----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Latem marzymy o jakiejkolwiek formie ochłody. Dla jednych to kufel zimnego piwa, dla innych basen. Są tacy, którzy mieszkają nad większą wodą, albo do niej podróżują. W tym roku osób takich mniej, bo w wodzie straszy.

Z lekkim przerażeniem wsłuchuję się w doniesienia z Florydy, gdzie już kilkanaście osób zmarło po kąpieli w wodach zatoki lub połączonych z nią jeziorek. Nie chodzi o rekiny, ale mikroskopijne bakterie. To pierwsze lato, gdy największe obawy turystów wywołują najmniejsze organizmy, choć przypadki takie zdarzają się od lat. Osobiście dalej wolę bać się rekinów, bo przynajmniej widzę bestię i mam szansę uciec. Nie mam, ale proszę nie pozbawiać mnie nadziei.

Z tymi rekinami to w ogóle dziwna sprawa. Nie mam najmniejszego powodu, by się ich obawiać, jednak uczucie to jest silniejsze od zdrowego rozsądku. Dziękuję za to Spielbergowi i jego słynnym Szczękom. Ponieważ część pierwsza wywołała w młodym człowieku z bogatą wyobraźnią tylko częściową fobię, dla pogłębienia strachu obejrzałem część drugą. A później trzecią. Dzięki temu nawet kąpiel w sadzawce jest dziś wielką przygodą. Wynurzy się z otchłani, czy nie??

Od tamtej pory minęło sporo czasu, ale raz zakorzeniony lęk daje o sobie czasem znać. Nie pomagają uspokajające filmy dokumentalne na Discovery, przekonujące, że prędzej mnie pszczoła ugryzie, niż zaatakuje rekin. Zwłaszcza jeśli nie znajduję się w wodzie, ale – na przykład – na łące. Pszczoły w dalszym ciągu wydają mi się przy rekinach łagodnymi istotami.

Od pewnego czasu podejrzewałem, że nie jestem sam i w końcu uzyskałem tego potwierdzenie. Mówią o tym bowiem wyniki sondażu, w którym dociekliwi naukowcy pytali Amerykanów o to, czego boją się najbardziej.

Wyrzucając z zestawienia duchy, zombie, teściową i wypadki drogowe, skupmy się na krajowej faunie. Okazuje się, że rekin zajmuje w zestawieniu dopiero trzecie miejsce. Na pierwszym są bowiem węże, tuż za nimi aligatory. Węże występują niemal wszędzie, gdzie choć przez chwilę świeci słońce, więc jest to zrozumiałe. Każdego roku jadowite odmiany atakują tu ok. 8 tysięcy osób, z których kilka umiera. Poza tym z wężami mamy zatarg od czasów biblijnych i w jakiś dziwny sposób człowiek, jako gatunek, zawsze czuł do nich wielką odrazę. Zajmują się tym specjaliści, którzy na razie nie wiedzą dokładnie, dlaczego tak się dzieje, ale doszli do wniosku, że ma to jakiś związek z rozwojem prymitywnego mózgu, w jaki przed tysiącami lat nas wyposażono.

Osobna sprawa to aligatory. Niektórzy twierdzą, że to takie rekiny na nogach. Żarłoczne, nieobliczalne, silne i groźne. Problem w tym, że ataki na ludzi nie zdarzają się często. Nawet jeśli, to na bagnach Florydy, choć w tym roku rekordzistą pod tym względem jest wspomniana bakteria o nazwie Necrotizing fasciitis, która ma już na swym koncie kilku miłośników kąpieli. W przypadku aligatorów to w okresie ostatnich 30 lat zjadły tylko ok. 20 osób. Oczywiście wynika to z ograniczonego rejonu ich występowania, a także faktu, że ludzie im nie smakują tak bardzo jak dziczyzna. Do tego homo sapiens potrafi korzystać z mózgu i zdrowego rozsądku, gdy chodzi o zachowanie życia. Po prostu nie łazimy po bagnach bez potrzeby, mamy zwykle przy sobie dużą spluwę i nie nabieramy wody do manierki pochylając się nad nieznaną wodą, tak jak zrobiła długonoga aktorka w Crocodile Dundee. Owszem, to było w Australii, ale zachowanie równie głupie niezależnie od kontynentu.

Dochodzimy do rekinów, których obawia się niemal połowa mieszkańców kraju. Co ciekawe, mieszkańcy Montany – tak, to ten stan przy granicy z Kanadą - boją się ich w znacznie większym stopniu, niż dzikich pum i niedźwiedzi Grizzly, które w każdej chwili mogą przywędrować na rodzinny piknik na działce. Reszta kraju traktuje pumy oraz niedźwiedzie wszelkiego rodzaju i odmian poważnie, nadając im odpowiednio czwarte i szóste miejsce w rankingu.

Proszę nie myśleć, że boimy się tylko dużych zwierząt, wyposażonych przez naturę w długie kły. Dla 41 proc. z nas groźniejszy od kuzyna Yogi jest pająk, więc znalazł się na piątej pozycji. Kojotów też się boimy, choć nieco mniej niż niedźwiedzi. To też dziwne, bo nie ma ani jednego potwierdzonego przypadku ataku kojota na dorosłego człowieka. Tak naprawdę, to przesympatyczne zwierzaki, chyba że połakomią się na naszego kotka lub małego pieska. Wtedy nie są już takie fajne. Dalej lista zaczyna zadziwiać jeszcze bardziej, bo większy strach wzbudzają w nas myszy niż bezpańskie psy, a komary straszniejsze są nam niż orki.

Dochodzimy do wniosku, że kolejność na liście nie jest podyktowana rzeczywistymi doświadczeniami, ale w dużym stopniu sterowana naszymi upodobaniami filmowymi, wieczornymi wiadomościami i książkowymi opisami. W końcu aż 81 proc. Amerykanów obejrzało Szczęki, a nikt nie czytał horroru o komarach. Maleńki odsetek z nas miał kiedykolwiek kontakt z rekinem, niedźwiedziem czy orką. Pumy są gatunkiem zagrożonym, a na bagna Florydy zwykle jedziemy w ramach wycieczki z przewodnikiem. Choć każdego roku u wybrzeży USA dochodzi do kilkudziesięciu ataków rekinów, to średnio tylko jedna osoba traci w nich życie. Dla porównania, od użądleń pszczół rocznie umiera ponad sto osób. Ale Żądło to nie tytuł dreszczowca o owadach, tylko komedia kryminalna z Newmanem i Redfordem.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location