----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Jeffrey Eugenides zachwyca zbiorem krótkich opowiadań „Nowy dowód”. Do tej pory znaliśmy tego autora z potężnej objętościowo powieści „Middlesex”, a przede wszystkim z „Przekleństw niewinności”, które zostały sfilmowane przez Sofię Coppolę. Teraz mamy zestaw jedynie dziesięciu niewielkich tekstów, które pozwalają nam dotknąć takich aspektów naszego życia jak starość, samotność, niemożność wzajemnego porozumienia, absurdalność istnienia i paru jeszcze innych elementarnych kategorii, od których trudno nam się wywinąć i które nas w końcu kiedyś drastycznie dopadają, czy tego chcemy, czy nie.

Marudy – to pierwsze opowiadanie zamieszczone w tym tomie, które skupia naszą uwagę na doświadczeniu starości, samotności, odrzucenia i choroby, a jednocześnie wskazuje, że literatura może być inspiracją do działań wbrew stereotypom. Jeśli mamy w sobie dość siły, żeby zaufać sobie i stawić czoła banałowi, to możemy przenosić góry.

Losy dwu przyjaciółek wpisane są w historię opowiedzianą w ulubionej przez obie kobiety, książce. Ten pozornie oczywisty i dosyć nieskomplikowany chwyt literacki, pozwala spojrzeć na życie w starości z zupełnie innej perspektywy, niż ta, do której przywykliśmy. Otóż powieść owa, autorstwa Velmy Wallis, zatytułowana „Dwie stare kobiety” (książka nie jest fikcyjną rzeczywistością, wykreowaną na potrzeby opowiadania, zarówno ten tytuł jak i nazwisko autorki są zupełnie prawdziwe, publikacja ukazała się na rynku amerykańskim w 2013 roku) niesie zupełnie nieoczekiwane przesłanie, które zresztą staje się zawołaniem obu kobiet w momentach kryzysowych: „to jest pora topora” – czyli czas na działanie, a nie na marudzenie.

„Książka przywołuje starą legendę Atapasków, którą autorka, Velma Wallis, słyszała jako dorastająca dziewczynka. Opowieść przekazywano z matki na córkę; to historia dwóch starych kobiet, które podczas klęski głodu zostały pozostawione przez plemię własnemu losowi. Pozostawione na pewną śmierć, mówiąc wprost. Bo taki był zwyczaj”. (s.28) One jednak, wbrew zwyczajom, nie umierają cicho i spokojnie, oczekując na ostateczne rozwiązanie. Zaczynają przypominać sobie wszystkie techniki przetrwania w krańcowo trudnych warunkach i mimo że pozostawione samym sobie, powoli, ale skutecznie coraz lepiej sobie radzą w tych ekstremalnie trudnych warunkach. Trzeba jednakowoż przyznać, że plemię „nie zostawiło [obu kobiet] tylko dlatego, że były stare. Zrobiło to także dlatego, że ciągle narzekały. Stale biadoliły, cóż im to nie dolega i cóż je nie boli”. (s.30)

Co w tym wszystkim jest najniezwyklejsze, to fakt, że obie staruszki nie tylko przetrwały, nie tylko świetnie poradziły sobie w dramacie bycia starym, opuszczonym i skazanym jedynie na siebie, ale w momencie, „kiedy powraca ich plemię, wszyscy wciąż przymierają głodem, dwie kobiety uczą współplemieńców, czego same się nauczyły. I od tego czasu ci Indianie nigdy już nie porzucają starszych członków swego plemienia”. (s.44)

Ta literacka parabola nakłada się wprost na życie i działania Delli i Cathy, dwu przyjaciółek w podeszłym już wieku, które owa powieść zafascynowała i stała się „rzeczywistością”, z którą obydwie się utożsamiały. Obydwie miały rodziny, mężów, dzieci i znajomych, ale w ostatecznym rozrachunku zostały same. Głęboko ze sobą związane podążają za przesłaniem „Dwu starych kobiet”: „to jest pora topora”. W momencie, gdy okazuje się, że Della ma wszelkie symptomy demencji, Cathy wykrada ją ze szpitala i zamieszkują nie w domu dla starców, ale we własnym, bardzo odludnym, domu Delli. Razem układają sobie codzienne obowiązki w taki sposób, że choroba, starcza nieporadność i brak rodzinnego wsparcia przestają być istotne – najważniejsza okazuje się bezwarunkowa przyjaźń. Cudowne w swej skomplikowanej prostocie opowiadanie otwiera nas na zupełnie inne postrzeganie starości i relacji starych ludzi z innymi. Okazuje się, że „pora na topora” to zawołanie znacząco skuteczne, nawet w pozornie beznadziejnych przypadkach i sytuacjach.

O zbiorze dziesięciu opowiadań:
Marudy
Poczta lotnicza
Pipeta do pieczeni
Muzyka dawna
Apartamenty
Znajdź winowajcę
Proroczy srom
Kapryśne ogrody
Wielki eksperyment
Nowy dowód

czytamy w recenzji opublikowanej przez wydawnictwo Sonia Draga, iż: „bestsellerowe powieści Jeffreya Eugenidesa udowodniły, że autor jest bystrym obserwatorem tak różnorodnych sfer życia, jak kryzys wieku dojrzewania, samopoznanie, miłość czy rodzina. Przedstawione w Nowym dowodzie historie penetrują bogate i intrygujące obszary codzienności.

Ten zbiór prezentuje postaci stojące w obliczu kryzysów osobistych i narodowych. Spotkamy tu niespełnionego poetę, który zazdroszcząc bogactwa innym, podczas gwałtownego wzrostu cen nieruchomości zostaje malwersantem; klawikordzistę, którego marzenia o sztuce rozwiały się skonfrontowane z obowiązkami małżeńskimi i ojcowskimi; uczennicę szkoły średniej, która wiedziona chęcią wyrwania się spod wpływu imigranckiej rodziny i tradycji aranżowanych małżeństw podejmuje dramatyczną decyzję, wywracającą do góry nogami życie brytyjskiego fizyka.

To piękna proza z frapującą narracją i gęstą od zaskakujących pomysłów, jednocześnie zachowuje wdzięczną płynność stylu. Te opowiadania stanowią świadectwo rozwoju i dojrzałości wielkiego amerykańskiego pisarza”.

Prześledźmy zatem kolejne teksty zamieszczone w tym zbiorze. Pozornie są one tematycznie rozrzucone od Sasa do Lasa i nic ich ze sobą nie wiąże, ale gdy przyjrzymy się im bliżej okazuje się, że pewne wątki i tropy powracają w nich w nowych konfiguracjach. Drugie opowiadanie nosi tytuł „Poczta lotnicza” i jest „tropikalną” opowieścią o poszukiwaniu tożsamości, samotności i pogubieniu we współczesnym świecie, dziejącą się na jakiejś wyspie w Zatoce Tajlandzkiej. Młody człowiek, Mitchell, choruje na ostry rozstrój żołądka od trzynastu dni. Drastyczne objawy wyczerpania z powodu nieustającej biegunki i odwodnienia nie zmieniają jego decyzji, że sam upora się z czerwonką pełzakową i nie będzie korzystał z pomocy lekarza ani szpitala. Postanawia nic nie jeść, by zabić pasożyty, które wywołały tę chorobę. Początkowo kontaktuje się jeszcze z rodzicami, pisząc do nich mnóstwo listów, ale potem coraz bardziej oddala się w rejony naznaczone halucynacjami. Z listów do rodziców można wyczytać, że „religia Wschodu uczy, że cała materia jest złudzeniem. Według Buddy obejmuje to wszystko: nasz dom, wszystkie garnitury taty, nawet wiszące doniczki mamy. Dotyczy to oczywiście również ciała. Zdecydowałem się wybrać na ten wielki objazd świata również dlatego, że nasz punkt widzenia w Detroit wydał mi się dosyć ograniczony. Okazuje się, że zacząłem wierzyć w kilka rzeczy. A także je sprawdzać. Między innymi to, że za pomącą umysłu możemy kontrolować nasze ciało”. (s. 54)

Całe opowiadanie jest opisem owego „sprawdzania”, które można by streścić w formule „na ile skuteczne są metody kontrolowania ciała umysłem?” Niesamowity proces oczyszczania przez głodówkę (Mitchell pije tylko czarną herbatę), jako forma uprawiania kontroli nad swoim ciałem i metoda samoleczenia prowadzi chłopaka do poruszania się na granicy realności i ułudy. Wiara wprawdzie czyni cuda, ale nie w każdym wypadku, nie zawsze, nie wszędzie i nie każdemu jest tego doświadczyć. Wielka podróż Michella kończy się zupełnym odpłynięciem w dosłownym i metaforycznym tego słowa znaczeniu, a wszystko to w dzieje się w cudownie tropikalnym raju, w otoczeniu innych „poszukujących”. Jak mówi jeden z nich: „nikt by nie uwierzył, że może istnieć takie miejsce – odezwał się Larry z plaży. – To prawdziwy jebany raj”. (s.73)

Kontynuacja w przyszłym tygodniu.

Zbyszek Kruczalak

Wszystkie cytaty za: Nowy dowód, Jeffrey Eugenides, wyd. Sonia Draga, 2018.

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location