Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Katolicki diakon, który twierdzi, że był molestowany przez księdza jako dziecko, chce, aby chicagowska Archidiecezja opublikowała nazwiska zmarłych duchownych, oskarżonych o molestowanie.

Kiedy pierwszy raz do tego doszło, Terry Neary otrzymał od księdza ciastko.

Neary, wówczas uczeń ósmej klasy, pracował po szkole w plebani St. Ethelreda w Chicago. Poszedł za kapłanem do kuchni, gdzie, jak twierdzi, 75-letni mężczyzna pocałował go i molestował, a potem do podobnych incydentów doszło jeszcze kilkukrotnie w kolejnym miesiącu w 1971 roku.

Archidiecezja później stwierdziła, że molestowanie „było możliwe”, odwołując się do własnych danych, ale nie dodała nazwiska księdza do listy na swojej stronie internetowej, która identyfikuje 80 członków duchowieństwa, o których uważa się, że wykorzystywali dzieci.

Wynika to z kontrowersyjnej polityki kościelnej, która nie wymaga pełnego dochodzenia w sprawie zarzutów skierowanych przeciwko zmarłym kapłanom. Zanim Neary po raz pierwszy zgłosił molestowanie w archidiecezji w 2001 roku, ksiądz William R. Leyhane nie żył już od dwóch dekad.

„Wiedziałem, że (molestowanie) było niewłaściwe, ale po prostu udało mi się o tym nie myśleć, schować to gdzieś z tyłu głowy” – powiedział Neary, obecnie 62-letni diakon w parafii St. Isidore w Bloomingdale.

Archidiecezja broni swojej długoletniej praktyki, zauważając, że zmarli kapłani nie stanowią już ryzyka dla dzieci i nie mogą bronić się przed fałszywymi oskarżeniami. Ale grupy popierające osoby, które doświadczyły molestowania oraz była prokurator generalna stanu Illinois, Lisa Madigan, która w ubiegłym roku rozpoczęła działania zmierzające do ujawnienia nadużyć ze strony duchowieństwa, skrytykowali tę praktykę, mówiąc, że traumatyzuje ona ofiary i nie pociąga do odpowiedzialności przywódców kościoła.

„Brak dochodzenia w sprawie zmarłego lub osoby, która wystąpiła z duchowieństwa, ignoruje zarówno wpływ takiej decyzji na osoby, które przeżyły traumę i starają się sobie z tym poradzić, jak również fakt, że dochodzenie może skłonić inne ofiary do ujawnienia się” – napisała Madigan w swoim raporcie przed opuszczeniem urzędu. „Brak dochodzenia powoduje również, że nie można ustalić, czy inni duchowni, w tym żyjący i zaangażowani w działalność kościoła, pomogli ukrywać te nadużycia”.

Następca Madigan, Kwame Raoul, kontynuuje dochodzenie, ale dostarczył niewiele informacji o jego postępach. Przedstawiciele obu stron, Raoul i kardynał Chicago, Blase Cupich, spotkali się w sierpniu za zamkniętymi drzwiami, aby umówić wyniki toczącego się postępowania. Posunięcie to spotkało się z krytyką dwóch lokalnych organizacji, które zakwestionowały, dlaczego szczegóły tego spotkania nie zostały podane do wiadomości opinii publicznej.

Teraz przedstawiciele archidiecezji twierdzą, że współpracują z biurem prokuratora generalnego, aby ustalić, czy należy wprowadzić zmiany w sposobie rozpatrywania spraw dotyczących zmarłych kapłanów.

„Mieliśmy powody, by robić to, co robiliśmy, w dobrej wierze” – powiedział John O’Malley, były dyrektor prawny archidiecezji, który nadal współpracuje z kościołem i wypowiadał się w jego imieniu w rozmowie z dziennikarzami. „Nie próbowaliśmy niczego ukryć. Jest to kwestia uczciwości – jeśli ksiądz nie żyje, nie może się bronić”.

Problem jest różnie rozpatrywany w różnych stanach. Każda z sześciu diecezji katolickich w Illinois ma również własną politykę dochodzeń w sprawie zarzutów dotyczących zmarłych kapłanów i ustalenia, czy opublikować ich nazwiska w internecie.

Diecezja w Joliet wskazuje na swojej liście, czy zarzuty zostały otrzymane po śmierci, podczas gdy archidiecezja w Chicago zazwyczaj zamieszcza nazwiska zmarłych kapłanów tylko wtedy, gdy zarzuty zostały uznane za wiarygodne jeszcze za ich życia. W większości przypadków nazwiska są publikowane dopiero po tym, jak wewnętrzny proces przeglądu kościoła potwierdzi, że zarzuty są uzasadnione.

Archidiecezja zwykła wysyłać wszystkie zarzuty przeciwko zmarłym kapłanom do swojej niezależnej komisji rewizyjnej, która doradza kierownictwu archidiecezji, jak radzić sobie z niewłaściwym zachowaniem seksualnym, ale przestała to robić – poinformowała rzeczniczka, Anne Maselli.

„Rada postanowiła później ograniczyć swoje dochodzenia do księży, którzy żyli w momencie, kiedy pojawiały się zarzuty” – powiedziała Maselli. „Ograniczenie to jest zgodne z obowiązkiem rady wydawania zaleceń dotyczących przydatności oskarżonego do służby i ewentualnego zagrożenia w stosunku do dzieci. Obie kwestie są nieaktualne w przypadku zmarłego oskarżonego (księdza)”.

Neary, psycholog, który nie zgadza się z podejściem archidiecezji, jest liderem we własnym kościele. W ubiegłym roku został wyświęcony na diakona przez diecezję w Joliet, co oznacza, że może wykonywać pewne obowiązki duszpasterskie, takie jak chrzty, ale nie jest kapłanem. Przez cały czas kontynuował walkę o dodanie nazwiska Leyhane’a do listy archidiecezji, mówiąc, że zapewni mi tu długo oczekiwane poczucie sprawiedliwości.

Przez lata Neary nie powiedział nikomu o tym, czego doświadczył jako dziecko. Starał się pogrzebać te wspomnienia, ponieważ jego rodzina była głęboko wierząca, a sam uczęszczał na seminaria w szkole średniej i na studiach. Dopiero w 1980 roku, kiedy robił doktorat z psychologii klinicznej na Loyola University w Chicago, w końcu podzielił się swoją historią z kilkoma terapeutami. Potem postanowił powiedzieć rodzicom.

„Mój tata powiedział: ‘Zawsze wiedziałem, że w tym facecie było coś, co mi się nie podobało’” – wspomina.

Jego rodzice, którzy teraz już nie żyją, nigdy więcej nie poruszyli tego tematu.

W 2001 roku, gdy wzrosła świadomość społeczna na temat wykorzystywania seksualnego ze strony duchowieństwa, Neary złożył w archidiecezji raport, w którym szczegółowo opisał swoje zarzuty.

Podczas spotkania z Ralphem Bonaccorsim, ówczesnym dyrektorem Victim Assistance Ministry, Neary opisał swoje doświadczenia, nie mogąc ukryć łez.

„Neary wyrażał równie intensywne uczucie gniewu w związku z ty, że Kościół zdawał się minimalizować rzeczywistość molestowania dzieci w przeszłości i martwił się, że może nie podejmować odpowiednich kroków w celu zapobiegania im w przyszłości” – napisał Bonaccorsi w notatce opisującej spotkanie.

W następnym roku Neary otrzymał list z archidiecezji, informujący, że niezależna komisja rewizyjna stwierdziła, iż „możliwe jest, że doszło do niewłaściwego zachowania seksualnego w stosunku do nieletniej osoby” w jego przypadku. Archidiecezja przyznała także kilka stypendiów uczniom ósmej klasy w St. Ethelreda School po tym, jak Neary zwrócił z prośbą o to, mówiąc, że to mu pomoże. Neary powiedział, że uznał list i przyznane stypendia za dowód, iż jego roszczenia były uzasadnione.

Ale według archidiecezji zarzuty Neary’ego nie zostały poparte dowodami, chociaż jego sprawa została dwukrotnie sprawdzona przez zarząd. Nazwiska są dodawane do listy tylko wtedy, gdy komisja oceniająca uzna zarzuty za wiarygodne.

Leah McCulskey, dyrektor biura ds. dochodzeń w sprawach wykorzystywania dzieci, wyjaśnił, w jaki sposób archidiecezja zajmuje się obecnie zarzutami dotyczącymi wykorzystywania seksualnego. Proces ten różni się w zależności od tego, czy sprawa dotyczy żyjącego czy zmarłego duchownego.

W obu sytuacjach McCulskey powiedziała, że próbuje przeprowadzić rozmowę z oskarżycielem i napisać streszczenie z przedstawionych zarzutów. W sprawach dotyczących żyjących duchownych McCulskey bada również akta personalne księdza, przesłuchuje ewentualnych świadków i rozmawia z oskarżonymi w celu skomplikowania pakietu dochodzeniowego, który następnie zostanie wysłany do komisji rewizyjnej.

W sprawach dotyczących zmarłego duchownego, McCulskey przeprowadza rozmowę tylko z oskarżycielem, a pisemne podsumowanie nie jest zazwyczaj wysyłane do komisji rewizyjnej w celu potwierdzenia.

„W przypadku zmarłego księdza nie ma kwestii przydatności do służby lub stwarzania ryzyka w stosunku do dzieci” – powiedział O’Malley. „To proste”.

Dzisiaj ponad 150 diecezji i zakonów publikuje własne listy wiarygodnie oskarżonych członków duchowieństwa – wynika z informacji strony internetowej BishopAccountability.org

Wiele pierwszych list zostało opublikowanych w odpowiedzi na pozwy o dostęp do wcześniej nieujawnionych informacji. Ale w zeszłym roku, po wybuchu skandalu związanego z wykorzystywaniem seksualnym, więcej diecezji zdecydowało się na dobrowolne opracowanie i upublicznienie takich informacji.

W stanie Illinois Lisa Madigan odkryła, że tylko chicagowska archidiecezja i diecezja w Joliet opublikowały listy na internecie przed rozpoczęciem dochodzenia – wynika z grudniowego raportu. Inne diecezje „nie podjęły podstawowych działań polegających na opublikowaniu wyczerpujących list członków duchowieństwa „wiarygodnie” oskarżonych, do czasu zaangażowania się biura prokuratora generalnego” – stwierdza raport. Nawet teraz te listy, w przeważającej części, pozostają trudne do zlokalizowania na stronach internetowych diecezji w Illinois.

Według doniesień medialnych, archidiecezja po raz pierwszy opublikowała listę składającą się z 55 nazwisk w 2006 roku w następstwie procesu sądowego.

W listopadzie, po rozmowach z Madigan, archidiecezja po raz pierwszy dodała nazwiska czterech księży, którzy nie żyli już, gdy zarzuty wyszły na światło dzienne.

Maselli powiedział, że zarzuty przeciwko tym księżom zostały uzasadnione w czasie, gdy zarząd przyjmował przypadki oskarżenia zmarłych duchownych i zostały umieszczone na stronie internetowej w celu zachowania przejrzystości.

Kilka miesięcy później, kiedy dwóch prywatnych prawników wydało broszurę z nazwiskami setek oskarżonych duchownych w całym stanie, O’Malley przyznał, że archidiecezja może ponownie rozważyć swoją politykę w tej kwestii.

Neary powiedział, że jego próby zreformowania polityki na podstawie własnych doświadczeń spowodowały wyczerpanie emocjonalne i wiele rozczarowań. Największy cios nastąpił tego lata, kiedy Neary dowiedział się, że jego zarzuty dotyczące nadużyć nigdy nie zostały oficjalnie uzasadnione, mimo że dotarły one do komisji rewizyjnej, która stwierdziła, że molestowanie było „możliwe”.

„Czułem się, jakbym został kopnięty w brzuch” – powiedział Neary, przypominając sobie własną reakcję na te informacje. „To mnie zasmuciło”.

Kardynał Francis George, który wtedy stał na czele archidiecezji, napisał w notatce, że zgodził się z „troską rady o ochronę dobrego imienia i reputacji (Leyhane’a)". George, zgodnie z zapisami, poprosił komisję rewizyjną o bardziej precyzyjne orzeczenie. Kiedy rada odpowiedział kilka miesięcy później, poinformowała, iż nie ma żadnych nowych lub sprzecznych informacji, dlatego potwierdza swoje pierwotne orzeczenie, że „możliwe jest, iż doszło do niewłaściwego zachowania seksualnego w stosunku do nieletniego”.

Brak naocznych świadków i dowodów fizycznych może również utrudniać rozpatrywanie takich spraw, ale wymóg dowodów rady jest stosunkowo niewielki, szczególnie w porównaniu z wymogami w postępowaniu karnym. McCulskey powiedziała, że zarząd może uznać sprawę, jeśli „istnieje uzasadniony powód, by sądzić, że nadużycie miało miejsce”.

Jednak we wszystkich przypadkach archidiecezja będzie próbowała pomóc ofiarom, które twierdzą, iż były molestowane przez dawno zmarłych księżych – poinformowała rzeczniczka archidiecezji, Paula Waters. Archidiecezja może zapewnić usługi doradcze, a w niektórych przypadkach także zawierać ugody finansowe z rzekomymi ofiarami – powiedziała Waters.

„Nie mówimy: przykro nam, ten facet nie żyje, więc nie zamierzamy ci zapłacić” – powiedziała. „Jeśli istnieje powód, by sądzić, że coś się wydarzyło, zapewnimy ofiarom pomoc i zostaną zawarte ugody. Po prostu nie ma ich w witrynie, ponieważ w ten sposób została skonfigurowana, ale to może się zmienić”.

Neary nie wytoczył procesu, ale pozostaje w stałym kontakcie z archidiecezją w swojej sprawie. Powiedział, że ten proces był bardzo bolesny, ale nadal jest niezachwiany w swojej wierze.

„Jestem zwolennikiem kościoła. To świetna instytucja i nie jest to tylko instytucja, to ciało Chrystusa” – powiedział Neary. „Jednak każda organizacja potrzebuje ciągłego doskonalenia jakości”.

„Moja relacja jest z Bogiem, z Jezusem i Duchem Świętym. Moja wiara jest w nich i ich bezwarunkową miłość. Tylko to się liczy, a my jesteśmy tylko ludźmi, próbujemy głosić jego słowo, ale czasem robimy to niedoskonale”.

 

Na podst. Chicago Tribune

Monitor

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location