----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Z Andrzejem Kulką w świat: Birma 2018, część 6

Sobota, 20 stycznia

Żadne wakacje w Birmie nie byłyby kompletne bez wizyty w świątyniach na równinach Bagan, gdzie sama ilość starożytnych budowli jest zaskakująca i porywająca. W Baganie znajduje się 3,327 obiektów archeologicznych jak: świątynie, klasztory, pagody, stupy, biblioteki i groty do medytacji. Lecimy tam dzisiaj!

Śniadanie w Mandalaj okraszone było urodzinowym tortem i okolicznościowym życzeniami dla Joli. Po wzruszającym odśpiewaniu stu lat jedziemy na lotnisko i rejsem K7 linii lotniczej KBZ fruniemy pół godziny do Nyaung - U, maszyną ATR 72. 

Lądujemy o 9:22, jest 19 stopni Celsjusza, a na sali przylotów lotniska Nyaung - U (czyli Bagan) czeka już nasz miejscowy przewodnik Zawyan Paing. O ile spódniczka na biodrach Myat nie powodowała naszego zdziwienia, to podobna tkanina u niego, mężczyzny, wzbudza zrozumiałe zainteresowanie. Otóż Birmańczycy na co dzień noszą tradycyjne longi, tubę z tkaniny, którą zawijają na węzeł z przodu lub z boku. Ponieważ jest to doskonałe odzienie w klimacie tropiku, z marszu kupuję sobie taki sarong i od jutra zamierzam w nim paradować. Podróże kształcą, ale... wykształconych jak dodawała moja przyjaciółka Basia. 

Odbieramy bagaż i wychodzimy na lotniskowy parking. Skoro jest zbyt wcześnie, aby zameldować się w hotelu, to - podobnie jak przedwczoraj - rzucamy się w wir zwiedzania zaczynając od XI-wiecznej świątyni Shwezigon. Rok temu główna wieża tej świątyni była ukryta za rusztowaniem, ale teraz, po ukończonej renowacji prezentuje się znakomicie pokryta lśniącym od nowości złotem. Kolejnym zwiedzanym obiektem jest równie piękna świątynia Ananda, gdzie zachowały się XI-wieczne freski i dwa oryginalne posągi Buddy, po południowej i północnej stronie. W tej budowli są ładne korytarze z licznymi niszami z posągami Buddy.

Po dwóch wielkich atrakcjach czujemy głód i przystajemy na lunch w restauracji BBB, gdzie ponownie rozpływamy się w kulinarnej nirwanie. Serwują zupę z okry, sałatki z pomidorów i orzeszków ziemnych, pyszne liście na parze o tajemnej nazwie, rybę z tutejszej rzeki oraz kurczaka w sosie curry. To wszystko uszlachetnione egzotycznymi przyprawami Orientu, ale niezbyt ostro, w sam raz pod gust turystów. Na blacie stołu ląduje urodzinowy, birmański sauvignon blanc o kuszącej nazwie Ayutthaya, co się tłumaczy na chłodne i wyborne, w smaku. Pełni nowych sił jedziemy w końcu zameldować się w cudownie położonym nad samą rzeką Irawadi hotelu Bagan Thande River. 

Trwa czas relaksu. Przyglądam się filigranowym dziewczętom z obsługi hotelu, które mają namalowane na policzkach szarożółtawe plamy, nierzadko w oryginalnych kształtach. Jest to pasta thanaka z kory drzewa o tej samej nazwie, używana przez Birmańczyków od tysięcy lat jako skuteczna ochrona przed słońcem i zarazem oryginalna ozdoba.

Późnym popołudniem wsiadamy parami na wózki ciagnięte przez konie i jedziemy pośród wiosek i majestatycznych ruin na taras widokowy z rozległą panoramą ruin. Punktualnie o 17:52 czerwona tarcza słońca nurza się na horyzoncie pośród świątynnych wież kończąc ten pełen nowych wrażeń dzień. 

A po zmierzchu, siedząc już na urodzinowej imprezie na hotelowym tarasie otrzymujemy kosmiczny prezent dla fotografików: sierp Księżyca zachodzi dokładnie poza świątynią Mount Tangyi na wzgórzu po drugiej stronie rzeki Irawadi. Co za widok! 

 

Święta góra 
Niedziela, 21 stycznia

O godzinie 5 rano, w ciemnościach i mrożącej krew w żyłach temperaturze plus 16 stopni Celsjusza, cała grupa zbiera się w recepcji naszego uroczego hotelu Bagan Thande River i mknie na pole golfowe, aby poszybować balonami ponad starożytnymi ruinami Baganu.

Ponieważ wyjątkowo nie zabrałem ze sobą poważnego sprzętu fotograficznego, to pojechałem motocyklem w teren szukając najlepszego miejsca do sfilmowania nadlatujących balonów. Mój wybór padł na otoczenie pagody Narathihapatae w miasteczku Minna Thus, gdzie o wschodzie słońca (6:52), kręcąc się po okolicy znalazłem nareszcie idealne miejsce na fotografowanie ogrzewanej gorącym powietrzem flotylli. Dwadzieścia jeden balonów płynęło po niebie w ciszy poranka. Droga impreza, 350 USD od twarzy, lecz absolutnie warta tych pieniędzy, co zgodnie stwierdziła cała grupa. 

Po śniadaniu zmieniamy charakter zwiedzania jadąc do odległego o 36 kilometrów wulkanicznego ostańca, takiej samej genezy jak Diabelska Wieża w Wyoming. 

W roku 442 przed Chrystusem, pośród równiny Baganu eksplodował wulkan pozostawiając górę wysoką na 1,518 metrów ponad otoczenie. Z wnętrza tej góry (Mount Popa) biegł od zachodu boczny komin wulkaniczny, który zastygł w formie ogromnego cylindra z twardej, bazaltowej lawy tworząc malowniczą skałkę Taung Kalatt. Na jej płaskim szczycie zbudowano świątynię, do której prowadzą schody o siedmiuset siedemdziesięciu siedmiu stopniach. Mamy więc ścieżkę zdrowia, 737 metrów w pionie, w rosnącym ciepełku tropiku. Większość zwiedzających to niezwykle mili, przyjaźni birmańscy turyści, z których niektórzy chcieli robić sobie z nami zdjęcia. W tak miłej atmosferze aż miło wspinać się do góry w asyście małp czekających na chwilę nieuwagi przechodnia, któremu są w stanie błyskawicznie skraść wszystko, co nadaje się do zjedzenia i wypicia. Panorama ze szczytu wynagrodziła trud mozolnego podejścia, nie mówiąc o straganach, na których zakupiliśmy wspaniałe wyroby ze szlachetnego drewna tekowego. Pora wracać do Baganu. 

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Birmy i Bangkoku w styczniu 2019. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location

----- Reklama -----

Ważne i ciekawe tematy

----- Reklama -----