----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Historia Międzynarodowego Festiwalu Folklorystycznego „Na góralska nutę” ma już 35 lat. Impreza gromadzi na scenie Domu Podhalan ponad 1000 wykonawców prezentujących góralski folklor Podhala oraz wielu innych górskich regionów Europy i Ameryki.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 1983 roku. W pierwszej edycji imprezy, która odbyła się pod tytułem „Na swojską nutę” wystąpiły trzy zespoły: „Hyrni”, „Krywań” oraz tancerze ze Szkółki przy Zarządzie Głównym Związku Podhalan, a także kilka osób indywidualnych, którzy chcieli zatańczyć i zaśpiewać. W ciągu ponad trzech dekad istnienia festiwal rozrósł się do olbrzymich rozmiarów. Oprócz chicagowskich górali wspieranych przez podhalańskie zespoły ze Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych oraz Kanady i Polski, na scenie góralskiej siedziby przy 4808 S. Archer w Wietrznym Mieście pojawiali się górale z Meksyku, Grecji, Węgier, Rumunii, Słowacji, Norwegii, Tajlandii, a nawet Hawajów. Rokrocznie ponad tysiąc wykonawców w ciągu dwóch festiwalowych dni prezentuje folklor i kulturę ziem górskich.

„W tym roku mamy na festiwalu około tysiąca wykonawców. Wystąpi 29 zespołów. W tym gronie są bardzo silne grupy międzynarodowe. W tym roku gościmy Greków, Tajlandczyków, Węgrów i Meksykanów. Mamy dwa bardzo dobre zespoły z Polski. Spod samego Giewontu przyleciał popularny zespół „Polaniorze” oraz zespół „Watra” z gminy Czarny Dunajec. Co roku przyjeżdża do nas zespół „Harnasie” z Kanady, który w międzyczasie rozrósł się i ma swoją juniorską reprezentację „Mali Harnasie”. Trzy tygodnie przed festiwalem mamy konkurs par tanecznych, do udziału w którym zespoły działające przy Związku Podhalan wystawiają najlepszych swoich tancerzy. Rywalizują oni o miejsca na podium. Laureaci trzech pierwszych miejsc występują na festiwalu i są wynagradzani góralskimi Oscarami, które im tutaj wręczamy” – powiedział wiceprezes ds. kultury Zdzisław Dorula, który z ramienia związku był gospodarzem imprezy.

W tym roku po raz pierwszy w historii publiczność miała okazję oklaskiwać wspomniany już zespół „Watra” z gminy Czarny Dunajec, który obok tanecznych występów w pierwszym dniu jej trwania, podczas niedzielnego finału wystawił widowisko „Zaloty góralskie” autorstwa Juliana Reimschussela. „To jest o zalecaniu się chłopaków do dziewczyn. Takiej tradycji już nie ma, jak my pokazujemy, że do jednej dziewczyny podchodzi kilku chłopaków i potem są różne z tego konsekwencje. Wygląda to w ten sposób, że dziewczyna jest sama w domu. Mama chce, żeby dobrze wyszła za mąż. Sąsiedzi do niej podchodzą. Ona się ze wszystkimi umawia, ale oczywiście tylko jednego chce. Inni się gniewają trochę na nią. Nawet dochodzi do bitki, ale wszystko się dobrze kończy, bo kończy się „namowinami” (zaręczynami). W sztuce tego już nie ma, ale potem na pewno ślubem. Przez to wszystko przewija się taniec, muzyka, a przede wszystkim nasza piękna, starodawna gwara, którą już mało kto się posługuje, bo pan Reimschussel wyciągał te dawne słówka. To ważne jest dla młodzieży, żeby przypomnieć tę naszą starą gwarę” – powiedziała o przedstawieniu Czesława Sobczyk, która wraz z mężem Stanisławem prowadzi założony w dwutysięcznym roku zespół.

Widowisk było więcej, bo na zakończenie pierwszego dnia festiwalowych pokazów zespół „Dzianisianie” wystawił sztukę z zabawnymi akcentami etnograficznymi „Kisynie kapusty na Podholu”, po której rozpoczęła się zabawa taneczna przy muzyce zespołu „Siekawica”. Gościnnie wystąpiła również „Nośwarniyjso górolecka” z Polski Beata Gał oraz „Nolepso tonecnica” Katarzyna Miętus. Asystowała im góralska królowa z Chicago Karolina Nowobilska oraz zbójnik Krystian Nowak. Pierwszy dzień festiwalowych pokazów prowadziła Karolina Walkosz-Strzelec i Zdzisław Miernicki.

Po raz pierwszy na festiwalu gościła konsul Małgorzata Bąk-Guzik, zastępca konsula generalnego, która pogratulowała organizatorom i z uznaniem mówiła o tym przedsięwzięciu. „Ogromnie się cieszę, że konsulat w kolejnym roku wspiera tę imprezę. Dzisiaj taka szczególna data, bo mamy Święto Niepodległości” i bardzo to piękne móc obserwować, jak się bawimy i cieszymy. Jednocześnie chciałabym podziękować wszystkim góralom za to, że tak pięknie pielęgnują nasz folklor tutaj na amerykańskiej ziemi”.

Nieodłącznym elementem pokazów są ekspozycje rzemiosła i rękodzieła podhalańskiego. Można było kupić stroje i różne inne elementy garderoby góralskiej, rzeźby i wyroby odlewnicze. Dużym zainteresowaniem publiczności cieszyło się prowadzone przez braci Stanisława i Grzegorza Sarnów stoisko wyrobu „buncu”, „zyntycy” i innych przysmaków bacowskiej kuchni.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location