----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Przemoc z bronią palną, z którą zmaga się od lat nasze miasto, jest powodem frustracji na wielu obszarach. Policja boryka się z tempem wykrywalności sprawców strzelanin i morderstw oraz z brakiem współpracy ze strony lokalnych społeczności dotkniętych przemocą, tymczasem rodziny ofiar pragną sprawiedliwości.

"Nie ma sprawiedliwości” - ubolewała matka, która straciła syna w strzelaninie w sierpniowy weekend w ub. roku. Był to jeden z 40 ataków podczas pierwszego weekendu sierpnia, w wyniku którego 13 osób zginęło, a 62 zostały ranne. Do tej pory postawiono zarzuty tylko w czterech przypadkach.

To jest średnia wykrywalności sprawców strzelanin detektywów z policji w Chicago, których wskaźniki spadły do zawstydzającego minimum, około 20 punktów poniżej średniej krajowej i daleko im pod tym względem do departamentów z innych dużych miast, takich jak Nowy Jork i Los Angeles - pisze dziennik “Chicago Tribune”. Eksperci tłumaczą to słabą pracą detektywów lub brakiem współpracy ofiar i świadków z policją.

Zastępca szefa detektywów Brendan Deenihan powiedział, że należy zwiększyć liczbę policjantów i ich dostęp do technologii. Inni urzędnicy zapewniają, że departament chce przywrócić zaufanie społeczeństwa do policji, aby zachęcić więcej ofiar i świadków do współpracy.

W kilka dni po tym krwawym sierpniowym weekendzie burmistrz Rahm Emanuel i komendant policji Eddie Johnson na konferencji prasowej wyrażali frustrację z powodu milczenia mieszkańców dzielnic dotkniętych strzelaninami.

“Niemal w każdym przypadku ktoś zna sprawcę” - mówił burmistrz. "Mają moralny obowiązek mówić głośno” - dodawał.

Z wywiadu “Chicago Tribune” wynika, że ludzie niechętnie rozmawiają z policją, nie ufają im. To problemy, z którymi departament zmaga się w ostatnich latach.

Detektywi również nie kryją frustracji, bo ofiary i świadkowie nie chcą z nimi współpracować. Wskazują także na zaniedbania w ich departamencie. Jeden z weteranów w rozmowie z “Chicago Tribune” stwierdził, że nie jest optymistą, jeśli chodzi o szybką poprawę.

Żaden z detektywów, z którymi rozmawiali dziennikarze, nie został zidentyfikowany, ponieważ nie byli upoważnieni do wypowiadania się w imieniu departamentu chicagowskiej policji.

Raport Departamentu Sprawiedliwości USA z 2017 r. ukazał wiele problemów związanych z relacjami policji i mieszkańców dzielnic dotkniętych przemocą.

Przede wszystkim dochodziło do profilowania rasowego i nadużywania siły przez funkcjonariuszy w stosunku do Latynosów i Afroamerykanów. Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich ustaliła, że wskaźnik zatrzymań czarnoskórych i Latynosów był na nieproporcjonalnie wyższym poziomie w porównaniu do białych.

"Jak czarnoskóra społeczność ma nam ufać" - skomentował jeden z detektywów. Opisywał swoje doświadczenia w prowadzonych śledztwach, świadków odwracających się plecami i drzwi zatrzaskiwane dosłownie przed ich nosem. "Oni nie ufają systemowi" - powiedział inspektor nadzorujący pracę detektywów.

Policjanci wskazali również na strach. "Świadkowie obawiają się odwetu" - dodał inny detektyw. Opisywał praktyki gangów, które płacą nawet $1,000 dolarów za milczenie ofiar lub rodziny czy świadków. Detektywi zastanawiali się, dlaczego ich departament lub biuro stanowej prokurator w powiecie Cook nie mogą zrobić więcej, aby zachęcić ludzi do współpracy, dotyczy to m.in. przesiedlenia świadków.

“Ale to rozwiązuje tylko część problemów” - zauważył komendant Johnson. Podkreślał, że jego detektywi muszą nawiązywać nowe relacje. Nawiązywał do głębokiego podziału rasowego w Chicago.

Podczas gdy brutalna przestępczość kryminalna dotyczy głównie Afroamerykanów i Latynosów, około 65 procent detektywów z Chicago jest białych - wynika z analizy “Chicago Tribune” opartej na danych z 2017 roku. "Kiedy nie pochodzą z tych dzielnic, muszą zbudować te relacje" - powiedział Johnson.

Kilka ofiar strzelanin z sierpnia, do których zwrócił się o komentarz dziennik “Chicago Tribune”, niechętnie rozmawiało z reporterem. Wiele osób prosiło o to, aby nie byli wymieni z nazwiska z powodu obaw o swoje bezpieczeństwo.

Twierdzili, że za wszelką cenę unikają kontaktu z policją - boją się, że ich nazwisko dostanie się do baz danych, nawet jako ofiara, bo może później przysporzyć im to kłopotów.

“Pytali mnie, gdzie byłem, co robiłem. Nie chciałem być częścią tego wszystkiego” - mówił mieszkaniec południa Chicago, który przeżył poważną strzelaninę.

Co mówią detektywi

Dla detektywów współpraca ofiar i świadków jest bardzo ważna w śledztwie, ale zwracają również uwagę na długi czas oczekiwania na uzyskanie fizycznych dowodów, takich jak DNA, które trafia do badań w laboratorium kryminalnym stanowej policji (Illinois State Police Crime Laboratory).

Poza tym skarżą się na długi okres oczekiwania na postawienia zarzutów zatrzymanym podejrzanym przez biuro prokurator stanowej w powiecie Cook.

Wielu detektywów mówiło o wewnętrznych niedociągnięciach w ich departamencie, od braku szkoleń po braki kadrowe.

W całym mieście liczba detektywów, którzy prowadzą śledztwa w sprawie strzelanin i morderstw, oraz innych przestępstw kryminalnych, spadła z około 1,150 w styczniu 2009 r. do ok. 860 w lipcu 2016 r. - podał związek zawodowy chicagowskiej policji (Fraternal Order of Police).

W miesiącach letnich, gdy przemoc statystycznie rośnie, nie jest niczym niezwykłym, że każdy z detektywów zajmuje się co najmniej jedną strzelaniną dziennie. Detektywi z wydziału zabójstw prowadzą przeważnie sześć spraw rocznie, ale nie obejmuje to przypadków przypisanych do ich partnera lub zespołu. Więc liczba prowadzonych przez nich spraw może się podwoić. Głównie dotyczy to pracy dotyczącej dokumentów.

"Nie chcą, abyś rozwiązał przestępstwo, chcą, żebyś to dokumentował" - powiedział jeden z detektywów.

Długi czas oczekiwania na promocję do rangi detektywa nie działa na policjantów motywująco. W niektórych przypadkach są to osoby, które test zaliczyły już 10 lat temu.

"Mamy departament, który nie promuje detektywów przez (kilka) lat" - mówi jeden z nich, z którym rozmawiał reporter “Chicago Tribune”. Do tej pory departament dodał 300 detektywów podnoszą ich liczbę do około 1,200 na dzień 15 grudnia.

Istnieją dwie metody obliczania wskaźnika wykrywalności sprawców przestępczości kryminalnej. Jedna dotyczy strzelanin i zabójstw dokonanych w tym samym roku. Druga - standardowa, prowadzona przez organy ścigania, w tym FBI, zawiera dane z wcześniejszego roku dotyczące rozwiązanych spraw. Określany jest wskaźnik całkowitej wykrywalności i jest zwykle wyższy w porównaniu do pierwszej metody.

W latach 2011-2017 wskaźnik wykrywalności sprawców strzelanin bez ofiar śmiertelnych spadł z 15 do 7 procent, a w przypadku zabójstw z 29 do 17 procent.

W tym samym czasie całkowita wykrywalność sprawców strzelanin bez ofiar śmiertelnych spadła z 23 do 15 proc., a morderstw z 49 do 35 proc., co jest szczególnie niepokojące w porównaniu z resztą kraju.

Według raportu FBI z 2017 r. dotyczącego przestępczości kryminalnej w całych Stanach Zjednoczonych, średnia krajowa wykrywalności sprawców morderstw wynosi około 60 procent.

JT

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location