----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Dochodząc do siebie po trzech nieudanych próbach „uchylenia i zastąpienia” Obamacare, starający się jeszcze przed końcem roku odnieść znaczące, polityczne zwycięstwo, republikanie w Kongresie zajęli się reformą podatków. Wprowadzenie zmian w amerykańskim systemie podatkowym może okazać się dla nich tak bardzo potrzebnym sukcesem. Teoretycznie, reforma podatkowa powinna być łatwiejsza do osiągnięcia, niż reforma ubezpieczeń zdrowotnych, powinna ją poprzeć przynajmniej część demokratów, znacznie większe będzie na jej przeprowadzenie przyzwolenie społeczne. Z drugiej strony, nic w tym roku nie było łatwe dla prezydenta i republikanów.

W przeszłości partia GOP już kilkukrotnie przeprowadzała z powodzeniem reformy podatkowe, więc wydaje się, że i tym razem nie powinno być większego problemu. Przedstawią plan, który obniżał będzie podatki dla milionów osób z różnych grup społecznych i ekonomicznych. Ponieważ nie będzie on zbyt korzystny dla obecnego budżetu i prawdopodobnie zwiększy deficyt, wywoła protesty nielicznej grupy konserwatywnych polityków dbających o sprawy fiskalne. Ich lamenty utoną jednak w ogólnym zadowoleniu społecznym, bo w przeciwieństwie do Obamacare nikt nikomu niczego nie będzie zabierał, a wręcz przeciwnie, oddawał część ciężko zarobionych pieniędzy. Wśród członków partii republikańskiej panuje powszechna zgoda, że niższe podatki są lepsze, więc nie powinno dochodzić do takich podziałów, jakie widzieliśmy przy okazji głosowań nad służbą zdrowia, a i demokraci nie chcąc przeciwstawiać się woli wyborców prawdopodobnie zasiądą do negocjacji i przynajmniej częściowo poprą przedstawiony plan.

Niestety, przedstawiony w środę szkic reform wzbudza sporo kontrowersji i wiele wskazuje na to, że tak łatwo nie będzie. Uważni obserwatorzy sceny politycznej dopatrzyli się kilku znaków mogących świadczyć, iż republikanie bliscy są popełnienia błędów podobnych do tych, które nie pozwoliły na zmiany w Obamacare. Ale o tym za chwilę.

Donald Trump odwiedził w tym tygodniu Indianę, gdzie promował zarys reformy, podczas gdy republikanie w Waszyngtonie robili to samo za pośrednictwem mediów i portali społecznościowych. Szczegóły nie są na razie znane, ale zmiany mają według nich zaowocować uproszczonym, lepszym przede wszystkim dla klasy średniej i biznesu systemem podatkowym. Prezydent tym razem przyjął nieco inną strategię, niż w przypadku Affordable Care Act. Zdecydował się bowiem na próbę wczesnego pogodzenia zwaśnionych stron w łonie własnej partii, a także wywieranie nacisku na demokratów licząc, że choć część z nich poprze przedstawione propozycje.

Podczas wystąpienia w Indianie Trump nazwał plan “cudem dla klasy średniej, dla ludzi pracujących”. Przyznał, że oczekuje, iż wielu demokratów się do niego przyłączy. Do obecnego na wiecu senatora Donnellego, demokraty wkrótce starającego się o reelekcję, powiedział, że jak nie poprze on zmian, to rozpęta się przeciw niemu trudna do wyobrażenia kampania przedwyborcza, po czym przybrał minę świadczącą, że tylko żartował. Żarty, czy nie, nie zrobiło to na wymienionym polityku większego wrażenia, bo przecież niezależnie od jego opinii na temat podatków, na ostrą walkę o stanowisko jest przygotowany.

Zwolennicy reformy podatkowej mają prawo wierzyć, że zostanie ona przyjęta i uniknie losu swej ubezpieczeniowo-zdrowotnej poprzedniczki. Dla polityków znacznie łatwiej jest przegłosować ustawę obniżająca różne podatki, niż ograniczającą polisy zdrowotne.

“Nikt nie może powiedzieć, że ktoś umrze w wyniku takiej reformy” – mówi reprezentujący Florydę Carlos Curbelo, republikanin zasiadający w komisji przygotowującej ustawę podatkową.

Gwarancji jednak żadnych nie ma.

Chodzi bowiem o sporą sumę. Wstępne wyliczenia mówią o prawie 6 bilionach dolarów (amerykańskich trylionach) w obniżonych podatkach. To bardzo dużo nawet dla takiego kraju jak USA, zwłaszcza w tym momencie. To suma, która nie wpłynie w określonym czasie do budżetu i prawdopodobnie zwiększy deficyt. Kraj nie może po prostu z takich pieniędzy zrezygnować, więc gdzieś trzeba je będzie znaleźć. Choćby w likwidowanych przy okazji obniżania podatków odliczeniach i ulgach federalnych i programach, co dla wielu mimo niższego progu oznaczać będzie faktyczny wzrost podatków. Co z tego, że zapłacą fiskusowi 2 tysiące mniej, skoro nie będą mogli odliczyć 2 i pół przysługujących z jakiegoś tytułu do tej pory.

Samych progów podatkowych ma być mniej – zamiast siedmiu wprowadzone mają być zaledwie trzy – 12, 25 oraz 35 proc. Na razie nie wiadomo, przy jakim dochodzie by one obowiązywały, więc możliwe jest jeszcze wprowadzenie czwartego dla najlepiej zarabiających.

Gdy chodzi o korporacje to obecne 35 proc. zamieniono by na 20, choć tzw. małe biznesy obowiązywałaby stawka 25 proc. Prezydent Trump mówi o 15 proc. ale prawdopodobieństwo zgody na taką stawkę w Kongresie jest niewielkie.

Przed twórcami reformy stoją też przeszkody proceduralne. Najpierw trzeba stworzyć budżet, a właściwie jego plan. Podobnie jak w przypadku reformy ubezpieczeń zdrowotnych republikanie liczą, że do przegłosowania ustawy o podatkach uda się zastosować system wymagający zwykłej większości, a nie tradycyjnych 60 głosów. Pewności jednak nie ma, bo już toczą się dyskusje na ten temat. Wielu polityków w Waszyngtonie wsparcie reformy uzależnia od poznania szczegółów.

Dobry omen dla twórców ustawy to fakt, że ultra konserwatywne skrzydło Izby Reprezentatów, House Freedom Caucus, oficjalnie wsparło wysiłki dążące do zmian systemu podatkowego w postaci naszkicowanej w tym tygodniu propozycji.

„Jesteśmy bardziej zjednoczeni” – mówi republikański reprezentant Tom Cole z Oklahomy, wskazując na potknięcia podczas prób uchylenia Obamacare i konieczność przegłosowania projektu – „Myślę, że każdy jest na tyle rozsądny politycznie, by to zrozumieć”.

Przyciąganie demokratów

Wspomniane było wcześniej, że prezydent wyciągnął chyba wnioski z reformowania ACA i bardzo aktywny jest w budowaniu mostów we własnej partii, a także zachęcaniu lub wywieraniu presji na demokratów (wszelkimi sposobami) do udziału w projekcie. Od sierpnia Donald Trump m.in. odbył trzy podróże krajowe w całości poświęcone podatkom – do Missouri, Północnej Dakoty oraz Indiany. W każdej towarzyszył mu demokratyczny senator z tego rejonu.

„Jestem bardzo umiarkowanym politykiem” – mówi demokratka, sen. Heidi Heitkamp, która na pokładzie Air Force One towarzyszyła prezydentowi w podróży do swego okręgu w Dakocie – „W przypadku reformy zdrowia republikanie nawet nie próbowali wyciągnąć ręki na zgodę w naszą stronę. Tym razem jest inaczej. Widzę, że chcą i im na tym zależy”.

We wtorek Trump zaprosił na rozmowy na temat podatków członków dwupartyjnego komitetu Ways and Means zajmujących się przygotowaniem ustawy. To całkiem inne podejście, niż w 1986 r. za czasów Reagana, gdy prezydent nie chcąc narzucać swych pomysłów zaangażował się dopiero po wielu miesiącach dwustronnych, ciężkich rozmów na temat reformy podatków. Jednak w czasie spotkania Donald Trump dał znać, że jest otwarty na negocjacje – poinformował obecny na spotkaniu rep. John Larson, demokrata z Connecticut.

“Kilkanaście razy powtórzył, że należy to zrobić wspólnie, więc trzymamy go za słowo” – rzucił w rozmowie z dziennikarzami Larson. Dodał, iż demokratom chodzi głównie o to, by pokryta była dziura w budżecie powstała po obniżce oraz by zyski z tego tytułu nie trafiły do najbogatszych.

Na razie większość demokratów krytykuje przedstawiony zarys reformy. Liderzy tej partii w Kongresie przekonują, że nie jest to projekt obiecywany wcześniej przez prezydenta. Charles Schumer z Nowego Jorku uznał, iż w wyniku wprowadzenia proponowanych zmian najwięcej pieniędzy trafi do już najbogatszych, podczas gdy klasa średnia prawie w ogóle na tym nie skorzysta. Do tego w okresie 10 lat zadłużenie kraju zwiększy się o $2.2 bln. jak wylicza pozarządowa grupa Committee for a Responsible Federal Budget.

Nawet jeśli nie uda się przekonać wszystkich demokratów, wystarczy kilku, którzy zagłosują w miejsce wyłamujących się republikanów. Reforma podatkowa jest mniej kontrowersyjna od zdrowotnej, bo nie dzieli tak bardzo ideologicznie.

“Amerykanie są naprawdę podzieleni w sprawie Obamacare, jedni uważają że działa i jest potrzebna, inni nie. Nikt jednak nie broni złego, kosztownego, skomplikowanego, usianego ulgami i kruczkami prawnymi systemu podatkowego” – twierdzi rep. Kevin Brady z Texasu, przewodniczący komisji Ways and Means.

Oczywiście likwidacja części ulg będzie dla wielu niekorzystna. Dla kogo, to zależeć będzie od zmian. Oczywiście nie wszyscy w wyniku reformy płacić będą mniej podatku, niektórzy zapłacą więcej. Kto, zależy od projektu. Oczywiście, że ucierpi budżet i wzrośnie deficyt. O ile, zobaczymy gdy poznamy szczegóły. Niestety, na razie ich nie znamy, więc najgorętsze dyskusje dopiero przed nami.

Jednak nawet w typowo demokratycznych okręgach większość wyborców domaga się zmian, w związku z czym ich reprezentanci nie będą stawiać wielkiego oporu, nawet jeśli oznaczać to będzie współpracę z Trumpem i republikanami. Koszt odmowy współpracy może być bowiem wysoki – utrata stanowiska w kolejnych wyborach.

Choć wszystko wygląda pomyślnie dla twórców reformy, to jednak muszą wystrzec się kilku błędów, które w tak bardzo podzielonym Kongresie mogą im przeszkodzić w realizacji planu. Wśród nich:

- Znaczące obniżanie podatków dla najbogatszych przy jednoczesnym likwidowaniu ulg dla mniej zamożnych. Wiele wcześniejszych wersji reformy zdrowia przedstawianych przez GOP zawierało zniesienie ekstra podatków dla najbogatszych, z których finansowane są niektóre programy Affordable Care Act. To dawało amunicję przeciwnikom zmian, którzy w wielkich nagłówkach prasowych informowali, iż republikanie obcinają Medicaid jednocześnie obniżając podatki najzamożniejszym. Wywołało to sprzeciw wobec zmian nawet wśród zwolenników i sympatyków partii konserwatywnej, którzy niezadowolenie sygnalizowali swym reprezentantom. Nowy plan zmian podatkowych przewiduje ich obniżenie dla milionów osób należących do klasy średniej, ale również zmniejszenie podatków płaconych przez najbogatszych, chodzi choćby o podatek spadkowy. Chodzi o to, by społeczeństwo nie nabrało przekonania, iż na zmianach największe korzyści odniosą wyłącznie najbogatsi. Zwłaszcza, że najwięcej znoszonych ulg dotknie mniej zarabiających.

- Poleganie na niewielkiej większości. Choć demokraci są zachęcani do udziału w projekcie, to jednak osoby go tworzące pochodzą z jednej partii i na razie nic nie wskazuje, by przyjmowali jakiekolwiek sugestie drugiej strony. Zresztą sam plan przyjęcia ustawy zwykłą większością głosów świadczy, iż udział demokratów w głosowaniu nie jest przewidywany. W takiej sytuacji może się zdarzyć, że podobnie jak przy Obamacare, ktoś się wyłamie z partyjnych szeregów.

- Obiecywanie jednego, robienie czego innego. Ludzie pamiętają obietnice polityków. Trumpcare miało być lepsze, tańsze i dla wszystkich. Nie było. Jeśli dziś obiecuje się niższe podatki dla wszystkich, a jutro okaże się, że rzeczywiste ulgi otrzymają tylko niektórzy, możemy spodziewać się skutecznego, społecznego oporu.

- Nierealne daty. Plan przewiduje jak najszybsze przegłosowanie zmian. Jednak w pośpiechu popełnia się błędy. Teoretycznie Kongres ma przyjąć ustawę w październiku, a chwilę później ma ją podpisać prezydent. Biorąc pod uwagę, że jest to skomplikowany temat dotykający wszystkich Amerykanów, miesiąc wydaje się mało realnym założeniem. Jednak nie niemożliwym do realizacji.

Republikanie mają tym razem szansę na odniesienie sukcesu. Wszyscy chcą tej reformy, demokraci nie będą tak bardzo oponować jak w przypadku ACA, etc. Jeśli pojawią się jakieś poważne przeszkody, to najprawdopodobniej w łonie samej partii republikańskiej.

Na podst.: fivethirtyeight.com, csmonitor.com, theweek,

opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location