----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Władze Chicago wiedziały o podwyższonym poziomie ołowiu w wodzie w domach, w których niedawno zainstalowano wodomierze - tak wynika z raportu z 2013 r. przygotowanego wspólnie przez miejski Departament Wodociągów i federalną Agencję Ochrony Środowiska (EPA).

Badanie miało na celu wykrycie i ocenę podwyższonego uwalniania ołowiu z sieci wodociągowej. Wielokrotnie przeprowadzono testy próbek wody z 32 domów.

Stwierdzono, że najwyższe stężenie ołowiu występowało w miejscach, w których wystąpiły zakłócenia w głównych nitkach wodociągowych związane z instalacją wodomierza lub jego wymianą, naprawą uszkodzenia linii serwisowej, zewnętrznego zaworu lub jego wymianą, lub przy robotach drogowych bezpośrednio przed domami, które mogłyby zakłócić dostawy wody.

Z 13 miejsc, w których niedawno doszło do przerw w dostawie wody z którychkolwiek wymienionych powodów, w 12 stwierdzono podwyższony poziom ołowiu - wynika z badania. Spośród 16 obiektów, które nie dotknęła awaria wody, tylko w trzech lokalizacjach potwierdzono podwyższony poziom ołowiu. Inne miejsca zostały oznaczone jako "nieokreślone", ponieważ mieszkańcy nie wiedzieli, czy doszło do odcięcia wody, czy nie.

"Wzrost poziomu ołowiu w wodzie po wstrzymaniu jej dopływu jest bardzo dobrze udokumentowany" - powiedziała Jen Walling, dyrektor wykonawczy Stanowej Komisji ds. Ochrony Środowiska (Illinois Environmental Council). “Instalacja licznika była jedną z przyczyn” - dodała.

Prawo stanowe wprowadzone w 2017 roku zobowiązuje władze miast do informowania mieszkańców o ryzyku narażenia na podwyższony poziom ołowiu przy naprawie lub wymianie licznika. Rzecznik miejskiego Departamentu Wodociągów nie odpowiedział na pytanie, czy miasto Chicago stosuje się do tego prawa.

Radny Gilbert Villegas z 36. okręgu, przyznał, że przy instalacji licznika nie otrzymał powiadomienia o ryzyku związanym z podwyższeniem ilości ołowiu w wodzie. Dodał, że otrzymał filtr wody od miasta.

Komisarz miejskiego Departamentu Gospodarki Wodnej i ds. zdrowia, dr Julie Morita, ogłosiła w ubiegły czwartek, że rozpoczęte w 2016 r. badania miały na celu sprawdzenie możliwego wpływu instalacji licznika wody w budynkach mieszkalnych na poziom ołowiu. Doszło do tego po opublikowaniu wstępnych informacji, z których wynikało, że odnotowano podwyższony poziom ołowiu w wodzie w 51 z 296 domów, w których zainstalowano liczniki. Nie wspomniała o badaniu, które zostało już przeprowadzone w 2013 r.

Rzeczniczka prasowa tego departamentu twierdzi, że wyniki niekoniecznie wskazują na związek między instalacją licznika wody a podwyższonym poziomem ołowiu.

“Badanie z 2013 r. zostało przeprowadzone we współpracy z miejskim Departamentem Gospodarki Wodnej, aby pomóc w określeniu najlepszych metod pomiaru poziomu ołowiu w wodzie - nie było to badanie określające poziom ołowiu w wodzie w Chicago. Niektórzy wykorzystali informacje z badania, aby zasugerować, że prace wykonywane na liniach wodociągowych prowadzących do domów konsumentów mogą zakłócić powłokę fosforanową (rur) i umożliwić przedostanie się ołowiu do wody. Wnioski te są dalekie od naukowego badania, bo przeanalizowano bardzo małą część domów i nie mierzono poziomu ołowiu przed i po awarii” - powiedziała Megan Vidis.

Miasto utrzymywało, że konsekwentnie spełnia normy EPA dotyczące jakości wody. Jednak w badaniu z 2013 r. stwierdzono również, że test EPA obowiązujący od 1991 r. jest niewystarczający.

Federalna Agencja Ochrony Środowiska wymaga, by miasto badało próbki wody tylko z 50 domów. Co najmniej 90 procent z nich wykazywało poziom ołowiu poniżej normy EPA. Przeważnie są to próbki wody “stojącej” w rurach w domu, a nie z serwisowanej linii wodociągowej.

W badaniu z 2013 r. przebadano wiele próbek i okazało się, że poziom ołowiu był aż czterokrotnie wyższy w porównaniu z testami przeprowadzanymi zgodnie z protokołem EPA. “Metoda EPA systematycznie pomija wysoki poziom ołowiu, potencjalnie niebezpieczny dla ludzi" - podkreślono.

W Chicago do wody dodawana jest substancja chemiczna zwana ortofosforanem, która tworzy powłokę na rurach, aby zapobiec przedostaniu się ołowiu do wody.

Nie wszyscy eksperci zgadzają się z teorią, że zakłócenie przepływu wody lub jej odcięcie może spowodować erozję powłoki ortofosforanowej w rurach. Zalecają mieszkańcom, aby po każdym przypadku braku wody w kranach, przed jej ponownym użytkiem spuszczać ją przez krótki czas, aby upewnić się, że powłoka jest odbudowana. Ale takie działanie nie gwarantuje, że ołów nie pojawi się później w wodzie.

Z informacji władz miasta wynika, że w Chicago liczniki zużycia wody zainstalowane są w 165,000 domach.

Do 375,000 domów woda może płynąć jeszcze rurami z ołowiu, które instalowano w sieci wodociągowej w Chicago do 1986 r., kiedy EPA wprowadziła zakaz ich używania. Oznacza to, że domy wybudowane w Chicago przed tym rokiem mogą mieć jeszcze elementy z ołowiu, np. spawy, armatury i przyłącza wodociągowe.

Miasto nie ma spisu, o które nieruchomości chodzi. Wymiana wszystkich rur byłaby zbyt kosztowana, dlatego pod naciskiem polityków Agencja Ochrony Środowiska (EPA) w 1991 roku zezwoliła na tańszą metodę. Do wody zaczęto dodawać chemikalia tworzące warstwę ochronną. Zapobiega to korozji rur i uwalnianiu się ołowiu do wody.

Władze federalne były zadowolone z rezultatów, dlatego EPA wprowadziło mniej restrykcyjne przepisy dotyczące sprawdzania poziomu ołowiu w wodzie z kranów. Obowiązują one do dzisiaj. "Jedynym sposobem jest częstsze testowanie i wymiana ołowianych rur" - uważa Jeffrey Griffiths, naukowiec Tufts University i były doradca (EPA).

W ubiegłym tygodniu radni debatowali nad propozycją ustanowienia 1-procentowego podatku od nieruchomości o wartości co najmniej $750,000, z którego dochód zostałby przeznaczony na wymianę ołowianych rur, którymi doprowadzana jest woda do 360,000 domów. Projekt ustawy przedstawił radny Gilbert Villegas. Jak oszacowano na wymianę starych ołowianych rur potrzeba co najmniej $2 miliardy.

Burmistrz Rahm Emanuel, chociaż uznaje “powagę problemu”, nie popiera tej propozycji, bo nie chce sięgać do kieszeni podatnika. “Nie powinniśmy traktować właścicieli domów jako bankomatu" - tłumaczył. Emanuel powiedział, że woda pitna w mieście jest bezpieczna i spełnia federalne standardy ustalone przez EPA.

Nie ma bezpiecznego poziomu ołowiu. Zatrucie tym ciężkim metalem może prowadzić do zaburzeń w rozwoju umysłowym, problemów z motoryką i słuchem. Dochodzi do uszkodzenia nerwów i mózgu. Metal odkłada się bowiem w tkankach, zwłaszcza w nerwowej. Zatrucie ołowiem i jego związkami wywołuje również uszkodzenie wątroby i nerek prowadząc do zmian tych narządów i ich niewydolności. 

JT

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location