----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Pogłębia się kryzys na linii USA – Rosja. Można powiedzieć, że od połowy lat 80. stosunki między tymi dwoma krajami nie były gorsze. Rządy obydwu nie wykorzystują danych im możliwości negocjacyjnych oddalających zagrożenie, zastępując je językiem sankcji, gróźb i żądań prowadzących do kolejnych napięć.

Ku niezadowoleniu prezydenta, Kongres uchwalił nowe sankcje wobec Moskwy, mające być karą za mieszanie się w proces wyborczy USA. Legislatorzy uzyskali zdecydowaną większość nie pozwalając na jego weto, tym samym dając do zrozumienia, że ich działania w tym zakresie są niezależne od życzeń Białego Domu. To z kolei wywołało gwałtowną reakcję władz rosyjskich. Oprócz zmasowanej krytyki działań amerykańskich zażądano poważnego ograniczenia liczby pracowników przebywających i pracujących w placówkach dyplomatycznych na terenie Rosji.

Z jednej strony sytuacja pogarsza się ze względu na powrót władz w Moskwie do taktyki znanej z okresu zimnej wojny. Z drugiej strony nie pomaga brak jasnej strategii ze strony Białego Domu. Mamy jednoczesne próby negocjowania i konfrontowania ze strony Waszyngtonu, oraz przepychanki prezydenta i Kongresu walczących o wpływy.

„Trudno powiedzieć, jakie plany ma nasza administracja w sprawach Rosji, nie wiadomo też, w jaki sposób zamierza tworzyć spójną strategię działań wobec Moskwy” – mówi George Beebe, były dyrektor analiz w CIA specjalizujący się w sprawach Rosji.

„Myślę, że ryzyko eskalacji jest bardzo wysokie i możemy znaleźć się w sytuacji trudnej do kontrolowania przez którąkolwiek ze stron” – dodaje Beebe, pracujący obecnie dla organizacji Center for the National Interest.

Ostatnia wymiana ciosów polega na wzajemnym ograniczaniu liczby pracowników ambasad i konsulatów. W grudniu USA wydaliły 35 pracowników rosyjskich, w tym tygodniu Moskwa zażądała zmniejszenia liczebności personelu amerykańskich placówek o kilkaset osób. Dla wielu to powtórka wydarzeń z 1986 roku, gdy u władzy był Ronald Reagan. Wszyscy jednocześnie pamiętają, że nie zakończyły się one dobrze dla ówczesnego Związku Radzieckiego.

Tak jak wtedy, Moskwa prowadzi politykę konfrontacji wobec Stanów Zjednoczonych i agresji w innych miejscach. Podobnie jak wtedy, ekspansywne działania na zewnątrz mają odwrócić uwagę od stagnacji, problemów gospodarczych i coraz większej opozycji we własnym domu. Demonizowanie USA w oficjalnych mediach rządowych wydaje się odświeżonym działaniem z okresu zimnej wojny. Rosyjskie cyberataki i dezinformacja to powielanie za pomocą dziś dostępnych środków strategii lat 80. Rosyjska agresja na Ukrainie różni się wprawdzie od podobnych wydarzeń sprzed lat, ale też wywołana nią reakcja samej prozachodniej Ukrainy i państw zachodnich jest inna. Rosyjscy liderzy próbują przekonać własny kraj, iż zastraszanie sąsiadów, ograniczanie u siebie opozycji, czy wygrażanie w kierunku USA są przejawem siły, jednak w zgodnej opinii międzynarodowych ekspertów wysiłki te nie powiodą się, podobnie jak nie powiodły się w połowie lat 80.

Mimo wysiłków i nadziei radzieckich władz wtedy i Putina dziś, zachód nie jest wbrew pozorom aż tak słaby, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Podobnie jak wcześniej w innych krajach, wiosną tego roku wspierana przez Putina anty-europejska, pro-rosyjska kandydatka ruchu narodowego zdecydowanie przegrała wybory prezydenckie we Francji. Jeśli po zwycięstwie Trumpa Putin spodziewał się specjalnego traktowania, przeliczył się. Siła amerykańskiego systemu, jego instytucji rządowych, a przede wszystkim interesy narodowe na razie stawiają opór destabilizującym zapędom Moskwy. Jej działania poza granicami nie naprawią gospodarki rosyjskiej, wciąż zależnej od ropy naftowej, gazu i innych surowców, a także skorumpowanego systemu.

Rosjanie przyznają, że lata 80. były okresem stagnacji dla ich kraju, jednocześnie krytykują prowadzoną wówczas politykę. Z drugiej strony kilkanaście lat późniejszego, względnego dobrobytu nie było wynikiem przemyślanych działań gospodarczych, ale wzrostu cen na rynkach paliw. Dziś, po kilku słabszych latach, kraj ten zmierza w tym samym kierunku. Wielu Rosjan widzi już, że bez większych zmian się nie obędzie - chodzi o restrukturyzację gospodarki, reformę prawa, ściągnięcie obcego kapitału i technologii. Dlatego Rosja potrzebuje dobrych relacji z zachodem, włączając w to Stany Zjednoczone.

Podobnie jak w okresie zimnej wojny, tak i dziś w Departamencie Bezpieczeństwa pracują ludzie analizujący wszystkie zmiany w kontaktach międzynarodowych i ich ewentualne reperkusje dla USA. Wtedy jednak istniała strategia, cel był jasny, a politycy różnych szczebli mówili jednym głosem. Ronald Reagan i jego doradcy lepiej rozumieli sytuację i byli w stanie odpowiednio reagować.

Pamiętający tamte lata eksperci przypominają, że mimo zaognionych stosunków z władzami, podstawą sukcesu było utrzymywanie dobrych kontaktów ze społeczeństwem rosyjskim, kooperacja w wielu cywilnych dziedzinach, ciągły dialog i wspieranie prodemokratycznych ruchów. Zawsze istniała bowiem nadzieja, że sytuacja odmieni się i Rosją rządzić będą inni ludzie. A najważniejsze to cierpliwość – podkreślają specjaliści i analitycy.

„Podstawą dobrej polityki jest odpieranie agresywnych zapędów Rosji i pomaganie w tym innym, bez wielkich oczekiwań i nagradzania przeciwnika za dobre zachowanie” – twierdzi Daniel Fried, polityk i doradca w administracjach Busha i Obamy, a także były ambasador USA w Polsce – „Do tego stabilizowanie kontaktów gdzie jest to tylko możliwe”.

Według Frieda mamy dziś do czynienia z Rosją, która jutro może być całkiem inna. Dlatego należy tak kształtować wzajemne relacje, jakby zmiany te były nieuniknione i cierpliwie przygotowywać się na ich nadejście. Powinniśmy też wyciągać wnioski z przeszłości. Doświadczenia lat minionych wskazują, iż nadmierna kreatywność władz amerykańskich, czy zmuszanie do kooperacji w jakiejś dziedzinie, mogą być odebrane jako słabość. Choć Donald Trump publicznie wyraził dezaprobatę dla nowych sankcji nałożonych na Rosję przez Kongres, to w opinii specjalistów są one potrzebne. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że Rosja pójdzie inną drogą i USA powinny być na to przygotowane. Czy są? Na to pytanie odpowiedzieć jest trudno.

Europa udowodniła wielokrotnie, że potrafi współpracować ze Stanami Zjednoczonymi w sprawach polityki wschodniej. Po agresji na Ukrainę wspólnie nałożono odpowiednie sankcje, a poszczególni członkowie NATO skutecznie odpierają agresywne zapędy tego kraju, choćby wysyłając własne oddziały do krajów bałtyckich i Polski.

Najnowsze sankcje zawierają wprawdzie kilka punktów, które mogą zaszkodzić interesom firm europejskich i tym samym osłabić sojusz USA I Europy, ale zaawansowane rozmowy i wprowadzane poprawki do dokumentu wydają się ten problem rozwiązywać.

Jeszcze raz Daniel Fried, polityk, doradca w administracjach Busha i Obamy, a także były ambasador w Polsce:

„W kontaktach z Rosją, podobnie jak podczas zimnej wojny, Amerykanie muszą pamiętać kim są: liderami wolnego świata, zwolennikami demokracji i państwa prawa. Nasze wartości są naszą siłą. Popełniliśmy wiele pomyłek, a nasze instytucje po raz kolejny poddawane są próbie. Wciąż jednak jesteśmy krajem zbudowanym na określonych wartościach i przekonaniu, że wszyscy są równi (...). Jeśli tylko będziemy o tym pamiętać, wdrażać, solidaryzować się z demokratycznymi sojusznikami w Europie, uda nam się przezwyciężyć kolejny kryzys związany z Rosją”.

Wiele osób utożsamia się ze słowami Frieda, jednak nie spogląda tak optymistycznie w przyszłość. Podobnie jak Rosja, USA nie są tym samym krajem co w latach 80. Nigdy wcześniej rozłam pomiędzy prezydentem a Kongresem w sprawach międzynarodowych nie był tak wyraźny.

Podpisując sankcje Donald Trump wydał oświadczenie, z którego wynika, iż nie zgadza się z częścią przyjętych decyzji, ale nie ma wyjścia. Po raz pierwszy też podczas swej kadencji usłyszał od strony rosyjskiej, że osłabła jego pozycja w państwie i utracił wpływ na kształtowanie wzajemnych stosunków, które przecież – jak obiecał podczas kampanii – będą po wyborze na stanowisko prezydenta wzorcowe.

Politycy obydwu partii – republikanie i demokraci - wypowiedzieli się w tej sprawie niemal jednogłośnie. Jego oświadczenie ich nie zaskoczyło, ale jego treść nie ma żadnego znaczenia, bo to Kongres, a nie prezydent, ustanawia prawa w kraju.

Rzeczywiście, nie jest niczym niezwykłym publiczne wyrażanie niezadowolenia przez prezydenta, gdy Kongres zmusza go do określonych działań, także w sprawach polityki zagranicznej. Robili to wcześniej prawie wszyscy, również ostatnio George W. Bush i Barack Obama. Rzadkością jest jednak brak porozumienia w sprawach sankcji ekonomicznych wobec politycznego i militarnego rywala.

“Czytając oświadczenia płynące z Białego Domu przeciwnicy Donalda Trumpa mogą potraktować je jako nieco chaotyczne, a także jako dowód na to, iż władza wykonawcza potrzebuje nadzoru ze strony Kongresu w sprawach polityki zagranicznej” – twierdzi Lawrence Ward, partner w kancelarii Dorsey & Whitney, specjalizującej się w prawach dotyczących bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych – „Czyli obce państwa mogą się teraz zastanawiać, kto tak naprawdę kształtuje politykę zagraniczną USA i z kim należy w tych sprawach rozmawiać”.

Z drugiej strony mimo oporów prezydent podpisał ustawę i wprowadził przegłosowane sankcje wobec Rosji w zgodzie z wolą Kongresu - na co zwrócił uwagę Bob Corker, przewodniczący senackiej komisji d/s relacji międzynarodowych.

„Jestem zadowolony z wyniku współpracy i nie mam żadnych uwag” – stwierdził ten republikański polityk z Tennessee.

Mimo wszystko atmosfera niepewności w Waszyngtonie jest wyczuwalna. Wszystko w związku z mieszanymi sygnałami wysyłanymi przez przedstawicieli administracji. Z jednej strony prezydent Trump nawołuje do normalizacji stosunków, a z drugiej wiceprezydent Pence podczas wizyty w krajach nadbałtyckich w tym tygodniu nazywa Rosję największym zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa. Wcześniej w rozmowie z dziennikiem Washington Post wiceprezydent przyznał, iż „wszystkie opcje” w kontaktach z Rosją pozostają otwarte.

W tym samym czasie legislatorzy wyrażają oburzenie, gdy na światło dzienne wychodzi informacja, iż Sekretarz Stanu, Rex Tillerson, nie wykorzystuje funduszy przyznanych mu na przeciwdziałanie rosyjskiej dezinformacji.

Mamy więc nieformalne, długie rozmowy prezydentów podczas szczytu G20, groźby wiceprezydenta, brak działania Tillersona, sankcje Kongresu niepopierane przez prezydenta, itd. Brak spójnej polityki wobec Rosji jest wyraźny. Jedni wierzą, że to taki plan. Inni nie mają wątpliwości - żadnego planu nie ma.

na podst. theatlantic, gantdaily, ibtimes
Opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location