----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Insanae et vanae curae invadunt mentes nostras,
saepe furore replent corda, privata spe.

/próżne i puste myśli ogarniają nasze umysły,
często w furii atakują nasze serca, odzierając nas z nadziei/

(Słowa chóru “Svanisce in un momento” z oratorium “Il ritorno di Tobia” Josepha Haydna)

Ten cudowny fragment z Haydna (który swą potęgę zdradza dopiero, gdy wykonany jest chóralnie) wprowadza nas doskonale w tekst książki Ajahna Brahma zatytułowanej „Medytacja buddyjskiego mnicha – życzliwość która wraca”. Ta niewielka rozmiarami publikacja pozwala każdemu czytelnikowi, baz względu na wiek i doświadczenie, zajrzeć w techniki medytacyjne, które autor, Brytyjczyk wykształcony w Cambridge i wyświęcony na buddyjskiego mnicha w Bangkoku, uprawia z wielką skutecznością.

Dlaczego zaczynamy od fragmentu z Haydna, który na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z buddyjką medytacją? Otóż dlatego, że wprawdzie nie wprost, ale pośrednio, Ajahn Brahm zaczyna od tego samego, stwierdzając, iż:

„kiedy zdamy sobie sprawę, że większość naszego myślenia jest tak naprawdę bezcelowa, prowadzi donikąd i tylko przyprawia nas o ból głowy, z wielką chęcią i łatwością zaczniemy spędzać czas w wewnętrznej ciszy” (s.41)

To właśnie cisza pozwala nam skłonić się ku temu, co sensowne. Tak się dziwnie składa, że tego, co istotne i ważne nie znajduje się w hałasie świata, ale w ciszy. To cisza otwiera nas na sprawy podstawowe, sprawy pierwszej kolejności. Hałas wytrąca człowieka z rytmu poszukiwań i daje jedynie pozory sensu, w gruncie rzeczy skazując na życie w złudzeniu. Wystarczy przecież, by hałas opadł na chwilę, byśmy od razu poszukiwali kolejnego jego źródła. Cisza bowiem jest wymagająca, trzeba się z nią zmagać, by nabrała sensu. Hałas nie jest wymagający, hałas doskonale zagłusza niewygodną i dojmującą pustkę samotności.

Przyjęliśmy za normę istnienie kłębowiska myśli, w którym kotłujemy się nieustannie.

W gruncie rzeczy nie ma takiego momentu w naszym świadomym funkcjonowaniu (pomijając istnienie podświadome i nieświadome), w którym nasze myśli nas opuszczają. Wygląda to na paranoidalną sytuację, w której bardziej one nas kontrolują i nami powodują, niż my potrafimy to robić z nimi. W zasadzie trzeba by powiedzieć, że bez przerwy przez nasz umysł przepływają niekontrolowane w żaden sposób myśli. Jesteśmy ich niewolnikami. Jesteśmy ich poddanymi i zakładnikami.

To właśnie wewnętrzna mowa obraca się w urojenia, które powodują cierpienia"

Czasami zakładamy, że przez wewnętrzne komentarze poznajemy świat. Tak naprawdę jednak nasza wewnętrzna mowa nic nie wie o świecie. Wewnętrzna mowa powoduje, że gniewamy się na naszych wrogów i tworzymy niebezpieczne relacje ze swoimi bliskimi. Wewnętrzna mowa powoduje wszystkie życiowe problemy.

Ona buduje strach i poczucie winy, lęk i depresję. Buduje te złudzenia równie zgrabnie, jak zręczny aktor manipuluje publicznością, by wywołać u niej strach bądź łzy.

[…]

Poprzez mądre usuwanie znaczeń, jakie pewnym sprawom nadają nasze myśli, możemy w większym stopniu zdać sobie sprawę z wartości świadomości osadzonej w ciszy, i tym samym otworzyć drzwi do wewnętrznego wyciszenia”. (s.36)

Nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, ani nikomu szczególnie udowadniać, że kłębowisko myśli plączące się nieustannie w naszych głowach jest bardzo często albo bezużyteczne, albo toksyczne. Ile energii zabiera nam przekonywanie siebie, że to my mamy rację, a ktoś inny jest głupi, albo obmyślanie tego, co zrobimy, albo powinniśmy zrobić temu, kto nas wyprzedził na autostradzie, zwrócił nam uwagę czy też w jakikolwiek sposób zaszedł nam za skórę.

Dziwnym zbiegiem okoliczności znacznie łatwiej (i chyba perwersyjnie przyjemniej) jest nam poddać nasze umysły błotnistej rzece negatywności, aniżeli skierować je ku nauczeniu się czegoś, czytaniu czy innym intelektualnie wymagającym wyzwaniom.

Dlatego też medytacja zalecana przez Ajana Brahma ma wiele poziomów i wymaga konsekwentnego uczenia się w przechodzeniu z jednego stanu umysłu do drugiego. Cała sztuka medytacji, którą opisuje Brahm w książce „Medytacja buddyjskiego mnicha” opiera się na ćwiczeniu się w małych krokach, które ostatecznie doprowadzą nas (lub nie) ku wyłączeniu (stopniowemu) bałaganu myślowego, który nie pozwala nam się wyciszyć i skoncentrować tylko i wyłącznie na tym, co tu i teraz. Aby chwila obecna stała się kategorią dominującą, musimy zmagać się z odrzuceniem tego, co było i tego, co będzie.

Bo co to jest medytacja?

„Buddha uznawał, że nie potrafimy doświadczać prawdziwego szczęścia w naszym życiu. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nawet gdy warunki materialne stają się bardziej komfortowe lub ogólnie osiągamy jakiś sukces w naszym życiu, to tak naprawdę nie o to w tym chodzi, coś jest nie tak, odczuwamy jakiś brak.

Buddha porównał tę sytuację do wiadra lub innego pojemnika z dziurami w środku. Im więcej się wlewa do środka, tym więcej z niego ucieka. Zatem Buddha nie umniejszał znaczenia życia w świecie oraz tego jak się zachowujemy. Wprost przeciwnie.

Twierdził jednak, że najważniejsze jest to, by uporać się z naszym sercem, z własnym umysłem. Dlatego też Buddha dał nam wiele zręcznych środków, by móc poradzić sobie z tym, jak działają nasze umysły, by znaleźć… dostrzec sposób, w jaki sami sobie stwarzamy cierpienie, oraz sposób, w jaki możemy załagodzić to cierpienie.

Buddha mówił, że tego rodzaju rozwój duchowy posiada dwie strony tego samego medalu. Jedną stroną jest spokój, cisza, stabilność umysłu. Drugą stroną jest jasność i wgląd jak też przejrzyste dostrzeganie, co jest czym. Te dwie charakterystyki [umysłu] nie mogą być rozdzielone. Dzięki temu buddyjska medytacja ma na celu znalezienie sposobów, by odpuszczać lub rezygnować z niewłaściwych sposobów myślenia, tak by móc konstruktywnie radzić sobie z negatywnymi emocjami, aż umysł osiągnie punkt jasności i spokoju. Mając wystarczającą moc, jasność, przejrzystość i integralność, umysł będzie w stanie widzieć rzeczy takimi, jakie po prawdzie są. Ten rodzaj dostrzegania rzeczywistości, widzenia rzeczy takimi, jakie są jest niezbędny dla rozwoju, dla medytacji w buddyzmie”.(za: sasana.pl)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location

----- Reklama -----

Ważne i ciekawe tematy

----- Reklama -----