----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wiemy wszyscy, iż przeładowany nadmiarem informacji mózg zaczyna się zacinać, gdy musi podjąć jakąś decyzję, dokonać wyboru. Nie ma znaczenia jakiego, może chodzić o rodzaj masła w sklepie spożywczym, samochód w salonie motoryzacyjnym, szkołę dla dziecka czy polityka starającego się o nasz głos.

Nawet jeśli uda nam się w końcu podjąć decyzję, to za chwilę zaczynamy jej żałować, bo ktoś podsunął nam przed nos kolejne, podobno ważne informacje, natomiast o tym, czym podyktowany był oryginalny wybór, zaczynamy powoli zapominać.

Kilka lat temu doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy po wejściu do sklepu trzeba było wybrać najbardziej odpowiednie dla dziecka mleko w proszku. Oczywiście wcześniej dokonaliśmy bardzo dokładnego rozeznania w internecie, na stronach rządowych i należących do organizacji prywatnie finansowanych, w poradnikach dla rodziców, portalach zdrowotnych i blogach o dzieciach. Uzbrojony w tę wiedzę stanąłem przed półką i wyciągnąłem dłoń po wybrany wcześniej produkt. Spojrzałem jednak na inne, różnorodne, kolorowe buteleczki oraz pudełeczka i zaczęły mnie ogarniać wątpliwości. W dalszym ciągu nie było do końca jasne, czy ma być ono w płynie, a może w proszku, bazujące na mleku krowim, sojowym, kozim, czy jakimś innym. Z dodatkami mikro oraz makroelementów, tajemniczych substancji DHA i ARA. Każde opakowanie kusiło czymś innym, jedno naukowo opracowanym składem, inne jego organicznym pochodzeniem, smakiem zaaprobowanym przez kolejne pokolenia niemowlaków, itd.

Zgłupiałem doszczętnie, gdy podczas mojego 10 minutowego postoju do półki podeszły trzy osoby, a każda odeszła z czym innym.

Padło w końcu na w miarę kosztowny, bo wydawało się, iż będzie lepszy, a także opatrzony mnóstwem mądrych zdań mających świadczyć o zaawansowanej recepturze. Oczywiście w kolejnych tygodniach i miesiącach pod wpływem dodatkowych informacji zawartość koszyka się zmieniała.

Wszystko to nie miało większego sensu jak się później dowiedziałem. Okazało się bowiem, iż ponad trzydzieści lat temu Kongres uchwalił, a prezydent podpisał, wielką ustawę o nazwie Infant Formula Act of 1980. Dokument ten regulował rynek odżywek dziecięcych w Stanach Zjednoczonych i pilnował, by wszystkie miały skład niezbędny do prawidłowego rozwoju młodego organizmu. Oczywiście opracowany naukowo i regularnie uzupełniany w oparciu o najnowsze zdobycze nauki.

To jasne, że nabyta wiedza w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na późniejsze zakupy, bo wraz z każdą kolejną informacją zaczynałem cały proces od początku.

Ta przydługa opowieść miała pokazać, że każdy może paść ofiarą zmęczenia informacyjnego z byle powodu. Z jednej strony dobrze, że mamy możliwość sprawdzenia tego wszystkiego. W ciągu kilku minut spędzonych w internecie poznajemy historię samochodu, czy opinie o lekarzu i prawniku. Jednak zdecydowanej większości danych nie jesteśmy w stanie przyswoić. Choć tego nie zauważamy u siebie, to z czasem coraz trudniej jest nam podejmować trafne decyzje, a każda okupiona jest ogromnym wysiłkiem.

Skupieni na otwartych przekazach nie zwracamy uwagi na tzw. sygnalizowanie. To bardzo sprytny zabieg ekonomistów, polegający na podświadomym manipulowaniu naszymi wyborami. Bankierzy pokazują drogie zegarki na przegubach sugerujące wysoki dochód, czyli wiedzę na tematy związane z pieniędzmi. Duże firmy trzymają na kontach dużo gotówki sygnalizując konkurencji, iż łatwo nie uda się ich pokonać. Do reklam wynajmowani są znani i lubiani, czyli bardzo kosztowni aktorzy, co sygnalizuje, że reklamowane w ten sposób produkty dobrze się sprzedają, więc muszą być wyjątkowe i warto ich spróbować.

Tak więc zalani jesteśmy potokiem informacji w różnej formie, przez co zaczynamy gorzej funkcjonować. To nie jest teoria, to wielokrotnie potwierdzony fakt. Gdy w Zatoce Meksykańskiej doszło do wycieku ropy z platformy BP, prowadzący akcję ratunkową otrzymywał dziennie po kilkaset raportów, sms-ów i e-maili. Musiał czytać większość z nich, bo w ten sposób komunikowali się z nim pracodawcy, agencje rządowe i dziennikarze. Zabrakło czasu na efektywną pracę, wciąż należało analizować przesyłane dane, często sprzeczne, w związku z czym kilkukrotnie doszło do groźnych sytuacji, z których każda mogła zakończyć się tragicznie.

Zdarzyło się też wielokrotnie, że nadmiar opcji prowadził do niemożności podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Bajka, gdy chodziło o zakup roweru lub ręcznika, miało to jednak również miejsce podczas negocjacji na szczeblu państwowym, w czasie akcji ratowniczych i działań militarnych.

Przez jakiś czas byłem niewolnikiem opinii w internecie, bo przed każdym, najdrobniejszym nawet zakupem musiałem na temat produktu wszystko przeczytać. Dochodziło do tego, że nabycie prostego przedmiotu opóźniało się o kilka dni, a i tak nie byłem z podjętej decyzji zadowolony. Skupiałem się na tych pseudobadaniach tak mocno, iż zapominałem o reszcie obowiązków.

W pewnym momencie dotarło do mnie, chyba podczas kilkugodzinnego czytania opinii na temat pompki do roweru, że nie można każdej decyzji podejmować tyle czasu, bo życia zabraknie ma inne rzeczy. Poza tym im więcej czytałem, tym większy kłopot miałem z wyborem. Do tego w przerwach stała obserwacja portali społecznościowych i skrótów informacyjnych. Na szczęście etap ten trwał krótko, a gdy się skończył, czułem się jak ryba wrzucona do wody po długiej przerwie poświęconej na naukę latania.

Po co ja to wszystko piszę i niepotrzebnie dokładam do śmietnika w głowie? By zachęcić do eksperymentu. Wyłączenia się na pewien czas z obiegu informacji. Wszelkich i wszystkich. Spróbujcie na początek jeden dzień, później weekend, następnie przez całe wakacje. Będą najlepsze w życiu.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location