----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Dzieci, młode dziewczęta i chłopcy, często w wieku 9-15 lat, każdego dnia są sprzedawane i kupowane w Stanach Zjednoczonych w celu seksualnego wykorzystania. To taki mały, brudny sekret tego kraju. Narodowe Centrum Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych bije na alarm: handel nieletnimi stał się dochodowym biznesem w Ameryce, przynoszącym zaangażowanym w tę działalność prawie taki zysk, jak sprzedaż narkotyków i broni.

W dniu, gdy poznała Marcusa Thompsona, gotowa była skoczyć z mostu i zakończyć swe życie – wyznała później w rozmowie z FBI nastoletnia dziewczyna. Miała 15 lat, była w ciąży, samotna i bezdomna. Mężczyzna obiecał pomoc, jeśli tylko opuści wraz z nim niewielkie miasteczko w Illinois. Z nadzieją wsiadła do jego samochodu. Było lato 2015 r. Przez kolejnych kilka miesięcy Marcus Thompson wraz z żoną Robin, zmuszali zniewoloną dziewczynę do uprawiania seksu za pieniądze z przypadkowymi mężczyznami. Robili jej wyzywające zdjęcia i zamieszczali ogłoszenia w internecie. Później przeprowadzali transakcje handlowe w przydrożnych motelach i na przystankach dla ciężarówek.

Wymiar sprawiedliwości w jej przypadku zadziałał tak, jak powinien. Została uratowana i zapewniono jej wszelką pomoc. Małżeństwo, które uczyniło z niej seksualną niewolnicę stanęło przed sądem i trafiło do więzienia.

Ale w przypadku wielu tysięcy innych dziewcząt i chłopców, pomoc nie nadeszła. Podobnie z mężczyznami, którzy odpowiadali na ogłoszenia Thompsonów. Do dziś, mimo upływu kilku lat, nie zatrzymano ani jednego.

Mężczyźni, którzy napędzają ten biznes, a więc klienci kupujący małoletnie ofiary w celach seksualnych, bardzo rzadko odpowiadają za swe czyny. Zwykle pozostają anonimowi, trudni do namierzenia przez wymiar sprawiedliwości, chowający się we własnych rodzinach, miejscach zatrudnienia, porządnych dzielnicach.

15-latka zniewolona przez małżeństwo Thompsonów została ciężko pobita za próbę ucieczki. Zapowiedziano, że zostanie wyrzucona na pożarcie aligatorom, jeśli spróbuje jeszcze raz. Marcus Thompson, poza regularnym handlowaniem ciałem dziewczyny, gwałcił ją wielokrotnie. Kolejny raz pobił ją, gdy odmówiła seksu analnego z jednym z jego klientów. Wtedy trafiła do szpitala w St. Louis, gdzie pielęgniarka rozpoznała w niej ofiarę i zawiadomiła policję.

Marcus Thompson odsiaduje dożywocie. Jego żona, Robin Thompson, która pomagała w zamieszczaniu ogłoszeń i wynajmowała pokoje motelowe, została skazana na 20 lat.

Nie dziecko. Nie istota. Towar.

Historia tej anonimowej nastolatki z Illinois to tylko jeden z tysięcy przykładów. Są bardziej tragiczne historie. Są znacznie młodsze ofiary. Wszystkie są towarem, którym ktoś handluje.

Mają większą wartość od kilograma heroiny lub nielegalnego karabinu AK-47, bo narkotyki i broń sprzedać można tylko raz, dziećmi handluje się kilkanaście razy dziennie przez wiele lat. Jest to nieporównywalnie większy dochód.

Kim są mężczyźni płacący za seks z nieletnimi?

Osoby zaangażowane w walkę z tym procederem twierdzą, że może to być każdy, niczym niewyróżniający się człowiek: sąsiad, kolega z pracy, lekarz, współmałżonek. Nikt nie jest wyłączony z kręgu podejrzeń, niezależnie od wykonywanego zawodu czy powołania.

„Pochodzą z różnych środowisk” – mówi młoda kobieta ze Środkowego Zachodu, która jako nastolatka zmuszana była od świadczenia usług seksualnych nawet 150 mężczyznom miesięcznie, dziś aktywnie działająca w organizacji zajmującej się zwalczaniem handlu ludźmi - „Niektórzy bardzo znani w swoim środowisku. Zwykle w wieku czterdziestu kilku lat, mieszkający na przedmieściach”.

Kuszące jest wrzucenie wszystkich tych mężczyzn do jednego worka i nazwanie pedofilami, kierowanymi zaburzeniami psychicznymi – mówią specjaliści i same ofiary. Jednak bardzo wielu z nich to oportuniści. Szukają przygód seksualnych, a gdy trafią na osobę nieletnią, nie potrafią odmówić. Bardzo niewielu rezygnuje z transakcji, gdy okazuje się, że oferta dotyczy osoby bardzo młodej. Prawie nigdy nie zdarza się, żeby ktoś zadzwonił na policję.

Skala handlu dziećmi wskazuje, że liczba mężczyzn poszukujących tego typu doświadczeń nie jest mała. Najbardziej konserwatywne wyliczenia organizacji pomocowych mówią o kilku milionach transakcji handlu nieletnimi rocznie w Stanach Zjednoczonych. Tyle razy według nich ktoś zapłacił komuś za możliwość seksualnego wykorzystania osoby nieletniej, często dziecka poniżej 10 roku życia. Każdy pracownik takiej organizacji pomagający ofiarom wie, że prawdziwa liczba jest kilkukrotnie wyższa.

Niemal bezkarni

Dane globalne są porażające. Według danych ONZ handel ludźmi w celach seksualnych to biznes wart 99 miliardów dolarów rocznie. Z tej sumy aż 20 proc. pochodzi z handlu ponad milionem dzieci.

Dla osób wykorzystujących w ten sposób nieletnie ofiary ryzyko jest niewielkie. Bardzo rzadko służby jakiegokolwiek kraju są w stanie namierzyć, zatrzymać i skazać dokonujących tych czynów mężczyzn.

Również w USA. W 2015 r. Kongres zaostrzył nieco prawo dotyczące kar za podobne przestępstwa, dając prokuratorom dodatkowe narzędzia do walki z handlem ludźmi, zwłaszcza osobami nieletnimi. Niewiele jednak to przyniosło zmian. W kolejnych latach statystyki zatrzymań wzrosły tylko nieznacznie.

Departament Sprawiedliwości tłumaczy ten stan rzeczy ograniczonymi środkami do walki z procederem i przekonuje, że powinny się tym zająć służby na poziomie stanowym i lokalnym. Zajmują się, ale w niewystarczającym stopniu. Od czasu do czasu organizowane są akcje, w których aresztowanych jest kilkadziesiąt osób wykorzystujących dzieci w celach seksualnych i uwalnianych jest kilkanaście nieletnich osób. Jednak w wyniku późniejszych procesów, porozumień stron zaledwie garść z nich kończy za kratami.

Do tego policja zwykle nie zajmuje się osobami, które w przeszłości zapłaciły za seks z dziećmi. Stara się raczej przyłapać je na gorącym uczynku, co przynosi różne, zwykle niewielkie efekty.

Kilka lat temu policja uwolniła 12-letnią dziewczynkę, przetrzymywaną w bogatej dzielnicy Nashville w stanie Tennessee. Miała posiniaczoną i podrapaną twarz oraz ciało. Przez ponad miesiąc sprzedawana była w rejonie Knoxville, Memphis i Nashville. Ogłoszenie z jej zdjęciem pojawiało się na popularnej stronie internetowej. Aresztowany w tej sprawie 36 letni mężczyzna oskarżony został o porwanie, więzienie, wielokrotny gwałt oraz czerpanie korzyści z seksualnego wykorzystania osoby nieletniej. Jednak podobnie jak w sprawie nastolatki z Illinois, do dziś nie aresztowano nawet jednego mężczyzny, który z ogłoszenia w internecie skorzystał.

Prokurator powiatu Davidson w Tennessee na konferencji prasowej przekonywał, że prowadzące dochodzenie służby nie były w stanie zidentyfikować ani jednego z nich.

“To dziecko będzie musiało walczyć ze stygmatyzacją tego, co się stało przez resztę swego życia” – uważa Alex Troetaud z organizacji Demand Abolition ze stanu Massachusstetts, zajmującej się walką z komercyjnym wykorzystywaniem seksu – „Tymczasem jej oprawcy nigdy nie będą pociągnięci do odpowiedzialności. To właśnie nazywamy kulturą bezkarności”.

Prokuratorzy zwracają uwagę, że stawiając sprawcom zarzuty w sprawach tego typu, napotykają szereg trudności. Muszą udowodnić, iż kupujący usługę seksualną wiedział, iż chodzi o osobę niepełnoletnią. Same ofiary, po przejściach, zastraszone, często uzależnione od narkotyków i alkoholu, nie są najlepszymi świadkami w procesach. Prokurator musi również podjąć decyzję, czy udział w rozprawie, przesłuchanie przez obronę nie spowoduje przypadkiem jeszcze większych szkód w psychice ofiary.

Jest coraz gorzej

To niepokojące i nie wiadomo dokładnie czym wywołane, ale z roku na rok przypadków seksualnego wykorzystywania nieletnich jest coraz więcej. Coraz niższy jest również wiek ofiar. Większości zaginionych dzieci nigdy nie udaje się odnaleźć. Ich życie jest tragiczne i krótkie.

Stany Zjednoczone są jednocześnie krajem pochodzenia, krajem tranzytowym oraz krajem docelowym dla najmłodszych ofiar handlu ludźmi.

Szacuje się, że co najmniej 100,000 dzieci - dziewcząt i chłopców - co roku kupuje się i sprzedaje w ramach usług seksualnych w USA. Niektóre z nich są porywane, inne są uciekinierami z domów, a jeszcze inne są sprzedawane przez krewnych i znajomych. Część pochodzi z innych krajów i do USA trafia na drodze przemytu, podobnie jak każdy inny towar. Bardzo wiele to ofiary rodzime, po których zwykle ślad zanika.

Trafiają w różne miejsca, w których są wykorzystywane seksualnie za pośrednictwem internetu, w klubach, agencjach usług towarzyskich, czy po prostu na ulicy.

Jest to branża, która obraca się wokół taniego seksu – młode dziewczęta, często 11-15 letnie, każdego dnia sprzedawane są kilkunastu lub kilkudziesięciu mężczyznom się po 25 dolarów, dzięki czemu ich „opiekunowie” zarabiają rocznie po kilkaset tysięcy dolarów za każde dziecko.

Nie jest to problem występujący tylko w dużych miastach. Ma miejsce wszędzie, pod naszymi nosami: w dobrych dzielnicach, na bogatych przedmieściach, w małych miasteczkach rolniczych i dzielnicach fabrycznych.

Jak zauważa Ernie Allen z National Center for Missing and Exploited Children: „Jedynym sposobem, aby tego nie widzieć w jakimkolwiek amerykańskim mieście, to po prostu odwracać głowę.”

Szacuje się, że w danym momencie na terenie Stanów Zjednoczonych usługi seksualne pod przymusem świadczy od 100,000 do 150,000 nieletnich. Nie zgłaszają się same do sutenerów i gangów. W większości przypadków nie mają wyboru.

Aby uniknąć wykrycia i jednocześnie zaspokajać zapotrzebowanie na tego typu usługi, zajmujące się tym procederem gangi i organizacje przestępcze są bardzo mobilne. Dziewczęta, chłopcy, kobiety przenoszeni są stale z miasta do miasta, ze stanu do stanu.

Są jednak miejsca, gdzie zawsze występuje największe nagromadzenie tego typu usług. Jednym z nich jest na przykład tzw. The Circuit, czyli obszar Baltimore-Washington, z korytarzem autostrady I-95 i znajdującymi się tam parkingami dla turystów, przystankami dla kierowców zawodowych, dworcami autobusowymi. Wtajemniczeni wiedzą, że ten rejon stanowi centrum handlu seksem.

Takich miejsc jest wiele. Zacznijmy je zauważać. Zacznijmy wymagać reakcji od polityków, służb, od samych siebie. A przede wszystkim, nie odwracajmy głowy na krzywdę innych, zwłaszcza najmłodszych.

Na podst.: time, usatoday, wakingtimes, heraldtribune, huffingtonpost
Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location