----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

***

Kto ich nie doświadcza? Nawet święci, a może nawet przede wszystkim oni, zmagają się z tymi wyznacznikami ciemnej strony naszego osobowościowego księżyca. Mroczności, które nas dopadają mają różne źródła. Mogą być efektem naszego stadnego, z natury rzeczy, funkcjonowania, ale mogą też być dziedziczone – i tu zaczyna się niezwykłość tego, co ogólnie można nazwać życiem w traumie.

***

„Nie zaczęło się od ciebie – jak dziedziczona trauma wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces?” -  Mark Wolynn

***

Co to jest trauma?

Trauma to bardzo silne przeżycie, porównywalne z ekstremalnym stresem. Może mieć długotrwałe i trudne do odwrócenia skutki. Objawami traumy są m.in. odrętwienie psychiczne i szok. Działania osoby biorącej udział w traumatycznym wydarzeniu są świadome, ale w wielu przypadkach - szybko wymazywane z pamięci. Często najtrudniejsze i długotrwałe jest dochodzenie do siebie. Zdarza się, że całkowity powrót do stanu sprzed traumy nie jest możliwy.

Co powoduje traumę?

Trauma, czyli pewnego rodzaju uraz psychiczny, to stan wywołany nagłym czynnikiem zagrażającym życiu lub zdrowiu. Zwykle prowadzi do poważnych zmian utrudniających codzienne funkcjonowanie człowieka, w konsekwencji utrwala trudności uniemożliwiające powrót do stanu pierwotnego. Często owe trudności układają się w konfigurację objawów mogących tworzyć jednostki medyczne, takie jak ostra reakcja na stres lub zespół stresu pourazowego.

Pojęcie traumy zwykle związane jest z nagłymi sytuacjami takimi jak:

  • wypadek komunikacyjny,
  • napad,
  • pobicie,
  • śmierć bliskiej osoby,
  • gwałt.

Czynnikami urazowymi mogą być zarówno pojedyncze wydarzenia o skrajnie negatywnym ładunku emocjonalnym, jak i powtarzające się nieco łagodniejsze bodźce, które występują na tyle często, że w konsekwencji również prowadzą m.in. do okresowego obniżenia nastroju, ograniczenia aktywności, lęku, trudności ze snem itp. Przykładem sytuacji trwającej długo lub powtarzającej się, prowadzącej do urazu może być doświadczenie przemocy domowej, mobbingu w pracy, prześladowań w szkole itp. (za: Patrycja Szeląg-Jarosz, Centrum Rozwoju Osobistego)

***

Żeby było ciekawiej, owe traumy, które nas dopadają, czy tego chcemy czy nie, mają dwojakie zakorzenienie. Pierwsze są nasze i tylko nasze, drugie wprawdzie nasze, ale jednocześnie nie nasze, bo odziedziczone.

Pierwsza grupa tego, co nas wciąga w mrok, to rzecz jasna, doświadczenia wynikające z obcowania z innymi. Tak jakoś się dziwnie dzieje, że bycie wśród ludzi jest w dużej mierze naznaczone doświadczaniem negatywnych emocji. Obawa czy strach przed tym, jak inni mogą nas postrzegać i oceniać prowadzi w wielu wypadkach do obezwładniającego poczucia zagrożenia z bycia odrzuconym, potępionym czy nieakceptowanym. W gruncie rzeczy dużą cześć naszych społecznych działań poświęcamy na wypracowanie sposobu na bycie zaakceptowanym, bo w przeciwnym wypadku skazujemy się na wyobcowanie i w efekcie tego, na destrukcyjną samotność. Temu wszystkiemu możemy terapeutycznie zaradzić w mniej klub bardziej skuteczny sposób. Wiemy przynajmniej, że jest to coś, czego doświadczyliśmy osobiście i nawet, jeśli owe sprawy chowamy gdzieś głęboko w podświadomości, to wygrzebywanie ich stamtąd jest grzebaniem się we własnym bałaganie.

***

Zupełnie inaczej mają się sprawy z traumatycznymi doświadczeniami, które niesiemy w swoim genetycznym bagażu, jaki dostaliśmy w spadku od naszych poprzedników. Jest to zupełnie niesamowite i porażające, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy częścią łańcucha wydarzeń, na który nie mieliśmy żadnego wpływu, a który bardzo często determinuje nasze postępowanie w sposób bezwzględny. Rodzinny układ zależności nie dotyka bowiem jedynie genetycznego tygla nas i naszych rodziców. Może bowiem trwać i determinować wydarzenia dotyczące członków rodziny nawet przez cztery pokolenia. Można temu dać kres wcześniej, ale do tego potrzebne jest wypracowanie metody terapeutycznej, która polega na uświadomieniu sobie, że my to nie tylko my, ale też inni przed nami.

Powraca tu fundamentalne pytanie:

- czy mogę być sobą, a jeśli tak lub nie, to na ile?

Jest to w dużej mierze retoryczna kwestia, bo trudno określić procentowo ilość „siebie” w sobie, biorąc pod uwagę fakt, iż jesteśmy tworami niesłychanie skomplikowanymi genetycznie. Pisze o tym Mark Wolynn w fascynującej książce „Nie zaczęło się od ciebie – jak dziedziczona trauma wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces?”:

„Historia, którą dzielisz z rodziną, zaczyna się jeszcze przed chwilą twojego poczęcia. W swojej najwcześniejszej biologicznej formie, jako niezapłodniona komórka jajowa, dzieliłeś już środowisko komórkowe ze swoją matką i babcią. Kiedy twoja babcia była w piątym miesiącu ciąży z twoją matką, komórka blastyczna komórki jajowej, z której powstałeś, była już obecna w jajnikach twojej matki”. (s.38)

***

„Wiedząc, że emocje mogą być komunikowane biologicznie i że w macicy aż trzy pokolenia dzielą to samo środowisko biologiczne, spróbuj wyobrazić sobie taką sytuację: miesiąc przed narodzinami twojej matki, twoja babcia dowiaduje się, że je mąż zginął w wypadku. Ponieważ oczekiwanie na dziecko daje mało miejsca na żałobę, babcia prawdopodobnie wycofałaby swoje emocje do ciała, które dzieli teraz z córką i wnuczką. Ty i twoja matka, gdzieś głęboko w środku, z miejsca, które łączy was wszystkie, będziecie coś wiedziały o tym bólu.” (s.43)

Trudno nie zadać pytania, dlaczego musimy zmagać się z tym wszystkim złem, które przechodzi na nas z poprzednich pokoleń? Dlaczego to, co dobre i jasne jest w tym układzie dziedziczności drugorzędne? Przecież to nie ma sensu!

Okazuje się jednak, że ma, a wszystko ma swoje wyjaśnienie w tej ogromnej części naszego genomu, który dzielimy z naszymi braćmi mniejszymi:

„Biolodzy ewolucyjni potwierdzają tezę, że dwie trzecie neuronów ciała migdałowatego zajętych jest poszukiwaniem zagrożenia. Dlatego bolesne i przerażające zdarzenia są łatwiej przechowywane w pamięci długotrwałej niż te przyjemne. Naukowcy nazywają ten mechanizm prymowaniem negatywnym (negativity bias). Mechanizm ten jest konieczny, ponieważ przetrwanie zależy od umiejętności uniknięcia niebezpieczeństwa. Umysł jest jak rzep, kiedy chodzi o negatywne doświadczenia, twierdzi neuropsycholog Rick Hanson, i jak teflon, gdy chodzi o pozytywne”. (s.105)

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location