----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Powstanie warszawskie nie osiągnęło swoich celów militarnych i politycznych. Na czym jednak polega jego pozytywny wpływ na dalsze losy Polski? Zbudowało patriotyczny mit, którego nosicielami byli sami powstańcy.

1 sierpnia 1944 roku o godz. 17:00 oddziały Armii Krajowej w Warszawie ruszyły do ataku na pozycje niemieckie. Rozpoczęło się powstanie warszawskie, które miało dać iskrę do poderwania sił podziemia w całym kraju. Dowództwo AK chciało wykorzystać klęski i wycofywanie się Niemców z Polski, zająć Warszawę i wystąpić przed zbliżającą się ze wschodu Armią Czerwoną w roli „gospodarza”, utrudniając tym samym próbę podporządkowania Polski Stalinowi.

Dalszy los wypadków pokazał, że nic się z tego nie udało – Niemcy nie byli rozbici i stawiali zacięty opór, wiedząc, że Warszawa jest ważnym strategicznie punktem na drodze do Berlina. Dodatkowo, Hitlera rozwścieczył bunt Polaków, wydał więc rozkaz utopienia miasta we krwi. Armia Czerwona nie znalazła się szybko pod miastem, a Stalin nie chciał wspierać powstania, które politycznie było skierowane przeciw niemu. Przez 63 dni Warszawa więc coraz bardziej się wykrwawiała – w pierwszych dniach sierpnia Niemcy masowo mordowali cywilnych mieszkańców Woli, wkrótce w gruzach legło Stare Miasto. Krwawe walki o położony nad Wisłą Czerniaków, miejsce nadające się do ewentualnego lądowania pomocy ze wschodu, pochłonęły życie wielu żołnierzy elitarnych oddziałów Zgrupowania AK „Radosław” i żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego, tak zwanych berlingowców, którzy próbowali pomóc powstaniu.

3 października powstanie skapitulowało. Żołnierze znaleźli się w niewoli, cywilów wypędzono, a Niemcy regularnie niszczyli miasto, wysadzając zwłaszcza obiekty zabytkowe i szczególnie cenne dla narodu polskiego (m.in. zniszczono niemal do fundamentów Zamek Królewski). 17 stycznia wielka ofensywa radziecka doprowadziła do wycofania się Niemców z Warszawy. Do zrujnowanego, wymarłego miasta wkroczyły polskie oddziały. Zaczynał się nowy etap – odbudowa. Najpierw trzeba było jednak poradzić sobie z najbardziej banalnym „spadkiem” po powstaniu. Na ulicach i w ruinach wciąż leżały trupy pomordowanych w powstaniu. Płytkie groby, kopane w czasie walk, ujawniały kolejne ciała. Na ulicach natrafiano na wielkie hałdy popiołu, którego pochodzenie szybko rozpoznano – były to pozostałości po ludziach, których mordowano i palono. Miastu groziła katastrofa humanitarna.

W tym czasie trwał już dramat żołnierzy Armii Krajowej na terenie całej Polski. Komuniści, którzy zdobyli władzę dzięki radzieckim bagnetom, zdecydowanie rozprawiali się (razem z NKWD) z oporem przeciwko sobie. Pierwszym celem stali się żołnierze AK, wciąż jeszcze nierozwiązanej, a od 1945 roku organizujący się w nowe struktury oporu przeciwko okupantowi. To w tym czasie pojawił się słynny plakat „Olbrzym i zapluty karzeł reakcji”. Olbrzymem był żołnierz Ludowego Wojska Polskiego, maszerujący z karabinem w kierunku Berlina. Karłem – niewielka, koślawa postać z napisem „AK”. Plakat, wytwór najbardziej brutalnej propagandy komunistycznej, został zapamiętany przez wielu żołnierzy Armii Krajowej, którzy przez poprzednie lata dzielnie brali udział w walce przeciwko Niemcom. Po wojnie mieli okazać się obywatelami gorszej kategorii.

Wielu byłych AK-owców zaangażowało się w działalność podziemia niepodległościowego, walczącego z komunistami (dziś o tej zróżnicowanej grupie mówi się w sposób upraszczający jako o „żołnierzach wyklętych”). Inni wybrali życie w pokoju, chcąc dobrze pracować dla Polski. Pierwsi byli tropieni, zabijani i wsadzani do więzień. Drudzy, gdy z końcem lat 40. terror stalinowski stał się powszechny, również byli więzieni i oskarżani o szpiegostwo i dywersję. Armia Krajowa miała być wymazana z pamięci Polaków, ewentualnie budzić u nich najgorsze skojarzenia.

Po 1956 roku, gdy system komunistyczny w Polsce znacznie pohamował swoje totalitarne zapędy (chociaż nadal był ideologiczną dyktaturą), żyjący AK-owcy wyszli z więzień i mogli żyć normalnie. Część nawiązała kontakt z oficjalnymi instytucjami kombatanckimi, starając się wykorzystać to dla dobra swojego i swojego środowiska. Wszyscy żołnierze Armii Krajowej starali się jednak działać na rzecz upamiętnienia swojej walki i swoich poległych na wojnie kolegów – zwłaszcza, że ich historia przez cenzurę nie mogła być opowiedziana w całości i zgodnie z prawdą.

Jednocześnie w społeczeństwie polskim, wraz ze wzrostem oporu przeciwko rządom komunistów pod koniec lat 70., narodziło się zainteresowanie historią inną niż ta, która jest prezentowana oficjalnie w szkole, telewizji czy książkach. Doszło więc do spotkania kombatantów i młodych działaczy opozycji. Ci pierwsi byli inspiracją (chociaż często działali opozycyjnie), ci drudzy spadkobiercami. W latach 80. można mówić o wielkim odrodzeniu właśnie pamięci o powstaniu warszawskim – historii bohaterskich młodych ludzi, którzy zostali rzuceni do walki z okupantem, którzy ponieśli wielką ofiarę, i o których przez lata kłamano i zapominano.

Powstanie warszawskie nie zatrzymało wprowadzania systemu komunistycznego w Polsce. Jego legenda pomogła jednak budować patriotyzm i pokazywać dobre wzorce, które po kilkudziesięciu latach zaowocowały Solidarnością. AK-owcy przyczynili się do obalenia komunizmu w najtrudniejszy do zwalczenia sposób – wychowując sobie następców.

Tomasz Leszkowicz

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location