Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Były one i wciąż są jednym ze stałych elementów amerykańskiej polityki od czasów rewolucji. Nie mówimy o rozrywkowych teoriach głoszących, że reptalianie rządzą światem, Ziemia jest płaska i nikt nie wylądował na księżycu. Raczej o tych, które wpływają na wyniki wyborów, dzielą obywateli i kształtują politykę wewnętrzną oraz zagraniczną.

Jednym z powodów dzisiejszej popularności teorii spiskowych jest prowadzona polityka „my kontra oni”. Poza tym ludzie mają skłonność do wyjaśniania w ten sposób niezrozumiałych lub groźnych w ich pojęciu procesów i wydarzeń.

W miarę jak dochodzenie związane z procesem impeachmentu nasila się, członkowie Kongresu i media starają się dotrzeć do sedna teorii spiskowej, która leży u podstaw wszystkiego, co wydarzyło się ostatnio i ma związek z Ukrainą – opowieści o zaginionym serwerze komputerowym zawierającym dziesiątki tysięcy e-maili demokratów, który jakimś cudem i z nieznanych powodów trafił do Europy Wschodniej, konkretnie na Ukrainę, w co zamieszany jest Joe Biden, jego syn i na dodatek Chiny. Wszystko to funkcjonuje pod hasłem Crowdstrike, czyli nazwy firmy wynajętej do wykrycia i zneutralizowania hakerskich poczynań w systemach komunikacyjnych DNC.

Choć różne teorie spiskowe kojarzone są ostatnio przede wszystkim z konserwatywną prawicą i widoczną u wielu osób polityczną paranoją, to nie wolno zapominać o wpływie tego typu teorii na całą amerykańską kulturę polityczną. Na przykład kilka tygodni temu Hillary Clinton, o której nie słyszeliśmy od prawie 2 lat, nagle stwierdziła – nie posiadając na to żadnych dowodów – że rosyjski rząd przygotowuje reprezentującą Hawaje w Kongresie Tulsi Gabbard jako trzeciego, niezależnego kandydata na prezydenta, który ma osłabić potencjalny wybór demokratów.

To dziś, ale teorie takie pojawiają się przecież nieustannie. Obecny prezydent zasłynął i wypłynął na polityczną scenę głosząc, iż Barack Obama nie urodził się w USA. „Nikt o nim tam nie słyszał, to bardzo dziwne” – mówił w 2015 r. Nikt już nie słyszał, gdy podczas kampanii publicznie zmienił zdanie. Do dziś wiele osób wierzy w tamtą teorię, choć sam jej autor zmienił poglądy.

Popularności teoriom spiskowym dodaje dzisiejsza atmosfera polityczna. W mocno spolaryzowanym społeczeństwie łatwo bardzo potraktować przeciwnika politycznego jako wroga. Czasami zapominamy, że należymy do tej samej grupy kulturowej i wyznajemy podobne wartości. Mając wroga łatwiej przypiąć mu różne nikczemne czyny i plany.

Ludzie mogą dziś postrzegać teorie spiskowe jako sposób narzucenia narracji wydarzeniom, które uważają za niewytłumaczalne lub z jakiegoś powodu groźne. Naturalnym impulsem jest przecież próba nadania sensu rzeczom, które umykają logicznemu wytłumaczeniu lub wydają się przypadkowe. W tym kontekście teorie spiskowe mogą być rodzajem ścieżki prowadzącej nas przez pozornie niebezpieczne czasy.

Wielu demokratów wciąż usiłuje zrozumieć, w jaki sposób Trump wygrał wybory w 2016 r. i jeśli wygra je ponownie, na pewno pojawią się przeróżne, tłumaczące wszystko teorie. Wielu republikanów widzi zróżnicowanie demograficzne Stanów Zjednoczonych i martwi się, że zagraża to wizji białej, chrześcijańskiej Ameryki, a także przyszłości ich partii.

Niektórzy eksperci uważają również, że widzimy dziś coś nowego – teorie spiskowe pomijające całkowicie teorię. Zajmuje się tym między innymi politolog, prof. Nvory Rosenblum z Harvardu, który nazywa to konspiracjonizmem. Według niego najpierw pada zarzut, jedno słowo – „korupcja”, „zdrada”, „fałsz”, po czym poszukiwanie dowodów odbywa się później. Jeśli w ogóle.

„Dziś pomysł ten należy do politycznej prawicy, ale skoro jest skuteczny... możliwe, że inni go zaadoptują” – uważa prof. Rosenblum.

Teorie spiskowe nie są nowe

Często odzwierciedlają sposób myślenia niektórych grup - uważają ci, którzy je studiują. Niektóre okazują się prawdziwe. Niektóre zawierają ziarno prawdy. Większość jest fałszywych.

Trzeba spojrzeć szerzej na ideologiczny i konspiracyjny sposób myślenia i poznać jego historię, by zrozumieć, w jaki sposób paranoiczne myślenie o rosyjskich spiskach, które tak niepokoiło maccartystów w latach 50. i 60., wciąż obecne jest w działaniach polityków po wyborach z 2016 r. Teorie spiskowe - lub podejrzenia, że jacyś tajni agenci pracują razem w jakimś tajnym i złowrogim celu – są bowiem starsze, niż ten kraj i głoszone przez każdą partię, jaka kiedykolwiek bawiła się w politykę.

To historyk Richard Hofstadter stworzył pojęcie „paranoicznego stylu amerykańskiej polityki” wywodzącego się z XVIII wiecznego republikanizmu, ideologii postrzegającej władzę jako ambitną i pazerną, w związku z czym wolność zawsze znajdowała się w niej w defensywie. Wyznawcy tej ideologii obawiali się ekspansjonistycznych zapędów jakiejkolwiek władzy, w związku z czym rewolucjonistycznie nastawione pokolenie potraktowało brytyjskie opodatkowanie w 1763 r. nie tylko jako odstępstwo od przyjętych norm, ale również jako pierwszy krok na drodze do politycznego zniewolenia. Rewolucjoniści z tamtych czasów nie tylko narzekali na podatki i buntowali się przeciw nim, ale wyznawali polityczną teorię spiskową. Problem w tym, że zwycięstwo rewolucji i uzyskanie niepodległości nie uspokoiło ich obaw.

Pierwszy podział

Pierwszy wyraźny, dwubiegunowy podział w polityce Stanów Zjednoczonych wynikał z konspiracyjnych lęków. W latach 1790-tych konserwatywni federaliści obawiali się, że bardziej demokratyczni wyznawcy jeffersonizmu, również republikanie, chcą rozniecić w kraju rewolucję w stylu francuskim. Ultrakonserwatyści, tacy jak Timothy Dwight, zaczęli ostrzegać przed Iluminatami bawarskimi, międzynarodowym stowarzyszeniem pragnącym obalić chrześcijanizm. Zwolennicy Thomasa Jeffersona z kolei mówili o tym, że federaliści chcą zniszczyć republikę i stworzyć arystokrację w USA.

Stopień, w jakim obydwie strony wierzyły w swoje teorie, do dziś wzbudza sporo kontrowersji wśród historyków. Czy wizja Iluminatów miała pomóc konserwatystom w zwycięstwie, czy też rzeczywiście w to wierzyli? Czy zwolennicy Jeffersona faktycznie przekonani byli o monarchistycznych pragnieniach swych przeciwników? Czy też po prostu starali się wygrać wybory?

Odpowiedzi są różne, zależnie kogo zapytamy. Wiadomo na pewno, że podobnie jak dziś, wielu ludzi głęboko wierzyło we wszystko, co im mówili politycy.

Wszyscy spiskują

Teorie tego typu nigdy nie zniknęły. Przez cały XIX wiek były w różnym stopniu i formie obecne w polityce. Zwolennicy prezydenta Johna Quincy Adamsa wierzyli, iż tajna kabała przyczyniła się do porażki Adamsa z Andrew Jacksonem w 1828 r.

Kilka lat później ukazało się opracowanie ostrzegające już na pierwszej stronie, że „zagrożenia dla popularnych rządów wynikają z działań obcych krajów, które robią to na siłę bądź podstępem, a także ze skorumpowanych ambicji obywateli sięgających po zakazane, obce wpływy”. Okazało się jednak, że książka zawierająca teorie spiskowe wywołała odzew zwolenników innych teorii konspiracyjnych. Rozzłoszczony czytelnik oskarżył autora o szerzenie fałszywych informacji i oszczerstw, po czym stwierdził, iż książka na pewno powstała pod wpływem Wall Street, które jest siedliskiem tyranii bankowej, a także w wyniku spisku i osobistego zysku.

Przed wojną secesyjną wielu mieszkańców Północy obawiało się, że „mroczne” Południe kontroluje rząd za pomocą morderstw i szantażu. Popularna książka z 1864 roku, „The Adder's Den”, mówiła o próbie morderstwa prezydenta Jamesa Buchanana, polegającej na zatruciu wszystkich kostek cukru w całym National Hotel w Waszyngtonie.

Mieliśmy teorie spiskowe wymierzone w masonów, rozpowszechnione w początkach Ameryki. W XX wieku niektórzy konserwatyści twierdzili, iż fluoryzacja wody w USA była komunistycznym spiskiem mającym na celu osłabienie narodu. Zabójstwo Johna F. Kennedy'ego i nigdy niezakończone śledztwo w tej sprawie zrodziło dziesiątki teorii spiskowych, które skupiają się na Kubie, mafii, CIA i Lyndonie Johnsonie jako głównych podejrzanych.

Historie tego typu zawsze się pojawiały, ale znacznie częściej zaczęto o nich słyszeć w XIX i XX wieku, aż w końcu niecałe 100 lat temu powstało określenie używane przez nas na co dzień, czyli „teorie spiskowe”, na określenie niektórych wydarzeń politycznych minionych wieków – informuje Oxford English Dictionary. Określenie stało się bardzo popularne w okresie maccartyzmu, co z kolei zainspirowało historyka Hofstadtera do użycia określenia „styl paranoiczny” podczas wykładów w Cambridge University w latach 1958 – 1959, a następnie rozwinięcia go w 1964 r. w opracowaniu na temat wzrostu znaczenia ultraprawicowego skrzydła partii republikańskiej.

Obawy demokratów związane z rosyjskim spiskiem dotyczącym wyborów w 2016 r. również należy zaliczyć do opisywanych zachowań, nawet jeśli istnieją podstawy wiary w konspiracyjną działalność obcego rządu i ingerencję w politykę krajową. Jak napisał kiedyś Joseph Heller – „To, że jesteś paranoikiem, wcale nie znaczy, że oni nie chcą cię dopaść”.

Demokratyczne oskarżenia dotyczące rosyjskiej ingerencji w wybory wywołały kontratak republikanów, którzy zaczęli głosić spiskowe teorie dotyczące byłego wiceprezydenta Joe Bidena i jego syna. Chodzi o ingerencję Bidena w ukraińską politykę w celu ochrony interesów biznesowych jego syna. Mimo usilnych starań nikt jak dotąd nie znalazł nawet okruchu informacji potwierdzających głoszoną teorię. Wszystko wskazuje natomiast na to, że jest to działalność sympatyków obecnego prezydenta, mająca osłabić kandydaturę Bidena w nadchodzących wyborach. Podobno autorem jej jest Peter Schweizer, konserwatywny autor i dziennikarz Breitbart. Schweizer jest także prezesem organizacji założonej przez Stephena K. Bannona i finansowanej przez miliardera, magnata funduszu hedgingowego, Roberta Mercera, największego zwolennika prezydenta Trumpa. W 2018 r. Schweizer opublikował książkę zatytułowaną „Tajne imperia”, która zawierała rozdział o rodzinie Bidenów na Ukrainie.

Jak widać, jedna teoria spiskowa wywołuje inną, co prowadzi do zamieszania, w którym najbardziej stratny może okazać się ten, dla którego korzyści wszystko to zostało stworzone.

Ludzie, którzy czują bezsilność, głoszą i przyciągają teorie spiskowe - mówią eksperci. W ten sposób tłumaczą sobie źródła własnych problemów. Ale czasami teorie te są również atrakcyjne dla posiadających władzę, zwłaszcza jeśli zaczynają pojawiać się kompleksy lub niepewność co do trwałości ich pozycji.

Nikt nie jest odporny

Teorie spiskowe są nie tylko dla ludzi, którzy noszą przysłowiowe czapki z aluminium. Eric Oliver, profesor politologii na Chicago University mówi, że był to dla niego spory szok, gdy wiele lat temu zaczął studiować teorie spiskowe.

„Jeśli weźmiesz ankietę wymieniającą pięć lub sześć popularnych teorii spiskowych, takich jak to, że np. NASA sfałszowała lądowanie na Księżycu lub że Lee Harvey Oswald był podstawiony przez CIA, połowa wszystkich respondentów oznaczy przynajmniej jedną jako prawdziwą”.

Oliver zauważył, iż największą wiarą w społeczeństwie cieszy się teoria, iż FDA wstrzymuje lekarstwo na raka w wyniku presji ze strony wielkich firm farmaceutycznych.

Spiskowych teorii będzie coraz więcej, gdyż media społecznościowe są doskonałym medium do ich propagowania. W tej chwili dominuje w tym prawica, ale druga strona też nie jest odporna na myślenie spiskowe. Podobno powtarzanie prawdy w obliczu teorii spiskowej jest jednym ze sposobów walki z nią. Ale chyba jednak wiedza, oczytanie i poszukiwanie jest równie ważne. Mamy więc dwie grupy: intuicyjną - czerpiącą z własnych uczuć i instynktów, oraz racjonalną, poświęcającą więcej czasu na badania i fakty. Między nimi w tej chwili mamy przepaść.

Na podst.: csmonitor, businessinsider, washingtonpost, Wikipedia
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location