----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

***

Bóg stworzył wszystko stosownie do największej harmonii, czyli możliwego piękna.
(Leibniz, Pisma z teologii mistycznej)

***

„Będę Dziki. Nie zatrzymają mnie. Jeśli muszę się zemścić, to się zemszczę. Jeśli muszę przebaczyć, przebaczę. Jeśli muszę kochać, będę kochał. Jeśli musze odrzucić. Odrzucę. Jeśli muszę walczyć, będę walczył. Jest dla mnie jasne, że to życie – nie śmierć – będzie kierowało moimi decyzjami. Oddam życie za życie, zawsze za życie.” (Dziki, s. 344)

***

„Dziki” Guillermo Arriagi obezwładnia. Wydaje nam się, że jakoś sobie z tym tekstem poradzimy, ale w pewnym momencie on zaczyna zarządzać naszymi uczuciami znacznie bardziej, niż nam się wydaje. Zostajemy wciągnięci w wir zdarzeń i trudno nam się z nich wyplątać. Zaczynamy życie w utożsamieniu, a jest to przecież ta niezwykła, specjalna cudowność, przynależna literaturze, która pozwala nam zaistnieć w innym świecie, istniejąc jednocześnie w tym rzeczywistym. Ta cudowność polega również na tym, że obie te rzeczywistości, fikcyjna i niefikcyjna, zaczynają się przenikać w swej intensywności i stajemy się częścią wydarzenia na pograniczu światów realnego i wyobrażonego, bo owe kategorie często tracą swą odrębność.

O czym jest Dziki? O wszystkim! Jest swoistym kosmosem, aczkolwiek w specyficznym wydaniu. Ta specyfika polega na operowaniu w różnych sferach wyobrażonej rzeczywistości – rzecz dzieje się w wielkim meksykańskim mieście, ale również w bezkresnej, kanadyjskiej tundrze. Dotyka tak intymnych doznań jak miłość, wierność, lojalność czy szlachetność, a jednocześnie przeczesuje rejony ludzkiej aktywności naznaczone zbrodnią, występkiem, cierpieniem, korupcją czy przekleństwem. Operuje wśród świadomości otwartej i akceptującej, ale jednym z najbardziej wstrząsających wątków powieści jest obraz świadomości zainfekowanej dogmatyczną ortodoksją.

Dziki to powieść, która odbiera oddech. W miarę zagłębiania się w fabułę, pętla na szyi czytelnika zaciska się coraz mocniej. W tej rzeczywistości nikt nie ma lekko. Ani ludzie, ani zwierzęta. Ani kobiety, ani mężczyźni. Bez względu na wiek, wyznanie, profesje, umiejscowienie w lokalnej hierarchii czy znajomości - prędzej czy później każdy na swojej skórze odczuje okrucieństwo świata. Okrucieństwo ludzi. Ból straty. Ból fizyczny, psychiczny, obydwa. 

Guillermo Arriaga portretuje życie mieszkańców takiej dzielnicy Mexico City, do której nie zaglądają turyści. Brudne zaułki wzbudzają dreszcze. Policja robi tu co chce. Łatwo oberwać. I za coś, i za nic. Bicie, kopanie, rażenie prądem w jądra. Pełen serwis usług, od których ratują łapówki. One zresztą ratują w wielu sytuacjach. Dzięki nim policjanci widzą wybiórczo, a przestępcy są bezkarni. Gorzej, gdy ktoś płacić nie chce, jak Carlos, który zmysł do nielegalnych interesów ma wybitny, sprytu mu nie brak, ale pewnego dnia gubi go pewność siebie. Jego śmierć będzie dla jego młodszego brata ogromnym ciosem i to właśnie to wydarzenie napędza fabułę Dzikiego.

Jeśli jest ktoś, kto nie musi się martwić prześladowaniami policji, to są to "dobrzy chłopcy", członkowie Ruchu Młodzieży Katolickiej, którzy między unikaniem używania brzydkich słów, chodzeniem do kościoła, a rozmowami o tym, co boskie i praworządne, tępią wszelkie zachowania w ową boskość i praworządność godzące. Arsenał środków wychowawczych mają spory, a ich interpretacja cytatów z Pisma Świętego okazuje się zabójczo kreatywna”. (za: Ann Rychlicka, blog)

To fascynujące spektrum wszelakich aspektów zwykłości i niezwykłości składa się na ten magiczno-realistyczny świat tekstu Arriagi, poprzez który możemy dostrzec pewne elementy swoistej harmonii owego świata.

Tu zresztą, wydaje się, mieści się owa nadzwyczajność historii opowiedzianych w Dzikim, które czynią go tekstem ważnym. W wielowarstwowej i wielowątkowej powieści, gdzie czasowość i przestrzeń nie zawsze poddawane są presji przyczyny i skutku, doznajemy olśnienia harmonią świata, który pozornie jest tylko chaosem. Ta odwieczna tęsknota człowieka do porządkowania, nazywania, określania, oswajania, kategoryzowania czy nadawania wszystkiemu sensu u Arriagi jest oswajaniem Dzikiego. Ta bardzo dosłowna i jednocześnie bardzo magiczna ucieczka od nieoznaczoności prowadzi nas wprost ku zachwycającemu paradoksowi: harmonię możemy dostrzec nawet w totalnej dysharmonii – musimy jednakowoż znaleźć do tego klucz. Gdzie on się może być?

Prawdopodobnie w kolejnej, trzeciej odsłonie etymologii zdarzeń (Dziki, s.347):
- ten, który oswobadza zwierzę trzymane w niewoli
- pożegnanie tych, którzy odchodzą
- ostatni oddech
- odrzucony przez ukochana osobę
- zmarli, za którymi nadal tęsknimy
- jedyny mieszkaniec jakiegoś domu
- czujne zwierzę
- ten, który nuci sobie melodie
- ten, który uważa się za zdolnego dokonać wielu rzeczy

Poszukiwanie harmonii, a raczej doświadczenie harmonii świata jest w Dzikim kategorią wykraczającą poza poszczególne, jednostkowe opowieści czy rozdziały. Wydaje się, że jest ona organicznie wpisana w ich strukturę i działa jak stelaż czy rusztowanie, na którym buduje się wszystkie znaczenia i sensy tekstu:

„Wędrowcowi powiedziano, że na środku pustyni znajduje się wspaniała oaza, pełna najróżniejszych bogactw. Zapytał, jak ja znaleźć. Wskazano mu olbrzymią pustynię. […] Wycieńczony, niemal na czworakach doczołgał się do jej wrót. Oaza, wspaniała oaza. Wędrowiec prędko się z orientował, że dotarł do tego samego miejsca, z którego wyruszył” (Dziki, s. 245)

Guillermo Ariaga rzuca nas na pożarcie tego co, dobre i tego, co złe. Każe nam być po każdej stronie, tej właściwej i tej błędnej – nie ma innego wyjścia. Można nawet założyć, że cytowana we fragmencie przypowieść o wędrowcu, opisuje sytuację nie do uniknięcia.

Bohdan Pociej pisze w Harmonii świata:

  1. Kto dzisiaj jeszcze naprawdę wierzy w harmonię świata ("przedustawną")? Któż pojmuje ją jako realną rzeczywistość? Nasz ziemski świat jawi się nam, jako rzeczywistość nieprawdopodobnie zróżnicowana, oszałamiający galimatias, labirynt przyprawiający o zawrót głowy; coś nieskończenie wielościowego: krzyżowanie sprzecznych dążeń, ścieranie się przeciwnych tendencji, splątanie różnych nurtów, przenikanie płaszczyzn i poziomów... Cywilizacyjny pseudo-kosmos, podszyty chaosem, wciskany, "wkomponowywany" w obcy mu porządek natury (której bytu do końca nigdy nie pojmiemy); wielość pstrokata i hałaśliwa, w którą my, władzami naszego umysłu, usiłujemy wprowadzić jakiś ład, dla orientacji. Świat pozaziemski natomiast, wszechświat kosmiczny, jest już wprost nie do objęcia i nie do pojęcia... […]
  2. Czymże więc jest owa Harmonia mundi? Czy nie brzmi dziś pusto piękne hasło mojego cyklu? Jaki sens jeszcze może mieć dla nas? I jaką ma jeszcze siłę działania na wyobraźnię? Czy nie jest to już aby tylko pojęcie w swoim historyzmie zamknięte (archiwalne), pozbawione aktualnego życia? Choć każdy, kto się nim dzisiaj świadomie posługuje, musi wiedzieć o jego głębokich korzeniach w starożytności greckiej, w myśli przed-Platońskiej, i jego odrodzeniu w umysłowości wieków średnich; określa wszak ono wtedy sedno obrazu świata, żywe właściwie jeszcze przez dwa stulecia (XVI-XVII) kulminujące po raz ostatni z dawną siłą w filozofii Leibniza.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location