----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa i powołana przez niego administracja rządowa wywołały falę optymizmu w sektorze prywatnym. Jednak tylko nieliczni są aż tak entuzjastycznie nastawieni do zachodzących zmian, jak właściciele prywatnych więzień w Stanach Zjednoczonych. Notowane na giełdzie, dwie największe korporacje zarządzające własnymi zakładami penitencjarnymi to GEO Group oraz CoreCivic (do niedawna znana jako Corrections Corporation of America). Obydwie tuż po wyborach odnotowały nieprawdopodobny wzrost wartości swych akcji - odpowiednio 98 oraz 137 procent. W ostatnich miesiącach szybko podjęte zostały decyzje o budowie kolejnych placówek, głównie w stanach Georgia i Teksas. Powodów do radości dla prywatnego przemysłu więziennego jest kilka. Wszystkie oczywiste.

W całym kraju w federalnych, stanowych i lokalnych placówkach penitencjarnych przetrzymywanych jest obecnie ok. 2.2 mln. osób. Sześć procent stanowych i szesnaście procent federalnych więźniów przebywa w miejscach zarządzanych przez prywatne korporacje, takie jak GEO i CoreCivic. W sierpniu 2016 r. ówczesne władze Departamentu Sprawiedliwości podległe administracji Baracka Obamy poinstruowały podległe sobie jednostki, by nie odnawiać wygasających kontraktów z prywatnymi firmami. Chodziło o umowy z 12 firmami, które przejęły na siebie obowiązek przetrzymywania ok. 22 tysięcy skazanych przez sądy federalne. Biorąc pod uwagę fakt, że federalni więźniowie stanowią ułamek skazywanych na poziomach stanowych i lokalnych, straty nie były wielkie. Spory był natomiast niepokój udziałowców, bo w uzasadnieniu napisano, iż koszt wcale nie jest dla podatnika niższy, natomiast warunki i bezpieczeństwo w prywatnych więzieniach są znacznie gorsze, niż w działających pod kontrolą państwa.

W lutym br. nowa administracja rządowa zniosła rozporządzenie swych poprzedników z Departamentu Sprawiedliwości, a świeżo mianowany Prokurator Generalny, Jeff Sessions, w liście do Biura Więziennictwa poinformował, iż rozporządzenie z czasów Obamy „ograniczało możliwości biura i przyszłe potrzeby federalnego systemu więziennictwa”.

Kilka dni temu poznaliśmy zarys proponowanego przez Biały Dom budżetu na kolejny rok fiskalny. Mniej pieniędzy przeznaczono w nim na Departament Stanu, Agencję Ochrony Środowiska i wiele programów socjalnych. Funduszy nie zabraknie jednak na potrzeby wojska i cywilne służby mundurowe, co z kolei pozwala prywatnym więzieniom odetchnąć spokojnie i zająć się planowaniem przyszłości wiedząc, że strumień pieniędzy w najbliższym czasie raczej nie wyschnie, a najprawdopodobniej będzie jeszcze bardziej obfity.

Sektor prywatny kieruje się przede wszystkim zyskiem. Gdyby nie było korzyści finansowych, prywatne więzienia by nie istniały. Im mniej z otrzymanych od rządu pieniędzy wydaje się na skazanych, tym więcej się zarabia. Oszczędza się na wszystkim – zdrowiu, warunkach w celach, niewykwalifikowanej obsłudze, posiłkach, etc. Przesunięcie odpowiedzialności z agencji rządowych na prywatne niesie ze sobą konsekwencje wynikające głównie z braku kontroli. Nadużycia są na porządku dziennym. Wpływ na ustawodawców ogromny. Konsekwencje coraz poważniejsze.

Do tego przetrzymywani wykorzystywani są w przeróżny sposób do podwyższania zysku, często na granicy prawa lub nawet bez jego uwzględniania. Nazwą, którą warto znać jest Unicor. To mało znana, a przecież jedna z najprężniej działających w kraju firm produkcyjnych, działająca na wzór zrzeszenia prywatnych więzień. Pracownikami są skazańcy, odbiorcami najczęściej organizacje i departamenty rządowe, które zobowiązane są kupować w pierwszej kolejności produkty przez nią wytworzone. Bo przemysł więzienny to nie tylko tablice rejestracyjne. Według dostępnych danych skazańcy produkują 100% hełmów bojowych używanych w armii, pasów na amunicję, kamizelek kuloodpornych, nieśmiertelników, koszulek bawełnianych, spodni, namiotów i plecaków. Poza wojskiem UNICOR dostarcza mnóstwa podzespołów i elementów dla innych firm. W więzieniach produkuje się na przykład 93% składników farb i pędzli, 92% elementów do kuchenek gazowych i piekarników oraz 36% pozostałych urządzeń AGD powstających w USA. Do tego 30% elementów do słuchawek, mikrofonów i głośników i 21% mebli biurowych. Elementy powstające w więzieniach znaleźć można w samolotach, samochodach, szpitalach – skazańcy nawet wychowują i trenują psy pomagające później osobom niewidomym. Prawie 40 stanów ma umowy z prywatnymi firmami na produkcję różnych towarów w więzieniach. Wśród nich są między innymi: BM, Boeing, Motorola, Microsoft, AT&T, Wireless, Texas Instrument, Dell, Compaq, Honeywell, Hewlett-Packard, Nortel, Lucent Technologies, 3Com, Intel, Northern Telecom, TWA, Nordstrom, Revlon, Macy’s, Pierre Cardin, Target, oraz wiele więcej. W latach 1980 – 1994 zyski z produkcji więziennej wzrosły z $392 milionów do $1.31 miliarda dolarów.

Przeciwnicy obowiązującego systemu przekonują, że opłaca się rządowi zamykać ludzi, bo to najtańsza siła robocza. Coraz częściej pojawiają się porównania tego systemu do stalinowskich i hitlerowskich obozów pracy. Coraz częściej w prywatnie zarządzanych placówkach dochodzi do łamania elementarnych zasad i praw skazanych. Zajęci ostatnią kampanią wyborczą nawet nie zwróciliśmy uwagi, iż w prywatnych placówkach na terenie całego kraju trwał w tym czasie największy w historii USA strajk skazanych. Domagali się poprawy warunków i większej kontroli federalnej tych miejsc.

Wszystkie te czynniki wpłynęły na decyzję poprzedniej administracji stopniowo ograniczającej współpracę z sektorem prywatnym.

To nie wszystko.

Rząd federalny wykorzystuje też prywatne więzienia do przetrzymywania imigrantów. Choć republikanie wielokrotnie mówili, że demokraci zbyt pobłażliwi są wobec nieudokumentowanych przybyszów, to właśnie za rządów Obamy padł rekord deportacji – 2 i pół miliona w latach 2009 – 2015. Do listopada 2016 roku liczba przetrzymywanych każdego dnia przez ICE wynosiła rekordowe 41 tysięcy osób dziennie. Z tego 65 proc. znajdowało się w zarządzanych prywatnie centrach odosobnienia. Zarzuty pod względem tych miejsc podobne były jak w regularnych więzieniach. W 2014 r. GEO Group pozwana została do sądu przez kilku imigrantów zarzucających jej zmuszanie do pracy za 1 dolara dziennie. Na początku marca tego roku sąd przyznał sprawie status pozwu grupowego, w związku z czym akcja może objąć ponad 60 tysięcy osób.

W przypadku imigrantów zatrzymanych przez ICE i przetrzymywanych w więzieniach prywatnych, z prawnego punktu widzenia sprawa wygląda nieco inaczej. Proces nie podlega bowiem Departamentowi Sprawiedliwości, ale Homeland Security.

Większy zysk prywatnych firm zagwarantowały więc też niedawne dekrety prezydenta. Wzmożone działania urzędu imigracyjnego już widać, a wtajemniczeni mówią, iż to dopiero początek. W tej chwili zatrzymywani są przede wszystkim nieudokumentowani imigranci którzy popadli w konflikt z prawem lub objęci zostali w przeszłości nakazanym przez sąd procesem deportacyjnym. Przepisy pozwalają jednak docelowo na aresztowanie wszystkich, którzy dopuścili się jakiegokolwiek czynu pozwalającego na wymierzenie kary – może to być samo nielegalne przekroczenie granicy, ale też jazda samochodem bez prawa jazdy. Prawdopodobnie chodzi o kilka milionów osób, dla których w obecnym systemie po prostu brak miejsca.

Dlatego w dekrecie mówiącym o budowie muru na południowej granicy znajduje się instrukcja dla Immigration and Customs Enforcement (ICE), by rozbudować własne placówki (co jest mało prawdopodobne), wydzierżawić przestrzeń w regularnych więzieniach (na co nie pozwala brak w nich miejsca) lub podpisać nowe kontrakty z prywatnymi firmami operującymi siecią własnych zakładów penitencjarnych.

Skala tego przedsięwzięcia nie była jasna aż do 5 lutego, gdy Los Angeles Times opublikował treść pisma wysłanego z Białego Domu do władz Homeland Security. Mówiło ono o zwiększeniu liczby aresztowań dokonywanych przez ICE i podniesieniu liczby osób przetrzymywanych każdego dnia przez urząd imigracyjny do 80 tysięcy, czyli ponad dwukrotnie więcej niż obecnie. W 2016 r. aresztowano 352 tysiące nieudokumentowanych imigrantów, a każdego dnia w centrach imigracyjnych, więzieniach i innych placówkach tego typu znajdowało się od 31 do 34 tysięcy osób zatrzymanych przez ICE.

Ten wzrost aktywności Urzędu Imigracyjnego będzie dla podatników kosztowny. Eksperci oceniają, że z budżetu wyda się na te cel dodatkowe 2 miliardy dolarów rocznie. A nie wiadomo – mówią – czy na 80 tysiącach się skończy. Większość dostaną prywatne więzienia, z usług których ICE regularnie korzysta.

By obecny system działał i przynosił zyski, potrzebne jest silne lobby. W interesie prywatnych firm penitencjarnych jest zachęcanie rządu do zaostrzania prawa karnego i imigracyjnego. Zajmuje się tym m.in. American Legislative Exchange Council, organizacja złożona ze stanowych legislatorów, która między innymi stała za prawem “3 strikes” w 27 stanach i podniesieniem federalnych kar w ramach aktu SRA. Grupa utrzymywana jest przez prywatny sektor. Firmy płacą za możliwość bycia członkiem, dzięki czemu zasiadają później do negocjacyjnego stołu na zasadzie równości. Często zdarza się, że senatorowie powracają z takich spotkań z gotowym modelem zmian przepisów. Ich budżety kampanijne zasilane są w zamian pokaźnymi sumami pochodzącymi od wielkich korporacji utrzymujących własne więzienia. Już w 2013 r. udziałowcy kilku z nich poinformowani zostali, że więzienia dla imigrantów, nazywane miejscami tymczasowego aresztu, są coraz większym źródłem dochodów i przewiduje się, iż zyski z tego tytułu będą dalej rosły. W utrzymywanie wysokich kar zainwestowane są miliony dolarów. Podobnie dzieje się na poziomie stanowym, gdzie związki zawodowe pracowników penitencjarnych wykładają miliony na walkę z liberalizacją praw. Daje to gwarancje wypełnienia więzień, a tym samym stabilne warunki pracy dla strażników.

Nie jest chyba zaskoczeniem, że szefowie GEO oraz CoreCivic wspomagają wielkimi sumami partię republikańską. To inwestycja, która właśnie zaczyna przynosić zyski. Kolejnym elementem walki o pieniądze będzie powrót do drakońskich kar dotyczących marihuany. Jej stopniowa dekryminalizacja to prawdziwy cios dla prywatnego sektora więziennictwa. Z wydatną pomocą nowego Prokuratora Generalnego proces ten prawdopodobnie zostanie wstrzymany.

Prywatne firmy przekonują, że ich działalność przyczynia się do oszczędności w krajowym budżecie i zdejmuje część odpowiedzialności z kilku departamentów. Ostro protestują również przeciw negatywnym dla nich wynikom kontroli przekonując, że zapewniają godziwe warunki skazanym przy zachowaniu podstawowych praw i przywilejów nakazanych przez prawo. To oczywiście kwestia interpretacji wspomnianego prawa, na które mają spory wpływ.

Warto też pamiętać, iż USA to 5% światowej populacji, ale więźniowie stanowią tu aż 25% wszystkich przebywających w zakładach penitencjarnych na całym świecie. 97% spośród federalnych więźniów stanowią osoby, które nie dopuściły się użycia przemocy. Na poziomie stanowym dotyczy to 75%. Nieoficjalne dane mówią, iż ponad 600 tys. osób przebywających w odosobnieniu nie popełniło przestępstwa, o które się je oskarża. Większość z nich latami oczekuje na proces.

Na podst. motherjones, theweek, thenewyorker, arch. Monitor, GlobalResearch
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location