Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Mija 75 lat od operacji „Market-Garden” – największej ofensywy powietrznodesantowej w historii wojen. Zapisała się ona w dziejach nie tylko ze względu na swój rozmach, ale także… niepowodzenie. W operacji istotną rolę odegrali polscy żołnierze.

W sierpniu 1944 roku doszło do przełomu w walkach na froncie zachodnim II wojny światowej. W Normandii aliantom udało się ostatecznie sforsować obronę niemiecką i ruszyć na wschód i północ, wyzwalając kolejne obszary Francji oraz Belgii. Wydawało się, że wojna zbliża się prostą drogą ku końcowi. Przed aliantami na Zachodzie stanęła ostatnia poważna przeszkoda do pokonania – Ren, spływający z północnych stoków Alp szwajcarskich przez Francję, Niemcy aż do Holandii. Ta szeroka rzeka, w swoim dolnym biegu rozwidlona licznymi odnogami i kanałami, mogła stanowić linię, na której Niemcy mogliby próbować odbudować swoją obronę. Zniszczenie mostów zmusiłoby aliantów do intensywnych i trudnych walk o sforsowanie rzeki, które kosztowałyby życie tysięcy żołnierzy.

Z tych obaw narodziła się idea operacji uchwycenia przepraw przez Ren przy pomocy… desantu spadochronowego. Autorem planu śmiałego uderzenia był brytyjski marszałek Bernard Law Montgomery, dowódca brytyjskiej 21 Grupy Armii. Idea „Monty’ego”, jak powszechnie go nazywano, była prosta: oddziały sprzymierzonych miały zostać zrzucone na tyłach obrony niemieckiej i zająć kolejne mosty w rejonie Eindhoven, Nijmagen i w końcu Arnhem, gdzie znajdował się podwójny (drogowy i kolejowy) most na Renie. Spadochroniarze mieli być wspomożeni przez nacierające z południa silne uderzenie pancerne, które utrwaliłoby wyniki ataku. W efekcie alianci mieli jeszcze w 1944 roku wtargnąć w głąb Niemiec i zakończyć wojnę.

Oddziały spadochronowe brały udział w II wojnie światowej niemal od samego jej początku. Prekursorami byli tu Niemcy, którzy wykorzystali nieduże oddziały „piechoty powietrznej” w ataku na Norwegię oraz Belgię w 1940 roku. Rok później przeprowadzili oni zakrojoną na dużą skalę operację „Merkury”, zrzucając spadochroniarzy na Kretę – odnieśli wówczas sukces, został on jednak okupiony ogromnymi stratami. W kolejnych latach palmę pierwszeństwa przejęli alianci, którzy wykorzystywali desanty z powietrza w czasie inwazji na Włochy w 1943 roku i w Normandii w D-Day 6 czerwca 1944 roku. Działania powietrznodesantowe opierały się w tym czasie na dwóch sposobach działania: klasycznym zrzucie na spadochronach oraz wykorzystaniu szybowców, które holowano samolotami w miejsce akcji, w odpowiednim momencie wypuszczano i osadzano np. na łące. Przy pomocy szybowców można było przewozić nie tylko ludzi, ale również cięższy sprzęt, np. armaty, które mogły pomóc żołnierzom w walce na pierwszym etapie.

Obok Brytyjczyków (1 Dywizja Powietrznodesantowa) i Amerykanów (82 i 101 Dywizja Powietrznodesantowa) do operacji pod kryptonimem „Market-Garden” skierowano też Polaków. 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa, dowodzona przez gen. Stanisława Sosabowskiego, powstała w 1941 roku i przez lata przygotowywała się do zrzutu na teren Polski w chwili, gdy wybuchnie tam powstanie przeciwko Niemcom. Technicznie było to jednak bardzo trudne, dlatego też mimo wybuchu powstania warszawskiego polscy spadochroniarze nie zostali wysłani do kraju. Zamiast tego mieli wraz z Brytyjczykami desantować się pod Arnhem.

17 września 1944 roku niebo nad Holandią zaroiło się od samolotów, z których wyłoniły się tysiące spadochronów. Amerykanie i Brytyjczycy wylądowali na zajmowanych przez Niemców terenach, próbując opanować mosty na rzekach i kanałach. Niestety, w tym właśnie czasie Wehrmacht otrząsnął się z sierpniowych porażek i zwarł swoje szeregi – właśnie w rejonie Arnhem znalazł się m.in. 2 Korpus Pancerny SS. Najbardziej wysunięte na południe mosty w rejonie Eindhoven zostały wysadzone, nim dotarli do nich Amerykanie. Pod Nijmegen żołnierze z 82 Dywizji nie zajęli swojego celu. Brytyjczycy pod Arnhem również nie osiągnęli sukcesu – tylko jeden batalion z 1 Dywizji dotarł do miasta i zajął na chwile most drogowy, ale otoczony przez Niemców musiał po czterech dniach straceńczej obrony poddać się. Czołgi brytyjskie nie przełamały też frontu i nie mogły szybko wesprzeć spadochroniarzy.

21 września pod Arnhem zrzucono wreszcie Polaków z 1 SBS. Mieli oni utrudnione działanie – nie wszystkie samoloty dostarczyły skoczków, opór Niemców był twardy, a prom, którym mieli przeprawić się przez Ren do Brytyjczyków został uszkodzony. Generał Sosabowski rozpoczął obronę w rejonie wioski Driel, nocą przerzucając swoich żołnierzy za rzekę. Przez kilka dni ofensywa bardzo powoli posuwała się do przodu, Brytyjczycy podjęli więc decyzję o jej wstrzymaniu. 1 Dywizja musiała wycofać się na drugi brzeg Renu, a akcję tę osłaniali Polacy. 26 września jako straż tylna wycofali się spod Arnhem. W czasie całej bitwy polska brygada straciła prawie jedną czwartą swoich żołnierzy.

Operacja „Market-Garden” nie odniosła zakładanego celu. Alianci nie sforsowali Renu i nie weszli w głąb Niemiec jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Założenie „Monty’ego” było bardzo ambitne, zawiodło jednak planowanie i rozpoznanie sił wroga. Do końca wojny, a także w kolejnych dekadach, nie zdecydowano się już na wykorzystanie oddziałów spadochronowych na tak dużą skalę. Legendę bitwy utrwalił zaś film „O jeden mosty za daleko” z 1977 roku, przypominający, że nawet najlepsze i najodważniejsze plany nie zawsze mają szansę na sukces.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location