----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W najbliższych dniach obchodzić będziemy okrągłe rocznice dwóch robotniczych zrywów z okresu PRL – Poznańskiego Czerwca 1956 roku oraz protestów z Radomia, Ursusa i Płocka w 1976 roku. Dlaczego wybuchły i jakie było ich znaczenie?

Polska pierwszej połowy lat 50. jest szarym, pełnym strachu i rozgardiaszu państwem, w którym rządzący komuniści postanowili przeprowadzić odgórną rewolucję, nazywaną stalinizmem. Po tym, jak zdławiono opór podziemia zbrojnego i opozycji, zabrano ziemię „obszarnikom” i fabryki „burżujom”, rozpoczęto kolejny etap wielkiej zmiany – przekształcenia Polski w kraj z rozbudowanym przemysłem i pracującą w tym przemyśle klasą robotniczą, czyli zapleczem rządów komunistycznych. W praktyce oznaczało to forsowne tworzenie nowych fabryk, migrację ludności ze wsi do miast i osiedli przyfabrycznych, próby kolektywizacji, czyli upaństwowienia rolnictwa, ale także intensywne zbrojenie się, rządy terroru czy wszechobecną propagandę. Jeśli w Polsce kiedyś komunizm zbliżył się do totalitarnego wzorca, to miało to miejsce właśnie gdzieś między 1949 a 1954 rokiem.

Już jednak od 1955 roku, pod wpływem „odwilży” w ZSRR po śmierci Stalina, zaczęto uzmysławiać sobie, że wielki projekt stalinowski nie odniósł sukcesu. Przemysł osiągnął postęp, jednak gospodarka była słaba, krztusiła się pod wpływem wielkiego skoku. Plan 6-letni nie powiódł się, nie produkowano towarów konsumpcyjnych, głód i bieda coraz bardziej doskwierały Polakom. Jednocześnie zauważono, że stalinowski komunizm nakładał społeczeństwu niespotykane wcześniej kajdany: zastraszał, tłamsił wolność, prowadził do dwumyślenia – udawania w życiu oficjalnym i negowania tego w życiu prywatnym.

Z tego zawodu, w momencie, gdy zaczęto o tym głośno mówić, 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu robotnicy z zakładów Hipolita Cegielskiego (wówczas imienia Stalina) wyszli na ulice, żądając symbolicznie „chleba i wolności”. Postulaty społeczne – sprzeciw wobec zawyżaniu norm i podwyżek cen, złych warunkom pracy – połączyli ze sprzeciwem wobec dyktatury, która ograniczała wolność, walczyła z Kościołem katolickim i podporządkowywała Polskę Związkowi Radzieckiemu. Szacuje się, że w wielkiej demonstracji w centrum Poznania wzięło wówczas udział 100 tys. ludzi.

Władza nie mogła pozwolić na taki protest. Do walki z demonstracją, która przybierała coraz bardziej gwałtowną formę (łącznie ze szturmem na siedzibę UB), skierowano oddziały wojskowe, uzbrojone w czołgi i broń maszynową. W starciach ulicznych zginęło 58 osób, setki były ranne. W radiu premier Józef Cyrankiewicz informując o tych „wydarzeniach” zapewniał, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Minęło 20 lat, w międzyczasie władzę objął Władysław Gomułka, który w 1968 roku wysłał ZOMO na protestujących studentów, a w 1970 roku kazał strzelać do strajkujących robotników na Wybrzeżu. Po nim władzę objął Edward Gierek, który próbował rządzić w sposób jak na komunistów „liberalny” – ograniczono cenzurę, postawiono na konsumpcję, Polska miała rozwijać się dzięki inwestycjom sfinansowanym z zachodnich kredytów. Znowu wróciła intensywna industrializacja, teraz już jednak z trochę bardziej ludzką twarzą. Zagospodarowano całe pokolenie powojennego baby boom, budowano osiedla mieszkaniowe z wielkiej płyty, pozwolono szerokim strumieniem wyjeżdżać na wczasy do innych demoludów. Mówiąc sloganem z epoki: „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”.

Jednak ponownie gospodarka dostała zadyszki – nie udało się na serio zrealizować ambitnych planów, nie było pieniędzy na spłatę zaciąganych kredytów, przemysł się rozwinął, jednak nie radził sobie z produkcją towarów, które dałoby się sprzedać na Zachodzie. Wysoki poziom konsumpcji trudno było utrzymać, zwłaszcza, że od początku lat 70. pracownicy otrzymali podwyżki, a „gorący pieniądz” był wydawany przede wszystkim na żywność – choć mięsa produkowano więcej, to wciąż brakowało go, by zaspokoić rosnące potrzeby społeczeństwa.

Ekipa Gierka zdecydowała się na podwyżki cen. Jak zwykle, okazało się to „strzałem w stopę” – system PRL-owski był bardzo wrażliwy na wszelkie podwyżki, bo jednym z gwarantów spokoju i „dobrobytu” miały być niskie ceny jedzenia. Dodatkowo podwyżki wprowadzono z zaskoczenia. 25 czerwca 1976 roku robotnicy ponownie wyszli na ulice. Centrum protestu były Radom, podwarszawski Ursus oraz Płock. Protestowano przeciwko władzy, która zawiodła nadzieje społeczne – w Radomiu zaatakowano siedzibę partii komunistycznej, a w Ursusie rozkręcono tory linii kolejowej, która biegła do ZSRR. Znowu podjęto decyzję o spacyfikowaniu protestów. Tym razem do akcji nie użyto wojska, a działające oddziały ZOMO nie były wyposażone w broń palną. Było jednak brutalnie – do historii przeszły „ścieżki zdrowia”, czyli bicie robotników przez cały szereg milicjantów, po to tylko, by zadać jak największy ból i ukarać protestujących. W mediach rozwinięto kampanię nienawiści, nazywając protestujących „warchołami” i „chuliganami”.

Obydwa protesty łączyły w różnym stopniu postulaty socjalne ze sprzeciwem wobec dyktatury komunistów. Obydwa zostały brutalnie stłumione przez władzę, która miała rzekomo reprezentować robotników. Obydwa też zapisały się w pamięci Polaków, zwłaszcza w czasach „pierwszej Solidarności”, kiedy to uświadamiały, że robotnicza walka trwa długo i warto o niej pamiętać.

Tomasz Leszkowicz

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location