, butów i innych artykułów. Nie szukajmy zdrowia taniej, nie warto.

Dorothy A. Anasinski, D.D.S.
Specialist in Periodontics and Dental Implants
Assistant Clinical Professor,
Postgraduate Periodontics, University of Illinois
Diplomat, American Board of Periodontology
Dental Specialists of Niles, P.C.
8216 W. Oakton, Niles, IL 60714
Tel.: (847) 685-6686
www.dentalspecialistsofniles.com

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location