----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

czyli jakie znaczenie ma to, że twoja prababka zwiała przez okno z kochankiem?

***

„To pewne: na część tego, kim jesteś i że w ogóle jesteś, pracowały mimowolnie całe pokolenia. Gdyby lustro na przystanku TERAZ zmieniło się w magiczny ekran i pokazało przeszłość twojej rodziny, pojawiliby się za tobą ludzie. […] Tyle imion, tajemnic i niedokończonych spraw z przeszłości, tyle zmieszanych genów. Wszystko po to, by spotkać się TERAZ, tam, gdzie jesteś ty. Właściwie gdzie?” (Sekrety przodków, s.17)

***

Książka Katarzyny Drogi, już przez sam tytuł: Sekrety przodków, czyli jakie znaczenie ma to, że twoja prababka zwiała przez okno z kochankiem? - wrzuca nas w rodzinne skotłowanie. Tylko bowiem nam się wydaje, i dziwnym zrządzeniem losu dajemy się uwieść temu paranoidalnemu stwierdzeniu, że jesteśmy sobą i o sobie stanowimy. Cóż to za próżne przekonanie oparte na skrajnej niekompetencji i bezpodstawnemu zadufaniu w siebie. W książce Richarda Davida Prechta, której tytułu – Kim jestem? A jeśli już, to na ile? -  często używam do konstruowania dramatycznego zawieszenia przy rozważaniu, między innymi, konsekwencji skoku babki przez okno w pogoni za kochankiem, napotykamy na takie oto pytania:

Czym jest prawda?

Skąd wiem, kim jestem?

Dlaczego powinienem być dobry?

Jak one się mają do książki Katarzyny Drogi, która traktuje o międzypokoleniowym dziedziczeniu? Wydawałoby się, że niewiele, ale jeśli założymy, że nasze skotłowanie rodzinne to nie tylko genetyka sensu stricto, ale też pewien sposób na odszukanie siebie i swojej tożsamości, co jest prawie tak owocne jak poszukiwanie igły w stogu siana, to przecież nie mamy innego wyjścia. Cóż bowiem może być przyjemniejszego, a nawet pouczającego, od grzebania się w czyimś życiu. To grzebanie nie jest do tego wszystkiego pozbawione cynicznego i egoistycznego wymiaru, aczkolwiek ma prowadzić do odpowiedzi na nadzwyczajnie istotne pytanie: czy jestem, albo czy w ogóle mogę być, sobą, a jeśli tak, to na ile?

Autorka prowadzi nas po meandrach swego życia i swojej rodziny w tak sposób, który pozwala nam zobaczyć pewne, elementarne mechanizmy, zależności i wpływy, jakim podlegamy będąc częścią układu rodzinnego. Nie możemy od tych powiązań uciec, bo nawet jeśli nam taki pomysł wpadłby do głowy, to prędzej czy później, będziemy musieli srogo za to zapłacić. Zamykanie bowiem drzwi przed hałasem rodziny skazuje nas na porażkę w procesie poszukiwania siebie. Zawsze jakoś jesteśmy powiązani z kimś i to przynajmniej przez trzy, a nawet cztery pokolenia naszych przodków. Jeśli nie okryjemy swego miejsca w sieci tychże powiązań i zależności, nasze bycie będzie zawsze niepełne i naznaczone jakaś formą nieuświadomionego cierpienia.

Co ciekawe zarówno Katarzyna Droga w Sekretach przodków, jak i wielokrotnie już tu przytaczany Mark Wolynn w swej książce „Nie zaczęło się od ciebie”, rozpoczynają rozważania od dosyć wstrząsającego stwierdzenia:

„Nasi rodzice! Cudowni i okropni, dali nam życie, a potem w nim narozrabiali, czy nie? (Sekrety przodków, s.19)

„Wszyscy rodzice zadają swoim dzieciom ból. Nie da się tego uniknąć. Problemem nie jest to, co zrobili nam rodzice, problemem jest to, że nie potrafimy się od tego odkleić.” (Nie zaczęło się od ciebie s. 138)

***

Przytaczam te dwa fragmenty specjalnie obok siebie, by pokazać, że mino wielu zbieżności, dziedziczenie międzypokoleniowe i epigenetyka, są też istotnie różne od tego, co powszechnie rozumiemy przez pojęcie karmy. W czwartym prawie karmicznym, prawie wzrostu, które przytaczam za kategoryzacją W.P Zielińskiego, możemy przeczytać:

„Wszystko, co żyje, rozwija się i wzrasta; również ludzka dusza. Esencją rozwoju duchowego jest kształtowanie siebie samego. Chcąc zmienić swoje życie, nie koncentruj uwagi na elementach zewnętrznego świata, lecz na własnym wnętrzu. Rozwijaj je. Jeśli zmienisz to, co jest w twoim sercu, świat w naturalny sposób podąży za tobą”.

Mark Wolynn mówi w swej książce coś zupełnie przeciwnego, opierając swe przekonanie na osobistych doświadczeniach w poszukiwaniu sensu swego życia. Po wielu latach spędzonych aśramach i słuchaniu różnych guru, nie znalazł wewnętrznego spokoju. Jeden z nauczycieli nakazał mu spakować się i wracać skąd przyjechał, bo to „tam”, a nie „tu” jest kluczem do problemu, a problemem tym był jego układ z ojcem. Dopiero odblokowanie tej relacji spowodowało urzeczywistnienie pragnienia poczucia sensu.

Czy zatem sens leży w nas czy poza nami, a jeśli w nas albo poza nami, to na ile? To chyba właśnie tu możemy odnaleźć zasadniczą różnicę między epigenetyką, a karmą.

Niezwykłą inspiracją do rozwiązania tego problemu może być fascynujący fragment z kultowej książki Viktora Frankla „W poszukiwaniu sensu”:

„...prawdziwy sens życia odnajdziemy raczej w świecie zewnętrznym niż w sobie samym, jako że nie jest prawdą twierdzenie, iż człowiek stanowi system zamknięty. Nazwałem ową konstytutywną cechę samoprzekraczaniem ludzkiej egzystencji. Należy przez to rozumieć, że człowiek zawsze kieruje się oraz jest kierowany w stronę czegoś lub kogoś innego niż on sam – może to być zarówno oczekujący wypełnienia sens, jak i inny człowiek, którego spotykamy na swojej drodze. Im bardziej zapominamy o sobie – oddając się sprawie, której pragniemy służyć, bądź też osobie, którą pragniemy kochać – tym głębsze jest nasze człowieczeństwo i tym bardziej urzeczywistniamy swój potencjał. To, co znamy pod nazwą samourzeczywistnienia, jest niczym innym, jak nieosiągalnym celem, z tego prostego względu, że im bardziej dążymy do samourzeczywistnienia, tym bardziej się od niego oddalamy. Innymi słowy, samourzeczywistnienie możliwe jest wyłącznie jako efekt uboczny samotranscendencji. […]

To, co w człowieku duchowe, stanowi o istocie człowieka, tylko urzeczywistniając swoją duchową naturę, człowiek prowadzi autentyczną egzystencję. Dzięki tej właściwości człowiek jest w stanie wznieść się ponad swoje uwarunkowania - chorobę, cierpienie, przeciwstawić się swojemu organizmowi psychofizycznemu.” (Człowiek w ...s. 166-167)

Powtórzony jeszcze raz postawione już wcześniej pytanie:

Czy zatem sens leży w nas czy poza nami, a jeśli w nas albo poza nami, to na ile?

Wydaje się, że konieczny w tej sprawie jest swoisty kompromis. Tradycja karmiczna, czy wielokrotnie tu cytowany autor Drogi rzadziej wędrowanej Morgan Scott Peck - wskazują raczej kierunek poszukiwań „do” niż „od ”. Epigenetyka, czyli nauka o dziedziczeniu między pokoleniowym, a także cytowany Victor Frankl, oraz wielu innych myślicieli, uchwytują powiew sensowności raczej w podmuchu, w którym się wprawdzie znaleźliśmy, ale który został wywołany przez innych.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location