----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Niektórzy producenci filmowi uważają, że do zrobienia kasowego filmu sensacyjnego wystarczy dobry i zły charakter, piękna dziewczyna i rewolwer, natomiast warunkiem stworzenia komedii jest facet i kryzys wieku średniego. Dopiero niedawno w pełni zrozumiałem, co filmowcy mają na myśli. Zwłaszcza, gdy chodzi o komedie. Wydaje mi się, że zrozumiałem, bo proces wciąż trwa. Jest cholernie powolny...

Jakiś czas temu poinformowałem bliskich, że chyba zbliża się u mnie taki kryzys. Wywołałem burzę śmiechu, bo okazało się, że wszyscy odliczają dni do momentu, kiedy wreszcie mi się skończy. Na karb takiego kryzysu zrzucano wszelkie moje fanaberie, przewrażliwienie na punkcie swego zdrowia, ciągłe niezadowolenie i marzenia o dalekich podróżach. Pozbyli się wszelkich wątpliwości, gdy rzuciłem palenie.

No więc musiałem im wszystko tłumaczyć i przekonywać, że to był chyba tylko wstęp, podświadomy test, najgorsze bowiem przed nami. Uświadomiłem im, że na pewno są w błędzie, bo przecież wciąż mam pięć koszul w jednym kolorze, nie zmieniłem fryzury, nie zacząłem bywać na siłowni oraz, co chyba najważniejsze, nie mam jeszcze kabrioletu. Po długich pertraktacjach pozwolono mi samemu wybrać moment nadejścia kryzysu. Przez chwilę nic się nie działo, po czym...

... zauważyłem zmianę tematów podczas towarzyskich spotkań w męskim gronie. Owszem, wciąż dyskutujemy o smaku piwa, ale pojawia się wątek napojów bezglutenowych i niskokalorycznych. Wciąż o samochodach, ale ważniejsze od mocy silnika jest ogrzewanie siedzenia i łatwość wychodzenia z pojazdu. Przy okazji narzekamy na parkujących za blisko. Nie, nie chodzi o lakier, chodzi o brak miejsca na pełne otwarcie drzwi.

W czasie wspólnego oglądania wydarzeń sportowych każdy coś przynosi. Kiedyś były to pizza, chipsy, paluszki, salsa, ewentualnie jakaś inna, niezdrowa i wielokolorowa maź. Ostatnio mamy pokrojoną w paski paprykę, małe marchewki, ogóreczki. Do tego hummus. Nikt nie narzeka. Wpadłem w popłoch, gdy podczas przerwy w meczu hokejowym ktoś krzyknął „Komu herbatę?!”.

Nigdy nie podejrzewałem, że wraz z kumplami staniemy się specjalistami w zakresie trawienia, zawartości błonnika w pożywieniu, a najważniejszą aplikacją w telefonie będzie miernik kroków, pracy serca, oddechów i snu. Rzuciliśmy już wszystkie możliwe nałogi i przyjemności, zresztą to zwykle to samo. Z niczego więcej nie możemy zrezygnować. Najwyżej z bycia czynnym zawodowo, ale na to jeszcze nie czas.

Do niedawna na hasło „proszę pana” albo „sir” pozostawałem niewzruszony wiedząc, że to nie do mnie. Ostatnio słysząc takie zawołanie odwracam się grzecznie, od razu z uśmiechem, bo przecież nigdy nie wiadomo. Zwykle chodzi o zapomniane klucze, portfel, siatkę z zakupami, itp.

Kiedyś na pytanie „widzisz?” odpowiadałem „widzę!”. Dziś nic nie mówię, bo nie wiem, co mam zobaczyć. Czasami nawet nie wiem, w którą stronę mam patrzeć.

Oczywiście nie jest aż tak źle. W felietonie czasami trzeba pewne rzeczy wyolbrzymiać i sprawić, by część czytelników czuła się lepiej od autora. Chociaż... kilka dni temu korzystając z ładnej pogody spacerowałem po działce za domem. Wśród drzew znalazłem piłkę baseballową, prawdopodobnie sąsiadów, którą chyba jeszcze jesienią ktoś przypadkowo przerzucił przez płot. Pomyślałem, że odrzucę z powrotem. Przyda im się, przecież jest w dobrym stanie. Podniosłem, obejrzałem, zamachnąłem się, rzuciłem. Coś trzasnęło, od czubka palca serdecznego po biodro przeszedł skurcz, po czym zastygłem w dziwnej pozie na dobre kilka minut. Następny raz będę mógł czymś rzucić pewnie przyszłej wiosny, jak ból i sztywność stawów ustąpi. Do dziś, ile razy spojrzę w stronę drzew, to wydaje mi się, że wciąż tam stoję z głupio uniesioną ręką.

Z tym kryzysem wieku średniego to dziwna sprawa. Podobno to normalne, że nie zauważamy jego nadejścia, zwykle informują nas o tym inni. Więc spokojnie, każdego to czeka. Problem w czym innym. Już kiedyś, w nieco innej formie wspomniałem w tym miejscu, że wejście w dorosłość oznacza odpowiedzialność. Nie tylko za siebie i bliskich, ale za wszystko wokół, bliżej i dalej. Jako młodzi nie martwimy się niczym, bo zawsze gdzieś tam są dorośli. Jako dorośli z lekkim przerażeniem, ale sumiennie przejmujemy obowiązki i podejmujemy decyzje. Różne, trzeba przyznać.

Kiedy zaczynamy zwracać uwagę na zawartość błonnika w diecie, kiedy wykonujący operację chirurg jest młodszy od nas, gdy własne dziecko zaczyna nas pouczać na różne tematy (do tego zwykle ma rację), kiedy zamiast wyjścia na piwo wolimy się zdrzemnąć, kiedy zauważamy mikroskopijność niektórych czcionek w komputerze, gdy czasami do znalezienia okularów do czytania potrzebne nam są zwykłe okulary, to nagle uświadamiamy sobie, że kto inny powoli przejmuje od nas to odpowiedzialne zadanie. Bardzo dobrze. Najwyższy czas. My jeszcze mamy sporo do zrobienia, czeka nas wiele wyzwań. Na początek musimy jednak zdecydować, kim będziemy jak dorośniemy.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location