----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Ojciec Ryana Owensa domaga się śledztwa

Pochodzący z Peorii żołnierz elitarnej jednostki sił specjalnych Navy SEAL, 36-letni William "Ryan" Owens, został śmiertelnie ranny 27 stycznia podczas operacji amerykańskich sił specjalnych przeciwko bojownikom Al-Kaidy. Jego pamięć w szczególny sposób uczczono w Kongresie podczas przemówienia prezydenta Donalda Trumpa. Ojciec Owensa krytykuje jednak prezydenta i domaga się śledztwa w sprawie śmierci syna.

Wdowa po żołnierzu, Carryn Owens, była gościem prezydenta Trumpa, kiedy we wtorek wygłaszał swoje pierwsze przemówienie przed połączonymi izbami Kongresu.

"Ryan zginął tak jak żył: jak wojownik i bohater, walcząc z terroryzmem, zapewniając naszemu krajowi bezpieczeństwo" - mówił prezydent Trump, a jego słowa zgromadzeni na sali kongresowej przyjęli długimi oklaskami, które były jeszcze głośniejsze, kiedy stwierdził, że operacja w Jemenie z udziałem Ryana Owensa została zakończona sukcesem. Takie zapewnienie usłyszał od sekretarza departamentu obrony.

"Rozmawiałem z generałem Mattisem, który zapewnił mnie, że Ryan brał udział w bardzo udanym nalocie, dzięki któremu zdobyto ogromne ilości ważnych informacji wywiadowczych, które doprowadzą do kolejnych zwycięstw w walce z naszym wrogiem w przyszłości. Spuścizna Ryana jest wyryta w wieczność" - te słowa prezydenta zostały przyjęta dwuminutowymi oklaskami skierowanymi w stronę wdowy, która z trudnego kryła łzy.

"Ryan patrzy na nas teraz góry (...) i jest  bardzo, bardzo szczęśliwy, ponieważ jak sądzę właśnie padł rekord" - mówił prezydent zwracając się do wdowy, wskazując na długość trwania oklasków.

Operacja w Jemenie, w której został śmiertelnie ranny Owens, była pierwszą, którą przeprowadzoną od czasu objęcia prezydentury przez Donalda Trumpa. Jej celem było zdobycie informacji wywiadowczych o Al-Kaidzie Półwyspu Arabskiego. Pentagon podał, że w walkach rannych zostało ponadto trzech innych amerykańskich żołnierzy oraz zginęło 16 cywilów i 14 bojowników Al-Kaidy. W operacji Amerykanie stracili też śmigłowiec.

Ojciec Ryana Owensa domaga się śledztwa w sprawie śmierci syna i ostro krytykuje prezydenta Trumpa.

Bill Owens powiedział w wywiadzie udzielonym "Miami Herald", że odmówił spotkania z prezydentem, kiedy na początku lutego Donald Trump udał się do bazy sił powietrznych w Dover w stanie Delaware, gdzie wylądował samolot z ciałem jego syna. Zarzucił prezydentowi, że decyzja w sprawie operacji była przedwczesna, bo nie miał on jeszcze pełnego rozeznania sytuacji po objęciu władzy w Białym Domu. 

Prezydent Trump w wywiadzie udzielonym we wtorek w programie "Fox & Friends" w telewizji Fox News podkreślał, że przygotowania do operacji sił specjalnych w Jemenie zostały zakończone przed objęciem przez niego władzy w Białym Domu i generałowie nalegali, aby wydał zgodę na jej przeprowadzenie. "To oni (generałowie) chcieli to zrobić... I stracili Ryana" - mówił.

36-letni William "Ryan" Owens urodził się 5 marca w 1980 roku w Peorii, a póżniej wychowywał w Fort Lauderdale na Florydzie, w wojsku służył od 1998 roku. Jako żołnierz specjalnych jednostek Navy SEAL przebywał na misji w Afganistanie. Był wielokrotnie odznaczany za swoją służbę, w tym dwa razy Brązową Gwiazdą. Pozostawił nie tylko żonę, ale i troje dzieci.

JT

 

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location

----- Reklama -----

Ważne i ciekawe tematy

----- Reklama -----