----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Nie, ten tekst nie będzie poświęcony Donaldowi Trumpowi. W związku z kolejną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę warto przyjrzeć się temu, jak amerykańscy prezydenci patrzyli na walkę Polaków o wolność i niezależność.

Oczywiście wszyscy pamiętamy, że Polacy stanowili ważną grupę wśród uczestników walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Kazimierz Pułaski pomógł w ucieczce Jerzemu Waszyngtonowi po przegranej bitwie pod Brandywine w 1777 roku. Tadeusz Kościuszko bardzo dobrze znał się z amerykańskimi przywódcami, w tym z Waszyngtonem oraz Thomasem Jeffersonem, który był wykonawcą jego testamentu. Dopóki więc żyło pokolenie Ojców Założycieli, sympatia dla polskich starań była duża.

Przez kolejne dziesięciolecia jednak kontakty się zatarły. Wiadomo na przykład, że w czasie powstania styczniowego w Polsce (1863-1864), prezydent Abraham Lincoln nie interesował się nim. Sprawa w tym wypadku była prosta – zmagał się w końcu sam z wojną secesyjną, a Rosja w tym czasie popierała Unię. Nie było więc w interesie Stanów opowiadać się za Polakami, z którymi ich realny sojusznik musiał walczyć. Ostatecznie Polacy w większym stopniu kojarzyli się jako jedna z grup narodowych, które osiedlały się w Stanach. Do wielkiej polityki weszli tylko raz – 6 września 1901 roku Leon Czolgosz, anarchista polskiego pochodzenia, zastrzelił wybranego rok wcześniej na drugą kadencję republikańskiego prezydenta Williama McKinleya w Buffalo.

Sprawa polska pojawiła się na międzynarodowych salonach dopiero w czasie I wojny światowej. W 1917 roku USA włączyło się do niej po stronie Wielkiej Brytanii i Francji. Na czele państwa stał wówczas demokrata Thomas Woodrow Wilson (prezydent 1913-1921). Warto pamiętać, że Amerykanie problemem nie zainteresowali się sami – sprawę polską popularyzowano w Stanach intensywnie, a kluczową rolę odegrał tutaj Ignacy Paderewski, światowej klasy pianista, niezwykle popularny za oceanem.

Wilson 8 stycznia 1918 roku wydał tak zwane „Czternaście punktów”, które miały określać program pokojowego zakończenia Wielkiej Wojny. Oprócz stwierdzeń o pokojowej normalizacji stosunków międzynarodowych, postulatów zmian terytorialnych i politycznych oraz utworzenia Ligi Narodów, umieszczono tam również, w trzynastym punkcie, następujące oczekiwanie: „Stworzenie niepodległego państwa polskiego na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległością polityczną, gospodarczą, integralność terytoriów tego państwa ma być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową”. Na tej podstawie w kolejnym roku, na konferencji pokojowej w Wersalu, potwierdzono nie tylko niepodległość Polski odzyskaną w listopadzie 1918 roku, ale także przyznanie jej Wielkopolski i Pomorza, a więc dostępu do Bałtyku. Prezydent Wilson był ciekawym politykiem amerykańskim jak na swoje czasy – warto pamiętać, że w zasadzie przed II wojną światową USA prowadziło politykę izolacjonistyczną i nie mieszało się do spraw europejskich. Wilson zaangażował się w nie, biorąc udział w wojnie, a potem będąc głównym graczem na konferencji wersalskiej. Jak się jednak okazało, nie znalazł dużego poparcia swoich rodaków.

Przyjacielem Polski był też inny prezydent, republikanin Herbert Hoover (1929-1933), chociaż zasłużył się w tej materii przed i po prezydenturze. Jako szef American Relief Administration, instytucji powołanej do niesienia pomocy humanitarnej Europie po I wojnie światowej, organizował transporty żywności, ubrań i sprzętu do odzyskującej niepodległość Polski. Polacy odwdzięczyli mu się na różny sposób, m.in. nazywając jego imieniem skwer na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie oraz nadając mu honorowe obywatelstwo Rzeczpospolitej. Hoover organizował także pomoc dla Polaków w czasie drugiej wojny światowej.

Jego następca, demokrata Franklin Delano Roosevelt (1933-1945), mierzył się nie tylko z Wielkim Kryzysem, ale i drugą wojną światową, do której włączył się po stronie aliantów w 1941 roku. Polacy zabiegali o jego poparcie, gdyż to prezydent USA stawał się wówczas jedną z najbardziej wpływowych osób na świecie, a jego państwo wchodziło w rolę supermocarstwa. Roosevelt zabiegał o poparcie obywateli polskiego pochodzenia, m.in. deklarując zaangażowanie się w sprawy europejskie, a więc i polskie. Ostatecznie jednak zarówno na konferencji w Teheranie (1943) jak i w Jałcie (luty 1945) postanowił zgodnie współpracować ze Stalinem, którego uznał za główny filar walki z Hitlerem oraz powojennego ładu. Zgodził się na włączenie Polski do radzieckiej strefy wpływów, a więc na utratę niepodległości. Do dziś zapamiętany jest przez Polaków właśnie jako ten, który ich zdradził.

Zupełnie inaczej zapisał się w naszej pamięci republikanin Ronald Reagan (1981-1989). Ten przywódca z czasów zimnej wojny, który rzucił wyzwanie schyłkowemu ZSRR i przyczynił się do jego upadku, był bardzo zaangażowany w sprawie polskie (które, pamiętajmy, wykorzystywał w geopolitycznej rozgrywce przeciw komunizmowi). Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku mocno zaangażował się w pomoc Polakom, zarówno politycznie (słynna audycja „Let Poland be Poland” ze stycznia 1982 roku, w której wygłosił oświadczenie potępiające działanie Jaruzelskiego) jak i materialnie.

Jak więc widać, przywódcy amerykańscy zwracali uwagę na Polskę i pokazywali wobec niej przychylne gesty. Wszystko jednak było zależne od polityki...

Tomasz Leszkowicz

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location