----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja, że kolejna firma postanowiła poeksperymentować nieco z robotami. Wiemy, że większość wielkich korporacji to robi - maszyny segregują towary na półkach, pakują i wysyłają je do odbiorców, w dużych sieciach zajmują się sprzątaniem, wewnętrznym załadunkiem i rozładunkiem, w kilku miastach pojawiły się pierwsze maszyny dostawcze, parę instytucji finansowych polega na ich ocenie rynku zanim podjęta zostanie decyzja inwestycyjna.

Dlatego mało kogo zdziwiła zapowiedź budowy robotów FedEx, które miałyby rozwozić przesyłki i listy po domach. Powoli przyzwyczajam się do myśli, że wkrótce po chodnikach i ulicach poruszać się będą wielokolorowe urządzenia samobieżne odbierające i dowożące przesyłki lub załatwiające zlecone im sprawunki różnego rodzaju. Wkrótce, czyli za 10-15 lat.

Jako młody człowiek uwielbiałem literaturę science-fiction. Do dziś przyjemność sprawiają mi książki tego gatunku. Dzięki temu poznałem „Trzy prawa robotyki”, czyli zasady stworzone w latach 40. przez Asimova, mające kierować istnieniem inteligentnych maszyn. Może je przypomnę korzystając z Wikipedii, bo aż tak dobrej pamięci to nie mam:

  1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.
  2. Robot musi być posłuszny rozkazom każdego człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.
  3. Robot musi chronić samego siebie, o ile tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

W tamtych czasach były to czysto teoretyczne rozważania, dziś jednak programiści i filozofowie zaczynają się nad tym poważnie zastanawiać. Jedni chcą, by były nam całkowicie posłuszne, jak niewolnicy. Łeee... nieładnie... Inni chcieliby, by nas kochały i zachowywały się jak nasi bliscy. Najlepiej jak dzieci. Jeszcze inna grupa uważa, że jakakolwiek inteligencja maszyn stanowi zagrożenie dla ludzkości w dalekiej przyszłości i nie powinniśmy ich niczego uczyć, a już na pewno ani słowa o uczuciach.

Przede wszystkim należę do tych, którzy nie wierzą w bunt robotów, wojnę maszyn z ludźmi, itd. W opisujących takie zdarzenia książkach maszyny symbolizują doskonale znane nam rządy totalitarne, religie i kościoły, przestępczość zorganizowaną, itp. Wierzę natomiast, że gdzieś, kiedyś, roboty staną się na tyle inteligentne, że będą podejmować decyzje nie tylko na podstawie bodźców, ale również procesów chemicznych i doświadczeń. Wtedy pojawi się problem.

W tej chwili, a w przyszłości pewnie będzie tak samo, większość najbardziej zaangażowanych technologicznie maszyn znajduje się w wojsku, a właściwie w najbardziej tajnych laboratoriach pracujących dla przemysłu zbrojeniowego. Co tam wymyślają, nie wiem. Ale jeśli rynek cywilny ma samobieżne samochody, inteligentne drony, sztuczne psy oraz obsługę bankową, elektronicznych pracowników pizzerii, doradców prawno–finansowych, to wojsko może mieć więcej... Jak wiadomo, nie wymyśla się tam urządzeń niezbędnych do strzyżenia trawy i jej podlewania, lecz raczej do zabijania. Pierwsza zasada robotyki upada więc od razu, bo większość istniejących i projektowanych inteligentnych maszyn będzie zabijać. Ludzi, by było to jasne. Nie trawę.

Druga zasada robotyki mówi, że maszyna ma być posłuszna człowiekowi. Dobra, niech będą posłuszne samochody, odkurzacze, młynki do kawy i inne urządzenia domowe. Jednak inteligentna maszyna posłuszna być nie może, bo ma być przecież inteligentna. To się wyklucza. Tak jak mądry człowiek nie posłucha głupca (mam coraz więcej wątpliwości), tak maszyna zawierająca najlepsze cechy ludzkości nie może być posłuszna pierwszemu lepszemu jej przedstawicielowi.

Z trzecią zasadą na razie nie ma problemów, może w przyszłości się jakieś pojawią. Niech robot dba o siebie, w końcu obraca się wśród ludzi.

Teraz może ktoś zapytać, o co mi właściwie chodzi. To dobre pytanie, ale nie jestem pewny odpowiedzi. Chyba o to, że w swym dążeniu do doskonałości stworzymy w końcu kiedyś coś, co będzie lepszą wersją nas samych. Absolutnie nie ma możliwości bym doświadczył tego. To śpiewka dalekiej, bardzo dalekiej przyszłości. Od inteligentnej mikrofalówki do kopii człowieka daleka droga. Ale w końcu od czegoś trzeba zacząć. Pisarze kilkaset lat temu opisywali nieistniejące maszyny i futurystyczne społeczeństwa, możemy więc troszkę sami pofantazjować, zwłaszcza że opieramy się przecież na obserwacjach ludzi, czyli nas samych. A mówią one, obserwacje oczywiście, że inteligencji nie da się okiełznać, nie da się powstrzymać, nie da się ukierunkować. Jeśli ludzkość będzie dążyła do stworzenia inteligentnych, samodzielnie myślących i stanowiących o sobie maszyn, to wszelkie zasady robotyki i plany dotyczące uzależnienia maszyn można sobie... do kosza wyrzucić.

Kilkanaście lat temu zaczął się wyścig ludzkości, mający stworzyć AI. Zaledwie kilkanaście lat temu. Wyprawa w kosmos zabrała ludzkości kilka tysięcy lat, znalezienie lekarstw na wiele chorób podobnie. Przepłynięcie Atlantyku zajęło kilkaset lat. Czy ktokolwiek wątpi, że tym razem też się uda? Że stworzona zostanie sztuczna istota, potrafiąca się uczyć, odczuwać, tworzyć? Do tego bez ograniczeń czasowych, genetycznych, środowiskowych. Mogąca w obliczu problemu w ułamku sekundy przestawić się z chemika na sportowca lub lekarza i mająca do dyspozycji całą wiedzę na dany temat? Pomyślmy teraz, że taka sztuczna istota, jak człowiek, ale lepsza, ma być mu posłuszna, nie robić mu krzywdy i być na każde jego skinienie...

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location