----- Reklama -----

Monitor 09/07/2018

Latem tego roku pewna restauracja ze stanu Missouri zdecydowała się na zmianę kształtu serwowanych frytek. Właściwie kształt pozostał ten sam, podobny do słupka. Rewolucja dotyczyła powierzchni ścian tego słupka, które przez lata były faliste, a teraz są już proste. Takie zwykłe. Tradycyjne.

Właściciele restauracji doszli do wniosku, że comiesięczna wymiana specjalnych ostrzy w nożach do krojenia ziemniaków kompletnie się nie opłaca, bo pożera połowę zysku ze sprzedaży potrawy.

W miasteczku zagotowało się. Klienci zaczęli obrażać kelnerki, w poczcie tradycyjnej i elektronicznej znaleziono kilka gróźb pozbawienia życia właścicieli przybytku. W sprawę wmieszała się policja. Na miejsce przyjechały wozy transmisyjne największych sieci telewizyjnych.

Do dziś sytuacja nieco się uspokoiła, kilku klientów w ramach protestu zrezygnowało z usług restauracji, inni zauważyli, że w okolicy innego miejsca z jedzeniem nie ma i pogodzili się ze stratą.

Ta historia przypomniała jednak, że w pewnych sytuacjach nie jesteśmy w stanie zaakceptować zmian.

Osobiście ze zmianą raczej nie mam problemu, przynajmniej tak mi się wydaje. Muszę jednak przyznać, iż w przypadku potraw do pewnego stopnia jestem konserwatywny. Nie zrobię awantury z powodu kształtu frytek, bo to znaczyłoby, iż mam poważniejsze problemy w życiu. Ale jeśli upodobam sobie smak jakiejś potrawy, to z trudem akceptuję zmianę przepisu.

W przypadku frytek kłótnia nie ma najmniejszego sensu, bo najlepsze i tak podobno serwują w Belgii i Holandii, do tego ze specjalnym sosem. Znawcy mówią, że wszystko dostępne w naszej okolicy z prawdziwymi frytkami wiele wspólnego nie ma.

Sama nazwa - French fries - też wprowadza w błąd, podobnie jak w przypadku popularnej kromki chleba smażonej na słodko, o nazwie French toast.

Mało kto wie, że ten drugi przysmak na rynek amerykański wprowadził Joseph French, urodzony w New Jersey właściciel lokalnej noclegowni i gospody. Był pierwszy i nazwa została. Same tosty oblepione słodkawą masą i wrzucone na patelnię serwowano podobno już w starożytnym Rzymie.

Nazwa French fries pochodzi z kolei od staroangielskiego słowa "frenching" oznaczającego krojenie czegoś w podłużne paski.

W ogóle to wszystko się strasznie pogmatwało, bo po jakimś czasie smażenie czegokolwiek w oleju zaczęto nazywać w Stanach Zjednoczonych francuskim smażeniem, choć Francuzi nic z tym wspólnego nie mają.

Biorąc to wszystko pod uwagę wyobraźmy sobie, jaką niewiedzą wykazał się kilkanaście lat temu Kongresman Bob Ney, gdy zażądał zmiany nazw frytek i tostów w kongresowej stołówce. Skoro Francuzi odmówili pomocy w inwazji na Irak, to my od dziś będziemy mówić Freedom fries i Freedom toast! Na szczęście francuskiego pocałunku zmieniać nie chciał. Chwała mu.

W ogóle to nie o tym miało być. Chciałem przytoczyć wyniki badań łączących nasze upodobania kulinarne z charakterem. Bo podobno jest to ze sobą związane.

Jeśli uwielbiamy pizzę, jesteśmy podobno osobami otwartymi, lubiącymi towarzystwo, a przede wszystkim łatwo ulegającymi uzależnieniom. Pizza stanowi idealne połączenie tłuszczu i węglowodanów, więc odpowiedzialne za przyjemność ośrodki nerwowe w naszym mózgu zapalają się przy niej jak światełka na bożonarodzeniowej choince. Jeśli ulegamy tej kombinacji, nie odmawiamy sobie innych.

Jeśli co jakiś czas na naszym stole musi znaleźć się kawałek mięsa z ziemniakami i surówką, znaczy to, że bardzo jesteśmy konserwatywni i hołdujemy tradycji. Akurat kotlet z ziemniakami jest przykładem, bo może chodzić o jakąkolwiek inną potrawę pamiętaną z dzieciństwa. Spożywanie jej zbliża nas do rodziny, wywołuje ciepłe wspomnienia z młodości.

Badania wykazały też, że jeśli ktoś częściej używa grilla niż piekarnika i kuchenki, to jest osobą poważną, nieugiętą, o wyrobionych i niezmiennych poglądach. Obserwacje wykazały, iż ludzie z duszą artysty wolą popitrasić sobie coś na patelni i w garnku.

Jeśli wchodząc do sklepu na dział z warzywami potrafimy nazwać każdą ze sprzedawanych roślin i bez zaglądania do internetu coś z nich ugotować, znaczy to, że na pierwszym miejscu stawiamy zdrowy styl życia i nowinki medyczne. To nie przypadek, że osoba zjadająca co dwa dni duży stek wołowy zna trzy rośliny: ziemniaki, sałatę i pomidora.

Przykładów jest więcej, zainteresowani mogą znaleźć je na stronie Institute of Food Technologists, choć na koniec jeszcze tylko ostrzeżenie, iż osoby śliniące się na widok słodkości, zwłaszcza czekolady, też mają problem. Badania wskazały, że w większości przypadków nadmierne spożywanie słodyczy wiąże się z podwyższonym stresem, często niewidoczną depresją.

Wracając do przyzwyczajeń, musimy potraktować je czasami z przymrużeniem oka. Wszystko się zmienia, nawet przepisy kucharskie. Robienie komuś awantury z tego powodu nie świadczy o nas zbyt dobrze. Chyba, że nazwy zaczną wprowadzać nas w błąd. Choć hamburgerów nie jadam, to nie zgadzam się, by nazwę tę stosować do produktów z soi. Nie ma czegoś takiego jak boczek z indyka. Niedopuszczalne jest też mleko z migdałów. Alternatywne mogą być źródła energii czy metody leczenia. Kuchnia nie. Raczej nie. Chyba nie?

Miłego weekendu.

Rafał Jurak

W trakcie wielu lat prowadzenia prywatnej praktyki dentystycznej miałam niezliczoną ilość rozmów z pacjentami. Wiele z tych rozmów dotyczyło konkretnych problemów dentystycznych, mojej opinii na dany temat albo profesjonalnej ekspertyzy. Pacjenci w trakcie wizyty koncentrują się na problemie, z którym przyszli do gabinetu. W poczekalni często pytają o ciekawostki lub opinie dotyczące nurtującego ich zagadnienia. Jednym z najczęściej pojawiających się tematów jest kwestia zębów mądrości.

Zęby mądrości to ostatnie zęby trzonowe, na końcu kości szczęki, które wyrzynają się między 17 a 25 rokiem życia. Nazwa - zęby mądrości związana jest z faktem, Że to zęby, które pojawiają się jako ostatnie, już w dorosłym życiu człowieka. Natura obdarzyła nas czteroma zębami mądrości – dwoma na górze i dwoma na dole.

Wielu ludzi nie ma żadnych problemów z zębami mądrości. Funkcjonują one jak dodatkowe zęby trzonowe, które pomagają żuć pokarm.

Niestety, duża część populacji na samą myśl o zębach mądrości cierpi na dyskomfort. Zwykło się uważać, że zęby mądrości należy usuwać, ponieważ stwarzają problem, a nie pożytek.

Jeżeli zęby mądrości funkcjonują prawidłowo to nie trzeba ich usuwać.

Lekarz dentysta może zalecić usunięcie zębów mądrości, jeżeli nie ma na nie miejsca w kości szczęki, jeżeli wyrzynają się nieprawidłowo, niecałkowicie albo pod niewłaściwym kątem. Innym powodem przesunięcia albo usunięcia zębów mądrości jest leczenie ortodontyczne. Lekarz ortodonta, pracujący nad uzyskaniem prawidłowego zgryzu i pięknego wyglądu zębów może zalecić usunięcie zębów mądrości albo ich przesunięcie.

Zęby mądrości usuwa się też gdy powodują ból, albo infekcje. Ze względu na usytuowanie zębów mądrości, wielu pacjentów ma problemy z dokładnym ich czyszczeniem i nitkowaniem. To może powodować zbieranie się pokarmu i bakterii wokół zębów a także powstawanie infekcji dziąseł i próchnicy.

Zęby mądrości wyrzynają się jako ostatnie. Często w kości szczęki brakuje już miejsca na kolejne zęby. Wychodzące nowe zęby mogą wtedy psuć istniejące zęby albo powodować wadę zgryzu.

Ostateczną decyzję o usunięciu lub pozostawieniu zębów mądrości powinien podjąć lekarz dentysta albo chirurg szczękowy, po konsultacji z pacjentem i dokładnym przeanalizowaniu zdjęć rentgenowskich.

Innym zagadnieniem, o które często pytają mnie pacjenci, jest nocne zgrzytanie zębami. Medyczna nazwa zgrzytania zębami to bruksizm – przypadłość, której wielu ludzi nie jest świadoma.

O zgrzytaniu zębami pacjenci dowiadują się najczęściej od najbliższych, którzy dzielą z nimi sypialnie, albo od lekarza dentysty, który w trakcie wizyty kontrolnej widzi pościerane szkliwo na zębach.

Nocne zgrzytanie zębami jest bardziej powszechne niż moglibyśmy przypuszczać. Wedle szacunków co trzecia osoba zgrzyta w nocy zębami. Przyczyny zgrzytania zębami są różne i mogą wynikać z asymetrii żucia, wady zgryzu, źle dopasowanych plomb, mostków albo koronek. Żucie gumy także może być przyczyną zgrzytania zębami w nocy. Innymi czynnikami jest stres i długotrwałe napięcie.

Objawy zgrzytania zębami bardzo długo pozostają niezauważalne dla osoby zgrzytającej. W trakcie rutynowej kontroli dentystycznej lekarz może stwierdzić pościerane korony zębów, pęknięcia zębów, rozchwianie zębów w dziąśle, czy krwawienie dziąseł. Innym objawem zgrzytania zębami są przygryzione policzki, bolesność w okolicy oczu, suchość oka, szum w uszach, bóle ucha i zaburzenia równowagi.

Nieleczony bruksizm może mieć poważne konsekwencje dla naszego zdrowia. Pościerane szkliwo zębów to przyczynek do powstawania próchnicy. Krwawienie z dziąseł może przyczynić się do rozwoju chorób dziąseł i przyzębia. Zaburzenia wzroku, migreny, bóle głowy, kręgosłupa mogą również być rezultatem zgrzytania zębami.

Lekarze dentyści badając pacjenta zgrzytającego zębami zalecają stosowanie na noc specjalnych, plastykowych nakładek na zęby. Nakładki są lekkie, przezroczyste, prawie niewidoczne, ale w trakcie nocy skutecznie chronią zęby.

Dorothy A. Anasinski, D.D.S.
Specialist in Periodontics and Dental Implants
Assistant Clinical Professor,
Postgraduate Periodontics, University of Illinois
Diplomat, American Board of Periodontology
Dental Specialists of Niles, P.C.
8216 W. Oakton, Niles, IL 60714
Tel.: (847) 685-6686
www.dentalspecialistsofniles.com

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 369

FALSE ADVERTISING – fałszywa reklama: podawanie fałszywych informacji w ogłoszeniach sprzedaży nieruchomości w celu przyciągnięcia potencjalnych nabywców, np. poprzez zawyżanie rzeczywistej powierzchni użytkowej nieruchomości, podawanie nieprawdziwych informacji dotyczących takich aspektów nieruchomości jak status strefy powodziowej, wiek budynku i jego ulepszeń, zgodność z kodeksem budowlanym, itp.

FEASIBILITY ANALYSIS – analiza opłacalności: analiza, której celem jest określenie, czy dany projekt osiągnie cele inwestycji.

FEDERAL HOME LOAN MORTGAGE CORPORATION (w skrócie: FHLMC, potocznie: FREDDIE MAC) – Federalne Stowarzyszenie Hipoteczne: organizacja sponsorowana przez rząd, działająca na wtórnym rynku hipotecznym. Została utworzona przez Kongres w 1970 roku i otrzymała misję ustabilizowania krajowych rynków kredytów hipotecznych. Freddie Mac nie udziela bezpośrednio pożyczek. Zajmuje się skupowaniem pożyczek hipotecznych i papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką, oraz emitowaniem papierów wartościowych związanych z rynkiem hipotecznym. Podobnie jak Fannie Mae i Ginnie Mae, działa w celu zapewnienia płynności finansowej instytucjom, które są inicjatorami kredytów na pierwotnym rynku hipotecznym (primary mortgage market).

FEDERAL-STYLE HOUSE – dom w stylu federalnym: styl popularny na przełomie XVIII i XIX wieku nawiązujący do klasycyzmu, stylu opartego na wzorcach architektonicznych starożytnego Rzymu i Grecji; główne cechy charakterystyczne to m.in. płaski dach, z którego wychodzą wysokie kominy, symetryczny budynek w kształcie sześcianu, równomierne rozłożenie okien, główne wejście ozdobione kolumnami.

FINANCIAL LEVERAGE – dźwignia finansowa: użycie pożyczonych funduszy do sfinansowania inwestycji.

FIXED ASSETS– aktywa trwałe: aktywa, które zapewniają normalną działalność biznesową (np. meble, budynek, działka), w odróżnieniu od aktywów płynnych (liquid assets), które mogą być natychmiast zamienione na gotówkę w celu spłaty bieżących zobowiązań.

FORECLOSURE – zajęcie obciążonej nieruchomości: jeśli warunki umowy z instytucją udzielającą kredytu hipotecznego zostaną naruszone przez kredytobiorcę, co najczęściej następuje w wyniku zaniedbania spłat pożyczki hipotecznej (mortgage default), wierzyciel rozpoczyna procedurę prawną polegającą na przejęciu obciążonej nieruchomości i sprzedaży jej w celu pokrycia strat finansowych poniesionych przez wierzyciela. Illinois należy do stanów, w których zajęcie obciążonej nieruchomości następuje na drodze sądowej (judicial foreclosure state). Zajęta nieruchomość może zostać sprzedana po uzyskaniu przez wierzyciela odpowiedniego orzeczenia sądowego.

FRAME HOUSE – dom o drewnianej konstrukcji: ogólne określenie typu domu, którego główna konstrukcja została wykonana z drewna; szkielet domu (frame) pokryty jest zwykle materiałem typu siding.

FRENCH PROVINCIAL HOUSE – dom w stylu francuskiej prowincji: styl domu nawiązujący do francuskiej architektury; cechy charakterystyczne to m.in.: symetryczność, zwykle dwie lub dwie i pół kondygnacji, okna górnej kondygnacji przechodzące przez gzyms (cornice), górna część okien oraz głównego wejścia w kształcie łuku, wysoki stromy dach czterospadowy w kształcie trapezu od strony frontowej (hip roof).

FUNCTIONAL OBSOLESCENCE – niefunkcjonalność: cecha nieruchomości mająca negatywny wpływ na jej wartość, np. przestarzały system elektryczny lub hydrauliczny.

FURNITURE, FIXTURES AND EQUIPMENT (w skrócie: FF&E) – meble, wyposażenie i sprzęt: ruchoma własność przedsiębiorstwa, np. wyposażenie hotelu lub restauracji.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645       
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Web: www.CaretRealty.com

Alexa to cyfrowa asystentka, którą stworzył Amazon. Jest ona dostępna na coraz większej liczbie urządzeń, ale Jeff Bezos i spółka wierzą, że mogą zwiększyć liczbę instalacji. Nowy pomysł polega na stworzeniu uniwersalnej aplikacji, która będzie dostępna do pobrania w Microsoft Store.

Informacje na ten temat uzyskał niemiecki serwis WindowsUnited. Jeśli plotki są prawdziwe, to Amazon już przygotowuje aplikację z Aleksą. Podobno program ma być gotowy przed końcem tego roku. Celem Amazonu jest też Windows 10 S, który dedykowany jest m.in. sektorowi edukacji. Właściciele wierzą, że to właśnie w tym sektorze warto poszukać nowych użytkowników dla Aleksy.

Amazon nie komentuje tych plotek. Wiemy jednak, że firma rzeczywiście planuje wprowadzić Aleksę na komputery z Windows 10, co potwierdzono już kilka miesięcy temu. Na więcej szczegółów musimy jeszcze poczekać.

ZTE nubia-α - telefon komórkowy na nadgarstku

ZTE nubia-α to ciekawe, koncepcyjne urządzenie, którym firma pochwaliła się w Berlinie na targach UFA 2018. To smartwatch przyszłości, który z pewnością jest ciekawy. Podobne urządzenia już prezentowano w poprzednich latach. Pokazywało je m.in. Lenovo.

ZTE nubia-α to zegarek z telefonem komórkowym. Gadżet ma duży ekran elastyczny OLED, który zajmuje sporą część bransolety. Można tu uzyskać dostęp do różnych aplikacji, tak jak można to robić obecnie na telefonie. Na spodzie znajduje się pulsometr, który będzie mierzyć tętno. ZTE nubia-α ma również wbudowany modem łączności w sieciach 4G.

Koncept ZTE nubia-α jest z pewnością ciekawy i dosyć futurystyczny. Czy jednak klasyczne smartfony niedługo znikną z naszych kieszeni? Może kiedyś, ale na pewno nie w najbliższych latach.

iPhone Xs

Apple potwierdziło, że premiera nowych iPhone'ów odbędzie się dokładnie 12 września. Telefony były obiektem wielu przecieków, podobnie jak modele z poprzednich lat. Nigdy jednak nie było tak, że przed premierą w sieci pojawiały się oficjalne materiały prasowe nowych produktów. W tym roku jest inaczej.

Serwis 9to5mac uzyskał dwa zdjęcia, na których można zobaczyć dwa smartfony iPhone Xs oraz zegarek Apple Watch series 4. Widzimy, że nowe telefony z iOS i ekranami OLED będą dostępne w dwóch rozmiarach i nowym, złotym kolorze. Ten większy dostanie 6.5-calowy wyświetlacz, ale przecieki sugerują, że jego nazwa to nie iPhone Xs Plus. Podobno Apple chce użyć innej nazwy, ale jej nie znamy.

Sercem nowych telefonów będzie układ Apple A12. Prawdopodobnie będzie to procesor, który nie będzie pożerał zbyt wiele energii.

Apple A12 to układ SoC, który będzie jednym z pierwszych w 7-nm litografii. We flagowcach, które można zobaczyć w sklepach obecnie są to procesory wykonane w 10-nm procesie. Jego zmniejszenie powinno sprawić, że SoC będzie potrzebować znacznie mniej energii do pracy. To przełoży się na dłuższy czas pracy na baterii.

Najpopularniejsze produkty Apple w Best Buy

Ceros opublikował ciekawy raport, w którym przedstawiono popularność poszczególnych produktów Apple w ofercie Best Buy na przełomie kilku ostatnich lat. Tam długo największym wzięciem cieszyły się słuchawki EarPods. W ostatnim czasie jednak jest inaczej i popularniejsze są dwa inne produkty.

Pierwszym gadżetem jest przejściówka ze złącza Lightning na audio 3.5 mm. To gadżet, który jest dodawany do iPhone'ów. Z drugiej strony, jest tak niewielki, że można go łatwo zgubić. Kolejnym są słuchawki bezprzewodowe AirPods. Nie są one na pewno tanie, ale widać, że wśród Amerykanów cieszą się dużym zainteresowaniem.

Apple podobno w tym roku ma zrezygnować z dołączania do iPhone'ów przejściówki z Lightning na audio 3.5 mm. Firma wierzy pewnie, że w ten sposób zwiększy zainteresowanie słuchawkami AirPods.

Nowy Nikon D3500

Nikon zaprezentował nowy model swojej najbardziej amatorskiej lustrzanki. Nikon D3500 ma zmienioną ergonomię, jest mniejszy i zrobi więcej zdjęć niż poprzednik.

Parametry Nikona D3500 nie różnią się znacząco od jego poprzednika, Nikona D3400. Jest wyposażony w taką samą matrycę APS-C o rozdzielczości 24 Mpix, 11-punktowy AF z 1 punktem krzyżowym w centrum, wbudowany 3-calowy ekran LCD o rozdzielczości 921 tys. punktów czy tryb wideo 1080/60p z dźwiękiem mono.

Producent zmniejszył gabaryty lustrzanki, korpus jest mniejszy i lżejszy. Zmienił się układ przycisków - nie znajdziemy ich już po lewej stronie ekranu, tak jak było w poprzednim modelu. Brak przycisków w tym obszarze tylnej ścianki przywodzi nieco na myśl pełnoklatkowe bezlusterkowce Nikon Z7 i Z6, które niedawno też miały swoją premierę.

Bardzo istotną zmianą z punktu widzenia osób, które lubią dużo fotografować jest większa wydajność akumulatora. Nikon D3400 gwarantował wykonanie 1200 zdjęć po jednym ładowaniu, a Nikon D3500 może się pochwalić już liczbą 1550.

Już niedługo premiera Microsoft Office 2019

Microsoft zapowiedział pakiet biurowy Office 2019 w zeszłym roku. Obecnie trwa program pilotażowy, w ramach którego dostęp do poglądowych wersji oprogramowania oferowany jest użytkownikom biznesowym. Pytanie tylko: kiedy odbędzie się premiera finalnej wersji programu?

Jeden z inżynierów oprogramowania twierdzi, że może to nastąpić we wrześniu. W poglądowej wersji Worda z pakietu Office 2019 znajdują się zapiski o ostatniej aktualizacji, która to właśnie ma pochodzić z września. Prawdopodobnie to już wtedy nowy pakiet zostanie udostępniony publicznie. Jeśli nie, to pewnie najpóźniej w październiku.

Opracował: Daniel Odroniec               
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

*****

Coca-Cola może wyczyścić tłuste plamy z ubrań, odrdzewić metale, rozpuścić ludzki ząb, a nawet posłużyć w naprawie baterii samochodowej.

W zasadzie trudno się dziwić, że mieszkańcy San Juan Chamula w stanie Chiapas uważają coca-colę za leczniczy napój święty, który powodując bekanie, ma moc uzdrawiającą, z tego prostego powodu, że bekając, wyrzucamy nieczyste duchy i wszystkie inne świństwa z siebie. Jeśli przypomnimy sobie lata 70-te w PRL-u i gierkowskie „szaleństwo luksusu”, jak się nam wtedy wydawało i jak nam się wtedy o tym mówiło, nie tylko kubańskie pomarańcze stanowiły przedmiot zupełnie niemrocznego pożądania, ale także coca-cola i pepsi-cola. Obydwie kompanie podzieliły zresztą Polskę na strefę wpływów. Wiadomo było, iż jeśli ktoś spytał w warszawskiej kawiarni o pepsi, musiał być z południa, jeśli tak się stało w Krakowie, to oczywiście był to ktoś z północy kraju. Coca-cola to jednak było coś w zgrzebnym bogactwie made in PRL. Nie mogło być festynu, wolnej soboty czy prezentacji małego Fiata 126p bez jakiejś wersji coli. Co ciekawe jednak, Polacy w przeciwieństwie do mieszkańców Chiapas, nie przypisywali coca-coli jakiś nadzwyczajnych atrybutów cudowności, może poza przekonaniem, że znakomicie oszałamia po zmieszaniu z dużą ilości wódki, szczególnie tej najpodlejszej zwaną Bałtycką. Polska coca-cola ukazywała jednak czasami swoje zbawcze działanie, bo powodując bekanie, pozwala wydalić pijącemu karbid i wszelkie inne chemikalia, które czyniły wódkę „Bałtyk” kultową i niezapomnianą.

Jak pisze Ola Synowiec w fascynującym zbiorze reportaży, zatytułowanym „Dzieci szóstego słońca – w co wierzy Meksyk” - „modlitwy w kościele Świętego Jana wyszeptywane są w Tsotsil. To jeden z języków majańskich, którymi posługuje się ludność stanu Chiapas na południu Meksyku, gdzie leży San Juan Chamula”. (s. 123) To właśnie tam w ramach zawirowań tradycji ze współczesnością, nieomalże kompletnie zastąpiono lokalny bimber, który nosi nazwę POX, coca-colą. Pox, co znaczy w tsotsil lekarstwo, był i ciągle w jakiejś formie pozostaje rytualnym napojem, który nie tylko uzdrawia, ale służy też jako zapłata w wymianie między członkami społeczności. Płacąc owym bimbrem, można sobie kupić na przykład żonę. Nie ma dokładnych danych, czy w Polsce też można, albo można było, za samogon (niekoniecznie uznawany za napój kultowy) zrobić to samo. Warto by to sprawdzić, biorąc pod uwagę, że Polak i Meksykanin to dwa bratanki.

To jednak nie byłoby nawet takie wszystko straszne, gdyby nie fakt, że coca-cola spożywana na terenach stanu Chiapas, a ostatecznie w całym Meksyku, spowodowała ogromne, przerażające spustoszenia zdrowotne wśród mieszkańców. Cukrzyca i otyłość zbierają tam potężne żniwo. „Doktor Neftali Rodriguez mówi, że w Meksyku z powodu powikłań cukrzycowych amputuje się kończynę co siedem minut; w jednym tylko 2013 roku przeprowadzono aż siedemdziesiąt pięć tysięcy takich zabiegów. Mieszkańcy Los Altos de Chiapas boją się iść do szpitala z powodu pogłosek, że tam od razu, bez pytania, obcina się nogi. Bo to o wiele tańsze niż leczenie. Chorych wypisuje się już dzień po operacji. (s. 131)

Co nie trudno przewidzieć, przekonanie tubylców o świętości coca-coli jako napoju rytualnego, mającego moc uzdrawiania, tak jak wcześniej pędzony z kukurydzy, a potem z trzciny cukrowej pox – wykorzystali w całej pełni przedstawicie tej ponad narodowej korporacji produkując i rozprowadzając swój produkt na potęgę i powodując powszechne uzależnienie ludzi od tego wysoko cukrowego napoju, a jak wiadomo cukier uzależnia tak samo jak papierosy, alkohol czy narkotyki. „Meksyk jest obecnie największym na świecie konsumentem napojów firmy z Atlanty. O ile średnia światowa wynosi około stu szklanek coca-coli na osobę w ciągu roku, w USA spożycie sięga czterystu, w Meksyku sześciuset”. (s.128)

Wybudowano w Chiapas ogromną fabrykę-rozlewnię coca-coli, co spowodowało tragiczne i nieodwracalne zniszczenie unikalnego środowiska naturalnego i tak ogromne zużycie lokalnych zasobów wody, że stała się ona droższa dla mieszkańców niż sama coca-cola. Można ją bowiem kupować tylko w wersji butelkowanej. Ta płynąca w wodociągach nie nadaje się do spożycia nawet po przegotowaniu. „Podstawową dietę mieszkańców regionu daje się określić trzema słowami: kukurydza, fasola i coca-cola. Ta ostatnia dotarła do najdalszych górskich zakątków i stała się w Los Altos de Chiapas bardziej popularna od wody. Zwłaszcza, że bywa od wody kilka pesos tańsza”. (s. 129)

„Obecnie Meksyk jest jednym z najbardziej cierpiących z powodu otyłości krajów świata. Siedmioro na dziesięcioro jego obywateli ma nadwagę, w tym troje z dziesięciorga dzieci. Meksyk przoduje także w światowym rankingu zachorowań na cukrzycę, która dotknęła ponad dziewięć procent mieszkańców i powoduje ponad osiemdziesiąt tysięcy zgonów rocznie.” (s. 130)

A co w bajkowym kraju nad Wisłą? „Bo my takie misie jesteśmy - mówi Tomasz, lat 44, 142 kg żywej wagi, który wraz z żoną Marianną (107 kg) prowadzi sklep w centrum Krakowa. Co schodzi? Najlepiej słodkie soczki i słone chrupki. Zresztą to samo uwielbiają dzieci Tomasza i Marianny: syn Łukasz, lat 16 (117 kg) fan pizzy i córka Joanna lat 12, waga 94 kilogramy, która uwielbia frytki. Razem rodzina waży prawie pół tony”. (za: Anna Szulc, w: Nadwaga. Polska tyje na potęgę)

„Jeżeli spojrzymy na książkę Oli Synowiec jako na reportaż, który ma nam opowiedzieć o świecie, którego nie znamy, dostrzeżemy w nim pewne braki. W niektórych rozdziała książki brakuje szerszego kontekstu. Jest to książka o zmianach, jakie dokonały się w społeczeństwie meksykańskim w dziedzinie religijności i wierzeń. Synowiec świetnie te zmiany opisuje, ale nie daje skali porównawczej tych zmian. Ile osób i w jakim czasie zmieniło swoje zapatrywania religijne? Jak liczne są grupy wyznaniowe, o których Synowiec pisze? Z jaką dynamiką się rozwijają, albo zwijają w okresie opisywanym w książce? Jaki rzeczywiście jest ich udział w całym religijnym krajobrazie Meksyku? Dowiadujemy się więc o pewnych procesach, ale nie jesteśmy w stanie określić ich skali.

Jeśli natomiast potraktujemy „Dzieci szóstego słońca” jak uniwersalną opowieść o religii jako narzędziu osiągania celów, te braki przestają być takie ważne. Liczą się procesy, które Synowiec opisała, oraz ich powszechność – wiele z nich możemy dostrzec także w Polsce. W ogóle próba porównania tego, co pisze o wierze Meksykanów Synowiec z życiem religijnym w Polsce, to naprawdę ciekawa zabawa intelektualna.

„Dzieci szóstego słońca” to udany debiut. Książka rozkręca się wraz z każdym rozdziałem. Synowiec ma tendencję do popadania w akademicki ton, tworzenie szczegółowych opisów, co widać zwłaszcza w pierwszym rozdziale, gdzie fragmenty reporterskie stanowią niewielką część tekstu. Ale z każdym rozdziałem teksty stają się coraz bardziej reporterskie, a więc i przystępniejsze dla czytelników. Książka koniecznie do przeczytania przed podróżą do Meksyku! (z: Rafał Hetman, za: Czytamrecenzuje.pl)

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak

Styczeń 2017

Niewielkie zaludnienie Arabii spowodowało łatwe zajęcie regionu przez muzułmanów w VII wieku i założenie fortów najpierw przez Portugalczyków (XVI w), a od XVIII wieku przez Anglików. Brytyjczycy zawarli układy protekcyjne z emiratami zobowiązując się do prowadzenia w ich imieniu polityki zagranicznej na arenie światowej.

Na początku XX stulecia stała się modna biżuteria z perłami. Ciepłe, czyste wody Zatoki Perskiej stwarzają doskonałe warunki do rozwoju nie tylko raf koralowych, ale i bogatego życia innej morskiej fauny, w tym perłopławów. Piękne, różowe i białokremowe perły poławiane były w tym regionie od stuleci, jednak gwałtowny wzrost popytu na światowym rynku przyniósł intensywne wydobycie z rozległych ławic i kolosalne dochody dla lokalnych szejków. Lata 30. przyniosły nieszczęście, jakim dla producentów znad Zatoki Perskiej stał się japoński wynalazek hodowli pereł. Przez trzy dekady szejkowie trwali w kryzysie nie przeczuwając, że niespotykane w dziejach bogactwo zalega tuż pod dnem Zatoki.

Lata 60. przyniosły potężne fortuny wskutek odkrycia ogromnych złóż ropy naftowej. W 1968 emirat Abu Zabi rozpoczął na wielką skalę wydobycie i eksport ropy, Dubaj dołączył w 1970 roku. W 1971 Emiraty uzyskały niepodległość od Wielkiej Brytanii notując stały i szybki wzrost gospodarczy, do czego przyczyniła się stabilna sytuacja polityczna, tania siła robocza i wysoka cena ropy naftowej. Pierwszym prezydentem został Zayed ibn Sultan an-Nahajan, władca Abu Zabi, a wiceprezydentem - szejk Dubaju. W latach 90. stało się oczywiste, że zasoby „czarnego złota” są bliskie wyczerpania i wynikła potrzeba zmiany struktury dochodów państwa. Szejkowie zainwestowali ogromne kwoty w transakcje handlowe, w budownictwo, sport i turystykę. Przekierowanie gospodarki na usługi, turystykę oraz wydawanie zezwoleń na zakup nieruchomości przez obcokrajowców zaowocowało boomem budowlanym na skalę porównywalną tylko z Chinami. Powstały projekty na światową skalę, z Burdż Chalifa i Wyspami Palmowymi jako przykładami niespotykanego do tej pory rozmachu i wdrażania najnowocześniejszych technologii. Szejkowie postanowili uczynić z Emiratów światowy węzeł komunikacji lotniczej, a pozycja linii lotniczych Emirates oraz Etihad wskazuje na rychły sukces. Emiraty posiadają największy kontenerowy port na świecie. Supernowoczesna infrastruktura hotelowa i sportowa przyciąga turystów i handlowców. Wskutek tej wszechstronnej transformacji gospodarki ropa naftowa daje obecnie tylko 18% dochodu narodowego.

Niedziela, w locie

Kiedy około południa otworzyłem już oczy, znajdowaliśmy się ponad Paryżem. Potem Innsbruck, Ljubljana, Bukareszt i Morze Czarne. Rejs UA 0976 wiódł do wschodniej Turcji. Ku naszej uldze samolot ominął Syrię, ku uldze jeszcze większej ominął także Irak, a ku sporemu zaskoczeniu - wleciał w przestrzeń powietrzną... Iranu! Kiedy ujrzałem za oknami jezioro Van Golu i wulkany (z biblijnym Araratem na horyzoncie), wiedziałem, że tuż po prawej znajduje się granica Iraku z kurdyjskim miastem Mosul nieopodal. Samolot leciał dalej, opuścił Turcję i ponad jeziorem Urmia w Iranie skierował się na południowy-wschód, już prosto w kierunku Dubaju. Amerykańska maszyna szybuje poprzez cały Iran!

Jest już godzina 22, kiedy podchodzimy do lądowania na supernowoczesnym lotnisku w Dubaju. Kolejka do imigracyjnej odprawy jest długa, urzędnicy - wyłącznie rdzenni Emiratczycy - pracują dokładnie i w końcu dają całej grupie upragnioną pieczątkę wjazdową. Po 20 minutach jazdy docieramy do 4-gwiazdkowego hotelu świetnie położonego w dzielnicy Deira. Różnica czasu do GMT wynosi +4 godziny, do naszego Chicago - aż 10 godzin. Pora na zasłużony odpoczynek.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest zawodowym przewodnikiem i właścicielem chicagowskiego biura podróży Exotica Travel. Biuro organizuje wycieczki po całym świecie, w tym do Emiratów w listopadzie 2018. Informacje i rezerwacje: Exotica Travel, 6773 W.Belmont Ave, Chicago IL 60634. tel. (773) 237 7788, strona internetowa: http://www.andrzejkulka.com.