Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

225 lat temu miała miejsce bitwa pod Racławicami – starcie, które stało się jednym z wyraźniejszych mitów polskiej historii, którego znaczenie wykracza poza faktyczną skalę militarną. Co w rzeczywistości stało się 4 kwietnia 1794 roku pod tą małopolską wioską?

W 1792 roku Rzeczpospolita Obojga Narodów przegrała wojnę z Rosją w obronie Konstytucji 3 Maja. Polakom nie udało się wyzwolić spod zależności od mocarstw ościennych, a dzieło reformy państwa musiało zostać wyrzucone do kosza. Rok później w czasie Sejmu w Grodnie przeprowadzono drugi rozbiór Polski, pozbawiając ją ogromnych obszarów na wschodzie i zachodzie. Dużo gorszą sytuacją było faktyczne przejęcie władzy przez targowiczan – magnackich pachołków carycy Katarzyny, którzy wezwali jej wojska do stłumienia polskich zmian. Magnaci dążyli do osłabienia państwa, by było już tylko potulnym wasalem Rosji. Jednym z głównych kroków do tego miała być likwidacja polskiego wojska i przymusowe wcielenie żołnierzy do armii zaborczych.

Przeciwstawić chcieli się temu pozostający w kraju bądź zmuszeni do emigracji patrioci, w większości zasłużeni w czasie prac nad Konstytucją 3 Maja i wojny w jej obronie, tacy jak Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj i Tadeusz Kościuszko. Ten ostatni próbował wykorzystać swoje dawne kontakty francuskie i zwrócić się o pomoc do rewolucyjnej Francji – w tym czasie przeżywała ona najbardziej radykalny, jakobiński okres i toczyła wojnę z niemal całą Europą. Polacy liczyli, że rewolucjoniści poprą polskich demokratów, co mogło odciążyć nacisk również na Paryż. Ostatecznie do żadnej umowy jednak nie doszło.

Od początku 1794 roku wydarzenia rozgrywały się coraz szybciej. 12 marca brygadier Antoni Madaliński, dowódca I Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Narodowej, odmówił zredukowania swojej jednostki i podjął decyzję o jej przemarszu z Ostrołęki do Krakowa – centrum spisku patriotycznego. 24 marca Tadeusz Kościuszko, który przybył do kraju by stanąć na czele powstania, złożył na krakowskim Rynku Głównym uroczystą przysięgę. Deklarował w niej: „powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samowładności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę”. Doświadczony generał amerykańskiej wojny o niepodległość i walk w obronie Konstytucji 3 Maja został ogłoszony Najwyższym Naczelnikiem Siły Zbrojnej Narodowej, tym samym zyskując niemalże absolutną władzę nad powstaniem.

Niestety, ono samo ograniczało się w tym czasie do Krakowa i dysponowało skromnymi siłami wojskowymi. Jednym z pierwszych ruchów było więc zorganizowanie nowych rekrutów. Kościuszko ogłosił pobór żołnierzy chłopskich, którzy mieli wspomóc regularne oddziały, składające się z piechoty, artylerii i szlacheckiej kawalerii. Wkrótce zaś ruszył na północ, w kierunku Warszawy – centrum kraju, którego opanowanie było kluczowe dla kontynuacji powstania.

Pod wsią Racławice armia Kościuszki – cztery tysiące żołnierzy, w niemal połowie chłopscy rekruci uzbrojeni w prowizoryczną broń, taką jak kosy czy piki – natrafiła na siły rosyjskie pod wodzą generała Tormasowa i idące mu z pomocą oddziały generała Denisowa. Doszło do bitwy z pierwszym z korpusów. Początkowo toczyła się ona ze zmiennym szczęściem, w poszczególnych starciach sukces osiągali raz Polacy, raz Rosjanie. W decydującym momencie Naczelnik postanowił wykorzystać swoje... najmniej wyszkolone wojsko.

Do ataku na środkowym odcinku bitwy ruszyła chłopska piechota – kosynierzy. Atakowali w sposób dość nietypowy jak na tamte czasy, gdyż szli naprzód ogromną kolumną (nie zaś jak regularna piechota długą linią) i starali się doprowadzić do walki wręcz (a nie prowadzić długie wzajemne ostrzeliwanie się). Kościuszko wykorzystał energię i masę chłopskiego wojska, niwelując jego słabe wyszkolenie. Identycznie w tym czasie walczyli żołnierze rewolucyjnych wojsk francuskich. Atak powiódł się, a obrona Rosjan została zmieciona. Do legendy przeszedł chłop Wojciech Bartos, który własną czapką zagasił palący się lont pierwszej armaty, ratując tym samym życie dziesiątkom swoich towarzyszy. Chłopscy żołnierze mieli jeszcze jedną cechę – nie znali obyczajów wojskowych, m.in. znaczenia okrzyku „pardon”, czyli oddania się do niewoli. Poddających się Rosjan kosynierzy zignorowali, zabijając ich na miejscu.

Bitwa była wygrana, a oddział Denisowa postanowił nie wkraczać do walki. Kościuszko pozostał na polu bitwy, podkreślając tym samym wygraną. Według legendy miał włożyć na mundur chłopską sukmanę, chcąc tym samym uczcić odwagę kosynierów. Ostatecznie jednak nie udało mu się wtedy przebić do Warszawy – dopiero dwa tygodnie później wypędzono z niej Rosjan w czasie gwałtownego zrywu mieszkańców stolicy.

Bitwa pod Racławicami nie była wielkim starciem militarnym. Jednak odegrała ważną rolę propagandową – i to dwukrotnie. Najpierw pokazała, że Polacy mają szansę wygrać z Rosjanami, doprowadziła więc do rozwoju powstania. W późniejszych dziesięcioleciach została zaś symbolem insurekcji kościuszkowskiej, w którym aktywnie brała udział nie tylko szlachta, ale też prości chłopi, którzy zadecydowali o zwycięstwie. „Panorama racławicka”, autorstwa Jana Styki i Wojciecha Kossaka, monumentalne przedstawienie bitwy, stała się jednym z najbardziej znanych dzieł w kulturze polskiej, przypominającym o chwale i solidarności narodowej.

Tak właśnie historia przekształca się w pamięć – wyobrażenie o przeszłości, które niesie ze sobą ważne wartości.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location