----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Czy irański biznesmen, który po raz pierwszy udaje się do Stanów Zjednoczonych, by spotkać się z potencjalnymi amerykańskimi klientami, zostanie teraz wpuszczony do tego kraju? Czy syryjska rodzina, która właśnie złożyła dokumenty o przyznanie statusu uchodźców, będzie mogła kontynuować ten proces? Czy obywatel Jemenu, który kupił już bilet i zarezerwował hotel, będzie mógł wjechać w USA? Podobnych pytań jest wiele, pojawiają się po tym, jak po decyzji Sądu Najwyższego w życie wszedł w czwartek dekret imigracyjny prezydenta Trumpa zablokowany wcześniej przez sądy niższych instancji. 

Sąd Najwyższy USA zajmie się prezydenckim rozporządzeniem ponownie w październiku. Nowe przepisy do tego czasu będą miały wpływ na podróże milionów ludzi na całym świecie.

Tuż po poniedziałkowym orzeczeniu Sądu Najwyższego, zgodnie określonym jako zwycięstwo prezydenta Trumpa, jego administracja wprowadziła odblokowane przepisy imigracyjne w życie w ciągu 72 godzin.

W czwartek Stany Zjednoczone wprowadziły 90-dniowy zakaz wjazdu obywateli Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu, którzy nie mają żadnych wcześniejszych powiązań z tym krajem.

Zawieszono również na 120 dni program przyjmowania wszystkich uchodźców.

Administracja rozpoczęła także  przegląd procedur weryfikacji pod kątem związków z terroryzmem podróżnych z wszystkich krajów i może skłaniać się do kolejnych ograniczeń podróży wobec większej liczby krajów.

Tuż po orzeczeniu Sądu Najwyższego adwokaci imigracyjni zaczęli przygotowywać pozwy przeciwko administracji. Jednocześnie pojawiło się wiele wątpliwości dotyczących egzekwowania nowych przepisów.

Dekret imigracyjny podpisany przez prezydenta Donalda Trumpa 6 marca był łagodniejszą wersją poprzedniego, który zabraniał wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywatelom siedmiu państw z większością muzułmańską.

Z grupy państw, wskazanych przez poprzedni dekret, wyłączono Irak. Departament Bezpieczeństwa Kraju uzasadniał, że taką decyzję podjęto, ponieważ władze Iraku zgodziły się na szerszą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, jeśli chodzi o wymianę informacji.

Oba dekrety zostały zablokowane przed wejściem w życie przez sędziów sądów federalnych. Biały Dom odwołał się do sądu apelacyjnego, ale ten podtrzymał decyzję niższych instancji. Departament Sprawiedliwości sprawę skierował do Sądu Najwyższego USA.

Dziewięciu sędziów rozpatrywało prośbę administracji prezydenta Trumpa, by decyzja o tymczasowym uchyleniu wyroków sądów niższych instancji weszła od razu w życie. Sąd Najwyższy do sprawy jednak powróci w październiku, by wysłuchać argumentów stron i wtedy wyda wyrok.

Sąd Najwyższy orzekł w poniedziałek, że w życie może wejść zakaz wjazdu cudzoziemców, którzy nie mają związków personalnych bądź formalnych z USA. W praktyce oznacza to, że obywatele Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii oraz Jemenu, którzy posiadają w Stanach Zjednoczonych rodzinę, nie będą objęci zakazem.

Dotyczy to także obywateli tych krajów, którzy zostali przyjęci na studia czy dostali pracę w Stanach Zjednoczonych. Dekret nie obejmie także uchodźców, który otrzymali już zgodę na wjazd do USA.

Dyrektor Centrum Praw Imigrantów na Penn State Law, Shoba Sivaprasad Wadhia, obawia się, że pracownicy Departamentu Stanu, którzy decydują o przyznaniu wiz oraz agenci Urzędu Imigracyjnego, którzy sprawdzają zagranicznych turystów na amerykańskich lotniskach, będą mieli bardziej restrykcyjne podejście do nowych przepisów.

Dlatego Wadhia oraz przedstawiciele organizacji proimigracyjnych mobilizują zespoły prawników, które będzie można rozmieścić na lotniskach, aby pomóc zatrzymanym podróżnym.

Amnesty International złożyła już wniosek na podstawie ustawy o dostępie do informacji, o ujawnienie wytycznych administracji dla agentów Urzędu Imigracyjnego na lotniskach, którzy będą decydować o tym, którzy podróżni z sześciu państw muzułmańskich wymienionych w dekrecie są objęci zakazem wjazdu do Stanów Zjednoczonych.

"Opinia publiczna musi wiedzieć, co dokładnie robią agenci (Urzędu Imigracyjnego) na lotniskach w kraju" - powiedziała Margaret Huang, dyrektor wykonawcza Amnesty International USA.

Inni twierdzą, że zakaz podróży został już znacznie złagodzony przez administrację Trumpa i dalej ograniczony przez Sąd Najwyższy - tym samym liczba osób niekwalifikujących się do wjazdu będzie bardzo mała.

Zrewidowany dekret (wersja z marca) pozwala na wjazd do Stanów Zjednoczonych wszystkim legalnym rezydentom, osobom z wizami krótkoterminowym, dyplomatom i pracownikom organizacji międzynarodowych.

Zakaz dotknie głównie tych, którzy nie mają żadnych związków ze Stanami Zjednoczonymi, na przykład osoby, które chciały tutaj wjechać pierwszy raz w celach turystycznych.

Prawdopodobnie nieliczni Jemeńczycy planują podróż do Disney World lub Somalijczycy miesiąc miodowy na Hawajach. "Nie wiem, ile jest takich osób" - powiedział Ilya Shapiro, konstytucjonalista z libertariańskiego Instytut Cato.

Z danych Departamentu Stanu za ubiegły rok wynika, że do Stanów Zjednoczonych przybyło zaledwie 110,365 turystów z tych sześciu krajów objętych zakazem: Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu.

"Ogólnie rzecz biorąc, stosunkowo niewielu osobom z tych krajów wydaje się wizy turystyczne" - powiedział Matthew Collinson, adwokat imigracyjny - "Jest wyjątkowo trudno udowodnić, że wrócą do kraju, w którym panuje społeczny niepokój lub gdzie ich życie jest zagrożone”.

Decyzja Sądu Najwyższego oraz wejście w życie zakazu jest ostro krytykowane w krajach Bliskiego Wschodu.

"To dla mnie wielkie rozczarowanie" - powiedział w rozmowie z dziennikarzem agencji Reutera 52-letni Sudańczyk, który chciał odwiedzić krewnych w Stanach Zjednoczonych.

"Podróżowałem wcześniej do Ameryki i nie wiem, dlaczego nie będę mógł podróżować (teraz), podczas moich poprzednich wizyt nie złamałem prawa amerykańskiego" - stwierdza inny mieszkaniec Chartum, stolicy Sudanu, zachowujący anonimowość.

Obywatele Iranu po amerykańskie wizy muszą się udać do ambasady Stanów Zjednoczonych w stolicy Turcji - Ankarze. Waszyngton nie utrzymuje bowiem stosunków dyplomatycznych z Iranem i nie ma w Teheranie swojej placówki.

"Jaki jest powód wprowadzenia tego nowego prawa?" - zastanawia się w rozmowie z dziennikarzem Reutersa Masoud, 28-letni inżynier, który ubiegał się o wizę studencką po przyjęciu na program doktorancki na uniwersytecie w Dallas, w Teksasie. "To niesprawiedliwe" - stwierdza.

27-letnia Nima ma nadzieję, że dostanie wizę, by skończyć studia w Stanach Zjednoczonych.

"Mam tylko nadzieję, że szybko i na czas otrzymam wizę" - mówi Iranka - "Nie wiemy do czego to doprowadzi, ale chciałabym, aby usunęli Iran z tej listy krajów".

Administracja chce uniknąć na pewno chaosu na lotniskach, jak to miało miejsce w momencie, gdy wprowadzono na krótko pierwszy dekret imigracyjny na początku roku, później zablokowany przez sądy federalne.

Obowiązywanie tych przepisów zostało w lutym zawieszone przez sędziego federalnego z Seattle. Także sąd apelacyjny z San Francisco jednogłośnie podtrzymał tę decyzję. Wprowadzenie dekretu wywołało też wielotysięczne protesty.

Departament Bezpieczeństwa Kraju (Homeland Security) w wydanym oświadczeniu stwierdził, że zakaz będzie wprowadzany w życie "profesjonalnie, we współpracy z partnerami branży turystycznej” oraz “z jasnym i wystarczająco wczesnym ostrzeżeniem dla opinii publicznej, zwłaszcza dla osób podróżujących, których może to dotyczyć".

David Leopold, były prezes Zrzeszenia Amerykańskich Prawników Imigracyjnych, uważa, że orzeczenie Sądu Najwyższego dało "grunt pod debatę prawną dotyczącą kontaktów obywateli z krajów objętych zakazem z obywatelami w Stanach Zjednoczonych".

"Decyzja Sądu Najwyższego, choć w pewnym stopniu pomocna, doprowadzi do poważnych sporów sądowych dotyczących osób, które będą udowadniać, że mają wymagane związki personalne bądź formalne (rodzina, praca), aby wjechać do Stanów Zjednoczonych" - ocenił Andrew Arthur z Ośrodka Studiów imigracyjnych.

Jego zdaniem orzeczenie może mieć niekorzystny wpływ na pewne grupy zawodowe, ludzi, którzy przemieszczają się między krajami. Na przykład lekarze z Iranu zatrudnieni przez amerykańską firmę. W ich sprawie wszystko może zależeć od ram czasowych.

"Lekarzom z Iranu z (obecną) ofertą pracy ze szpitala w USA będą prawdopodobnie wydawane wizy, jeżeli nie pojawią się zastrzeżenia w kwestiach związanych z bezpieczeństwem" - powiedział Kolken. Ale jeśli w przeszłości był związek, ale nie istnieje prawdopodobieństwo przyszłych relacji, taki lekarz na pewno zostanie objęty zakazem wjazdu do Stanów Zjednoczonych - dodał.

"Mamy wielu zagranicznych lekarzy, badaczy, specjalistów IT i innych, którzy kwalifikują się do uzyskania pracowniczych i specjalnych wiz. Większość, jeśli nie wszyscy, mają dobre związki z pracodawcami z USA" - podkreślił Leopold.

Jednocześnie surowo ocenił politykę imigracyjną administracji Trumpa. "Celem tej administracji jest zakłócenie i spowolnienie procesu wizowego. Antyimigracyjni ekstremiści ustalający politykę administracji Trumpa najpewniej umieściliby ogromny napis "‘Closed for Business’" na Statule Wolności. Taka izolacyjna polityka będzie bolesna i kosztowna dla Ameryki" - uważa były prezes Zrzeszenia Amerykańskich Prawników Imigracyjnych.

Andrew Arthur z Ośrodka Studiów imigracyjnych, mówi, że należy pamiętać, iż zakaz wjazdu obywateli z sześciu krajów z większością muzułmańską od samego początku był tymczasowy.

"Administracja próbuje określić, jakie dodatkowe wymagania musimy wprowadzić, aby upewnić się, że osoby, które stwarzają zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, nie będą mogły tutaj wjechać" - podkreślił.

Prezydent Trump od samego początku argumentował, że celem jego dekretu jest zmniejszenie zagrożenia terrorystycznego do czasu wypracowania skuteczniejszego systemu weryfikacji imigrantów i uchodźców.

Jednak przeciwnicy argumentowali, że dekret jest antymuzułmański i dyskryminuje ze względu na religię, gdyż kraje objęte zakazem są w większości muzułmańskie.

Departament sprawiedliwości we wniosku złożonym w trybie pilnym w Sądzie Najwyższym argumentował, że sądy w Wirginii i Maryland popełniły błąd, bo uwzględniły w swoich orzeczeniach wypowiedzi Donalda Trumpa z kampanii wyborczej, a więc zanim został zaprzysiężony na prezydenta. Trump apelował m.in. o całkowite zakazanie muzułmanom wjazdu do Stanów Zjednoczonych.

Administracja prezydenta Trumpa udostępni więcej informacji dotyczących wdrażania dekretu po konsultacjach z Departamentem Stanu i Departamentem Sprawiedliwości.

Kilka agencji federalnych ma sporządzić listę krajów, które nie dostarczą wystarczających informacji na temat obywateli, którzy próbują wjechać do Stanów Zjednoczonych. Rządy krajów umieszczonych na liście mają 50 dni na dostarczenie dodatkowych informacji.

Pod koniec tego procesu prezydent Trump zdecyduje, czy narzucić nowe ograniczenia w podróżowaniu w stosunku do obywateli danego kraju.

Jeśli administracja zakończy przegląd procedur zgodnie z harmonogramem - we wrześniu - może to wyeliminować zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych osobom z Libii, Iranu, Somalii, Sudanu, Syrii oraz Jemenu. Posiedzenie Sądu Najwyższego ws. konstytucyjności dekretu zaplanowano na 2 października. Jeśli administracja po zakończeniu przeglądu procedur sprawdzania podróżnych, utrzyma zakaz, sędziowie wysłuchają argumentów stron, by rozstrzygnąć, czy zakaz narusza zapisy konstytucji dotyczące wolności wyznania.

Jeśli administracja narzuci ograniczenia w podróży wobec jeszcze większej liczby krajów, na pewno posypią się nowe pozwy.

Joanna Trzos

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location