----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Klub „Auta PRL Chicago” działa w Wietrznym Mieście od 2014 roku. Z roku na rok rosną szeregi członkowskie. Zrzesza obecnie blisko 40 osób, których pasją są polskie auta wyprodukowane po drugiej wojnie światowej.

Motoryzacyjne cacka PRL-u można spotkać na Paradzie 3 Maja, na pokazach i piknikach. Pojawienie się w miejscu publicznym fiata 126P lub 125P, syreny, warszawy, nysa, żuka lub poloneza zawsze wzbudza duże zainteresowanie, szczególnie wśród Amerykanów, którzy często z przymrużeniem oka patrzą na samochody, które przez większą część naszych rodaków darzone są dużym sentymentem. Posiadanie w okresie Polski Ludowej samochodu było trudno osiągalnym luksusem. Często nawet przez kilka lat należało gromadzić pieniądze na tzw. przedpłatach, aby stać się posiadaczem upragnionej syrenki, fiata czy warszawy. Szczęśliwcy, najczęściej wywodzący się ze sfer władzy lub ciężkich zawodów, jak chociażby górnictwa mieli szanse na otrzymanie talonu upoważniającego do zakupu auta bez kolejki. Tzw. przydziały były jednak niezwykle rzadkie i dotyczyły wąskiej grupy osób. Kopalnia zatrudniająca parę tysięcy osób i legitymująca się dobrymi wynikami produkcyjnymi mogła liczyć na kilkanaście takich przepustek, umożliwiających nabycie wymarzonych czterech kółek. W lepszej sytuacji byli rodacy, których rodziny przebywały za granicą i dysponowali obcą walutą. Po uruchomieniu produkcji małego fiata w Pewexie można było go nabyć za 600 dolarów lub 700 krajowych dolarów (tzw. bonów). Wejść w posiadanie czterech kółek można było także poprzez zakup na rynku wtórnym, ale bardzo często za pięcioletnie auto trzeba było zapłacić więcej niż za nowe. To chyba jedyny taki przypadek na świecie, że stary pojazd był droższy od nowego, bo ten był reglamentowany, a popyt wielokrotnie przewyższał podaż. W obecnej dobie sprawnego malucha można kupić już za parę tysięcy złotych. Od pewnego czasu jednak ceny aut rosną. Jest to związane głównie z kolekcjonerskim zacięciem naszych rodaków, którzy w ten sposób chcą zachować w swojej pamięci i pamięci swoich dzieci motoryzacyjne cacka z okresu swoich dziadków i rodziców. W Polsce powstają specjalne firmy, które zajmują się skupowaniem i renowacją aut, które później trafiają za granicę, bardzo często właśnie do Wietrznego Miasta, gdzie podobny profil działalności ma firma „Retro Rescue”.

Między innymi o tym, jak zafundować sobie taki pojazd, jakie warunki powinien spełniać, aby można było go sprowadzić, rozmawiali uczestnicy zlotu zorganizowanego przez członków klubu „Auta PRL-u w Chicago”. Impreza odbyła się w minioną niedzielę na platformie 24 w parku Busse Woods Grove.

„Dzisiaj pomimo nienajlepszej aury przybyło sporo osób na nasz zlot. Myślę, że najwięcej niż kiedykolwiek mieliśmy. Zaparkowało blisko 20 aut. W klubie mamy ponad 30 samochodów, ale jakoś do tej pory nie udało się wszystkich razem zgromadzić. Najwięcej jest maluchów, są też duże fiaty, trabanty i polonezy. Nawet nysa i żuk jako wóz strażacki pojawiły się w Chicago. Nasza organizacja powstała, gdyż do tej pory nie było kontaktu pomiędzy właścicielami takich aut. Chcieliśmy zorganizować coś, co pozwoli nam się spotykać, wymieniać poglądy, pomagać sobie nawzajem i dzielić się tą pasją” – powiedział prezes klubu Damian Ozga.

Aby sprowadzić auto do Stanów Zjednoczonych musi ono mieć przynajmniej 25 lat. Taki samochód nie podlega rygorom wymogów stanu technicznego, czystości spalin itp. Można je tanio ubezpieczyć. Remont najlepiej przeprowadzić w Polsce, gdyż tutaj nie ma dostępu do części zamiennych. Członkowie klubu wspierają się wzajemnie w tym względzie przywożąc z wypadów do Polski różnego rodzaju akcesoria, którymi się tutaj wymieniają.

Tomasz Kalejta przyjechał na zlot zielonym fiatem 126P. „To akurat jest maluch z pierwszego roku produkcji maluchów elegantów, które wytwarzane były do dwutysięcznego roku. To jest pierwsza wersja z takim lepszym wyposażeniem. Z tyłu ma uchylne małe szybki, welurową tapicerkę, ogrzewaną tylną szybę, siedzenia z zagłówkami i kilka innych gadżetów. Prezentuje się w miarę ładnie. W tym roku na wiosnę przypłynął tutaj do Stanów. Jedyną rzeczą, jaką przy nim zrobiłem, to zainstalowałem radio, głośniki i przyciemniłem szyby, żeby wyglądał bardziej elegancko”.

Praktycznie z każdym z prezentowanych na zlocie modeli właściciele mają związane ciekawe historie. „Historia mojej „mydelniczki” zaczęła się jeszcze przed moimi piętnastymi urodzinami. Miałem trochę zwariowaną młodość. Mój tato miał warsztat samochodowy. Rozbijałem mu wszystko, co tam miał. W pewnym momencie stwierdził, że skoro mu tak wszystko rozbijam, to muszę nauczyć się cenić pracę. Kupił mi rozbitego trabanta i kazał złożyć. Musiałem go sam zmontować i pomalować. I tak zostało. Taka miłość przez ojca” – powiedział właściciel trabanta Tomasz Szczerba, który na co dzień prowadzi zakład naprawy samochodów ciężarowych i uwielbia jazdę wehikułami w ekstremalnie trudnych warunkach terenowych, po błocie i wodzie. Aby dojechać na trasę, na bazie szkolnego autobusu zbudował pojazd posiadający bazę socjalną w postaci łazienki, kuchni z lodówką, sypialni i pijalni napojów chłodzących oraz miejscem na dwa quady.

Integracyjna impreza zakończyła się wspólnym biwakiem. Członkowie klubu zamierzają we wrześniu zorganizować piknik charytatywny, z którego dochód chcą przeznaczyć dla czteroletniego chłopca, który 2 lata temu w wyniku wypadku samochodowego stracił władzę w nogach oraz mowę. Obecnie jest leczony w Polsce zastrzykami z komórek macierzystych, co jest bardzo kosztowne, ale daje dobre rokowania.

Więcej informacji o klubie można znaleźć w Internecie wpisując na Facebooku jego nazwę – „Auta PRL Chicago”

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location