----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Tematy imigracyjne zajmują ostatnio sporo miejsca w dyskusjach politycznych, zwłaszcza zjawisko imigracji nielegalnej. Zwykle mowa jest o problemach i kłopotach, jakich przysparza ona podatnikom. Nie mówi się jednak w ogóle o korzyściach płynących z tego zjawiska, a są one znaczące, zwłaszcza dla przyszłości programu Social Security. 

Prezydent Donald Trump wykorzystał okazję, jaką było wtorkowe Orędzie o Stanie Państwa, do ponownego oczernienia wszystkich nieudokumentowanych imigrantów. Po raz kolejny przedstawił ich jako ogromny ciężar dla gospodarki, społeczeństwa i podatników.

Okazuje się jednak, że nieudokumentowani imigranci są jednym z powodów, dla których program Social Security wciąż jest wypłacalny, głównie za sprawą odprowadzanych przez nich w różnej formie podatków.

O tym, że wspomniany system znajduje się w poważnych opałach, wiemy wszyscy nie od dziś. W 2018 r. administracja Social Security w celu zapewnienia świadczeń milionom emerytów sięgnęła po raz pierwszy do gromadzonych od lat oszczędności, gdyż bieżących wpływów na ich realizację nie wystarczyło.

Starczy jeszcze na 15 lat

Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, pieniądze te skończą się do 2034 r., czyli mniej więcej w okresie, gdy ostatni z pokolenia tzw. baby boomers (osoby urodzone w latach 1946 - 1964) osiągną wiek emerytalny. Gdy to nastąpi, rząd będzie w stanie wypłacać wszystkim kwalifikującym się do świadczeń zaledwie 79 centów zamiast każdego należącego się im dolara. Dla wszystkich wybierających się dopiero za jakiś czas na emeryturę, nie są to zbyt różowe perspektywy.

By ktoś nie zarzucił, iż informacje te są niepotwierdzone lub wręcz wyssane z palca – pochodzą z opublikowanego w ubiegłym roku raportu Social Security Administration, przygotowanego przez rządowych ekonomistów i specjalistów SSA. Dokument ten wylicza wiele powodów nadchodzącego kryzysu, jednak najważniejsze punkty można podsumować następująco: coraz więcej Amerykanów przechodzi na emeryturę i żyje dłużej. A ponieważ w najbliższym czasie cudu gospodarczego nie powinniśmy się spodziewać, rodzi to problemy, o których mowa.

W dokumencie tym znajduje się również kilka wyliczeń dotyczących ewentualnych sposobów zapobieżenia kryzysowi. Wyliczeń, o których przeciwnicy jakiejkolwiek formy imigracji słyszeć nie chcą. Ekonomiści oceniają, iż imigracja – legalna i nielegalna – może pomóc w uratowaniu systemu.

Nieudokumentowani imigranci, a także przebywający w USA legalnie, wpłacają każdego roku na rzecz Social Security miliardy dolarów. Wyliczenie jest proste: im więcej imigrantów przybywa do kraju, tym dłużej system pozostaje wypłacalny.

Dzieje się tak, ponieważ przeciętny przybysz jest młodszy niż średnia dla całej populacji USA, więc dłużej jest czynny zawodowo i później przechodzi na emeryturę. Do tego nieudokumentowany imigrant, jak każda pracująca osoba otrzymująca pensję lub prowadząca prywatną działalność, zobowiązany jest do płacenia podatków i składek na rzecz przyszłych świadczeń, jednak nie ma prawa do ich pobierania.

Wszystkie czarne scenariusze opierają się na prognozach dotyczących rezerw, nazwanych Social Security Trust Fund, który jest praktycznie wielkim kontem oszczędnościowym administracji i zawiera ok. 2.9 biliona dolarów. W 2017 r. po raz pierwszy wypisano czeki na sumę wyższą niż przychody, w związku z czym rok później sięgnięto do tych pieniędzy i na razie nie zapowiada się, by bez dalszego uszczuplania zapasów można było wypłacać świadczenia emerytom przez kolejne lata. Chyba, że Kongres znajdzie pieniądze na wsparcie systemu lub zlikwiduje luki prawnej dla zarabiających najwięcej.

Koszty Social Security są wyższe, gdyż coraz większa liczba ludzi przechodzi na emeryturę i pobiera ją dłużej. W latach 60. jednego emeryta lub osobę na rencie wspierało średnio 5.1 pracowników czynnych zawodowo. W 2013 r. już tylko 2.9 pracowników zasilało każdą osobę pobierającą świadczenia. To za mało na utrzymanie płynności finansowej systemu.

Podobno mogą w tym pomóc imigranci – uważają ekonomiści pracujący dla rządu. W 2005 r. imigracja osiągnęła najwyższy poziom, gdy przybyło do USA 2 mln. osób więcej niż w roku poprzednim. Najniższy poziom odnotowano w 2008 r. tuż po wybuchu recesji, jednak od tamtego czasu ich liczba wzrasta. W 2014 r. imigrantów przybyło tu o milion więcej niż rok wcześniej.

Ograniczanie imigracji przez rząd federalny, legalnej i nielegalnej, szkodzi programom emerytalnym – przeczytać można we wnioskach raportu SSA. Obliczono, iż do utrzymania wystarczających zasobów finansowych niezbędne jest przyjmowanie 1.6 mln. przybyszów każdego roku. Jako przybyszów wymienia się w dokumencie imigrantów legalnych, nieudokumentowanych oraz osoby przebywające w USA na wizach pracowniczych. Udowodniono, iż każdy wzrost imigracji zmniejsza deficyt administracji Social Security, każdy spadek go zwiększa.

Nieudokumentowani imigranci, którzy pozbawieni są możliwości czerpania korzyści z systemu świadczeń, płacą miliardy dolarów w podatkach federalnych każdego roku. Z czeków odciągane są określone sumy na rzecz Medicare i Social Security, nawet gdy na formach W-2 podali oni fałszywy numer. Urząd podatkowy ocenia, iż co roku z tytułu podatków federalnych odciąganych z czeków nielegalni imigranci płacą dziesiątki miliardów dolarów. Do tego doliczyć należy kolejne pochodzące z opodatkowania firm należących do tych osób.

Tak jak ma to miejsce w przypadku wszystkich czynnych zawodowo, część płaconego przez nich podatku trafia do Social Security Trust Fund. W 2013 r. agencja wyliczyła, iż osoby przebywające w USA nielegalnie wpłaciły na ten fundusz około 13 miliardów.

Stephen Goss, główny aktuariusz zatrudniony w Social Security Administration ocenia, iż około 1.8 mln. imigrantów pracowało w 2010 r. wykorzystując podrobiony lub ukradziony numer Social Security. Spodziewa się on, iż do 2040 r. osób takich będzie około 3.4 mln.

“Oceniamy, iż przychody wynikające z wpłat nieudokumentowanych imigrantów wpłyną pozytywnie na stan finansów programu Social Security” - pisał już w 2013 r. Goss w specjalnym raporcie na ten temat.

Dane te są jaskrawym przeciwieństwem często powtarzanego hasła, że nieudokumentowani imigranci są drenażem dla gospodarki USA – przypomnianego choćby przez Donalda Trumpa podczas przemówienia w miniony wtorek. Amerykanie zdecydowanie zwalczający jakiekolwiek formy imigracji, z których wielu opowiada się za wprowadzeniem ograniczeń, barier i ostrzejszego prawa, muszą zdać sobie sprawę, iż potrzebują przybyszów legalnych i nieudokumentowanych, by w przyszłości otrzymać wypracowaną emeryturę.

Są inne sposoby

Wymagają jednak zaangażowania Kongresu w proces ratowania systemu, a tego na horyzoncie nie widać. Na razie pojawiające się pomysły dotyczą ograniczenia sumy wypłacanych świadczeń, co raczej nie spodoba się pokoleniom planującym emeryturę w przyszłości. Można jednak, przy niewielkiej zmianie obowiązującego prawa, wspomóc system.

Jednym z efektywnych i rozsądnych sposobów jest podniesienie sum odciąganych na rzecz Social Security. W tej chwili stawka wynosi 6.2 proc. dla pracownika i tyle samo dla pracodawcy, co daje w sumie 12.4 proc. Nikt nie lubi podwyżek i oddawania większej części zarobków, to zrozumiałe. Badanie sondażowe Gallupa wykazało jednak, iż ponad połowa Amerykanów już teraz jest gotowa na podwyżkę, jeśli alternatywą byłoby obniżenie ich świadczeń w przyszłości. To najpopularniejsze rozwiązanie wśród mieszkańców USA, zwłaszcza że według obliczeń ekonomistów stopniowe podniesienie tego podatku o 2 proc. uratowałoby program na kolejne 75 lat.

Inną propozycją jest podniesienie lub całkowite zlikwidowanie maksymalnej granicy kwoty opodatkowanej na rzecz Social Security. Obecnie wynosi ona $128,400. Z zarobionych powyżej tej granicy pieniędzy podatek na program emerytalny nie jest już odciągany. W związku z tym osoba zarabiająca rocznie $128,400 oddaje na rzecz przyszłej emerytury tyle samo, co ktoś zarabiający 5 milionów lub więcej.

Naciski na wprowadzenie takiego właśnie rozwiązania są duże. Głównie dlatego, że rozłożenie odpowiedzialności za program w różnych grupach zarobkowych nie jest proporcjonalne. Wraz ze wzrostem majątku najbogatszych ich wkład w program emerytalny nie zmienia się. Zniesienie granicy zarobków opodatkowanych na rzecz Social Security kosztowałoby najbardziej zamożnych dodatkowe 100 miliardów rocznie, ale pozwoliłoby utrzymać obecny próg 12.4 proc.

Przeciwnicy takiego rozwiązania argumentują, że najbogatsi płaciliby na program najwięcej i to w sytuacji, gdy już oddają najwięcej w pozostałych podatkach dochodowych. To z kolei mogłoby doprowadzić do zwolnienia przyrostu ekonomicznego i obniżenia PKB. Zwraca się również uwagę na fakt, iż najbogatsi też kiedyś przejdą na emeryturę, więc zniesienie ograniczeń nie rozwiąże w całości problemu.

W lipcu 2017 r. grupa kongresmanów pod przewodnictwem demokratów Teda Deutch z Florydy oraz Mazie Hirono z Hawajów przedstawiła projekt ustawy, według której granica opodatkowanego dochodu powoli byłaby likwidowana. Dokument nazwany został Protecting and Preserving Social Security Act i przewidywał, że w okresie siedmiu lat wszyscy płaciliby 6.2 proc. całości swych dochodów. Zaproponowano również inny system naliczania podwyżek świadczeń, bardziej oddający rzeczywiste potrzeby i wydatki emerytów, którzy coraz większą część dochodu z Social Security wydają na rachunki za lekarstwa oraz gaz i prąd.

Z wyliczeń wynikało, że zmiana ta zlikwidowałaby deficyt w administracji trudniącej się świadczeniami emerytalnymi i pozwoliłaby na wydłużenie pełnej wypłacalności na okres dodatkowych 25 lat lub do czasu znalezienia kolejnego sposobu ratowania zagrożonych finansów. Projekt trafił do trzech komisji. Do dziś, czyli niemal dwa lata później, nie odbyło się nad nim ani jedno głosowanie.

Pomysłów na ratowanie Social Security jest kilka, wszystkie są mało popularne. Obniżenie dziś świadczeń emerytalnych o ok. 17 procent pozwoliłoby na utrzymanie programu przez kolejne 75 lat. Tyle samo, co podniesienie podatku na Social Security o 2 proc. Problem w tym, że obniżki dotknęłyby obecnych emerytów, którzy otrzymywaliby nieproporcjonalnie mniej, niż w system włożyli. Żadne rozwiązania nie jest popularne, bo najbardziej uderzy w najuboższych i średnio zarabiających. Grupy te w przeciwieństwie do lepiej uposażonych mają bardzo niewiele oszczędności lub nie posiadają ich w ogóle. Jest jeszcze podniesienie wieku emerytalnego, co prawdopodobnie nastąpi, ale to też rozwiązanie chwilowe.

Najlepszym pomysłem jest utrzymanie wysokiego stosunku pracujących i czynnych zawodowo do pobierających świadczenia, co można uzyskać stymulując wysoki przyrost naturalny w kraju lub przyjmując do niego nowych mieszkańców. Na razie ten ostatni sposób wydaje się najbardziej realny.

Na podst. vox, ssa.gov, irs.gov, wikipedia, arch.
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location