Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Kurdowie to dziś jeden z największych na świecie narodów, który nie posiada własnego państwa. Rozbici między Turcję, Irak, Syrię i Iran ciągle mierzą się z polityką wielkich mocarstw, które nie chcą wesprzeć ich aspiracji.

Bliski Wschód, znany nam dzisiaj jako podzielony na wiele państw (z najważniejszych: Egipt, Izrael, Turcja, Syria, Liban, Iran, Iran, Kuwejt, Arabia Saudyjska), przez całe wieki stanowił jeden wspólny obszar, rozciągający się od wschodnich brzegów Morza Śródziemnego do Mezopotamii („Międzyrzecza” nad Eufratem i Tygrysem) i od piasków Arabii do wyżyn Anatolii i Zakaukazia. To tutaj powstawały wielkie mocarstwa, które nie tylko odcisnęły swój ślad na historii świata, ale także gromadziły pod swoją władzą mniejsze ludy zamieszkujące te ziemie.

W XV i XVI wieku wielkie przestrzenie bliskowschodnie stały się częścią imperium Turków Osmańskich. W ciągu stu lat podbili oni prawie całe Bałkany i Afrykę Północną, a ich sułtan symbolicznie przyjął tytuł kalifa (najważniejszego islamskiego władcy i reprezentanta Mahometa na ziemi), jednak całe wielkie państwo było wielką zbieraniną ziem, ludów, kultur i religii. Od XVIII wieku osmańska Turcja coraz bardziej słabła, a na podbitych dawniej przez nią ziemiach rozwijały się powoli nowe narody. Jednym z nich byli Kurdowie – lud pochodzenia indoeuropejskiego, wyznający islam i zajmujący tereny na pograniczu dzisiejszej Turcji, Syrii, Iraku i Iranu. Wytworzyli oni własną kulturę i tożsamość, wywodzącą się z czasów starożytnych. Nie dziwi więc, że w XIX wieku zyskali też własną świadomość narodową, która rozkwitała w cieniu coraz słabszego imperium rządzonego przez władców ze Stambułu.

Cesarstwo w końcu upadło na początku XX wieku, w związku z I wojną światową (Turcy byli sojusznikami Niemiec) oraz działalnością brytyjskiego wywiadu, który dążył do jego rozbicia. W 1920 roku podpisano z Turcją traktat pokojowy w Sèvres, który dzielił dawne mocarstwo na kawałki – to wtedy m.in. Francuzi przejęli kontrolę nad Syrią, Brytyjczycy nad Irakiem i Palestyną, a Grecy mieli zyskać tereny aż po sam Konstantynopol oraz wschodnie wybrzeża Morza Egejskiego. W nowej układance na mapie miało znaleźć się też państwo Kurdów. Przeszkodziła w tym jednak polityka. W Turcji, w której obalono sułtana i stworzono świecką republikę, do władzy doszedł Kemal Atatürk – dowódca wojskowy i najważniejszy z przywódców Młodych Turków, którzy chcieli zreformować i unowocześnić swoje państwo w duchu nacjonalizmu. Atatürkowi udało się wygrać wojnę z Grecją i doprowadzić do rewizji traktatu pokojowego. Jednocześnie na terenach wokół Mosulu i Kirkuku, do których rościli sobie prawa Kurdowie, znajdowała się ropa naftowa – a na niej zależało Brytyjczykom budującym marionetkowy Irak. Na ołtarzu międzynarodowej rywalizacji złożono więc kurdyjskie aspiracje, dzieląc naród pomiędzy cztery państwa.

Najtrudniejsza była sytuacja Kurdów w Turcji. Nacjonalistyczni politycy w Ankarze, zależni w dużym stopniu od poparcia armii, nie chcieli tolerować ich na swoim terenie. Od dwudziestolecia międzywojennego społeczność kurdyjska była wynarodowiana, zakazano nawet używać pojęcia „Kurdowie” – zamiast tego pojawili się „Turcy Górscy”. Odpowiedzią represjonowanych były bunty i opór. W latach 70. XX wieku skupił się on wokół Partii Pracujących Kurdystanu Abdullaha Öcalana – komunizującej, rządzonej silną ręką konspiracyjnej organizacji, która rozpoczęła regularną wojnę partyzancką z państwem tureckim. Liczne zamachy na cele cywilne sprawiły, że PPK uznana została międzynarodowo za organizację terrorystyczną, jej przywódca zaś od 1999 roku przebywa w tureckim więzieniu. Niedługo potem partia zaprzestała działalności zbrojnej, co jednak nie przeszkadza Turkom (zwłaszcza po ostatnim zaostrzeniu kursu politycznego przez prezydenta Erdoğana) w ciągłym represjonowaniu ludności kurdyjskiej.

Podobne aspiracje mieli Kurdowie irakijscy, którzy przed i po drugiej wojnie światowej próbowali wybić się na samodzielność. Najbardziej radykalną walkę z nimi podjął Saddam Husajn, który w 1988 roku miał pozbawić życia nawet ok. 200 tysięcy Kurdów, m.in. przy użyciu broni chemicznej. Nie dziwi więc, że w czasie II wojny w Zatoce Perskiej to Kurdowie byli najważniejszymi sojusznikami Amerykanów w obaleniu Husajna i ugruntowaniu nowych władz w Iraku.

Tocząca się w ostatnich latach wojna z Państwem Islamskim okazała się nowym heroicznym okresem w historii Kurdów. W sytuacji wyraźnego osłabnięcia władz państwowych Syrii i Iraku to właśnie społeczności kurdyjskie podjęły się obrony, a potem likwidacji islamistów. Peszmergowie, czyli kurdyjscy żołnierze (wśród których ważną rolę grają kobiety-ochotniczki, będące doskonałymi wojowniczkami) zarówno w Iraku, jak i w Syrii powstrzymali ISIS, tworząc własne, dążące do demokratyzacji struktury autonomiczne, na czele z tzw. Rożawą na północy Syrii.

To właśnie Kurdowie byli najważniejszym sojusznikiem USA w walce z Państwem Islamskim. Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu się z Bliskiego Wschodu może okazać się kolejnym porzuceniem Kurdów – ich wzmocnienie nie w smak jest Turcji, która nie waha się nawet atakować kurdyjskich terenów w Syrii. Czy naród, który ma bardzo podobną historię walki z zaborcami jak Polacy, znowu skazany zostanie na niewolę? A może wreszcie, mimo problemów, Kurdowie doczekają się swojego państwa? Historia, która ostatnio bardzo przyśpieszyła, pokaże co się wydarzy na Bliskim Wschodzie.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location