----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

***

nie osiągniemy sprawiedliwości, póki ci, którzy nie zaznają krzywd, nie poczują równie wielkiego oburzenia, jak ofiary

***

Jak to możliwe, że ocalałeś?

***

"Oca­la­łeś, bo by­łeś pierw­szy.
Oca­la­łeś, bo by­łeś ostat­ni.
Bo sam. Bo lu­dzie. Bo w lewo. Bo w pra­wo.
Bo pa­dał deszcz. Bo pa­dał cień.
Bo pa­no­wa­ła sło­necz­na po­go­da."

(Wisława Szymborska "Wszelki wypadek")

***

„…mówiono, że daliśmy się zaprowadzić na śmierć, jak barany na rzeź. Publicznie powiedział tak nawet Aba Kowner, działacz ruchu oporu, poeta. Nigdy nie mogłam mu tego wybaczyć. Uważał, że powinniśmy byli się buntować, stawiać opór. Jak?” (s.226)

***

No właśnie. JAK? Halina Birenbaum opowiada swoją historię wojenną i powojenną Monice Tutak-Goll w książce zatytułowanej „To nie deszcz, to ludzie”. Jest to tekst wyraźnie odmienny w swej istocie od ogromnej ilości tytułów poświęconych Zagładzie. Literatura opisująca doświadczenie holocaustu z istoty swej skazuje czytelnika na dotknięcie sytuacji granicznej, czyli takiej, która wyrzuca nas w inny wymiar istnienia, katapultuje tam, gdzie rzadko, albo w ogóle nie bywamy. Uczestnicząc w wydarzeniach, które niosą owe teksty, stajemy się nie tylko ich częścią, ale też zaczynamy być świadkami tego, o czym czytamy. To rzecz jasna nie dotyczy tylko i wyłącznie literatury opisującej zagładę Żydów w czasie ostatniej wojny, ponieważ jest istotną cechą odbioru czytelniczego w ogóle, jakkolwiek „graniczność” literatury holocaustu nakłada na odbiorcę szczególną rolę w procesie projekcji – identyfikacji. Otóż w ogromnej mierze są to teksty dokumentalne - albo inaczej - takie, w których fikcja nie jest strukturalną dominantą. Ich prawdziwość nie ogranicza się jedynie do rzeczywistości zawartej między okładkami tekstu. Sytuacji granicznych, z którymi mamy do czynienia w trakcie lektury, nie można wsadzić „między bajki”, bo nawet jeśli owe wspomnienia miałyby taką bajkową formę, co przybrało niezwykły wymiar w tekstach Zofii Posmysz, autorki kultowej Pasażerki, sfilmowanej przez Andrzeja Munka, to jest to jedynie kolejna próba dania świadectwa niemożliwemu. Zawsze jest to - czy to pośrednia, czy też bezpośrednia - próba odpowiedzi na to fundamentalne pytanie: jak to było możliwe? Jedną z najbardziej kontrowersyjnych, literackich odpowiedzi na ten problem, była potężna objętościowo i znaczeniowo powieść Jonathana Littella „Łaskawe”:

/"Analność zła" – (analité du mal) skwitował dzieło Littella francuski filozof Philip Sollers, nawiązując do słynnej książki Hannah Arendt relacjonującej proces Eichmanna. "Łaskawe" przekonują, że absolutne zło, jakie uaktywnił nazizm, jest skutkiem złamania wszystkich tabu, zakazów, dzięki którym społeczeństwo może funkcjonować, mimo czającej się gdzieś w głębi pierwotnej przemocy. Wyrafinowana kultura oprawców to jedynie pusta skorupa./

Gdzie zatem jest i w jaki sposób kształtuje się odmienność podejścia Haliny Berenbaum do próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, które inicjuje zaimek pytający JAK? Jak to było możliwe, że…

***

Wydaje się, że cała tajemnica leży w osobowości autorki i jej podejściu, czy też próbie zrozumienia świata, którego fragmentu przyszło jej doświadczyć. Mówienie o czasach Zagłady bez emfazy i użycia przymiotników wyłącznie w superlativie jest rzadkie i chyba do końca niemożliwe. Halinie Birenbaum to się udało. Opowiada o swym doświadczeniach z perspektywy osoby z przepracowaną traumą, która potrafi postawić się obok tego, z czym miała do czynienia:

„Przeszłość żyje obok mnie, ale ja nie żyję przeszłością”

Oczywiście opowiadanie z tej perspektywy to zupełnie co innego niż codzienne przeżywanie czasu po Zagładzie. Są demony, których żadna terapia nie jest w stanie pozbawić istnienia i to też w książce „To nie deszcz, to ludzie” jest oczywiste.

***

W zawsze inspirującym magazynie PISMO z października 2018 roku znalazłem artykuł Niny Witoszek „Rewolucja gęsi”, w którym możemy przeczytać, iż:

/Ludzka walka o godność – projekt przede wszystkim kulturowy i etyczny, często niezrozumiały dla ekspertów z dziedziny polityki – od zawsze nierozerwalnie wiązała się ze zdolnością rozumowania i odczuwania empatii oraz z pragnieniem szacunku. Empatia pobrzmiewa w słowach Solona: nie osiągniemy sprawiedliwości, póki ci, którzy nie zaznają krzywd, nie poczują równie wielkiego oburzenia, jak ofiary. Jej duch przenikał słuchaczy Jezusa z Nazaretu, Mahatmy Gandhiego i Martina Luthera Kinga. Zafrapował też prezydenta Abrahama Lincolna, który, spotkawszy Harriet Beecher Stowe, autorkę Chaty wuja Toma, rzekł: „A więc to pani jest kobietką, która rozpętała tę wielką wojnę!/. (s.83-86)

Można przyjąć, że przesłanie zawarte w zdaniu: „nie osiągniemy sprawiedliwości, póki ci, którzy nie zaznają krzywd, nie poczują równie wielkiego oburzenia, jak ofiary” jest celem, jaki wyznaczyła sobie Halina Birenbaum dla swej aktywności w przywracaniu pamięci. Jej literackie i społeczne działania skupiają się głównie na dotykaniu rzeczywistości wojny i powojnia poprzez wyciąganie z pamięci konkretnych, często bardzo prywatnych zdarzeń i osobistych doświadczeń. Coś na kształt oglądania albumu rodzinnego, z którego poginęły, albo zostały wyrwane, niektóre kartki. Mówi o tym wielokrotni w trakcie wywiadu:

„Zawsze myślę o tym, że tyle mówi się o okrucieństwach w Auschwitz, o zabijaniu, a tak mało mówi się o życiu, które tu było, czyli nie mówi się całej prawdy. Tu masz tę sytuację: kogoś pokochałaś, komuś byś współczuła, z czegoś byś była zadowolona. Ktoś ci powiedział dobrze słowo, ktoś nie nadepnął na ciebie, nie ukradł ci chleba spod głowy. O tym trzeba mówić. Dlatego opowiadam”. (s. 177)

Ale:

„W Izraelu, jak tylko powstał, panowała taka atmosfera, byśmy o tym nie opowiadali. Że to wstyd, że nie walczyliśmy, że przeniesiemy traumę na następne pokolenia, że to przeszkodzi wychowywać młodzież w walce o państwo, że nie odpowiada duchowi walki to, co było w Shoah. Bardzo dużo wypowiadałam się i pisałam na ten temat. Bolało, jak można było dzielić nas na sorty: ‘bohaterskich bojowników’ i ‘pasywne ofiary’. Na tych, którzy uciekli, ukryli się w lasach, w klasztorach, dołączyli do partyzantów, i tych, którzy zostali zamknięci, zamęczeni w obozach zgłady, spaleni w krematoriach, uznając ich za tchórzy, którzy ‘nie wzięli losu w swoje ręce’. I czy ja powinnam się dziwić, że moi synowie nie chcieli słuchać o Holocauście, skoro w szkole wmawiano im takie rzeczy? To się dopiero później zmieniło, ale ten język nadal jest tu obecny.” (s.226)

W wspomnianym już artykule „Rewolucja gęsi” Niny Witoszek, który nakłada się na inne aspekty walki, czy raczej powolnego rozmontowywania totalitarnego, reżimowego układu społecznego, możemy przeczytać:

„Istnieją przesłanki, by twierdzić, że pokojowy, oparty na godności opór wobec tyranii stanowi skuteczniejsze narzędzie zmiany reżimu, aniżeli podporządkowanie lub brutalna walka zbrojna. […] strajki, protesty, bojkoty i wszelkie formy pokojowego oporu obywatelskiego pozostają najskuteczniejszą strategią zmiany społecznej lub politycznej w obliczu ucisku”. (s. 83)

Naprawdę? Potrzebujemy chyba więcej zaimków pytających o przysłówek: jak, gdzie, kiedy – żeby znaleźć odpowiedź, czy rzeczywiście tak jest, a jeśli tak, to na ile?

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location