----- Reklama -----

Monitor 07/20/2018

Za chwilę skończy się lato, a większość z nas prawdopodobnie jeszcze nie zaczęła z niego korzystać.

Z różnych powodów.

Może przysługujące dni urlopowe wykorzystaliśmy w okresie niedawnych MŚ w piłce nożnej lub na zrobienie remontu w domu. Może nie chcemy robić sobie przerwy w pracy, a nawet jeśli chcemy, to urlopowe fundusze wydaliśmy na zakłady w czasie mistrzostw lub na zakup przeróżnych materiałów niezbędnych do zrobienia... remontu w domu.

Tak jak wspomniałem, powodów może być wiele.

Jeszcze innym, najczęstszym podejrzewam, jest brak gotowości na pokazanie się w miejscu publicznym w stroju kąpielowym. Dotyczy to zarówno kobiet i mężczyzn. Z tym, że mężczyźni radzą sobie z tym problemem znacznie lepiej i szybciej pokonują własne kompleksy i nieśmiałość.

Po krótkiej analizie własnego odbicia w lustrze i ocenie możliwości naprawy sylwetki dochodzimy zwykle do wniosku, iż wiele się zrobić nie da w tak krótkim czasie. Prawdę mówiąc, to czas nie odgrywa tu istotnej roli. Niewiele da się zrobić i koniec. Warto też pamiętać, iż większość z nas korzysta wyłącznie z niewielkiego lusterka zawieszonego nad umywalką lub od czasu do czasu ze wstecznego w samochodzie, więc całej sylwetki zwykle nie widzimy, a własna twarz zawsze nam się podoba. Przed goleniem i po.

Kobiety podchodzą do tego inaczej. Decydują się walczyć i zrzucać kilogramy oraz barwić skórę na solariach przed wyjściem na plażę. Bo mają zbyt wielkie lustra i niepotrzebnie kręcą się przed nimi oglądając z każdej strony.

Poza tym znajdują się pod wpływem programów telewizyjnych, magazynów mody i filmów, w których prezenterki / modelki / aktorki dają przykład jak wyglądać należy. Niejedna myśli sobie "jak ona może, to ja też".

Z czego panie nie zdają sobie sprawy, to fakt, że za każdą z telewizyjnych celebrytek stoi sztab wysoko opłacanych pomocników. Pilnują, by w ramach najnowszej mody ich klientka nie ważyła więcej od własnej torebki, czyli biją po łapach, gdy choćby po lód sięga do lodówki, groźbami zmuszają do codziennych ćwiczeń i systematycznie wożą na spotkania z wszelkiej maści autorytetami od diet i wielu innych rzeczy. Normalni ludzie są tego wszystkiego pozbawieni. Do dyspozycji mają wyłącznie silną wolę.

Silna wola jest jednak przereklamowana.

Odmawianie sobie przyjemności jedzenia i unikania siłowni okupione jest wielkim wysiłkiem psychicznym i nieoczekiwanymi, negatywnymi konsekwencjami dla całego ciała. Bo odbija się na naszym samopoczuciu i powoduje zwiększone wydzielanie kortyzolu, czyli hormonu stresu. Ten wpływa na stężenie glukozy we krwi, a to przekłada się na odkładanie tłuszczu w okolicach bioder. Czyli skutkiem diet jest przybieranie na wadze.

Poza tym zwykle jest tak, jak w tym dowcipie:

"Kowalski wraca do domu i od wejścia słyszy podniesiony głos żony, która namawia go na wspólną dietę.

- Musimy wziąć się za siebie, koniec obżarstwa, damy radę! Wyobraź sobie, że Nowak palił dwie paczki papierosów dziennie i rzucił to świństwo z dnia na dzień. To jest silna wola! Jak on może to i my możemy!

Kowalski próbuje jej przerwać i spokojnie porozmawiać na ten temat, ale żona kontynuuje:

- A Wiśniewski, ten Twój kolega, wiesz który, to odstawił wódkę, choć pił już prawie codziennie. Silna wola, mówię ci!

Po rzuceniu jeszcze kilku przykładów i kilku minutach namawiania Nowakowi udaje się dojść do głosu:

- No dobra, to od dziś nie jemy ciast, słodyczy, dżemów, rurek z kremem i w ogóle niczego, co zawiera cukier.

Ucieszona żona ucałowała go w policzek i wzięła się za porządkowanie lodówki i szafek kuchennych pod kątem zmian żywieniowych.

Minęły dwa tygodnie, bez ciast i słodyczy przyznać trzeba, gdy pewnej nocy Kowalskiego obudziły odgłosy dochodzące z kuchni. Przekonany, iż to jakiś złodziej, więc zakradł się pod drzwi, otworzył je z hukiem... po czym ujrzał żonę siedzącą przy stole i pałaszującą wielki sernik zagryzany krówkami.

- Jednak nie dałaś rady, co? - zapytał z przekąsem.

- Dałam, dałam. Szło mi świetnie! - odpowiedziała oburzona posądzeniami żona.

- Więc co się stało?

- Nowak zaczął palić..."

No tak to własnie wygląda. Bez opłacanych pomocników nie damy rady, na rodzinę i znajomych nie ma co liczyć. Gdy poinformujemy bliskich o planowanej diecie, choćby dla zrobienia nam na złość będą pytali co chwilę, czy mamy ochotę na ciastko, rurkę z kremem lub cukierka. Jeden ci nie zaszkodzi, nie przesadzaj - będą mówili z życzliwym uśmiechem.

Nie warto walczyć, należy poddać się od razu. Osoby o silnej woli, a takie się spotyka, to są ludzie o innym kodzie genetycznym, prawdopodobnie potomkowie obcych z kosmosu, z podświadomością ukształtowaną przez lata świetlne nudnych podróży międzygalaktycznych. Normalni mieszkańcy Ziemi nie są w stanie po prostu odmówić sobie przyjemności, nawet jeśli bardzo chcą.

Pewnie dla wielu osób to wszystko brzmi jak usprawiedliwianie słabej silnej woli, ale proszę zrozumieć, czasami muszę zrobić coś dla siebie...

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Donald Trump spotkał się ostatnio z Władymirem Putinem, co wywołało liczne komentarze i dyskusje. Amerykański prezydent wpisał się w ten sposób w długą tradycję spotkań przywódców dwóch wielkich mocarstw.

Stosunki amerykańsko-rosyjskie przed II wojną światową nie odgrywały pierwszoplanowej roli w międzynarodowej polityce. Wszyscy wiemy, że Rosjanie w 1867 roku sprzedali tereny Alaski Amerykanom za 7.2 miliona dolarów – co w porównaniu do wartości odkrytych tam później złóż surowców naturalnych było kwotą bardzo niską. Potem Amerykanie stykali się z Rosjanami w Chinach, gdzie na przełomie XIX i XX wieku mocarstwa europejskie rywalizowały o swoje strefy wpływów w ogromnym, lecz słabym cesarstwie. Sekretarz stanu John Hay chciał, by każde z mocarstw mogło robić tam swoje interesy bez zamykania dostępu do danych terenów innym.

Dojście do władzy bolszewików oznaczało, że wiele amerykański biznesów w Rosji, prowadzonych przez firmy amerykańskie lub za pieniądze z USA, przeszło z rąk prywatnych w ręce państwa. Amerykańskie wojska przez kilka miesięcy stacjonowały nawet we Władywostoku – rosyjskim porcie nad Pacyfikiem – gdzie wspomagały interwencje państw sojuszniczych w toczącą się wojnę domową. Ostatecznie kapitał ze Stanów porozumiał się z bolszewikami, bo już w latach 20. i 30. to amerykańscy inżynierowie nadzorowali wielkie inwestycje socjalizmu, takie jak kombinat metalurgiczny w Magnitogorsku. Przez większość dwudziestolecia międzywojennego USA nie interesowało się jednak Rosją radziecką, podobnie zresztą jak całym światem – panował bowiem kurs na izolacjonizm w polityce międzynarodowej.

Sytuację zmieniła II wojna światowa, w którą Stany Zjednoczone zaangażowały się, mimo pewnej niechęci do tego, po stronie Wielkiej Brytanii. Amerykański prezydent, demokrata Franklin Delano Roosevelt, zdecydowanie dążył do włączenia się do wojny z Hitlerem, widząc w nim zagrożenie dla pokoju światowego. Od czerwca 1941 roku Niemcy toczyli wojnę ze Związkiem Radzieckim (do niedawna swoim sojusznikiem), która w efekcie zadecydowała o przebiegu całej II wojny światowej. Roosevelt świadom tego, podobnie jak brytyjski premier Winston Churchill nawiązał sojusz ze Stalinem, wysyłając mu zaopatrzenie (program Lend-Lease), konsultując z nim strategię wojenną oraz otwierając w Europie „drugi front”. Obydwaj przywódcy spotkali się na konferencjach Wielkiej Trójki w Teheranie pod koniec 1943 roku oraz w Jałcie w lutym 1945 roku. Roosevelt miał dobre zdanie o Stalinie (nazywanym w USA „Wujkiem Joe”), widząc w nim głównego partnera w antyhitlerowskiej koalicji. Skutkowało to spolegliwością amerykańskiego prezydenta wobec radzieckiego przywódcy, spowodowanej z jednej strony słabością Amerykanina (ciężko chorego i zmarłego w kwietniu 1945 roku), a z drugiej chęcią osłabienia imperializmu brytyjskiego i wprowadzenia innej polityki światowej.

Następca Roosevelt, wiceprezydent Harry Truman, szybko wprowadził nowy kurs wobec Stalina. Czując siłę USA wynikającą ze skonstruowania bomby atomowej, postanowił być bardziej asertywny wobec ZSRR. Obydwaj przywódcy spotkali się na konferencji Wielkiej Trójki w Poczdamie i podzielili powojenne Niemcy i Europę, jednak ochłodzenie wzajemnych relacji powoli postępowało. To Truman, pod wpływem analiz dyplomaty i sowietologa Georga Kennana, ogłosił tzw. doktrynę powstrzymywania, która zakładała, że Stany Zjednoczone będą dążyć do nierozprzestrzeniania się komunizmu na świecie. W kolejnych miesiącach amerykański prezydent musiał mierzyć się z kolejnymi prowokacjami Stalina, m.in. blokadą Berlina Zachodniego czy wojną koreańską. USA odpowiadała na to stanowczo – wzmacniała się militarnie i utworzyła NATO.

Kolejni prezydenci musieli też mierzyć się z sytuacją trwania zimnej wojny. Dwight Eisenhower i John F. Kennedy ścierali się z Nikitą Chruszczowem – politycznym naturszczykiem i hazardzistą. Zwłaszcza drugi z lokatorów Białego Domu miał szczególne relacje z radzieckim przywódcą, z którym kilkukrotnie spotykał się i toczył „polityczne szachy” m.in. wokół sprawy Berlina Zachodniego. Ostatecznie jednak w czasie kryzysu w 1962 roku to Kennedy stanowczą postawą zmusił Chruszczowa do wycofania się z planów umieszczenia na Kubie rakiet mogących przenosić ładunki jądrowe. To wtedy świat był najbliżej wybuchu III wojny światowej.

Richard Nixon początkowo kontynuował tę politykę, jednak na przełomie lat 60. i 70. dogadał się z Leonidem Breżniewem, zapoczątkowując politykę odprężenia. Była to słuszna decyzja o zmniejszeniu napięć (np. w Wietnamie) i próbie wypracowania nowych stosunków. Obydwa państwa podpisały traktaty rozbrojeniowe, które zakazując rozwijania systemów antyrakietowych utrwalały równowagę sił między Wschodem a Zachodem.

Radziecka inwazja na Afganistan, a potem wybór na prezydenta Ronalda Reagana doprowadził do odejścia od odprężenia na rzecz powrotu do rywalizacji. Reagan wyraźnie nazwał ZSRR „imperium zła” i wrócił do powstrzymywania komunizmu. Jego polityka wygrała – wyścig zbrojeń okazał się zabójczy dla strony radzieckiej. Ostatni przywódca Związku, Michaił Gorbaczow, wybrał politykę wygaszania zimnej wojny, przy okazji stając się grabarzem „czerwonego imperium”.

Którą drogą pójdzie obecny amerykański prezydent? Historia uczy, że w stosunkach z Rosją warto być elastycznym, należy znać jednak interesy własnego państwa, a przy okazji mieć świadomość, że druga strona ma też swoje cele, często zupełnie odmienne.

Tomasz Leszkowicz

Przy zatrudnianiu adwokata, klient zawiera umowę z profesjonalistą na zapewnienie usług prawnych. Podobnie jak w przypadku każdego innego przedsięwzięcia, należy zadbać o to, aby warunki były jasne i zrozumiałe. Umowa powinna zostać sporządzona tak, aby nie występowały żadne nieporozumienia dotyczące tego, jakie obowiązki ma każda ze stron. Pewne przepisy oraz ustawy regulują relacje między adwokatami oraz ich klientami, w tym rodzaje umów, które są dozwolone, sposób zarządzania kosztami, oraz generalnie honorarium adwokatów.

W stanie Illinois adwokaci muszą przystosować się do Zasad Postępowania Zawodowego („Rules of Professional Conduct”), które zostały ustanowione przez Sąd Najwyższy stanu Illinois („Illinois Supreme Court”). Sąd Najwyższy stanu Illinois udziela adwokatom licencji i umożliwia im wykonywanie zawodu adwokata w Illinois. Poprzez swoją Komisję dotyczącą Rejestracji i Dyscypliny Adwokackiej („Attorney Registration and Disciplinary Commission”) sąd corocznie rejestruje adwokatów, doradza im, oraz rozpatruje zarzuty dotyczące niewłaściwego postępowania. W przypadku naruszenia przepisu lub zasady, sąd może sankcjonować adwokatów.

Początkowy kontakt z adwokatem rozpoczyna relację między adwokatem a klientem. Każdy musi upewnić się, że nie ma konfliktu interesów, ponieważ przepisy zabraniają konfliktów. Klient chce upewnić się, że adwokat działa wyłącznie dla klienta. Adwokat nie chce zagrozić swojej licencji adwokackiej. W związku z tym adwokaci zazwyczaj sprawdzają nazwiska potencjalnych klientów i innych osób zaangażowanych w sprawę z nazwiskami w swoich kartotekach. Adwokat musi również wziąć pod uwagę, kto jest faktycznie klientem - czy jest to osoba indywidualna, czy jest to organizacja, w której dana osoba jest jedynie członkiem?

W zakresie, w jakim adwokat ma reprezentować organizację, taką jak spółkę, korporację lub spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, adwokat musi dokonać przeglądu dokumentacji, która stanowi strukturę organizacji, aby upewnić się, że adwokat ma do czynienia z osobą, która jest właściwie usytuowana działać w imieniu organizacji. Adwokat musi komunikować się z właścicielami organizacji. Powinno być jasne, kogo lub co reprezentuje adwokat.

Gdy adwokat uzgodni kim jest klient, adwokat i klient powinni następnie uzgodnić, jaki jest zakres ich relacji. Od niedawna Sąd Najwyższy stanu Illinois zezwolił adwokatom na angażowanie się w projekty w ograniczonym zakresie („limited scope”). Oznacza to, że adwokat może zostać zatrudniony, aby doradzać klientom w zakresie prawa, opracowywać dokument lub robić coś innego niż załatwianie całej sprawy od początku do końca.

Następnie adwokat i klient muszą uzgodnić honorarium adwokata. Opłaty adwokackie zwykle obejmują stawki godzinowe, stawki ryczałtowe lub opłaty warunkowe. Wszelkie opłaty adwokackie muszą być rozsądne, ale powinny uwzględniać złożoność sytuacji, umiejętności i doświadczenie adwokata oraz inne warunki relacji. Obecnie stawki godzinne spotykane u adwokatów w Illinois generalnie mieszczą się między $250 - $650, ale mogą także wynosić nieco mniej lub więcej. W zapisywaniu lub rejestrowaniu swojego czasu spędzonego nad daną sprawą, adwokaci powinni zapisywać lub rejestrować czas od razu po tym, jak wykonują pracę nad daną sprawą; to pozwala na dokładność i trafność w tym zapisywaniu.

Niektórzy klienci preferują stawki ryczałtowe za usługi, żeby znać przewidywany koszt. Organizacje preferują stawki ryczałtowe dla celów budżetowania. Adwokat, w przypadku stawki ryczałtowej, musi przewidzieć usługi, które będą potrzebne dla danego projektu, i ustalić stawkę, która obejmuje koszt pracy. Standardowe transakcje na rynku nieruchomości są często traktowane jako umowy ze stawką ryczałtową, z dodatkowymi opłatami za niektóre elementy, takie jak na przykład umowa o dzierżawę dla obecnych najemców nieruchomości.

Niektóre sprawy są rozpatrywane na podstawie opłaty warunkowej. Klienci mogą preferować takie rozwiązanie, aby uniknąć opłat przed odzyskaniem odszkodowania. Adwokaci nadal jednak muszą pokrywać koszty swojego czasu. Zwykle wynagrodzenie warunkowe przyznaje adwokatom jedną trzecią tego, co jest odzyskane dla klienta. Na tej podstawie zazwyczaj rozpatrywane są sprawy dotyczące między innymi obrażeń cielesnych oraz nieuwagi profesjonalnej. Niektóre przypadki ograniczają odsetki w określonej wysokości, tak jak w przypadku odszkodowań dla pracowników w sprawach „Workers Compensation.” W niektórych przypadkach, na przykład w sprawach spadkowych oraz rozwodowych, opłaty warunkowe są niedozwolone.

Niektóre sprawy mogą być niezwykle skomplikowane, a także mogą przewidywać zwrot opłat adwokackich. W takich przypadkach adwokaci i klienci mogą dojść do porozumienia hybrydowego, które może obejmować pewien procent plus stawkę godzinną. Sprawy dotyczące zatrudnienia lub zwolnienia przez pracodawcę oraz sprawy dotyczące dyskryminacji często mają do czynienia z umową hybrydową.

We wszystkich przypadkach, zgodnie z zasadami, klienci muszą ponosić odpowiedzialność za koszty. Koszty zazwyczaj obejmują opłaty za złożenie roszczenia w sądzie, opłaty za usługi jak dostarczenie roszczenia oskarżonemu przez szeryfa, koszt reprodukcji kartotek medycznych, koszt tłumaczy oraz stenografów i tym podobne. Adwokat może zgodzić się na pokrycie kosztów i otrzymanie zwrotu w późniejszym terminie (często, gdy sprawa zostanie rozstrzygnięta), ale klient musi ostatecznie ponosić odpowiedzialność za koszty.

W większości przypadków adwokaci zwykle proszą klientów o zapłacenie kwoty, która jest odłożona w zastaw i z której będą dedukowane koszty oraz honorarium; tę kwotę należy wyraźnie ustalić. Adwokaci regularnie i zasadniczo przekazują swoim klientom wyciągi, które opisują, co zostało wykonane w danym okresie, jakie opłaty zostały poniesione i jakie należne są płatności.

Adwokaci zapewniają cenne usługi dla klientów. Ze względu na swoją wyjątkową pozycję, zasady regulują sposób, w jaki adwokaci współdziałają z klientami. Uzgodnienia powinny być jasne i na piśmie. Klient lub potencjalny klient ma prawo rozważyć umowę po konsultacji a propos umowy z innym adwokatem. Jeśli sprawa toczy się w sądzie, należy uzyskać zgodę sędziego na zakończenie relacji adwokat-klient.

Katarzyna Brukało
Brukalo Law, P.C.
Tel. 312-450-3630
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  
www.BrukaloLaw.com
Dwie lokalizacje – Chicago (Downtown) i Park Ridge

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce
część 362

                                                                                               

DIRECT COSTS – koszty bezpośrednie: koszty robocizny i materiałów budowlanych wykorzystanych do budowy danej nieruchomości. Dla porównania, koszty pośrednie (indirect costs), obejmują wszystkie inne wydatki, np. koszty administracyjne, koszty finansowania budowy, odsetki pożyczki, podatki, ubezpieczenie, itp.

DISCOUNT POINTS – punkty dyskontowe: jednorazowa opłata poniesiona przez pożyczkobiorcę w celu zwiększenia zysku uzyskanego przez instytucję finansową z danej pożyczki hipotecznej oraz pokrycia kosztów przygotowania pożyczki. Jeden punkt równa się jednemu procentowi sumy pożyczki i zwiększa zyski banku o około 1/8 jednego procenta (0.00125). Podobnie jak odsetki od pożyczki hipotecznej, pożyczkobiorca może tę opłatę odpisać od dochodu w rozliczeniu podatkowym.

DISTRESS SALE – sprzedaż wymuszona: transakcja sprzedaży, w której właściciel działa pod presją i jest zmuszony sprzedać swoją nieruchomość w krótkim czasie, np. w wyniku wyroku sądowego.

DOWER – prawo własności wdowy: rodzaj prawnego dożywotniego prawa własności obowiązującego w niektórych stanach USA, według którego wdowa ma prawo do części majątku należącego do zmarłego męża, nawet jeśli nie zostało to uwzględnione w testamencie.

EASEMENT – udogodnienie, służebność: prawo przejazdu lub przechodzenia przez działkę należącą do kogoś innego, lub innego rodzaju przywilej pozwalający na korzystanie w określony sposób z nieruchomości stanowiącej własność kogoś innego. Użycie terminu „udogodnienie” lub „służebność” zależy od tego, która strona korzysta z udogodnienia, a która jest stroną służącą udogodnieniem. Z punktu widzenia właściciela działki, przez którą prowadzi przejazd, udogodnienie to stanowi w rzeczywistości „służebność”, gdyż jest udogodnieniem tylko dla sąsiada korzystającego z przejazdu. 

EASEMENT APPURTENANT – udogodnienie gruntowe, służebność gruntowa: udogodnienie dające korzyść właścicielowi działki do korzystania z gruntu sąsiada, na przykład w celu przejazdu do pobliskiego jeziora. Nieruchomość udostępniająca sąsiadowi przywileju przejazdu określana jest jako własność służebna (servient tenement), a samo prawo przejazdu jako służebność gruntowa. Natomiast działka sąsiadująca, której właściciel korzysta z udogognienia to nieruchomość dominująca (dominant tenement). Udogodnienie gruntowe jest nieodłączną częścią nieruchomości dominującej i jest przekazywane wraz z tytułem własności.

EASEMENT BY NECESSITY – udogodnienie konieczne, służebność konieczna: prawo do przejazdu przez ziemię należącą do sąsiada, przyznane z konieczności. W odróżnieniu od udogodnienia gruntowego (easement appurtenant), które tworzone jest dla wygody, na przykład w celu dogodnego przejazdu do pobliskiej plaży, udogodnienie konieczne stanowi jedyny sposób dostępu do drogi publicznej. Sytuacja tego typu może zaistnieć w przypadku, kiedy właściciel gruntów sprzedaje część działki bez dostępu do drogi, i kiedy jedyny dostęp do drogi prowadzi przez część działki, która pozostała właścicielowi po sprzedaży. Udogodnienie tego typu jest konieczne, ponieważ wszyscy właściciele muszą mieć prawo do wjazdu i wyjazdu ze swojej nieruchomości (the right of ingress and egress). 

EQUAL CREDIT OPPORTUNITY ACT (w skrócie: ECOA) – Ustawa o Równych Możliwościach Uzyskania Kredytu: prawo federalne zabraniające instytucjom pożyczkowym dyskryminacji w oparciu o rasę, kolor skóry, wyznanie, pochodzenie, płeć, wiek, stan cywilny oraz korzystanie z pomocy społecznej.

ERRORS AND OMMISSIONS INSURANCE (w skrócie: E&O) – ubezpieczenie od błędów i pominięć: ubezpieczenie na wypadek popełnienia nieumyślnych błędów lub pominięć w pracy m.in. agentów sprzedaży nieruchomości i rzeczoznawców majątkowych.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel: 773-719-3645
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.    
Web: www.CaretRealty.com

„Życie nabiera sensu, kiedy patrzysz na nie jako na tajemnicę, której sens umyka konceptualizującemu umysłowi”. (A. De Mello)

***

Literatura opisująca doświadczenie holocaustu z istoty swej skazuje czytelnika na dotknięcie sytuacji granicznej, czyli takiej, która wyrzuca nas w inny wymiar istnienia, katapultuje tam, gdzie rzadko, albo w ogóle nie bywamy. Uczestnicząc w wydarzeniach, które niosą owe teksty, stajemy się nie tylko ich częścią, ale też zaczynamy być świadkami tego, o czym czytamy. To rzecz jasna nie dotyczy tylko i wyłącznie literatury opisującej zagładę Żydów w czasie ostatniej wojny, ponieważ jest istną cechą odbioru czytelniczego w ogóle, jakkolwiek „graniczność” literatury holocaustu nakłada na odbiorcę szczególną rolę w procesie projekcji – identyfikacji. Otóż w ogromnej mierze są to teksty dokumentalne albo inaczej takie, w których fikcja nie jest strukturalną dominantą. Ich prawdziwość zatem nie ogranicza się jedynie do rzeczywistości zawartej między okładkami tekstu. Sytuacji granicznych zatem, z którymi mamy do czynienia w trakcie lektury, nie można wsadzić „między bajki”, bo nawet jeśli by owe wspomnienia miały taką bajkową formę, co przybrało niezwykły wymiar w tekstach Zofii Posmysz, autorki kultowej Pasażerki, sfilmowanej przez Andrzeja Munka ,to jest to jedynie kolejna próba dania świadectwa niemożliwemu. W swojej książce zatytułowanej „Królestwo za mgłą” pisze:

„…za siedmioma rzekami, za siedmioma górami było sobie Imperium Rycerzy Trupiej Czaszki. Mnie najbardziej podoba się inna nazwa: Kolonia. Ale nie używajmy jej teraz. Mówmy: Królestwo. Tak widziała ten świat moja przyjaciółka Zosia Jachimczak. Było to potężne Królestwo, w którym panował przepotężny król. Przepotężny – tak się pisze w bajkach. Ja widziałam go tylko raz, a w zasadzie tylko jego plecy. Siedział zamyślony i słuchał tkliwego brzmienia skrzypiec. Słuchał w taki sposób, że znać było umiłowanie muzyki. Pewnie gdyby mógł, słuchałby skrzypiec godzinami, ba, całymi dniami, ale… niestety. Był królem i musiał planować nowe podboje. Bo pod tym względem on i jego Królestwo byli nienasyceni. Jakby wciąż głodni. Król ciągle powiększał swoje imperium. Co jakiś czas granice Królestwa przesuwały się i nigdy nie było wiadomo, czy pewnego razu nie będziemy musieli znowu się gdzieś przeprowadzić. Widocznie król toczył gdzieś daleko zwycięskie boje, bo łupy, jakie zjeżdżały z najdalszych nawet stron, były przebogate. Do Królestwa nie można się było dostać na piechotę. Nic z tych rzeczy! Jedynie pociągiem. Pociągi były jak z baśni. Ciągnęły je piękne, wielkie i czarne lokomotywy. Jak spienione rumaki buchały parą, wydawały dźwięki sapiącej bestii. Pociągi te pojawiały się o najdziwniejszych porach. Wjeżdżały majestatycznie w sam środek Królestwa. Wtedy imperium ogarniało nerwowe podniecenie. Ruch i rwetes, krzyki i szczekanie psów. Dopiero na peronie można było zauważyć, że wagony nie miały okien. A mimo to pasażerów zawsze było w bród. Wypływali z ich wnętrz niekończącymi się strumieniami. Następnie strumienie te łączyły się w żywe rzeki, te stapiały się w jeden rwący nurt i taka wezbrana fala tłumu przelewała się w stronę horyzontu. Po kilku godzinach znowu było cicho. Znowu brała górę rutyna królewskiego porządku.” (za: franciszkańska3.pl)

Różnych gatunkowo i koncepcyjnie literackich prób opisu doświadczenia holocaustu mamy nieskończoną ilość. Wystarczy przytoczyć tylko niektóre z tych, które omawialiśmy przez ostatnie parę lat w Monitorze. Wiele czasu poświęciliśmy między innymi tekstowi Victora Frankla „Człowiek w poszukiwaniu sensu. Ten filozof i psychiatra, wymieniany tuż obok Freuda i Adlera, zdołał przeżyć parę obozów koncentracyjnych i pisać o tym doświadczeniu w sposób, który zadziwia i inspiruje. Okazuje się, że doświadczenia graniczne mogą nie tylko wyrzucać w inną rzeczywistość, ale pozwalają też ją jakoś zracjonalizować, mimo że mogłoby się to wydawać nie tylko niemożliwe, ale wręcz absurdalne:

„twierdząc, że człowiek jest istotą odpowiedzialną i zobowiązana stale urzeczywistniać sens potencjalnie zawarty w każdej życiowej sytuacji, pragnę jednocześnie podkreślić (pisze V. Franl), że prawdziwy sens życia odnajdziemy raczej w świecie zewnętrznym niż w sobie samym, jako że nie jest prawdą twierdzenie, iż człowiek stanowi system zamknięty. Nazwałem ową konstytutywną cechę samo-przekraczaniem ludzkiej egzystencji. Należy przez to rozumieć, że człowiek zawsze kieruje się oraz jest kierowany w stronę czegoś lub kogoś innego niż on sam – może to być zarówno oczekujący wypełnienia sens, jak i inny człowiek, którego spotykamy na swojej drodze.

Im bardziej zapominamy o sobie – oddając się sprawie, której pragniemy służyć, bądź też osobie, którą pragniemy kochać – tym głębsze jest nasze człowieczeństwo i tym bardziej urzeczywistniamy swój potencjał. To, co znamy pod nazwą samo-urzeczywistnienia, jest niczym innym, jak nieosiągalnym celem, z tego prostego względu, że im bardziej dążymy do samo-urzeczywistnienia, tym bardziej się od niego oddalamy. Innymi słowy, samo-urzeczywistnienie możliwe jest wyłącznie, jako efekt uboczny samo-transcendencji”. (s.166)

Podobnie analityczna jest Hannah Arent, jedna z najwybitniejszych postaci współczesnej filozofii nurtu fenomenologicznego, która cudem uniknęła, zbiegiem wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności, obozu koncentracyjnego. Jeden z jej najważniejszych tekstów dotyka istoty zinstytucjonalizowanego zabijania ludzi. Chodzi oczywiście o jedno z najbardziej znaczących opracowań kategorii zła, które napisała analizując proces Adolfa Eichmanna w książce „Eichmann w Jerozolimie – rzecz o banalności zła”. Pisze tam:

„[…] Smutną prawdą jest to, że zło w większości czynione jest przez ludzi, którzy nigdy świadomie nie postanowili być dobrymi czy złymi. Większość nazistów to byli ludzie kulturalni, mający rodziny, oddani ojcowie. Przerażająca jest ich normalność. I to jest właśnie banalność zła.” [s.258]

Teza ta prowadzi nas wprost do innego, pod każdym względem, tekstu Jonathana Littella „Łaskawe”, który mimo że jest powieścią sensu stricto, w przeciwieństwie do dwu poprzednich, to szuka odpowiedzi na identyczne pytania: - gdzie lokuje się sens człowieczeństwa i co stanowi o jego istocie, albo raczej, co jest jego istotą?

"Analność zła" – (analité du mal) skwitował dzieło Littella francuski filozof Philip Sollers, nawiązując do słynnej książki Hannah Arendt relacjonującej proces Eichmanna. "Łaskawe" przekonują, że absolutne zło, jakie uaktywnił nazizm, jest skutkiem złamania wszystkich tabu, zakazów, dzięki którym społeczeństwo może funkcjonować, mimo czającej się gdzieś w głębi pierwotnej przemocy. Wyrafinowana kultura oprawców to jedynie pusta skorupa.

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak

Z Andrzejem Kulką w świat: Maroko 2017 cz. 16

Sobota, 11 listopada

Najważniejsze miejsce Marrakeszu to rynek zwany Dżamaa al-fna, gdzie jest zawsze ruch w interesie, a od wczesnego popołudnia zaczynają się gromadzić coraz większe tłumy, aby w końcu, o zachodzie słońca stać się miejscem wyjątkowego w skali światowej spektaklu! W kakofonii dźwięków kastaniet kolorowo odzianych nosicieli wody i muzyków zdawać by się mogło rodem sprzed tysiąca lat, rozwijają swoje koce zaklinacze wężów, sprzedawcy magicznych ziół, połykacze ognia, żonglerzy i dziesiątki innych artystów.

Jak w najlepszym śnie powtarza się spacer w Fezie sprzed kilku dni, podróżujemy tysiąc lat w czasie, do średniowiecza. Teraz już na spokojnie analizujemy ogarniającą nas przestrzeń. Te wąskie ulice i strome ściany mają zasadnicze uzasadnienie w gorącym klimacie; skutecznie chronią przed wiatrem, deszczem, ale przede wszystkim przed brutalnym upałem! Miałem okazję doswiadczyć ich kojącego znaczenia, kiedy znalazłem się po raz pierwszy w Maroku w końcu maja, w żarze powietrza znacznie przekraczającym 40 stopni Celsjusza. Czterdzieści stopni panowało w cieniu, a w słońcu? Piec! Wąskie uliczki łatwiej jest zadaszyć, tworząc zabezpieczenie na rozłożenie straganów. Tradycyjne domy bogatszych rodzin w medynie, zwane riad, też są świetnie dostosowane do wysokich temperatur lata. Typowy dom z tamtych czasów składa się z szeregu pomieszczeń zbudowanych wokół czworobocznego, niezadaszonego dziedzińca często ozdobionego mozaiką barwnych płytek. W środku tego podwórka jest zazwyczaj fontanna, kojąca wzrok, słuch a także schładzająca wokół temperaturę. Ściany domów są gliniane i grube co też znakomicie wpływa na ich własności izolacyjne. Okna pomieszczeń, budowanych przeważnie na dwóch piętrach, są na tyle małe, aby wstrzymywać nagrzewanie, a jednocześnie wystarczająco duże, aby utrzymać obieg powietrza. Okienka wychodzą oczywiście na dziedziniec, co chroni mieszkańców przed hałasem ulicy. Wnętrza pomieszczeń domowych nie są zagracone, dywany na podłodze, dywany na ścianach, lampy, niskie meble do posiłku i na odpoczynek. To wszystko powoduje, że w sumie można egzystować nawet w upale, który w Marrakeszu potrafi sięgnąć 49oC (121F) w cieniu, jak to miało miejsce np. 17 lipca 2013 roku!

Spacer po starówce Marrakeszu do złudzenia przypomina wizytę w Fezie, dlatego czujemy się jak w domu. Nasz przewodnik Saadi wprowadza nas w labirynt uliczek, oglądamy kotłownię łaźni hamam, tradycyjną piekarnię, przeróżne stragany, Meczet Księgarzy i w końcu docieramy na lunch do restauracji serwującej lokalną kuchnię. To jest nasze ostatnie popołudnie w Maroku, więc wybór pada oczywiście na narodowe danie tadżin. Zaliczyliśmy już dzisiaj najznakomitsze atrakcje turystyczne miasta, pora na czas wolny. Szwendamy się po rynku Dżamaa al-fna popijając pyszny sok ze świeżo wyciśniętych owoców granatu. Poddajemy się urokowi chwili, jak gdyby podróży w czasie do krainy Tysiąca i Jednej Nocy. Wychodzimy na dach pobliskiej restauracji, aby ogarnąć panoramę miasta ciemniejącego w ostatnich promieniach słońca. O zmierzchu rynek wyraźnie nabrał życia, rozbrzmiewa muzyka, w powietrzu unoszą się zapachy egzotycznych potraw, muezzin nawołuje do modlitwy, a my, popijając aromatyczną kawę, podsumowujemy marokańskie wakacje.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.