----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Czy oznacza to rewolucję w Sądzie Najwyższym?

Od lat uznawany był za decydujący głos w najważniejszych sprawach dotyczących społeczeństwa amerykańskiego. Choć był sędzią konserwatywnym, mianowanym jeszcze przez Ronalda Reagana, to dzięki niemu utrzymane zostały m.in. prawa mniejszości seksualnych czy prawo kobiet do aborcji. Jego odejście oznacza zachwianie delikatnej równowagi w Sądzie Najwyższym, a tym samym prawdopodobną zmianę wielu obowiązujących dziś przepisów.

"Wielkim zaszczytem i przywilejem było służyć naszemu krajowi w sądownictwie federalnym przez 43 lata, z czego 30 lat w Sądzie Najwyższym" - powiedział Anthony M. Kennedy podczas przygotowanego wcześniej przemówienia. Zaznaczył w nim, iż ostatni dzień jego pracy przypadnie na 31 lipca.

Prezydenta o swojej decyzji poinformował nieco wcześniej w liście.

"Mój drogi Panie Prezydencie" – napisał - "Dla prawnika najwyższym zaszczytem jest służyć w tym sądzie. Proszę mi pozwolić na wyrażenie w tym liście głębokiej wdzięczności za to, że miałem przywilej, by w każdym przypadku jak najlepiej poznać, interpretować i bronić Konstytucji oraz przepisów, które muszą zawsze być zgodne z jej zapisami i przyrzeczeniami.”

Jeszcze w środę rano, gdy Sąd Najwyższy przekazywał dwie ostatnie opinie podjęte podczas kończącej się właśnie sesji, sędzia Kennedy w żaden sposób nie sygnalizował swoich planów. Uczynił to oficjalnie po zamknięciu posiedzenia, a następnie spędził pół godziny na prywatej rozmowie z prezydentem.

Donald Trump oficjalnie podziękował mu za wieloletnią pracę mówiąc, że Kennedy „był wspaniałym sędzią Sądu Najwyższego”, po czym dodał, iż poszukiwania jego następcy rozpoczną się natychmiast. Podobno prezydent zapytał Kennedy`ego o rekomendacje dotyczące ewentualnego następcy, jednak nie wiemy, jaką odpowiedź uzyskał.

Wiemy jednak, że lada chwila rozpocznie się walka o to stanowisko. Demokraci nie mają praktycznie żadnych szans na przepchnięcie własnego kandydata, nie oznacza to jednak, iż łatwo pogodzą się z wyborem wskazanym przez Trumpa. Prawdopodobnie będą chcieli wykorzystać argumenty wysuwane przez republikanów przed wyborami w 2016 r., gdy przez wiele miesięcy po śmierci sędziego Scalia blokowali oni możliwość uzupełnienia składu sądu przez Baracka Obamę przekonując, iż nie może tego dokonać tuż przed głosowaniem. Tym razem mamy zbliżające się wybory w listopadzie i możliwe przetasowania w Kongresie, włącznie ze zmianą uładu sił. Partia konserwatywna za wszelką cenę będzie starała się uzyskać kolejny, piąty głos konserwatywny w dziewięcioosobowym składzie, czemu na wszelkie sposoby będą starać się przeszkodzić demokraci. Zapowiada się ostra walka, bo na szali leżą kontrowersyjne przepisy i prawa od lat dzielące społeczeństwo.

Anthony M. Kennedy dołączył do składu Sądu najwyższego w 1988 r. i od ponad 10 lat był jednym z najważniejszych jego członków. Nominowany przez prezydenta Reagana, oddał decydujący głos w kontrowersyjnej sprawie Citizens United vs. FEC, gdzie chodziło o możliwość finansowania kampanii politycznych m.in. przez organizacje niedochodowe, czy związki zawodowe. Przy równo rozłożonych głosach pozostałych sędziów zadecydował też w sprawie małżeństw osób tej samej płci oraz był przychylny umiarkowanemu kontynuowaniu akcji afirmatywnej w USA.

Niemal w każdej większej sprawie, jaką Sąd Najwyższy rozpatrywał w ostatnich latach, ani nominowani przez demokratów sędziowie, ani ich konserwatywni koledzy, nie byliby w stanie podjąć żadnej decyzji bez jego głosu. Kennedy, niezwiązany w żaden sposób ze słynną polityczną dynastią o tym samym nazwisku, był jednak sędzią konserwatywnym i takie miał poglądy na przepisy prawa. Lecz w kwestiach społecznych wyrażał często łagodniejsze poglądy, dlatego tak ważny i ceniony był w gronie demokratów.

Dla prezydenta Reagana stanowił kompromis z opozycją, gdy jego pierwszy kandydat, o poglądach zdecydowanie bardziej konserwatywnych, został odrzucony przez senat.

Dla prawej strony sędzia Kennedy był jednak rozczarowaniem, często wręcz nazywany był zdrajcą, zwłaszcza po podtrzymaniu decyzji w sprawie Roe v. Wade, w wyniku której aborcja została w USA uznana za legalną. Poza tym to Anthony Kennedy był przysłowiowym języczkiem u wagi w sprawach dotyczących praw mniejszości seksualnych. To on napisał uzasadnienia we wszystkich przypadkach rozpatrywanych przez sąd, włącznie z Obergefell v. Hodges, w której uznano, iż Konstytucja wymaga przyznania prawa do małżeństwa dla osób tej samej płci.

Liberałowie nauczyli się doceniać Kennedy`ego i uznawali go za największego sprzymierzeńca wśród konserwatystów, choć większość decyzji przez niego podejmowanych nie była im przychylnych. W sprawach dotyczących interpretacji prawa uznawany był wręcz za większego konserwatystę niż Antonin Scalia, zwykle popierał prywatny biznes i uznawał całą ustawę Affordable Care Act za niekonstytucyjną.

Jego przekonanie, iż regulowanie darowizn na rzecz kampanii politycznych stoi w sprzeczności z wolnością słowa pozwoliło na wkroczenie do polityki wielkich pieniędzy, co w dużym stopniu zmieniło sposób prowadzenia kampanii i obraz samych wyborów.

Anthony Kennedy nigdy liberałem nie był, choć wielu polityków w gronie GOP takim go nazywało. Za jego kadencji sąd podtrzymał w USA prawo stanów do wykonywnia kary śmierci, choć zmienił kilka regulujących je zasad. Wprowadzono zakaz jej wykonywania na osobach chorych psychicznie, popełniających przestępstwa przed osiągnięciem pełnoletności, a także w przypadkach, gdy nie doszło do śmierci ofiary. Można się spodziewać, że sąd w nowym sładzie, z następcą Kennedy`ego, prawdopodobnie zlikwiduje kilka z tych warunków.

Warto również zauważyć, iż podejmując decyzje dotyczące amerykańskiego prawa sędzia Kennedy często spoglądał poza granice Stanów Zjednoczonych. Jego globalne spojrzenie na wiele spraw, nawet gdy rozpatrywane przypadki ograniczały się do lokalnych, krajowych problemów, również doprowadzało do szału wielu konserwatywnych polityków i działaczy. Wraz z zapowiedzianą zmianą w składzie sądu to najprawdopodobniej też się zmieni, a jego decyzje staną się bardziej hermetyczne, zamknięte, wręcz prowincjonalne – jak stwierdził jeden z komentujących to wydarzenie prawników.

Zresztą poglądy odchodzącego na emeryturę sędziego znaleźć można w zdaniu pochodzącym z listu do prezydenta: „(...) miałem przywilej, by w każdym przypadku jak najlepiej poznać, interpretować i bronić Konstytucji oraz przepisów, które muszą zawsze być zgodne z jej zapisami i przyrzeczeniami.”

Właśnie o te „przyrzeczenia” zapisane w Konstytucji chodzi. Dla Kennedy`ego dokument ten nie był jedynie suchym spisem praw, ale właśnie obietnicą tego, czym Ameryka może być, kim jej mieszkańcy mogą się stać. Przeciwnicy jego interpretacji prawa nie zgadzali się z tym poglądem, trzymając się kurczowo litery prawa i konkretnych zapisów. Dzięki swemu szerszemu spojrzeniu Kennedy był w stanie uznać równość osób o odmiennych preferencjach seksualnych, choć przecież w Konstytcji nie ma żadnych zapisów na temat gejów i lesbijek oraz przysługujących im praw. Jego odejście może więc również oznaczać, że dyskusja na ten temat powróci, a kolejna decyzja Sądu najwyższego może już być odmienna.

Kto go zastąpi?

To ważne pytanie, gdyż w Sądzie Najwyższym mieliśmy od pewnego czasu przewagę sędziów nominowanych przez prezydentów republiańskich, choć dzięki Kennedy`emu panowała w nim jako taka równowaga dotycząca poglądów na sprawy socjalne, dzięki czemu instytucja ta nie przechylała się zbyt mocno w prawo. Kogokolwiek prezydent Trump nominuje na to stanowisko w najbliższych miesiącach, najprawdopodobniej nie będzie takiej funkcji spełniał. 

Mimo że odchodzący na emeryturę sędzia swym głosem decydował w wielu kontrowersyjnych sprawach, to najprawdopodobniej u jego następcy najważniejsze będą poglądy dotyczące aborcji. Już w czasie kampanii prezydenckiej Donald Trump wielokrotnie zapowiadał, iż jego kandydaci do Sądu Najwyższego będą zwolennikami wprowadzenia zakazu.

Siły polityczne i społeczne po obydwu stronach aborcyjnej barykady już zapowiedziały gotowość do walki.

„Najważniejszą obietnicą złożoną przez Trumpa była zapowiedź wprowadzenia do Sądu Najwyższego osób opowiadających się za życiem, z czego wywiązał się nominując sędziego Gorsucha” - mówi Marjorie Dannenfelser, szefowa antyaborcyjnej organizacji o nazwie SBA List (Susan B. Anthony List) – „Wierzymy, że wypełni tę obietnicę.”

Zwolennicy aborcji również gwałtownie zareagowali na wieść o planowanej emeryturze Kennedy`ego i rozpoczęli przygotowania do walki o utrzymanie obowiązującego prawa.

„Prezydent Trump obiecał nominować do Sądu Najwyższego osoby, które obalą decyzję w sprawie Roe v. Wade” – potwierdza Nancy Northup, prezydent i dyrektor wykonawczy Center for Reproductive Rights – “To obietnica, która powinna zaalarmować wszystich dbających o prawa kobiet oraz Konstytucję. Zagrożona jest przyszłość naszych praw reprodukcyjnych.”

Na razie wiemy, iż Donald Trump skorzysta z przygotowanej w ubiegłym roku listy 25 potencjalnych kandydatów, z której pochodził nominowany niedawno Neil Gorsuch. Poza nim wśród poważnie branych pod uwagę znaleźli się wówczas, w związku z czym znajdą się pewnie ponownie: Brett Kavanaugh, Raymond Gruender, Thomas Hardiman, Amy Coney Barrett, Raymond Kethledge oraz Amul Thapar.

Wszyscy to konserwatywni prawnicy, którzy w razie wyboru przesuną dyskusje w Sądzie Najwyższym wyraźnie w prawo. Na razie w dziewięcioosobowym składzie sędziami o poglądach liberalnych lub centrowych są: Ruth Bader Ginsburg, Stephen G. Breyer, Sonia Sotomayor oraz Elena Kagan. Dwoje z nich – Ginsburg i Breyer – są już w podeszłym wieku i z tego powodu lada chwila też zakończą swoje kadencje. Gdyby przypadło to na okres dominacji republikanów w Kongresie i Białym Domu, to można się spodziewać zdecydowanej, bo 7 osobowej reprezentacji konserwatystów w Sądzie Najwyższym, tym samym wysokiej przewidywalności rozstrzygnięć we wszystkich sprawach.

Wiele osób podejrzewa, iż decyzja, jaką podjął Anthony M. Kennedy, nie była przypadkowa. Zdawał on sobie przecież sprawę, że przechodząc na emeryturę w tym właśnie momencie niemal na pewno przyzwala na obalenie wielu opinii, w których przychylił się on do liberalnej mniejszości w sądzie. Chodzi choćby o prawa aborcyjne, mniejszości seksualnych czy dotyczące wykonywania kary śmierci. Wygląda to tak, jakby dokonania ostatnich lat nie miały dla niego znaczenia, a najważniejszym jest, by wyboru jego następcy mógł dokonać wciąż posiadający przewagę przed listopadowym głosowaniem republikański senat. Z drugiej strony nie można się temu zbytnio dziwić, w końcu zaznaczyliśmy, że Kennedy był przede wszystkim sędzią konserwatywnym i bliższe jego sercu były poglądy tej partii, choć nie we wszystkich sprawach. Gdyby dłużej czekał, mogłoby się zdarzyć, że w listopadowych wyborach demokraci odzyskają kontrolę nad senatem, a wtedy na jego miejsce mógłby być nominowany ktoś o odmiennych od jego poglądach. To dawałoby, przynajmniej na pewien czas, przewagę demokratom. Odchodząc na emeryturę w lipcu gwarantuje on konserwatywny charakter Sądu Najwyższego na wiele długich lat.

Na podst.: theatlantic, theweek, wikipedia, salon,
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location