----- Reklama -----

Monitor 11/09/2018

Piękne, kolorowe, jesienne liście pokryły już niemal każdy skrawek ziemi. Nie ma problemu, jeśli to skrawek ziemi niczyjej lub należący do miasta. Gorzej, gdy należy do nas, wówczas czeka nas wielkie sprzątanie. 

W dawnych czasach ujęlibyśmy w dłonie grabie i zrobili ładną kupkę z tych liści, potem może przenieśli je do worka i w odpowiedni, zgodny z prawem sposób poddali utylizacji.

Dziś wynosimy z garażu, piwnicy lub poddasza wielką dmuchawę i zaczynamy doroczny taniec.

Prawdę mówiąc, to nadejście jesieni rozpoznajemy po odgłosach tysięcy niewielkich motorków zamkniętych w tych urządzeniach. Podobnie zresztą jak wiosnę.

Taka dmuchawa to fajna jest. Pół biedy, jeśli zasilana jest elektrycznie. Gorzej, gdy ma silnik spalinowy. Ryczy, smrodzi i powoduje utratę słuchu. Sprawia też, że sąsiedzi przestają odpowiadać na nasze pozdrowienia.

Z jednej strony faceta posługującego się taką diabelską dmuchawą trzeba zrozumieć. Ma to silnik, jest głośne i można tym wymiatać na wszystkie strony siejąc spustoszenie w szeregach przeciwnika.

Z drugiej strony przeciętna dmuchawa spalinowa to trudny do udźwignięcia dla naszego słuchu hałas na poziomie ok. 100 decybeli. Osoby postronne, znajdujące się w pewnej odległości, narażone są na 70 - 80 db. Jeeezu! Strzał z armaty to 130 db, przy którym bolą już uszy i utrata słuchu jest niemal gwarantowana.

Warto wiedzieć, że urząd zajmujący się kontrolą bezpieczeństwa w miejscach pracy, tzw. OSHA, sugeruje ochronę słuchu już przy 85. Nigdy nie widziałem, by facet obsługujący dmuchawę używał słuchawek lub zatyczek. Nigdy.

Maseczki, owszem. Zdarza się, że widzę czasami jakiegoś bardziej dbającego o siebie z zakrytym otworem gębowym. To słuszna idea, bardzo zdrowa.

Najsilniejsze dmuchawki wyrzucają bowiem strumień powietrza z prędkością do 185 mph. To więcej niż huragan 5 kategorii. Oczywiście dachu tym nie zerwiemy, nie przewrócimy drzewa. Skutecznie jednak oderwiemy od ziemi i z różnych zakamarków chodnikowych kurz, ptasie odchody, pestycydy, trujące cząsteczki pozostałe ze spalania benzyny w samochodach, grzyby, pleśnie i wiele innych, szkodliwych elementów. Jeśli ktoś nie ma problemu z wdychaniem tego świństwa, proszę bardzo, maseczka niepotrzebna.

Poza tym ten mały, ryczący silniczek na plecach to morderca planety. Wydaje się to niemożliwe, ale sprawdzono i potwierdzono to wielokrotnie. Pod względem emisji zanieczyszczeń 30 minutowe używanie spalinowej dmuchawy równe jest przejechaniu prawie 4 tysięcy mil Fordem F-150. Powód jest prosty: oprócz spalin z silnika wydostaje się na zewnątrz ponad jedna trzecia paliwa w postaci aerozolu zmieszanego z olejem. Żadnych filtrów czy katalizatorów. Jak w latach 20-tych.

W Bostonie, a właściwie na jego eleganckich przedmieściach, zapytano kilku tysięcy właścicieli domów o najbardziej denerwujące zachowania sąsiadów. Oczywiście było tam koszenie trawy o nieprzyzwoitych porach, głośna muzyka i pijackie śpiewy. Na pierwszym miejscu znalazły się jednak odgłosy dmuchawy do liści, której dźwięk powoduje skurcz lewej półkuli mózgu u większości normalnych ludzi.

Okazało się też, że jak to bywa z większością czynności, denerwują one przede wszystki słuchających lub obserwujących, a nie wykonujących je ludzi.

Ta wiedza i tak w najmniejszym stopniu nie wpływa na nasze zachowanie. To nałóg, któremu ulega połowa męskiej populacji. Kilka lat temu kraj obiegła wiadomość o utarczce sąsiedzkiej, której powodem były jesienne liście, a narzędziami zniszczenia właśnie dmuchawy spalinowe.

Zaczęło się niewinnie.

Najpierw jeden sąsiad zdmuchnął liście na posesję drugiego, bo nie miał pomysłu, co można z nimi innego zrobić. Wydawałoby się, że w tej sytuacji drugi poprosiłby grzecznie pierwszego o zabranie ich, ewentualnie o unikanie podobnych akcji w przyszłości. Mógłby również zignorować sprawę. Może sam zebrałby je w celu uniknięcia sąsiedzkich podjazdów. Tyle teoria.

Widząc obce liście na swej trawie, drugi sąsiad wyniósł z garażu własną dmuchawę, odpalił ją, po czym zwrócił pierwszemu niechciany prezent.

No w tym momencie pewne było, iż pierwszy znajdzie inne rozwiązanie w celu uniknięcia eskalacji zbrojeń. Nic z tego. Zdmuchnął wszystko z powrotem do drugiego.

Ponieważ panowie mieli różne godziny pracy i zajęć pozadomowych, pierwszy wykonywał tę czynność rano, pod nieobecność drugiego, drugi po południu, gdy pierwszy był w pracy.

Jak łatwo się domyślić, wzajemne przedmuchiwanie liści trwało kilka dni. Żaden nie ustępował. Pierwszy drugiemu, drugi pierwszemu, i tak w kółko...

Aż przyszedł weekend, gdy obydwaj mieli wolne. Podobno stanęli naprzeciw z dmuchawami w dłoniach - tak przynajmniej zapisano później w policyjnym raporcie - i zaczęli walkę.

Nie chodziło już o liście. Chodziło o zniszczenie przeciwnika. W powietrzu latało wszystko, co udało się podnieść ostrym strumieniem powietrza. Kawałki drewna, małe kamienie, patyki, trawa, liście, kurz, fragmenty plastikowych i szklanych butelek, etc.

Gdy przyjechała wezwana przez trzeciego sąsiada policja, pierwszemu krwawiło oko, drugi na kolanach próbował złapać oddech ksztusząc się i plując kawałkami przyrody. Obydwaj mieli podrapane twarze i ręce.

Trudno było ustalić sprawcę zamieszania, bo obydwaj wskazywali siebie nawzajem, więc po udzieleniu ostrzeżenia stróże prawa odjechali. Podejrzewam, że sąsiedzi albo się do dziś pozabijali, albo zmienili miejsce zamieszkania. Innej wersji nie ma. Nie wierzę, by po czymś takim wspólnie organizowali grilla lub oglądanie meczu.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Rozporządzenie majątku jest zalecane wszystkim osobom. Dzięki takiemu rozporządzeniu osoby mogą określić, co stanie się z ich własnością po ich śmierci. Staje się to bardzo ważne, gdy dana osoba chce zapewnić finanse innej osobie, takiej jak upośledzonemu dziecku lub dziecku z uzależnieniem. Jednak nie każdy jest w stanie zaangażować się w rozporządzenie majątku. Często osoby zostawiają tego rodzaju rozporządzenie na swojej liście rzeczy do zrobienia i po prostu nie zdążą tego zrobić w swoim życiu. W związku z tym prawo rozwinęło się w celu zapewnienia dziedzicznej sukcesji (“intestate succession”), czyli rozporządzenie majątku bez testamentu. Dla niektórych osób rezultat jest taki sam, jaki by był z testamentem. Lecz w przypadku innych osób to nie jest to, czego te osoby chcą.

Akt spadkowy z 1975 r. (“Probate Act of 1975””) reguluje kwestię rozporządzenia majątku po śmierci osoby w stanie Illinois. Ustawa pozwala na wykonanie testamentu, który określi, co dzieje się z własnością danej osoby po jej śmierci. Sporządzenie testamentu wymaga pewnych formalności. W stanie Illinois testament zasadniczo musi to być podpisany przez osobę, która sporządza testament, przed co najmniej dwoma świadkami, którzy muszą mieć co najmniej 18 lat i być kompetentnymi. Kiedy testament zostanie podpisany, osoba sporządzająca testament musi mieć zdrowy rozsądek. Ta osoba musi dobrowolnie podpisać testament.

Jeżeli osoba nie sporządza testamentu lub kiedy testament sporządzony nie spełnia formalności prawa stanu Illinois, ciało ustawodawcze stanu Illinois przewiduje sposób dystrybuowania majątku zgodnie z protokołami Aktu Spadkowego (“Probate Act”). Proszę wziąć pod uwagę, że gdy własność (np. nieruchomość) jest wspólną własnością osoby zmarłej oraz innej osoby, zazwyczaj trafia ta własność do współwłaściciela – czyli drugiej osoby. Kwestie powstają, gdy nieruchomość jest w imieniu jednej osoby, która umiera.

W stanie Illinois majątek osobisty o wartości poniżej $100,000 USD może zostać przekazany za pośrednictwem pisemnego oświadczenia o niewielkim majątku (“small estate affidavit”), które nie wymaga żadnego postępowania sądowego. Tego typu oświadczenie musi być podpisane pod przysięgą przez osobę, która ma wiedzę na temat potencjalnych roszczeń, które mogą istnieć w stosunku do zmarłego. Pisemne oświadczenie o niewielkim majątku nie może być wykorzystane w przypadku nieruchomości.

Kiedy umiera osoba, która posiada nieruchomość tytułowaną tylko w swoim imieniu, należy otworzyć sądową sprawę spadkową w sądzie okręgowym (“Circuit Court”) w okręgu (“Circuit”), w którym ta osoba zmarła, żyła lub miała nieruchomość. Sądową sprawa spadkowa jest otwarta lub rozpoczęta przez złożenie petycji. Jeżeli istnieje testament sprawa toczy się w odniesieniu do testamentu. W przeciwnym razie sprawa odwołuje się do administracji bez testamentu.

Zgodnie z Aktem Spadkowym z 1975 r. ustalono preferencje dla osób, które mogą pełnić funkcję przedstawiciela majętności. Preferencje określa się ogólnie w odniesieniu do bliskości potencjalnych przedstawicieli zmarłego. W pewnym momencie każda zainteresowana strona, w tym wierzyciel, może złożyć wniosek do sądu o otwarcie sprawy spadkowej i służyć jako jej przedstawiciel. Sądy rozpatrują to, co określono w petycji, i wprowadzają zarządzenia przewidujące wyznaczenie przedstawiciela. Sekretarz sądu wyda następnie listy urzędnicze (“Letters of Office”), które potwierdzą rolę przedstawicieli.

W każdym przypadku sprawy o majętność bez testamentu, przedstawiciel majętności jest określony jako administrator/zarządca (“Administrator”). Wiele lat temu zmieniono prawo w stanie Illinois, aby umożliwić niezależne przedstawicielstwo majętności, w tym niezależną administrację (“Independent Administration”) – czyli administrację bez dalszego szczegółowego nadzoru przez sąd. Jednak na wniosek strony zainteresowanej sąd może zapewnić i zazwyczaj zapewnia nadzór (“supervision”). Sądy wolą jednak niezależną administrację. Oczywiście wszystko, co robi przedstawiciel majętności, podlega kontroli sądowej w zakresie, w jakim pojawiają się pytania.

Po założeniu sprawy spadkowej, inne strony zainteresowane mogą składać petycje do sądu o zmianę przedstawiciela. Po otwarciu sprawy przedstawiciel musi przekazać pisemne zawiadomienie wszystkim stronom zainteresowanym, w tym spadkobiercom. Te inne zainteresowane strony mają trzy miesiące na złożenie wniosku o zmianę przedstawiciela i rozważenie potencjalnych bliższych związków rodzinnych ze zmarłym.

Po założeniu sprawy spadkowej, przedstawiciel majętności ma obowiązek również powiadomienia w gazecie powszechnego obiegu w powiecie (“county”), w którym toczy się sprawa spadkowa, aby inni dowiedzieli się o śmierci zmarłego. Umożliwia to osobie, która może mieć roszczenia wobec majętności, do zgłoszenia roszczeń. Należy przewidzieć okres sześciu miesięcy na rozpatrzenie takich roszczeń. Po zakończeniu tych sześciu miesięcy, kiedy przejdzie czas na złożenie roszczeń, a wszystkie aktywa majętności zostały rozdzielone lub w inny sposób zlikwidowane lub dystrybucja została dokonana, majętność może zostać zamknięta przez przedstawiciela. Ogólnie rzecz biorąc, takie sprawy zajmują co najmniej rok. Jeżeli powstają konflikty czas ten może być dłuższy.

Katarzyna Brukało
Brukalo Law, P.C.
Tel. 312-450-3630
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  
www.BrukaloLaw.com
Dwie lokalizacje – Chicago (Downtown) i Park Ridge

W żadnej innej dziedzinie nauki i życia innowacje nie są tak pożądane jak w medycynie. Nowe technologie, rozwiązania ratujące życie pacjentów albo znacznie poprawiające jego jakość, są celem lekarzy i naukowców. Pacjentom ratują życie, przyśpieszają powrót do zdrowia i dają nadzieję na wyzdrowienie.

W żadnej innej dziedzinie nauki empatia nie jest tak potrzebna jak w medycynie. Empatia to umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność współodczuwania z nimi ich uczuć i emocji.

Co łączy innowację z empatią? Wydawać by się mogło, że to dziedziny od siebie odległe, zupełnie ze sobą niezwiązane i niezależne. Okazuje się, że w sektorze usług medycznych empatia i innowacje muszą iść w parze. W tym też kierunku, zdaniem wielu ekspertów śledzących trendy rządzące współczesnym rynkiem usług medycznych, będzie podążał sektor zdrowia.

Dziś sektor usług medycznych rozwija się bardzo szybko. Innowacje w medycynie to nie tylko przełomowe terapie. To także tworzenie nowych obszarów terapeutycznych na bazie już istniejących dziedzin. To również łączenie metod i terapii a także zwracanie uwagi na prewencję i edukację pacjenta, oraz przypominanie o regularnych kontrolach, dbaniu o aktywność fizyczną, dietę, sen, relaks i odpoczynek.

Najnowsza medycyna to lepsza i szybsza diagnostyka, która podąża za zmianami społecznymi i oczekiwaniami pacjentów.

Śledząc najnowsze trendy w sektorze usług medycznych odwiedziłam ostatnio General Cardiac Catheterization Lab w szpitalu Advocate Lutheran. Wejście do tej kliniki przyszłości przypomina bardziej wejście do SPA niż na oddział szpitalny.

Z poczekalni, która wygląda jak lobby hotelowe, pacjenci przechodzą do sal konferencyjnych lub pokojów, gdzie ze specjalistami mogą przedyskutować metody leczenia. Plastikowe modele serca, zastąpiono dużymi ekranami dotykowymi, na których lekarze pokazują pacjentom detale budowy układu krwionośnego i serca oraz detale diagnostyczne i plan zabiegów. To pacjent albo jego rodzina decyduje, jaki kolor światła i jaka muzyka będzie w pomieszczeniu, w którym się znajdują. Chodzi o komfort i dobre samopoczucie. Projektanci tego wnętrza wraz z lekarzami i personelem medycznym wiedzą, że komfort pacjenta przed zabiegiem wpływa na jakość zabiegu i szybką rekonwalescencję po zabiegu. Pacjent pozytywnie nastawiony, myślący optymistycznie, który nie boi się wizyty w szpitalu i nie jest zestresowany okolicznościami, to połowa sukcesu szybkiego dochodzenia do zdrowia.

Dr. Anna Hertsberg – dyrektor Cath Lab dba o to, aby każdy wchodzący do “laboratorium” mógł porozumieć się we własnym języku. Jeżeli nie jest to język angielski, to na miejscu obecni są tłumacze kilkunastu języków. Zdaniem Dr. Hertsberg, porozumiewanie się w języku ojczystym natychmiast przełamuje stres i buduje zaufanie.

Choroby serca i układu krążenia mogą prowadzić do śmierci. Rozwój medycyny oraz połączenie natychmiastowych działań z prewencją sprawia, że można zapobiegać zawałom serca i udarom mózgu albo cofać lub neutralizować ich konsekwencje. Dr. Demitrius Lopes, który jest jednym z lekarzy wykonujących zabiegi w Cardiac Catheterization Lab mówi, że najważniejsze jest rozpoznanie symptomów, koordynacja i szybkość działania oraz dowiezienie chorego do właściwej placówki medycznej, która natychmiast może udzielić pomocy, albo działa w systemie szpitali dysponujących możliwością natychmiastowej pomocy. Doktor Lopes jest światowej sławy neurochirurgiem, który od lat uznany jest za eksperta w dziedzinie innowacji i prewencji w dziedzinie chirurgii wewnątrznaczyniowej. Jego zdaniem każdy powinien pamiętać słówko FAST – gdzie F znaczy face changes (zmiany na twarzy), A oznacza – arm weakness (osłabienie mięśni rak i ramion), S- speech changes (zmiany mowy) i T (time) czyli czas. To podstawowy poradnik rozpoznawania udarów mózgu. Zdaniem Dr. Lopesa, może on rozwijać się nawet kilka dni. Pacjenci ukrywają symptomy, rodzina ich nie zauważa, a czas działa na niekorzyść pacjenta. Dzięki właściwej, szybkiej interwencji w całych Stanach Zjednoczonych 250 tysięcy pacjentów uniknęło śmierci spowodowanej udarem. Co pomaga lekarzom w diagnozowaniu grup ryzyka? Algorytmy. Dzięki algorytmom medycyna staje się dziedziną bardziej obiektywną i standaryzowaną.

Dr. Neal Sawlani w CAT Lab zastępuje niedziałające zastawki serca specjalnymi tulejkami – co ciekawe robi to mało inwazyjnymi metodami. Jeszcze kilka lat temu tego typu zabiegi wykonywano na otwartym sercu, dziś ze względu na ryzyko, stres pacjenta oraz okres jego rekonwalescencji, odchodzi się od operacji na otwartym sercu – o ile nie są one konieczne. Pozwala na to najnowsza technologia. Zdaniem Dr. Sawlaniego największym wyzwaniem jego profesji jest dobranie odpowiedniej metody leczenia do stanu zdrowia pacjenta i historii choroby. Medycyna posiada obecnie niemal nieograniczone możliwości na poprawę jakości ludzkiego życia. Stenty odpowiedzialne za właściwy przepływ krwi, czy zastawki serca wprowadza się do organizmu przez naczynie krwionośne w udzie.

Innowacje w metodach leczenia i diagnozowania zmieniają się w bardzo szybkim tempie. Celem jest ratowanie ludzkiego życia w sposób jak najmniej inwazyjny, jak najbardziej bezpieczny, szybki i pozwalający na niemal natychmiastowy powrót do zdrowia i sprawności fizycznej. Do tego medycyna XXI wieku dodaje komponent emocjonalny – pozbycie się strachu, dbanie o dobre samopoczucie pacjenta przed zabiegiem i po zabiegu oraz pozytywne doznania wiążące się z leczeniem.

Anna Tukiendorf-Wilhite
dyrektor TTI Medical Training School,
prezes Polish Women in Business
Tel. 773-774-2222

Mija 100 lat od odzyskania Niepodległości przez Polskę. Jak doszło do tego, że polskie państwo odrodziło się po ponad wieku zniewolenia?

Jesienią 1918 roku trwająca od czterech lat I wojna światowa dobiegała ku końcowi. W 1914 roku naprzeciw siebie stanęły z jednej strony Wielka Brytania, Francja i Rosja, z drugiej zaś Niemcy i Austro-Węgry. Po szybkich działaniach w pierwszych tygodniach na froncie zachodnim wojna utknęła w okopach – obie strony próbowały uzyskać przewagę, jednak zalegały w morderczej walce. Na wschodzie Niemcom poszło dużo lepiej z Rosją – już po roku działań wojennych armia carska musiała zacząć wycofywać się z ziem polskich. Na początku 1917 roku w Piotrogrodzie wybuchła rewolucja, która obaliła cara i wprowadziła ustrój republikański, a w listopadzie tego samego roku władzę w tym kraju przejęli bolszewicy z Leninem na czele, którzy wyprowadzili osłabione państwo z wojny. W tym samym 1917 roku do wojny po stronie Francji i Anglii dołączyły Stany Zjednoczone, przechylając ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę aliantów. W Niemczech wybuchła rewolucja, która doprowadziła do końca rządów cesarza, a wielonarodowe Austro-Węgry po prostu się rozpadły.

Dla Polski wojna była jak dar z nieba. Chociaż cztery lata walk i obcej okupacji zniszczyły gospodarkę i wymęczyły społeczeństwo, najważniejszy był sam fakt walki pomiędzy zaborcami, którzy do tej pory raczej ze sobą współpracowali. Teraz zabiegano o wsparcie sprawy polskiej i organizowano oddziały polskie po obu stronach frontu. Gdy Niemcy i Austriacy zajęli ziemie rdzennie polskie i utworzyli podporządkowane sobie Królestwo Polskie, zaczęły powoli powstawać struktury polskiego państwa – rząd, administracja czy sądy. Na ich czele stanęła Rada Regencyjna, złożona z przedstawicieli klas wyższych (w tym arcybiskupa warszawskiego) podporządkowanych jednak Niemcom.

W 1917 roku doszło do przełomu w sprawie polskiej. Rewolucja w Rosji sprawiła, że państwo to przestało już liczyć się w walce o Polskę, można było więc zacząć działać przeciwko Niemcom. W lipcu Józef Piłsudski i związani z nimi żołnierze Legionów Polskich pod pozorem odmowy przysięgi na wierność cesarzom niemieckiemu i austriackiemu zerwali z dotychczasowymi sojusznikami – legioniści w większości zostali internowani, a ich Komendant został aresztowany. W tym samym czasie na Zachodzie Roman Dmowski, dotychczasowy zwolennik współpracy z Rosją, stworzył Komitet Narodowy Polski – rodzaj ambasady narodowej, która zabiegała o poparcie sprawy polskiej w Wielkiej Brytanii i Francji, a także w Stanach Zjednoczonych (tu główną rolę odegrał Ignacy Jan Paderewski). Dzięki dyplomacji – docieraniu do wpływowych osób i tłumaczeniu polskiego punktu widzenia – udało się doprowadzić do tego, że nieistniejąca jeszcze Polska została uznana za sojusznika aliantów. Ukoronowaniem tego było stworzenie z Polaków na Zachodzie Europy i w Ameryce Armii Polskiej we Francji (zwanej „Błękitną Armią”), której niewielka część wzięła udział w walkach z Niemcami.

Na przełomie października i listopada 1918 roku sytuacja zaczęła się zaostrzać i dążyć do przełomu. Rada Regencyjna próbowała usamodzielnić się od Niemców, ogłaszając niepodległość Polski – jednak społeczeństwo polskie nie ufało jej przywódcom, wysługującym się do tej pory zaborcom. W zaborze austriackim – w Krakowie, Lwowie i na Śląsku Cieszyńskim – szykowano się do przejęcia władzy z rąk habsburskich. W drugim z wymienionych miast rozpoczęły się regularne walki z Ukraińcami, którzy również chcieli uczynić „lwie miasto” swoją stolicą. Wreszcie 7 listopada w Lublinie przedstawiciele niepodległościowej lewicy – socjaliści, ludowcy, demokraci i piłsudczycy – powołali niezależny rząd pod kierunkiem Ignacego Daszyńskiego, zasłużonego działacza socjalistycznego i wieloletniego parlamentarzysty. Był to pierwszy całkowicie niezależny od trzech zaborców rząd odradzającej się Polski.

11 listopada w Compiègne we Francji podpisano zawieszenie broni kończące działania wojenne I wojny światowej. Niemcy oficjalnie uznawali się za przegranych. Tego dnia Rada Regencyjna oficjalnie przekazała władzę nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu, który wypuszczony z więzienia przybył do Warszawy dzień wcześniej. Kto kontrolował wojsko, miał faktyczną władzę na ziemiach polskich. Tego samego dnia konspiratorzy z założonej przez Piłsudskiego Polskiej Organizacji Wojskowej, a także żołnierze, harcerze, weterani i studenci zaczęli rozbrajać Niemców znajdujących się w Warszawie. Okupacja przez ostatniego z zaborców skończyła się.

14 listopada 1918 roku Piłsudski objął pełnię władzy w odradzającym się państwie jako Tymczasowy Naczelnik. Kilka dni później powołał rząd na czele z socjalistą Jędrzejem Moraczewskim i poinformował świat o tym, że państwo polskie wróciło na mapy świata. Zaczęło się tworzenie wojska i struktur państwa, które nie miało jeszcze ustalonych granic – w Wielkopolsce, która znajdowała się w zaborze pruskim, wolność wywalczono sobie dopiero pod koniec grudnia 1918 roku, gdy wybuchło tam zwycięskie powstanie przeciw Niemcom. Na początku roku 1919 Piłsudski porozumiał się z prawicą (na czele rządu stanął Paderewski) i zorganizował wolne wybory.

Niepodległość Polacy odzyskali dzięki walce i pracy tysięcy ludzi różnych zaborów i poglądów. Wykorzystano okoliczności polityczne i skupiono się na jasnym celu. W listopadzie 1918 roku wydarzyło się jedno z największych wydarzeń w polskiej historii.

Tomasz Leszkowicz

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 378

AMENDMENT – poprawka: część kontraktu, która uległa zmianie za zgodą stron umowy, np. zmiana daty zamknięcia transakcji (closing date).

BEQUEST (inna nazwa: legacy) – własność osobista zapisana testamentem.

COACH HOME  – mieszkanie własnościowe w budynku dwukondygnacyjnym: mieszkanie położone na jednym poziomie w budynku dwukondygnacyjnym, w którym główne wejście jest wspólne dla czterech mieszkań – dwa mieszkania znajdują sie na parterze i dwa na drugim piętrze;  każdy właściciel ma przynajmniej dwóch sąsiadów – w mieszkaniu obok oraz na górze lub na dole; wspólny korytarz prowadzi do przyłączonych do budynku garażów, zwykle na jedno auto; posiadanie oparte jest na zasadach condominium, systemu posiadania mieszkania jako odrębnej własności znajdującej się w budynku wielomieszkaniowym, ze wspólnymi elementami (common elements), takimi jak korytarze, tereny zielone, itp.

CODICIL – poprawka do testamentu: oddzielny dokument modyfikujący lub uzupełniający wcześniej sporządzony testament.

DEVISE – nieruchomość zapisana testamentem.

DEVISEE – spadkobierca nieruchomości na mocy testamentu.

DUPLEX APARTMENT – mieszkanie dwupoziomowe: mieszkanie położone na dwóch poziomach, z wewnętrznymi schodami (interior staircase) prowadzącymi na wyższy poziom, gdzie zwykle znajdują się sypialnie.

DUTCH COLONIAL HOUSE – dom w holenderskim stylu kolonialnym: rodzaj domu wolnostojącego, który stylem nawiązuje do domów budowanych przez holenderskich osadników na wschodnim terenie USA; jego najbardziej charakterystyczną cechą jest dach typu „gambler” posiadający po dwie płaszczyzny po dwóch stronach dachu, z których dolne płaszczyzny są bardziej strome od górnych.

FLAT – mieszkanie położone na jednym poziomie: wyrażenie używane w połączeniu z liczbami do określania typu budynków, w którym znajduje się więcej niż jedno mieszkanie, np. two-flat, three-flat, four-flat, itd. (dwójka, trójka, czwórka, itd.); budynki zawierające więcej niż cztery mieszkania traktowane są jako nieruchomości typowo komercyjne, które wymagają specjalnego finansowania.

FURLONG  – furlong – jednostka długości równa 220 jardów (około 201,2 m), używana głównie w miernictwie gruntów.

HOLOGRAPHIC WILL – testament holograficzny: testament napisany własnoręcznie przez spadkodawcę.

HOMESTEAD – prawo własności domu rodzinnego: rodzaj prawnego dożywotniego prawa własności, które chroni właścicieli domów rodzinnych w ten sposób, że część wartości nieruchomości wyłączona jest spod zajęcia za niezabezpieczone długi (unsecured debts), np. długi osobiste lub z kart kredytowych, dopóki nieruchomość nie jest wynajmowana i stanowi główne miejsce zamieszkania właściciela (principal residence). Homestead nie chroni właścicieli przed zajęciem za długi hipoteczne czy niezapłacone podatki. Np. w Illinois właściciel domu rodzinnego uprawniony jest do otrzymania $15,000 (pary małżeńskie do $30,000), jeśli w wyniku sprzedaży domu na mocy wyroku sądowego pozostanie jakaś suma do rozporządzenia po spłaceniu wszystkich zabezpieczonych długów (niezapłacone podatki, kredyt hipoteczny, lien kontraktorski, itp.).

INVESTMENT ANALYSIS – analiza inwestycyjna: analiza dotycząca inwestycji w nieruchomość komercyjną, obejmująca wysokość kosztów oraz przewidywanych zysków.

INVESTMENT LIFE-CYCLE – cykl życia inwestycji: cały okres danego procesu inwestycyjnego, od momentu nabycia do chwili sprzedaży.

INVESTMENT VALUE – wartość inwestycyjna: oszacowana wartość inwestycji w nieruchomość komercyjną dla określonego inwestora, nie zawsze pokrywająca się z wartością rynkową (market value).

INVOLUNTARY ALIENATION – mimowolne przeniesienie tytułu własności: przeniesienie tytułu własności dokonane wbrew woli właściciela nieruchomości, np. w przypadku przejęcia nieruchomości przez państwo na cele publiczne (eminent domain), w sytuacji kiedy nieruchomość bezdziedziczna przechodzi na rzecz państwa (escheat), lub kiedy bank przejmuje nieruchomości w wyniku zaniedbania spłat (foreclosure).

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645        e
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Web: www.CaretRealty.com

***

Bóg stworzył wszystko stosownie do największej harmonii, czyli możliwego piękna.
(Leibniz, Pisma z teologii mistycznej)

***

„Będę Dziki. Nie zatrzymają mnie. Jeśli muszę się zemścić, to się zemszczę. Jeśli muszę przebaczyć, przebaczę. Jeśli muszę kochać, będę kochał. Jeśli musze odrzucić. Odrzucę. Jeśli muszę walczyć, będę walczył. Jest dla mnie jasne, że to życie – nie śmierć – będzie kierowało moimi decyzjami. Oddam życie za życie, zawsze za życie.” (Dziki, s. 344)

***

„Dziki” Guillermo Arriagi obezwładnia. Wydaje nam się, że jakoś sobie z tym tekstem poradzimy, ale w pewnym momencie on zaczyna zarządzać naszymi uczuciami znacznie bardziej, niż nam się wydaje. Zostajemy wciągnięci w wir zdarzeń i trudno nam się z nich wyplątać. Zaczynamy życie w utożsamieniu, a jest to przecież ta niezwykła, specjalna cudowność, przynależna literaturze, która pozwala nam zaistnieć w innym świecie, istniejąc jednocześnie w tym rzeczywistym. Ta cudowność polega również na tym, że obie te rzeczywistości, fikcyjna i niefikcyjna, zaczynają się przenikać w swej intensywności i stajemy się częścią wydarzenia na pograniczu światów realnego i wyobrażonego, bo owe kategorie często tracą swą odrębność.

O czym jest Dziki? O wszystkim! Jest swoistym kosmosem, aczkolwiek w specyficznym wydaniu. Ta specyfika polega na operowaniu w różnych sferach wyobrażonej rzeczywistości – rzecz dzieje się w wielkim meksykańskim mieście, ale również w bezkresnej, kanadyjskiej tundrze. Dotyka tak intymnych doznań jak miłość, wierność, lojalność czy szlachetność, a jednocześnie przeczesuje rejony ludzkiej aktywności naznaczone zbrodnią, występkiem, cierpieniem, korupcją czy przekleństwem. Operuje wśród świadomości otwartej i akceptującej, ale jednym z najbardziej wstrząsających wątków powieści jest obraz świadomości zainfekowanej dogmatyczną ortodoksją.

Dziki to powieść, która odbiera oddech. W miarę zagłębiania się w fabułę, pętla na szyi czytelnika zaciska się coraz mocniej. W tej rzeczywistości nikt nie ma lekko. Ani ludzie, ani zwierzęta. Ani kobiety, ani mężczyźni. Bez względu na wiek, wyznanie, profesje, umiejscowienie w lokalnej hierarchii czy znajomości - prędzej czy później każdy na swojej skórze odczuje okrucieństwo świata. Okrucieństwo ludzi. Ból straty. Ból fizyczny, psychiczny, obydwa. 

Guillermo Arriaga portretuje życie mieszkańców takiej dzielnicy Mexico City, do której nie zaglądają turyści. Brudne zaułki wzbudzają dreszcze. Policja robi tu co chce. Łatwo oberwać. I za coś, i za nic. Bicie, kopanie, rażenie prądem w jądra. Pełen serwis usług, od których ratują łapówki. One zresztą ratują w wielu sytuacjach. Dzięki nim policjanci widzą wybiórczo, a przestępcy są bezkarni. Gorzej, gdy ktoś płacić nie chce, jak Carlos, który zmysł do nielegalnych interesów ma wybitny, sprytu mu nie brak, ale pewnego dnia gubi go pewność siebie. Jego śmierć będzie dla jego młodszego brata ogromnym ciosem i to właśnie to wydarzenie napędza fabułę Dzikiego.

Jeśli jest ktoś, kto nie musi się martwić prześladowaniami policji, to są to "dobrzy chłopcy", członkowie Ruchu Młodzieży Katolickiej, którzy między unikaniem używania brzydkich słów, chodzeniem do kościoła, a rozmowami o tym, co boskie i praworządne, tępią wszelkie zachowania w ową boskość i praworządność godzące. Arsenał środków wychowawczych mają spory, a ich interpretacja cytatów z Pisma Świętego okazuje się zabójczo kreatywna”. (za: Ann Rychlicka, blog)

To fascynujące spektrum wszelakich aspektów zwykłości i niezwykłości składa się na ten magiczno-realistyczny świat tekstu Arriagi, poprzez który możemy dostrzec pewne elementy swoistej harmonii owego świata.

Tu zresztą, wydaje się, mieści się owa nadzwyczajność historii opowiedzianych w Dzikim, które czynią go tekstem ważnym. W wielowarstwowej i wielowątkowej powieści, gdzie czasowość i przestrzeń nie zawsze poddawane są presji przyczyny i skutku, doznajemy olśnienia harmonią świata, który pozornie jest tylko chaosem. Ta odwieczna tęsknota człowieka do porządkowania, nazywania, określania, oswajania, kategoryzowania czy nadawania wszystkiemu sensu u Arriagi jest oswajaniem Dzikiego. Ta bardzo dosłowna i jednocześnie bardzo magiczna ucieczka od nieoznaczoności prowadzi nas wprost ku zachwycającemu paradoksowi: harmonię możemy dostrzec nawet w totalnej dysharmonii – musimy jednakowoż znaleźć do tego klucz. Gdzie on się może być?

Prawdopodobnie w kolejnej, trzeciej odsłonie etymologii zdarzeń (Dziki, s.347):
- ten, który oswobadza zwierzę trzymane w niewoli
- pożegnanie tych, którzy odchodzą
- ostatni oddech
- odrzucony przez ukochana osobę
- zmarli, za którymi nadal tęsknimy
- jedyny mieszkaniec jakiegoś domu
- czujne zwierzę
- ten, który nuci sobie melodie
- ten, który uważa się za zdolnego dokonać wielu rzeczy

Poszukiwanie harmonii, a raczej doświadczenie harmonii świata jest w Dzikim kategorią wykraczającą poza poszczególne, jednostkowe opowieści czy rozdziały. Wydaje się, że jest ona organicznie wpisana w ich strukturę i działa jak stelaż czy rusztowanie, na którym buduje się wszystkie znaczenia i sensy tekstu:

„Wędrowcowi powiedziano, że na środku pustyni znajduje się wspaniała oaza, pełna najróżniejszych bogactw. Zapytał, jak ja znaleźć. Wskazano mu olbrzymią pustynię. […] Wycieńczony, niemal na czworakach doczołgał się do jej wrót. Oaza, wspaniała oaza. Wędrowiec prędko się z orientował, że dotarł do tego samego miejsca, z którego wyruszył” (Dziki, s. 245)

Guillermo Ariaga rzuca nas na pożarcie tego co, dobre i tego, co złe. Każe nam być po każdej stronie, tej właściwej i tej błędnej – nie ma innego wyjścia. Można nawet założyć, że cytowana we fragmencie przypowieść o wędrowcu, opisuje sytuację nie do uniknięcia.

Bohdan Pociej pisze w Harmonii świata:

  1. Kto dzisiaj jeszcze naprawdę wierzy w harmonię świata ("przedustawną")? Któż pojmuje ją jako realną rzeczywistość? Nasz ziemski świat jawi się nam, jako rzeczywistość nieprawdopodobnie zróżnicowana, oszałamiający galimatias, labirynt przyprawiający o zawrót głowy; coś nieskończenie wielościowego: krzyżowanie sprzecznych dążeń, ścieranie się przeciwnych tendencji, splątanie różnych nurtów, przenikanie płaszczyzn i poziomów... Cywilizacyjny pseudo-kosmos, podszyty chaosem, wciskany, "wkomponowywany" w obcy mu porządek natury (której bytu do końca nigdy nie pojmiemy); wielość pstrokata i hałaśliwa, w którą my, władzami naszego umysłu, usiłujemy wprowadzić jakiś ład, dla orientacji. Świat pozaziemski natomiast, wszechświat kosmiczny, jest już wprost nie do objęcia i nie do pojęcia... […]
  2. Czymże więc jest owa Harmonia mundi? Czy nie brzmi dziś pusto piękne hasło mojego cyklu? Jaki sens jeszcze może mieć dla nas? I jaką ma jeszcze siłę działania na wyobraźnię? Czy nie jest to już aby tylko pojęcie w swoim historyzmie zamknięte (archiwalne), pozbawione aktualnego życia? Choć każdy, kto się nim dzisiaj świadomie posługuje, musi wiedzieć o jego głębokich korzeniach w starożytności greckiej, w myśli przed-Platońskiej, i jego odrodzeniu w umysłowości wieków średnich; określa wszak ono wtedy sedno obrazu świata, żywe właściwie jeszcze przez dwa stulecia (XVI-XVII) kulminujące po raz ostatni z dawną siłą w filozofii Leibniza.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak