----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Oficjalnie zlikwidowana w Stanach Zjednoczonych w 2000 roku, od kilku lat powraca wirusowa choroba zakaźna zwana odrą (ang. measles). Lekarze i urzędnicy obwiniają o to obniżające się wskaźniki szczepień i brak elementarnej wiedzy na jej temat w społeczeństwie. Oto garść niezbędnych informacji:

Kto został zarażony?

W tym roku potwierdzono już kilkanaście ognisk odry w 10 stanach, włączając w to Nowy Jork, Waszyngton i Teksas. Zarażenie wirusem potwierdzono u co najmniej 159 osób, w większości małych dzieci. Wszystkie ogniska choroby znajdują się w społecznościach o niskim wskaźniku szczepień. Na przykład stan Waszyngton jest jednym z 17-tu, które pozwalają na rezygnację ze szczepionek z powodów personalnych i filozoficznych, w związku z czym w powiecie Clark – będącym epicentrum epidemii odry – już co czwarty przedszkolak, a więc 25 proc, nie posiada szczepienia. Według lekarzy co najmniej 95 proc. populacji musi być zaszczepione przeciw odrze, by zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby.

„To wyjątkowo zakaźna choroba” – mówi dr Alan Melnick, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w powiecie Clark – „Gdy społeczeństwo na danym terenie nie jest zaszczepione, to pojawienie się wirusa porównać można do wrzucenia zapałki do puszki z benzyną”.

Dlaczego wysoki wskaźnik szczepień jest tak ważny?

Szczepionki tworzą tzw. odporność stada. Chodzi oto, że obecność w populacji osób uodpornionych przeciwko danej chorobie zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na tę chorobę również osób nieuodpornionych. Warto jednak sprecyzować, iż nie chodzi o ludzi świadomie rezygnujących ze szczepień, ale tych, którzy z różnych powodów nie mogą jej przyjąć – na przykład noworodków, osób posiadających alergie na składniki szczepionek, czy o osłabionym systemie odpornościowym ze względu na przewlekłe choroby, itp.

Odporność stada jest szczególnie istotna w przypadku odry, będącej jedną z najbardziej zakaźnych chorób znanych człowiekowi, która bardzo łatwo i szybko się rozprzestrzenia (jedna osoba może zarazić wirusem odry 18 - 20 osób, dla porównania chory na grypę zaraża średnio 2 - 3 osoby). Jej wirus przenosi się drogą kropelkową i jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci. W większości przypadków objawy choroby ograniczą się do wysokiej gorączki, kataru, bólu gardła i bolesnej wysypki. Jednak dla wielu osób zarażenie oznaczać będzie poważne i groźne, zagrażające życiu powikłania. Odra u dorosłych ma podobne objawy jak u dzieci, ale jej przebieg jest - im pacjent starszy - tym cięższy i bardziej niebezpieczny, zwłaszcza dla osób z chorobami układu krążenia.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odra jest jedną z głównych przyczyn zgonów wśród dzieci na świecie. W wyniku wprowadzenia szczepień osiągnięto znaczący spadek liczby przypadków śmiertelnych, bo aż o 77% na przestrzeni lat 1999–2008.

Zanim w 1963 r. rozpoczęto szczepienia przeciw odrze, około 4 milionów mieszkańców USA zarażało się jej wirusem każdego roku, z czego ok. 50 tysięcy trafiało z powikłaniami do szpitali, a średnio pół tysiąca w ich wyniku umierało. Szczepionki zapobiegają również innym chorobom wieku dziecięcego, takim jak świnka, koklusz i różyczka, z których każda może być niebezpieczna. Podczas epidemii różyczki w latach 1964-65, aż 11 tys. dzieci narażonych na wirusa jeszcze przed urodzeniem, w okresie płodowym, urodziło się niesłyszących, 3,500 urodziło się niewidomych, a 1,800 cierpiało na niedorozwój.

Lekarze ostrzegają, że wiele chorób może powrócić, choćby polio (Heinego-Medina). Chiny były wolne od tej choroby przez dwie dekady, w związku z czym zaczęto dość liberalnie podchodzić tam do tematu szczepień. W tej chwili liczba zarażeń w tym kraju rośnie i podejrzewa się, że wirus przyniesiony został z Pakistanu. To samo może zdarzyć się wszędzie, nie wyłączając Stanów Zjednoczonych – ostrzegają eksperci – Odmawianie szczepionki, bo choroba na danym terenie nie występuje, nie jest najmądrzejszym postępowaniem.

W ostatnich latach w Europie zauważalny jest nawrót odry. Przypadki śmiertelne wśród osób nieszczepionych odnotowano m.in. we Włoszech, w Rumunii, Francji, Grecji, Niemczech i na Ukrainie. W 2018 r. w Europie na odrę zachorowało ok. 50 tys. osób, podczas gdy w 2016 roku takich przypadków było 5 tys.

Skąd sprzeciw wobec szczepionek?

Jak na ironię, jednym z powodów, które między innymi decydują o rosnącej popularności ruchu antyszczepionkowego jest skuteczność kampanii mających na celu eliminację wielu chorób. Odra jest tu doskonałym przykładem. Po kilkudziesięciu latach walki udało się w końcu w 2000 roku praktycznie ją w Stanach Zjednoczonych wyeliminować. W tym momencie wiele osób zdecydowało się nie szczepić na chorobę, która przecież przestała zagrażać, zapominając o tym, iż w innych częściach świata walka z nią w dalszym ciągu trwa.

Innym czynnikiem jest nieufność części społeczeństwa do działań rządu federalnego. W przeszłości wielokrotnie zdarzało się, że oficjalne stanowisko na temat jakiegoś specyfiku lub lekarstwa nie pokrywało się z późniejszymi badaniami. Tak było ze środkiem owadobójczym DDT, który kilkadziesiąt lat temu reklamowany był jako najlepsze i najzdrowsze przeciwdziałanie szkodnikom upraw. Po latach okazało się, że ma zgubny wpływ na nasz układ nerwowy i jako trucizna został wycofany z powszechnego użytku. Podobnie było z paleniem papierosów, które przez lata traktowane były jako nałóg nie mający większego wpływu na nasze zdrowie i wręcz reklamowane przez lekarzy.

Poza tym choć żadna religia wyraźnie nie zabrania szczepień, to niektórzy głęboko wierzący ludzie traktują je jako nienaturalną ingerencję w wolę Boga.

Główny powód to jednak przekonanie, że szczepienia mają związek z autyzmem. Wierzy w to co trzeci mieszkaniec USA.

„Każdego dnia przychodzą do nas rodzice, którzy słyszą przerażające historie, ale nie znają faktów” – mówi Amy Pisani, dyrektor wykonawczy organizacji Every Child by Two, grupy edukującej na temat konieczności szczepień – „Słuchają oni ludzi wokół, a nie swoich lekarzy”.

To osoby wyznające różne opcje polityczne i światopogląd. Łączy ich brak zaufania do nauki, wielkich korporacji farmaceutycznych, rządu, itp. Najnowsze badania wskazują, że większość rodziców niepoddających dziś szczepieniom swych dzieci to najczęściej osoby białe, wyedukowane na poziomie wyższym, zwykle zamożne, dla których głównym problemem jest bezpieczeństwo szczepionek.

Czy ich obawy są uzasadnione?

Narażając się na krytykę osób z wymienionej powyżej grupy można śmiało powiedzieć, że istnieją przytłaczające dowody na skuteczność i bezpieczeństwo szczepionek. W przypadku MMR (Measles, Mumps, Rubella) mogą pochodzić od każdego składnika. U 10% dzieci pojawia się gorączka, złe samopoczucie i wysypka po 5–21 dniach od pierwszego szczepienia; u 5% pojawia się przejściowy ból stawów, silniejsze reakcje są niezwykle rzadkie.

Współczesny ruch antyszczepionkowy rozpoczął się w latach 90. po tym, jak w miesięczniku medycznym Lancet ukazał się artykuł Andrew Wakefielda na temat badań nad dwanaściorgiem dzieci, które miały objawy autyzmu oraz chorób jelit, w większości przypadków z początkiem objawów zaobserwowanym zaraz po podaniu szczepionki MMR. Jednak w kilku kolejnych recenzowanych badaniach nie wykazano jakiegokolwiek związku między szczepionką a autyzmem. Eksperci do spraw zdrowia skrytykowali medialne doniesienia na temat związku MMR z autyzmem za wywołanie spadku liczby szczepień. W roku 2007 Wakefield był przesłuchiwany przez komisję dyscyplinarną General Medical Council, która postawiła mu zarzut tego, że jego badania były finansowane przez przemysł występujący przeciwko szczepionce MMR, oraz że ukrył ten fakt przed redaktorami The Lancet. W styczniu 2010 The Lancet wycofał oryginalną pracę Wakefielda, a w maju tego samego roku został on uznany przez General Medical Council za winnego nieuczciwości, nieetycznego postępowania, poddawania dzieci nieuzasadnionym, inwazyjnym badaniom klinicznym, a jego nazwisko zostało usunięte z rejestru lekarzy. W styczniu 2011 British Medical Journal opublikował dwa raporty autorstwa Briana Deera, opisujące procedury fałszowania danych użytych w oryginalnej pracy. Ujawniają też w jaki sposób Wakefield zamierzał wzbogacić się na nagłośnieniu tej sprawy, przez udziały w firmach które miały produkować alternatywne szczepionki i zestawy diagnostyczne.

Poza tym od tamtej pory przeprowadzono kilkadziesiąt badań z udziałem setek tysięcy dzieci, które nie potwierdziły związku szczepionek z autyzmem.

Mimo to w dalszym ciągu zdarza się, że ktoś publicznie promuje ruchy antyszczepionkowe. Ostatnio na przykład zrobiła to Darla Shine, żona szefa komunikacji w administracji Donalda Trumpa, która na Twitterze zamieściła dziwaczne i absolutnie niczym nie poparte oświadczenie, iż zarażenie się odrą w dzieciństwie chroni później przed nowotworem.

„Dajcie nam z powrotem choroby wieku dziecięcego” – napisała Darla Shine – „To one utrzymują nas w zdrowiu”.

Jak popularne są takie poglądy?

Tylko 2 proc. dzieci w całym kraju nie otrzymuje szczepień z powodów innych niż medyczne. Jednak znacznie większa liczba rodziców opóźnia lub omija pewne szczepionki z obawy o ich bezpieczeństwo. Dane z 2011 r. mówią, że co dziesiąta rodzina decydowała się na alternatywny plan szczepień od sugerowanego przez lekarza. Niektórzy rodzice błędnie wierzą, że nadmiar szczepionek w krótkim czasie może przeciążyć i osłabić organizm dziecka, a tym samym jego układ odpornościowy. Lekarze przypominają więc, że organizm dziecka ma kontakt z milionami patogenów każdego dnia. Światowa Organizacja Zdrowia nazwała „obawy dotyczące szczepionek” jednym z 10 największych zagrożeń zdrowotnych w 2019 roku.

Co robią poszczególne stany?

Jedenaście stanów zaostrzyło ostatnio prawa dotyczące szczepionek, czyli zmniejszyło liczbę wyjątków pozwalających na ich unikanie. Największe zmiany wprowadziła Kalifornia w 2015 r. po wybuchu epidemii odry w tamtejszym Disneylandzie. Zlikwidowano wówczas wszystkie nieposiadające medycznych podstaw wyjątki, dzięki czemu wskaźnik szczepień wzrósł z 93 do 95 proc. Przedstawiciele służby zdrowia uważają, że wciąż należy edukować społeczeństwo i pomóc rodzicom starającym się unikać szczepień u dzieci.

„To niedobrze, gdy oczerniamy lub krzyczymy publicznie na rodziców unikających szczepionek dla swych dzieci” – uważa dr Matthew F. Daley, pediatra zajmujący się tematem szczepień wśród dzieci – „Oni nie chcą skrzywdzić swych pociech, więc musimy do nich odpowiednio dotrzeć i zmienić sposób myślenia”.

Szczepionki i internet

Media społecznościowe stały się jednym z głównych źródeł dezinformacji na temat szczepień. Badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazało, iż połowa rodziców z małymi dziećmi większość wiedzy na ten temat czerpała właśnie z tych źródeł. Dziennikarze Guardiana sprawdzili, iż 12 najpopularniejszych grup związanych ze szczepieniami na Facebooku było im przeciwnych, a wyszukiwarka na tym portalu w większości wyników wskazywała antyszczepionkową propagandę. Podobnie dzieje się na YouTube, gdzie większość sugerowanych na temat szczepień materiałów zawiera błędne informacje.

Na podst.: theweek, guardian, arch. Monitor
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location