Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

8 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet, to okazja przede wszystkim do przypomnienia o równości kobiet i mężczyzn oraz wykluczeniu, jakiego często doświadczają przedstawicielki żeńskiej części ludzkości. Czy kobiety odgrywały w przeszłości ważną rolę w polityce?

Przegląd kobiet w tzw. „wielkiej historii” można zacząć od dość stereotypowej roli, jaką odgrywały one w polityce w dawnych wiekach. Ten stereotyp to rola żony i matki – w tym drugim wypadku nawet nie wychowawczyni dziecka, a kogoś, kto je urodzi, podtrzymując tym samym ciągłość dynastii oraz dając swoim mężom i synom szansę na pozyskanie nowych ziem i królestw.

W takiej właśnie polityce specjalizowali się austriaccy Habsburgowie, którzy z jednej z niemieckich rodzin książęcych wyrośli na dynastię, która władała też w Hiszpanii, Niderlandach, Czechach, na Węgrzech oraz we Włoszech. We wczesnej epoce nowożytnej pojawiło się nawet chwytliwe hasło: „niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, zaślubiaj”. Odnosiło się ono do strategii zdobywania wpływów poprzez dyplomację, którą potwierdzały zwykle małżeństwa habsburskich książąt i księżniczek z dziećmi innych władców. Dzięki tym małżeństwo udawało się zdobywać władzę i budować realną potęgę rodu. Habsburżanki były w tych grach tylko pionkami.

Nawet kobiety, które dostąpiły zaszczytu zasiadania na tronie i zostawania królami (co ciekawe, polskie władczynie przyjmowały w sposób symboliczny rolę mężczyzn), często musiały spełniać raczej rolę dekoracji lub co najwyżej symbolu. Tak było m.in. z królową Wiktorią Hanowerską, władczynią Wielkiej Brytanii przez prawie 64 lata (1837-1901). Była ona wnuczką króla Jerzego III oraz bratanicą Jerzego IV i Wilhelma IV, na tronie zasiadała zaś w czasach, gdy jej państwo rozciągało się od Kanady, przez Karaiby, większą część Afryki, Indie aż po Australią. O Imperium Brytyjskim mówiono nawet, że nigdy nie zachodziło nad nim słońce (zawsze w którejś z jego części był dzień). Od królowej Wiktorii nazywa się też całą epokę w brytyjskiej historii, w której rozwijał się przemysł, arystokracja przeżywała swoje ostatnie piękne chwile na balach i polowaniach, panowała rygorystyczna moralność a wielkie dzieła literackie tworzyli Charles Dickens, Rudyard Kipling, Joseph Conrad czy Arthur Conan Doyle. Wiktoria jednak była tylko symbolem – nie miała żadnej władzy, była jednak „matką narodu” i pierwszą nowoczesną monarchinią brytyjską. Nic dziwnego zatem, że to jej wizerunek ozdabiał pierwszy w historii znaczek pocztowy z 1840 roku. Chyba jej największym sukcesem było rodzicielstwo – jej córki wyszły za innych koronowanych władców, tak że na początku XX wieku król brytyjski, car Rosji i cesarz Niemiec byli de facto bliskimi kuzynami. Do dziś zresztą Wiktoria jest przodkinią niemalże wszystkich koronowanych głów w Europie.

Zdarzało się też jednak, że królowe potrafiły rządzić i odgrywać w polityce kluczową rolę. Najlepszym tego przykładem jest caryca Katarzyna II, rządząca Rosją od 1762 do 1796 roku. Choć urodziła się w Szczecinie jako Zofia Fryderyka Augusta von Anhalt-Zerbst i miała być tylko żoną cara Piotra III, również Niemca, który miał zostać następcą rosyjskiego tronu po carycy Elżbiecie, udało wybić się jej na niezależność – doprowadziła do spisku, który pozbawił jej mało udanego męża władzy, i przejęła samodzielne rządy. Była jedną z największych władczyń Rosji i główną przedstawicielką tzw. „absolutyzmu oświeceniowego” – twardą ręką tłumiła wszystkie bunty i zdobywała nowe ziemie, jednocześnie zaś pozowała na opiekunkę filozofów i reformatorkę zacofanego i biednego kraju. Do historii przeszły też jej romanse – wiadomo, że jednym z jej kochanków był przyszły król Polski Stanisław August Poniatowski, co zresztą zaciążyło na polityce ostatniego monarchy Rzeczpospolitej. Wiele też opowiadano o innych przygodach seksualnych carycy, miało to jednak nieco inne znaczenie niż tylko plotkarskie – pokazywało ją jako silną i władczą kobietę, która potrafi też zdecydowanie kierować polityką.

Najnowsza historia kobiet w polityce przypomina przede wszystkim o Margaret Thatcher, konserwatywnej premier brytyjskiego rządu w latach 1979-1990. Wydaje się, że określenie „Żelazna Dama” zostało nadane jej nieprzypadkowo – jako zwolenniczka neoliberalizmu przeprowadziła zdecydowane zmiany w funkcjonowaniu państwa i gospodarki, m.in. pacyfikując strajki górników. Na arenie międzynarodowej była zaś sojuszniczką Ronalda Reagana, sama też potrafiła aktywnie działać, gdy w 1982 roku Argentyna próbowała zająć Falklandy – położone przy brzegu Ameryki Południowej wyspy, skolonizowane przez Brytyjczyków w XIX wieku. Brytyjczycy przeciwstawili się agresji, odnosząc jeden z niewielu sukcesów w powojennej historii, naznaczonej przez rozpad ich imperium. Margaret Thatcher i cały taczeryzm do dziś budzą emocje i spory, co można uznać za dowód wybitności brytyjskiej premier.

Czy więc kobiety osiągały coś w polityce? Bez wątpienia stanowiły (i stanowią) mniejszość wśród polityków i wybitnych jednostek, co związane jest głównie z postrzeganiem ich roli przede wszystkim jako żony i matki. Co ciekawe, te kobiety, które weszły do świata polityki i osiągnęły w nim sukcesy, przyjęły bardzo „męską” postawę – były twarde i zdecydowane oraz gotowe na wszystko. W ten właśnie sposób chciały ukryć swoją płeć i wejść do „męskiej gry”, jaką do dziś wydaje się polityka.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location