----- Reklama -----

Monitor 09/28/2018

Kiedy osoby lub jednostki mają spory, których nie mogą rozwiązać samodzielnie, zwracają się do systemu sądowego. Sądy procesowe (“trial courts”) stanowią wstępne forum. W sądach procesowych można wyjaśnić fakty dotyczące sytuacji oraz argumentować, że obowiązujące prawo ma zastosowanie. Jeżeli jedna ze stron nie zgadza się z decyzją sądu procesowego, może odwołać się do wyższego sądu. Odwołania pomagają chronić system sądowy, zapewniając stronom inny poziom kontroli, a także zapewniając systemowi sądowemu możliwość skorygowania błędów lub rozwiązania błędów w inny sposób.

W stanie Illinois dostępne są dwa systemy sądowe. Istnieje federalny (“federal”) system sądowy (na Stany Zjednoczone) oraz stanowy (“state”) system sądowy (na stan Illinois).

Istnieje spora liczba alternatywnych metod rozwiązywania sporów, ale zazwyczaj nie przysługuje odwołanie od tych rezolucji, jeżeli jedna ze stron nie zgadza się z wynikiem.

W federalnym systemie sądowym istnieją trzy poziomy sądów. Sąd procesowy nazywany jest Sądem Okręgowym (“district court”). Stan Illinois dzieli się na trzy okręgi federalne, w tym okręg południowy, centralny i północny. Jeżeli strona nie zgadza się z orzeczeniem na poziomie Sądu Okręgowego, strona może odwołać się do Sądu Apelacyjnego (“Court of Appeals”). W systemie federalnym na terenie staniu Illinois, znajduje się Sąd Apelacyjny Siódmego Obiegu (“Seventh Circuit Court of Appeals”), który składa się ze stanów Illinois, Indiana, i Wisconsin. Odwołania od Sądów Okręgowych każdego z tych stanów są rozpatrywane w stanie Illinois. Często tego rodzaju odwołania są przesłuchiwane przez sędziów, którzy zasiadają w panelach po trzy osoby.

Jeżeli jedna ze stron nie zgadza się z decyzją Sądu Apelacyjnego, strona może ostatecznie wnieść sprawę odwołania do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych (“Supreme Court of the United States”), który składa się z dziewięciu sędziów, którzy wspólnie rozpatrują sprawy. Nie każda sprawa może być wniesiona do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Zazwyczaj strona prosi o zezwolenie na odwołanie do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Odwołania w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych (“Supreme Court of the United States”) są rozpatrywane w Waszyngton, D.C. Każdy system sądowy zajmuje się pewnego rodzaju sprawami. Sądy systemu federalnego zazwyczaj przyjmują przypadki dotyczące sporów z udziałem prawa federalnego oraz sporów między stronami z różnych stanów.

Często osoby lub jednostki, które mają spory w stanie Illinois, korzystają ze stanowego systemu sądowego. Sądy systemu stanowego przyjmują przypadki dotyczące sporów z udziałem prawa stanowego.

Kolejną różnicą między sądami systemu federalnego a sądami systemu stanowego jest to, w jaki sposób sędziowie stają się sędziami. W federalnym systemie sądowym wszyscy sędziowie są mianowani przez prezydenta Stanów Zjednoczonych za zgodą Senatu Stanów Zjednoczonych. W sądowym systemie stanowym zazwyczaj obejmuje wybór sędziów.

Odwołania w sądowym systemie stanowym jest podobna do tej w sądowym systemie federalnym. Od Sądów Okręgowych odwołać można się do Sądu Apelacyjnego, a następnie, być może, do Sądu Najwyższego. Stan Illinois podzielony jest na pięć okręgów apelacyjnych, w których wybierani są sędziowie odpowiedniego Sądu Apelacyjnego. Przez te okręgi wybierani są także sędziowie Sądu Najwyższego, w tym trzej wybierani są z Pierwszego Okręgu, który składa się z powiatu Cook. W każdym odwołaniu na poziomie Sądu Apelacyjnego zasiada trzech sędziów. Siedmioro sędziów zasiada przy każdym odwołaniu na poziomie Sądu Najwyższego.

W każdym systemie dojdzie do ostatecznego rozstrzygnięcia rozprawy przed sądem. Jeżeli wyrok nie jest ostateczny, sąd odwoławczy może zezwolić na złożenie odwołania. Proces apelacyjny rozpoczyna się od wypełnienia powiadomienia o odwołaniu (“notice of appeal”) w sądzie procesowym (“trial court”). Zawiadomienie musi dotyczyć ostatecznego rozstrzygnięcia, które ma zostać poddane przeglądowi. Następnie strona wnosząca odwołanie musi uzyskać dokumentację z postępowania sądowego, skierowaną do sądu apelacyjnego (“record on appeal”). Część tego procesu obejmuje sporządzenie transkryptów istotnych i merytorycznych postępowań przed sądem procesowym.

Po złożeniu zawiadomienia o odwołaniu i udokumentowaniu odwołania, strony składają dokumenty, które przedstawiają ich stanowiska przed Sądem Apelacyjnym. Dokumenty zawierają podsumowanie istotnych faktów i kwestii wraz z argumentami stron z cytatami do aktów, statutów oraz opublikowanych opinii innych sądów. Zazwyczaj strona wnosząca odwołanie najpierw składa zeznanie, a następnie pozwany składa odpowiedź. Później strona wnosząca odwołanie ma szansę złożyć odpowiedź. Sąd Apelacyjny decyduje, czy potrzebuje dodatkowo usłyszeć argument ustny; jeżeli nie ma argumentu ustnego, Sąd Apelacyjny decyduje na podstawie złożonych zeznań oraz dokumentacji.

Ten proces jest bardzo podobny na poziomie Sądu Najwyższego. Zwykle podjęcie decyzji na każdym poziomie odwoławczym trwa kilka tygodni lub miesięcy.

Odwołania do wyższych szczebli w systemach sądowych przewidują wnikliwy przegląd decyzji sądów procesowych. W taki sposób, odwołania pomagają chronić nasz system sądowy.

Katarzyna Brukało

Brukalo Law, P.C.
Tel. 312-450-3630
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 
www.BrukaloLaw.com
Dwie lokalizacje – Chicago (Downtown) i Park Ridge

Sektor usług medycznych to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów gospodarki Stanów Zjednoczonych, zatrudniający rocznie tysiące absolwentów kierunków medycznych.

O szansach zdobycia zatrudnienia, nieograniczonych możliwościach rozwoju zawodowego, a także o najnowszych trendach w zawodach medycznych rozmawiamy z Anną Tukiendorf ze Studium Medycznego TTI oraz Elżbietą Filip z grupy medycznej Advocate Medical Group.

Jakich specjalistów potrzebują dziś placówki medyczne?

Elżbieta Filip: W ciągu ostatnich kilkunastu lat sektor usług medycznych bardzo się zmienił. Wcześniej panowało głównie zapotrzebowanie na pielęgniarki i w niewielkim stopniu na asystentki medyczne. Dziś kierunki medyczne bardzo się rozbudowały i średni personel medyczny - asystentki medyczne, technicy USG, pracownicy techniczni, którzy obsługują sprzęt medyczny - są bardzo poszukiwani. Wciąż nie słabnie zapotrzebowanie na asystentki medyczne. Zmieniła się na pewno specyfika ich pracy, gdyż dziś dużo częściej niż wcześniej pracują bezpośrednio z pacjentami.

Anna Tukiendorf: Porównując obecną sytuację na rynku pracy w sektorze medycznym z zapotrzebowaniem na pracowników w tym sektorze dziesięć czy piętnaście lat temu, to zauważam ogromną zmianę w kwalifikacjach samych pracowników. Kilkanaście lat temu na przykład od asystenta medycznego wymagano głównie umiejętności administracyjnych i tylko podstawowych umiejętności klinicznych, ale mimo wszystko podpartych solidną praktyka np. szpitalną. Miejsc pracy w tym zawodzie było znacznie mniej i to powodowało, że była ogromna konkurencja, a pracodawcy mogli “przebierać” wśród kandydatów. Wygrywali głównie studenci dwujęzyczni, najlepiej z wykształceniem na poziomie Associate Degree. Dzisiaj ta sytuacja diametralnie się zmieniła na korzyść pracowników poszukujących pracy. Otrzymujemy mnóstwo ofert pracy bezpośrednio skierowanych do absolwentów kierunku asystent medyczny. Otwarć jest tak dużo, że student, który kończy kurs może “przebierać” w ofertach zanim jeszcze rozpocznie praktykę. Często, aby przyciągnąć pracownika oferowana jest pozycja, gdzie częścią zatrudnienia jest trening praktyczny. To jest oczywiście zmiana pozytywna, spowodowana tym, że część obowiązków zawodowych wykonywanych dotychczas tylko przez pielęgniarki, została przydzielona asystentom medycznym. My, jako szkoła kształcąca w tym kierunku, stale wprowadzamy zmiany w programach dostosowując metody kształcenia i materiał do potrzeb pracodawców i zmieniającego się rynku. Dziś uczymy studentów umiejętnosci, które kiedyś nie były wymagane, a dziś już są niezbędne do wykonywania tego zawodu.

Czego rynek oczekuje od absolwentów?

Elżbieta Filip: W tej chwili przede wszystkim profesjonalizmu, odpowiedniego podejścia do pacjenta, kultury osobistej, właściwej osobowości i dyspozycyjności. To takie najważniejsze cechy plus elastyczność, jeżeli chodzi o godziny pracy. Rynek usług medycznych właściwie chłonie asystentów medycznych. Dziś zatrudnia się ich w praktycznie każdej gałęzi medycyny, w każdej specjalizacji, a także w nowych technologiach. Duże placówki medyczne zwracają także uwagę na chęć nauki i dalszego kształcenia się kandydata, na jego otwartość na wiedzę i nowości w zakresie służby zdrowia.

Anna Tukiendorf: To, co powiedziała Ela, jest bardzo ważne. Nawet najlepiej przygotowany program w szkole nie zna niuansów danej placówki służby zdrowia, a także szybkich zmian następujących w zakresie choćby nowych technologii używanych w medycynie, czy działu bądź specjalizacji, w jakiej dany absolwent będzie pracował. Żadna szkoła nie jest w stanie przygotować do pracy np.: tylko z kardiologiem albo tylko z pediatrą, dlatego asystent medyczny detali wykonywanej pracy będzie musiał nauczyć się na miejscu, już po otrzymaniu pracy w danej placówce medycznej. Jeszcze raz powtórzę, że chęć uczenia się, otwartość na wiedzę, uśmiech, umiejętność pracy z ludźmi oraz osobowość, to najważniejsze cechy, które pracodawcy cenią u nowych pracowników. Jeżeli ktoś jest ciągle smutny albo mało towarzyski, to praca z pacjentami może nie być najlepszym wyborem dla takiej osoby. Oczywiście są wyjątki, kiedy asystent medyczny nie ma do czynienia z pacjentem, wtedy cechy osobowościowe są mniej ważne. Jeżeli stanowisko pracy wymaga odczytywania danych z komputera i pracy tylko z komputerem, to wtedy zdolności interpersonalne nie są aż tak istotne.

Czym różni się praca w szpitalu od pracy w innych placówkach medycznych?

Elżbieta Filip: W szpitalu generalnie wymagana jest elastyczność, jeżeli chodzi o godziny pracy. W Stanach Zjednoczonych rozbudowana jest opieka ambulatoryjna i większość pacjentów nie pozostaje w szpitalu. Pacjenci, którzy są przyjmowani do szpitala, to osoby bardzo chore, wymagające specjalistycznej opieki szpitalnej. Szpital funkcjonuje 24 godziny na dobę, w związku z tym godziny pracy mogą być różne, asystent medyczny może zostać poproszony o pozostanie dłużej, o ile jest taka potrzeba. Plusem pracy w szpitalu jest na pewno satysfakcja, jaką daje ta praca, oraz możliwość doskonalenia się i zdobywania najlepszego doświadczenia.

Praca w przychodniach zdrowia najczęściej jest od poniedziałku do piątku, czasami w soboty. Pracownicy na pewno mają bardziej zbalansowane życie i to jest duży plus. To, co oferuje służba zdrowia, poza oczywiście stałym zatrudnieniem, to ciągła możliwość kształcenia się i zdobywania nowych kwalifikacji. Medycyna jest dziedziną nauki, która rozwija się bardzo szybko. Czy ktoś piętnaście lat temu słyszał o ośrodkach przeszczepu szpiku kostnego? Niedawno otworzyliśmy klinikę specjalizującą się w tej procedurze i zatrudniliśmy właśnie asystentki medyczne do pomocy w tym dziale. Ktoś otwarty na naukę może rozwijać się w wielu nowych specjalizacjach czy podspecjalizacjach medycznych. Wiele osób rozpoczyna swoją karierę medyczną od stanowiska asystenta medycznego, potem zostają pielęgniarkami albo lekarzami. Awanse w sektorze medycznym są powszechne. Nasza placówka medyczna dodatkowo finansuje rozwój zawodowy pracowników, pokrywając czesne za studia bądź kursy, co w dzisiejszych czasach jest niebagatelna kwotą.

Anna Tukiendorf: W trakcie zajęć w szkole z dosyć dużym prawdopodobieństwem oceniamy, którzy studenci chcą pracować w szpitalu, a którzy w gabinecie medycznym czy w przychodni. W związku z tym komponent opieki nad pacjentem jest uwzględniony w trakcie zajęć, tak aby absolwenci kończąc kurs wiedzieli, jak podejść do pacjenta bardzo chorego, leżącego na łóżku, lub jak pomóc pacjentowi przejść z wózka na łóżko, bez zrobienia pacjentowi krzywdy. Często studenci pytają o to, dlaczego mam nauczyć się jak przenosić pacjenta, albo przesuwać go – właśnie dlatego, że może być to częścią pracy w szpitalu. Umiejętność podejścia do pacjenta bardzo chorego, delikatność, wiedza na temat tego, jak dotykać ciała pacjenta, jest w pracy w szpitalu bardzo istotna. Osoby, które chcą pracować w zawodach medycznych muszą mieć do tego pasję. To jest niezbędne. To bardziej powołanie niż zawód.

Jak wygląda system kształcenia techników medycznych i pracowników medycznych średniego szczebla?

Anna Tukiendorf: Kształcąc studentów kładziemy nacisk na to, aby student był przygotowany nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie. Programy, które oferujemy, kończą się oczywiście egzaminem i uzyskaniem stanowych, bądź międzystanowych certyfikatów, ale naszym głównym zadaniem jest wyposażenie absolwenta w praktyczną wiedzę i umiejętności. Tak przygotowana osoba rozpoczynając pracę w gabinecie medycznym jest gotowa do natychmiastowego wykonywania większości obowiązków. Ważnymi komponentami programu “Asystent Medyczny” jest zakres obowiązków technika EKG oraz technika pobierania krwi– absolwent kończąc kurs wie, jak pobrać krew, wie co przedstawia wydruk badań serca. Oczywiście asystent medyczny nie stawia diagnozy i nie podejmuje decyzji o leczeniu, ale może zaalarmować lekarza, że np. rezultat badań jest niepokojący. Trzecim komponentem kursu są prawa pacjenta, przepisy obowiązujące w szpitalach i placówkach medycznych, poufność danych i etyka – coś co uchroni przyszłych pracodawców przed niepotrzebnymi procesami sądowymi. W trakcie kursu studenci odbywają praktyki w przychodni, gdzie uczą się, jak dany zawód wykonywać.

Rozwój technologii, rozwój metod leczenia, nowe wyzwania służby zdrowia sprawiają, że zmienia się również specyfika zawodów medycznych. Jakie nowe trendy obserwujecie?

Elżbieta Filip: Nowe trendy to przede wszystkim nowe podspecjalizacje, które się tworzą. To także nowy zakres obowiązków dla pracowników medycznych. Praca pielęgniarki wyglądała inaczej dwadzieścia lat temu, inaczej wygląda dziś – nie tylko ze względu na rozwój nowych technologii, ale także na zmianę zakresu obowiązków. Dziś wiele obowiązków pielęgniarek wykonują asystenci medyczni. Bardzo rozwijają się wszystkie dziedziny medycyny. Nowe wyzwania stoją przed chirurgią, kardiologią, rozwija się dziedzina przeszczepów narządów czy szpiku kostnego. To powoduje, że inne wyzwania stoją też przed pracownikami średniego szczebla, którzy dziś potrzebują innego zestawu cech niż na przykład dwadzieścia lat temu. W medycynie tworzą się nowe zawody związane z robotyką, technologiami, testami. Medycyna stała się bardzo wyspecjalizowana.

AnnaTukiendorf: Nowym trendem jest również wirtualna obsługa pacjenta, telemedycyna, zawody związane z obsługą urządzeń monitorujących pacjenta. Pracę w tych zawodach również znajdują asystenci medyczni, którzy monitorują pacjentów codzienne albo kilka razy dziennie, przypominają im, aby zażyć leki, przypominają o wizycie lekarskiej, zbierają dane, w momentach krytycznych alarmują pielęgniarkę, która instruuje, co zrobić. Nowe technologie eliminują bardzo dużo kosztów opieki medycznej. Dążąc do zmniejszenia kosztów monitorowanie pacjenta, uprzedzanie sytuacji krytycznej obniża wydatki służby zdrowia. Ostatnio rozmawiałam z pracodawcą, który zatrudnia asystentów medycznych do monitorowania pacjentów i z jego doświadczenia wynika, że pracownicy chwalą sobie przede wszystkim fakt, że mogą wykonywać tą pracę z domu, albo w przerwach innych obowiązków. Obecnie w sektorze medycznym zatrudnia się także osoby niesłyszące, które odczytują dane, zbierają odczyty pracy serca. Dziś stwarza się więcej możliwości dla osób, które kiedyś nie mogłyby marzyć o pracy w sektorze medycznym.

Charlie ma 6 lat i w czasie wakacyjnej przerwy zmienił fryzurę.

Być może zobaczył podobną w jakimś filmie, na podwórku u starszych kolegów, a może w ramach eksperymentów powstała ona z udziałem artystycznie uzdolnionych rodziców. Może w młodości byli oni miłośnikami punk-rocka, a może w dalszym ciągu są. To jednak nie ma znaczenia, bo nie w domu, a w szkole pojawiły się problemy.

Otóż nowa fryzura Charliego to 3 centymetrowy "mohawk" z angielskiego, w naszym języku "irokez". Postawione pionowo od środka czoła do tyłu głowy włosy to był styl tymczasowy, bo chłopak koniecznie chciał tylko pokazać po wakacjach to dzieło kolegom z klasy.

Rodzice nie widzieli w tym nic złego. Większość nauczycieli również nie. Trafił się wyjątek. Dyrektor szkoły uznał, że "irokez" na głowie sześciolatka przeszkadza innym dzieciom w nauce. Nie mogą się skupić, rozmawiają na ten temat, a co najgorsze, kilku zapragnęło mieć na głowie coś podobnego. Ponieważ sprawa dzieje się w Anglii, łatwo dyrektorowi nie poszło, musiał stawić czoła początkowo zdziwionym, następnie rozgniewanym rodzicom, kadrze pedagogicznej i mediom. Zmienił więc śpiewkę i publicznie stwierdził, że chłopiec ma ogolić głowę, bo jego włosy stanowią zagrożenie dla innych.

Jakie? Przygotujcie się na najgłupsze wyjaśnienie w historii...

Bo mogą komuś wykłuć oko.

Serio.

Jest to oficjalne tłumaczenie dyrektora szkoły. Człowieka przecież wykształconego, światłego, odpowiedzialnego za rozwój młodzieży, piastującego istotne stanowisko w systemie edukacyjnym cywilizowanego kraju.

Ktoś może powiedzieć, że "irokez" nie przystoi tak młodemu człowiekowi. Zgoda, wielu osobom może to przeszkadzać. Według mnie to forma ekspresji znacznie łagodniejsza od zgryźliwego napisu na koszulce lub wykrzyczanego obraźliwego słowa, niewinna wręcz forma zabawy. W końcu mówimy o fryzurze w stylu lat 80. a nie dokładnej jej kopii. Miała 3 centymetry, a nie 30, do tego w naturalnym kolorze włosów. Gdy ja w młodości stawiałem "irokeza" nie obyło się bez trudno dostępnej w tamtych czasach farby w sprayu. Ale rozumiem, że ktoś może być temu przeciwny.

Jednak tekstem o wykłuciu oka dyrektor się nie popisał.

Szkoła uzbraja uczniów w długopisy, ołówki, cyrkle i inne groźne urządzenia, a dla niego problem stanowią czyjeś włosy.

Gdyby udało się 6-letniemu Charliemu wykłuć komuś oko swoimi włosami, trafiłby na karty historii. Takiego przypadku jeszcze nie było i jestem niemal pewien, że w przyszłości nie będzie. Dzięki czujności dyrektora. Jego decyzja nie tylko uratowała komuś wzrok, ale również podcięła skrzydła sześciolatkowi.

W swoim życiu trafiałem na różnych pedagogów. Wbrew pozorom najbardziej ceniłem nie tych, którzy pozwalali na wszystko, ale takich, którzy potrafili uszanować każdy przejaw indywidualności u młodego człowieka. Proszę nie mylić z indywidualizmem, bo to kompletnie co innego.

Ludzie umiejący wykorzystać uczniowską potrzebę do wyróżnienia się w tłumie, zasygnalizowania swej obecności, nakierowania i wytłumaczenia, zawsze cieszyli się największym uznaniem.

Pozwalający na wszystko szybko tracili szacunek młodzieży.

Najgorsi byli jednak służbiści. Nie to nie. Tak ma być. Koniec dyskusji. Tacy zawsze zachodzili daleko, choć najmniej na to zasługiwali.

W każdym miejscu, w każdej szkole, trafić można na osobnika, który nie będzie szczęśliwy, dopóki wszyscy nie staną w szeregu. To tacy, którzy starają się przecisnąć słonia przez ucho igielne, a gdy nie wychodzi, to podwajają wysiłek. Tacy ludzie często posuwają się do kłamstw i chwytów poniżej pasa, byle tylko ratować swój wizerunek i poglądy. Czy ja wciąż mówię o szkole? Tak, choć pewnie nieco zaczynam zbaczać...

Zgadzam się, że w każdej placówce oświatowej powinien obowiązywać jakiś system, zasady. Nawet dotyczące ubioru czy fryzury. Są jednak granice ich egzekwowania, zwłaszcza gdy sprawa dotyczy sześciolatka. Powinny też istnieć kary dla dyrektorów i nauczycieli za szerzenie głupoty i kłamstwa. Jeśli chcą rozstawiać ludzi po kątach i narzucać im własną wizję świata, a także realizować się w służbie biurokracji, to są do tego lepsze miejsca. Choćby polityka, urzędy wszelkiego rodzaju, kasy biletowe...

Wiem, to było w Anglii. Dziwny kraj. Ale każdego dnia podobne coś ma miejsce w USA, Polsce, Brazylii i Nowej Zelandii. Tylko w Islandii nie, bo to też dziwny kraj.

Czasami warto posłuchać starego, dobrego Pink Floyd i zostawić dzieciaki w spokoju. Bo przecież "jeśli nie zjesz kotleta, nie dostaniesz budyniu!

Jak można dostać deser, jeśli nie zjadło się obiadu?!?"

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

***

„Sztuka w tym, żeby i sobie i drugim przysporzyć jak najwięcej tych lepszych przekonań, względnie z tych gorszych porobić lepsze – ponaprawiać ludzkie przekonania. Metodę tylko potrzeba znać. Sposób tylko potrzeba mieć.”

***

Łatwo powiedzieć, trudniej wypracować! Jaki sposób i jaką metodę trzeba mieć, by przysporzyć sobie i innym lepszych przekonań? Omawiając fenomen „Pisma – Magazynu Opinii” na polskim rynku wydawniczym dotknęliśmy dwu wątków istotnych dla każdego z nas. Pierwszy streszcza się w tytule jednej z najważniejszych książek Zygmunta Baumana „Płynna nowoczesność”, w której profesor pisze:

„Ciecze, w odróżnieniu od ciał stałych, z trudnością zachowują swój kształt. Płyny (…) nie organizują ani przestrzeni, ani czasu. (…), nie zachowują zbyt długo swojego kształtu, nieustannie gotowe (i chętne), by go zmienić. Dla nich liczy się bardziej upływ czasu niż przestrzeń, którą akurat zajmują – tak czy inaczej tylko “tymczasowo”. (…) Płyny łatwo się przemieszczają. “Płyną”, “wypływają”, “wychlapują się”, “przelewają”, “ciekną”, “zalewają”, “pryskają”, “kapią”, “sączą się”, “wyciekają”. W przeciwieństwie do ciał stałych niełatwo je powstrzymać – omijają przeszkody i zapory, rozpuszczają je albo torują sobie drogę, przesiąkając przez nie lub drążąc je kropla po kropli. Ze spotkania z ciałami stałymi wychodzą bez szwanku (…). Nadzwyczajna ruchliwość płynów przywodzi na myśl wyobrażenie “lekkości”. “Lekkość” i “nieważkość” kojarzymy zwykle z ruchem i zmiennością. (…) Dlatego właśnie “płynność” albo “ciekłość” można uznać za trafne metafory, oddające istotę obecnej, pod wieloma względami nowej, fazy w historii nowoczesności.”

To właśnie doświadczenie niepokojącej i często frustrującej zmienności, braku reguł i zasad postępowania w działaniu, skazuje nas na trwanie w zawieszeniu. Skoro nic nie jest jednoznaczne i trwałe, istotną zasadą życia pozostaje zmienność/płynność. Wszystko przelewa się nam przez palce, bez względu na to, jak bardzo się staramy coś z tej płynności dla siebie zatrzymać, coś dla siebie z niej wyciągnąć. W takiej rozlewającej się nowoczesności nie ma drogowskazów powszechnie obowiązujących. Jesteśmy w naszej wędrówce skazani jedynie na siebie.

Drugi wątek jest wiekową, jakkolwiek ciągle aktualną, nawet może bardziej teraz, niż z początkiem XX wieku, kiedy powstała – koncepcją kultury i rzeczywistości w ogóle, zdominowanej przez masowość. Ten koncept stworzył w Hiszpanii Ortega y Gasset:

/„Podniesienie dziejów” sprawiło, że „masy zhardziały w stosunku do mniejszości; nie są im posłuszne, nie naśladują ich ani nie szanują; raczej wprost przeciwnie, odsuwają je na bok i zajmują ich miejsce”. W przestrzeń wlewa się masowość. „Człowiek masowy czując się pospolitym, żąda, by pospolitość była prawem i odmawia uznania jakichkolwiek nadrzędnych wobec siebie instancji”/

Można rzecz jasna kwestionować sensowność poglądów hiszpańskiego filozofa i pisarza, aczkolwiek dużo trudniej jest nam takiej krytyki dokonać wobec jednego z twórców pojęcia „wirtualna rzeczywistość”, który upublicznił niewiarygodnie wręcz ostre i jednoznacznie negatywne przeświadczenie o funkcji i roli internetu w naszej rzeczywistości:

/„Jennifer Kahn z New Yorkera opisuje sylwetkę Jarona Laniera, uznawanego za twórcę pojęcia wirtualna rzeczywistość. Lanier wydał książkę "You Are Not a Gadget: A Manifesto" ("Nie jesteś gadżetem. Manifest") - prowokacyjną krytykę technologii cyfrowych. Wikipedię nazwał triumfem "rządów umysłowego motłochu"; dowodził, że istnienie serwisów społecznościowych – jak Facebook i Twitter - prowadzi do odczłowieczenia./

Co zatem z tym wszystkim zrobić? Separować się i stanąć na uboczu, tak jak zrobił to Horacy i czytać jedynie „Pismo – Magazyn Opinii” - czy może lepiej nauczyć się intensywnie dostrzegać, wyczuwać i poznawać? Proponuję rozważyć owe opcje i do którejś z nich się jednak zmusić!

Profesor Władysław Witwicki, tłumacz „Uczty” i wielu innych dialogów pisze we wstępie do tekstów Platona:

„W każdym razie: dla mnie istnieje to, a dla ciebie co innego; człowiek ty i człowiek ja. Obaj jesteśmy miarą, normą wszystkich rzeczy, o ile istnieją lub nie. To, co się mnie widzi, że jest, to też naprawdę jest – dla mnie; a co się tobie widzi, to jest też naprawdę – dla ciebie. Przecież nic nie istnieje samo dla siebie – wszystko jest czyimś widziadłem czy też czyimś pomysłem, jest „komuś”, jest w czyjejś głowie czy też w czyichś oczach. [...] Nie to jest lepsze, a tamto gorsze, ale oba równie prawdziwe; tylko to dla mnie, a tamto dla ciebie prawdziwe. […] Nic nie istnieje naprawdę.”

Ten niesamowity fragment opisujący dzieło Protagorasa z Abdery i Gorgiasza prowadzi do niezwykle współcześnie brzmiącej, aczkolwiek antycznej przecież konkluzji:

„Sztuka w tym, żeby i sobie i drugim przysporzyć jak najwięcej tych lepszych przekonań, względnie z tych gorszych porobić lepsze – ponaprawiać ludzkie przekonania. Metodę tylko potrzeba znać. Sposób tylko potrzeba mieć.”

Dlaczego o tym mówimy w kontekście opisywania fenomenu „Pisma – Magazynu Opinii”? Wszyscy przecież, mniej lub bardziej odczuwamy obezwładniającą płynność rzeczywistości, w której przyszło nam funkcjonować i w której coraz trudniej jest nam uchwycić czy zdefiniować samych siebie. Kim jestem, a jeśli już jestem, to na ile jestem sobą? Czy moje życie jest „myślne” czy bezmyślne? Czy wiem, co robię/czynię ze swoją codziennością, czy raczej nie?

Ta przestraszająca płynność nabiera cech mrocznych w kontekście tego, co wyprorokował Ortega y Gasset w książce „Bunt mas”. Dlaczego? Ponieważ współczesna pop kultura czy szerzej pop rzeczywistość nie wymaga od nas zrozumienia owej płynności. Im bardziej żyjemy „życiem niezbadanym” (bezmyślnym), tym lepiej, gdyż dzięki takiemu podejściu, jesteśmy cudownie łatwi, genialnie ulegli, a manipulacja to fundament współczesnych systemów politycznych i gospodarczych. Manipuluję, więc jestem - jestem, bo ulegam manipulacji.

Ten proces może postępować i często postępuje wielopoziomowo. Manipulacja przybiera bowiem wiele postaci i ma wiele twarzy. Będziesz piękny, szczęśliwy i wiecznie młody, jeśli „to coś” kupisz!!! - mówią nam ciągle specjaliści od coraz bardziej wyrafinowanego marketingu, który jest już tak wszechogarniający i skuteczny, że jedynie ucieczka w sen może nas od niego odseparować (jakkolwiek trwają próby, aby nawet tę sferę naszej prywatności urynkowić). Manipulacja nie ma oczywiście wymiaru jedynie ekonomicznego. O wiele większą rolę odgrywa w polityce i zarządzaniu. Politycy czy prezesi korporacji (co często jest jednym i tym samym) nie mają żadnych oporów, by w dążeniu do celu posługiwać się kłamstwem, oszczerstwami czy fałszerstwem:

„W ostatnich latach mniej mamy do czynienia ze świadomymi kłamstwami, częściej z wymyślaniem nieistniejącej rzeczywistości. Od ostatnich wyborów wielką popularnością cieszy się określenie post-prawda, czyli opisywanie realiów kultury politycznej, w której fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej, niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. Prawda ma więc niewielkie znaczenie, a liczy się tylko to, co przyczyni się do zdobycia elektoratu. Jest to współczesna forma populizmu i tak należy to zjawisko traktować. Odczucia, nie fakty, mają największe znaczenie. Wyborcy wybierają sobie informacje, często wyssane z palca, jeśli tylko odpowiadają ich odczuciom i poglądom. W błyskawicznym ich rozprzestrzenianiu pomagają portale społecznościowe, w których tworzą się hermetyczne grupy zwolenników jakiejś opcji nieufające nikomu poza jej członkami. Wykorzystują to politycy podsycając te opinie i uczucia często sfabrykowanymi informacjami i pseudofaktami. (w: Sztuka kłamstwa, Monitor)

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 372

HANDYMAN’S SPECIAL – okazja dla złotej rączki: określenie występujące w ogłoszeniach sprzedaży nieruchomości, odnoszące się do nieruchomości wymagających poważnych napraw i renowacji.

HARDSHIP LETTER – list o trudnościach finansowych: list do wierzyciela pożyczki hipotecznej, w którym właściciel nieruchomości starający się o zezwolenie na przeprowadzenie sprzedaży bez pokrycia (short sale) opisuje przyczyny swoich trudności finansowych (np. utrata pracy, choroba, zmniejszenie dochodów, itp.), które doprowadziły do zaniedbania spłaty długu hipotecznego (mortgage default); list o trudnościach finansowych stosowany jest również w procesie ubiegania się o modyfikację pożyczki (loan modification).

HIGHEST AND BEST USE – optymalne wykorzystanie nieruchomości: najbardziej optymalne wykorzystanie danej nieruchomości, które przyniosłoby jej właścicielowi największe korzyści finansowe. Przykładowo, jeśli dana działka w mieście może być wykorzystana pod zabudowę budynku dwurodzinnego (2-flat), czterorodzinnego (4-flat), lub sześciorodzinnego (6-flat), najbardziej optymalnym wykorzystaniem tej własności byłoby przeznaczenie jej pod zabudowę komercyjnej nieruchomości typu 6-flat, gdyż przyniosłoby to właścicielowi najwyższy dochód.

HIGH-RISE BUILDING – budynek o wysokiej zabudowie: budynek mieszkalny wyposażony w windy, w którym znajduje się więcej niż sześć pięter, łącznie z parterem.

HISTORIC ZONE – strefa historyczna: kategoria zagospodarowania przestrzennego obejmująca budynki, które posiadają wartość historyczną lub które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Miejsc Historycznych (National Register of Historic Places) jako obiekty historyczne (historic landmarks).

HOME ENERGY RATING SYSTEM INDEX (w skrócie: HERS index) – Wskaźnik Systemu Oceny Energetycznej Budynków Mieszkalnych: wskaźnik szacujący koszty rocznego zużycia energii, obejmujący koszty ogrzewania, klimatyzacji, ciepłej wody, itd. 

HOME INSPECTION – inspekcja domu: najczęściej stosowany rodzaj inspekcji nieruchomości; inspekcja dokonana przez licencjonowanego inspektora (licensed home inspector) na zlecenie nabywcy nieruchomości, przeprowadzona zwykle w ciągu pięciu dni roboczych od podpisania kontraktu kupna / sprzedaży; zadaniem inspektora jest ogólne sprawdzenie najważniejszych elementów i systemów domu: dachu, piwnicy, fundamentów, hydrauliki, układu elektrycznego, klimatyzacji, itp.; inspektor przygotowuje specjalny raport opisujący stan techniczny domu w czasie inspekcji, na podstawie którego nabywca podejmuje ostateczne decyzje dotyczące kupna; jeśli stan techniczny domu nie jest satysfakcjonujacy, nabywca ma prawo wycofać się z transakcji w terminie określonym w kontrakcie.

HOME MORTGAGE DISCLOSURE ACT (w skrócie: HMD) – Ustawa o Ujawnieniu Danych Dotyczących Pożyczek: prawo ustaniowione w 1975 roku wymagające, aby pewne instytucje finansowe sporządzały coroczne raporty dotyczące udzielanych pożyczek hipotecznych. Raporty te zawierają informacje o rodzaju pożyczki, geograficznym położeniu nieruchomości, rasie i przynależności etnicznej pożyczkobiorcy, przyczynach ewentualnej odmowy przyznania pożyczki, itp. Celem tej ustawy było między innymi ułatwienie rządowi wykrywanie nielegalnych praktyk stosowanych przez instytucje finansowe, takich jak redlining (nieuzasadniona odmowa udzielenia pożyczki hipotecznej).

HOMEOWNERS’ ASSOCIATION (w skrócie: HOA) – stowarzyszenie właścicieli domów: stowarzyszenie właścicieli domów lub mieszkań danego osiedla, zorganizowane dla celów zarządzania wspólnymi elementami osiedla (common elements), takimi jak klatki schodowe, windy, trawniki, chodniki, parking, basen, itp., ustalania budżetu utrzymania osiedla i egzekwowania regulaminu mieszkańców (bylaws).

HVAC (heating, ventilation, air conditioning) – ogrzewanie, wentylacja, klimatyzacja: ogólne określenie branży i technologii obejmującej ogrzewanie, wentylację i klimatyzację nieruchomości.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.

Tel.: 773-719-3645       
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Web: www.CaretRealty.com

Kiedy wstaje słońce, jesteśmy już zaaklimatyzowani do zmiany czasu i gotowi do zwiedzania najsłynniejszych atrakcji Dubaju, czyli jego legendarnych, architektonicznych cudów!

Zaczynamy od zbudowanego z rozmachem nad brzegiem Zatoki Perskiej (widok na morze i malownicze Wyspy Palmowe Jumeirah!) dystryktu mieszkaniowego Dubai Marina, składającego się paru setek oryginalnych wieżowców o imponującej wysokości pomiędzy 200 a 420 metrów. Budynki postawiono wzdłuż sztucznej laguny, gdzie ulokowano przystań zdolną pomieścić pół tysiąca jachtów i motorówek. Spośród wielu ciekawych obiektów w tej luksusowej dzielnicy naszą uwagę zwraca widowisko skręcony drapacz chmur Cayan (znany też jako Infinity Tower) liczący 306 metrów wysokości budynek o 73 piętrach oraz mniej spekatakularny, ale rekordowy, 107-piętrowy, największy na świecie apartamentowiec Princess Tower, o wysokości 414 metrów!

Stąd przemieszczamy się kolejką jednoszynową w głąb najbardziej chyba oryginalnych zabudowań świata - Wysp Palmowych. U wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich powstaje od 2001 roku zespół największych sztucznych wysp na świecie, usypywanych na dnie płytkiego szelfu Zatoki Perskiej. Wszystkie mają zarys palmy. Jedna z nich, ukończona już Palm Jumeirah, w całej okazałości jawi się właśnie przed naszymi zdumionymi oczami. Wyspa ma 5 kilometrów „średnicy”, a otoczona falochronami rozbudowana linia brzegowa (z prywatnymi plażami) liczy aż 75 kilometrów. Mieszczą się tutaj przede wszystkim rezydencje mieszkalne i hotele, ale również atrakcje turystyczne i przestrzeń handlowa. Domy letniskowe na „liściach” palmy zostały sprzedane w ciągu trzech dni po rozpoczęciu aukcji! Oddanie w 2008 roku do użytku kompleksu hotelowego Atlantis uświetnili luminarze współczesnego świata (tzw. celebryci) a oświetlił... najdroższy w historii pokaz sztucznych ogni!

Blisko „Palmy” jest dzielnica, gdzie znajdują się muzea, biblioteki, księgarnie, szkoły artystyczne, teatr. Tam co roku odbywają się renomowane festiwale filmowe.

W pobliżu obecnej Wyspy Jumeirah stał niegdyś przy plaży hotel Chicago Beach, a tuż obok firma Chicago Bridge & Iron Company składała tankowce do przewozu ropy naftowej. Stary hotel rozebrano, a na jego miejscu postawiono w 1997 roku fantastyczną, 93-metrową konstrukcję Jumeirah Beach Hotel, w formie oceanicznej fali, która wspaniale harmonizuje z sąsiednim hotelem wzorowanym na kształcie żagla - superluksusowym, 7-gwiazdkowym Burdż Al Arab (Wieża Arabska). Właśnie w Burdż Al Arab udało nam się dziś uzyskać rezerwację na obiad. Przywdziawszy wyjściowe stroje wstępujemy do głównego hallu przypominającego wnętrze kipiącej złotem katedry. Windą udajemy sie do restauracji, która upiększa hotel na 17 piętrze. Wchodzimy do wnętrza... wyraźnie odczuwając dyskretny urok burżuazji. Zamawiamy dania; zupa, australijski stek, po butelce wody mineralnej, do tego kieliszek wina, deser. W oczekiwaniu na posiłek podziwiamy panoramę okolicy „z lotu ptaka”: z góry dokładniej widać zespół wieżowców Marina City, Wyspę Palmową i hotel Jumeirah Beach/Fala – po sąsiedzku. Dubaj dzierży drugie, trzecie, czwarte, piąte i szóste miejsce w rankingu najwyższych hoteli świata, z Burdż Al Arab na czwartej pozycji! Widoki z okna mamy zniewalające, obiad wyborny, obsługa na najwyższym światowym poziomie, cena... tuż powyżej $300, ale raz w życiu można w końcu zaszaleć, zwłaszcza w tak legendarnym miejscu!

Kiedy już słońce pochyliło się wyraźnie ku zachodowi, a kontrasty stały się bardziej wyraziste, „fotograficzne”, jedziemy obejrzeć największą bez wątpienia atrakcję miasta - wieżowiec Burdż Chalifa, czyli najwyższy budynek wzniesiony ręką człowieka, 830 metrów wysokości! Widok z tarasu widokowego tego budynku robi co prawda duże wrażenie, ale nie jest aż tak bogaty i spektakularny jak chociażby z hotelu Marina Bay Sands w Singapurze, czy nawet z Burdż Al Arab sprzed godziny. Sam wieżowiec rzuca natomiast na kolana swoją zwiewną, strzelistą sylwetką, będąc widocznym niemal z każdego zakątka Dubaju.

Obok Burdż Chalifa zbudowano w 2009 roku największe centrum handlowe świata - Dubai Mall, gdzie spędzamy parę kolejnych godzin oglądając wystawy, gdyż ceny produktów - pomimo magicznego hasła duty free - są generalnie wyższe niż w USA. Na terenie Dubai Mall można wejść do ogrodu zoologicznego, do wspaniałego akwarium, można wypić piwo ze zmrożonej szklanicy i... pojeździć na łyżwach na najprawdziwszym lodzie krytego lodowiska!

O zmierzchu zasiadamy na brzegu laguny, aby obejrzeć imponujący pokaz podświetlanych fontann (coś na wzór Ceasar’s w Las Vegas), a po jego ukończeniu wracamy do Marina City odbyć rejs wycieczkowym stateczkiem wzdłuż morskich wybrzeży. Widoki rozświetlonego nocą Dubaju są po prostu rewelacyjne, zwłaszcza że pogoda dopisała rozgwieżdonym niebem, księżycem i mocnym blaskiem planety Jowisz! Cóż za niebiańskie dopełnienie przepełnionego wrażeniami dnia!

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest zawodowym przewodnikiem i właścicielem chicagowskiego biura podróży Exotica Travel. Biuro organizuje wycieczki po całym świecie, w tym do Emiratów w listopadzie 2018. Informacje i rezerwacje: Exotica Travel, 6773 W.Belmont Ave, Chicago IL 60634. tel. (773) 237 7788, strona internetowa: http://www.andrzejkulka.com